Superpuchar z VAR, czyli Siemaszko już się nie wywinie. Rozmawiamy z Rafałem Rostkowskim

Autor wpisu: 7 lipca 2017 12:34

Piątkowy mecz o Superpuchar Legia Warszawa – Arka Gdynia (20.30, Polsat Sport) będzie nie tylko próbą obu zespołów. Także próbą osławionego systemu analiz sędziowskich VAR, który pierwszy raz oficjalnie zostanie zastosowany w meczu polskich rozgrywek klubowych.

Wprowadzenie VAR w meczu o Superpuchar znaczy tyle, że w przypadku znaczących kontrowersji sędzia (Szymon Marciniak) będzie mógł się odwołać do powtórki wideo – materiał na bieżąco będzie analizował inny arbiter Paweł Gil siedzący w telewizyjnym busie wyposażonym w niezbędne technologie.
Aby była jasność – weryfikacji systemu VAR nie podlegają wszystkie spore sytuacje! O tym trzeba pamiętać. Chodzi tylko o sytuacje absolutnie kluczowe w meczu i to takie, które budzą wątpliwości u samego arbitra głównego. Na przykład przekroczenie lub nieprzekroczenie przez piłkę linii bramkowej, czerwona kartka, podyktowanie kontrowersyjnego karnego czy też… ręka Rafała Siemaszki. Czyli słynny gol zdobyty ręką przez piłkarza Arki w meczu z Ruchem, który w konsekwencji zdegradował najpierw Ruch Chorzów do pierwszej ligi, a w ostatniej kolejce także Górnika Łęczna. Siemaszko przeciwko Legii pewnie zagra, ale tym razem gole będzie mógł strzelać tylko w uczciwy sposób. Nad tym właśnie będzie czuwał system VAR.

My przy okazji tego zdarzenia przypominamy naszą rozmowę z sędzią Rafałem Rostkowskim, wielkim orędownikiem tej technologii. Rozmawialiśmy z nim ładnych kilka miesięcy temu, więc rozmowę skracamy o wątki, które się przez ten czas zdezaktualizowały.
Natomiast wciąż aktualna pozostaje i sama istota, i szczegóły systemu, co Rafał Rostkowski bardzo przystępnie wykłada.

FUTBOLFEJS.PL: Chciałem porozmawiać z panem o systemie Video Assistant Referee, czyli powtórkach wideo…
RAFAŁ ROSTKOWSKI: Nie wiem, czy pan pamięta, ale był pan pierwszym dziennikarzem, który kiedyś rozmawiał ze mną na ten temat. Prawie siedem lat temu.

Pan był pierwszym, który o tym głośno mówił.
Cieszę się, że władze FIFA i IFAB zmieniły zdanie i pozwoliły na korzystanie z takich możliwości technicznych – na razie w formie eksperymentów, pod nadzorem IFAB, ale jednak przełom wreszcie nastąpił. Mamy XXI wiek, telewizje coraz lepiej pokazują mecze – drony, spidercamy, kamery w bramkach – a sędziowie gołymi oczami nie są w stanie zobaczyć wszystkiego, co powinni ocenić, nie mają szans uniknąć błędów. Naukowcy udowodnili, że ludzkie oko nie jest w stanie wyłapać pewnych sytuacji, mogą to uchwycić tylko kamery. Dochodzi do sytuacji, że jakąś akcję ogląda miliard ludzi na świecie, a nie widzi jej człowiek, który ma podjąć decyzję. Wszystkim powinno zależeć, żeby decyzje sędziów były odpowiednie i uczciwe. A jak ta decyzja zostanie podjęta, to jest sprawa wtórna.

Dwie powtórki, zero dyskusji, wynik uratowany, czyli VAR działa świetnie!

Walczy pan o to od wielu lat. Miał pan osobistą satysfakcję, że w końcu się udało?
Owszem, nie widzę powodu do ukrywania radości. W czasie meczu Francja – Hiszpania (podczas którego pioniersko zastosowano właśnie VAR – red.) wymieniałem SMS-y z siedzącymi na Stade de France ludźmi z FIFA i IFAB. Decyzje sędziów o golach, zmienione dzięki powtórkom wideo, przeżywaliśmy trochę jak rzuty karne w finale mistrzostw świata. Mieliśmy świadomość, jak ważne było, aby eksperyment w takim meczu się udał. Było też dosyć zabawnie, bo ważni ludzie zaangażowani w projekt Video Assistant Referee zostali przez organizatorów meczu posadzeni w takim miejscu, że… nie mieli na bieżąco dostępu do powtórek telewizyjnych. W efekcie tuż po zmienionych decyzjach wysyłałem im SMS-y, że obie decyzje bramkowe zostały zmienione słusznie. Potwierdzenie, że gol dla Hiszpanii został uznany prawidłowo, wysłałem kilka sekund po fakcie. Wkrótce potem zacytowałem im w SMS-ie Mateusza Borka: „VAR – konserwatyzm 2:0”. Śmiałem się z tego razem z nimi, bo Borek powiedział dokładnie to, co czuli działacze FIFA, IFAB i ja.

Jak to działa technicznie – sygnały idą od sędziów asystentów wideo oglądających mecz na monitorach, czy o rozstrzygnięcie wątpliwości prosi arbiter główny?
Dwutorowo. Sędzia na boisku w szczególnych sytuacjach może zapytać VAR (tak w skrócie określany jest system i zarazem główny sędzia asystent wideo, który też ma swoich asystentów), czy podjął właściwą decyzję lub jaką powinien podjąć, ale musi zapytać, zanim gra zostanie wznowiona. Może też być tak jak w Paryżu, czyli błąd sygnalizują sędziowie śledzący mecz na monitorach. Interweniują, gdy zdarzy się poważny błąd w kwestii gola, rzutu karnego, czerwonej kartki lub identyfikacji zawodnika, który powinien zobaczyć kartkę. I przypuszczam, że w tę stronę to będzie działało częściej: „zmień decyzję, bo widzimy, że była zła” albo „wstrzymaj grę, bo oglądamy powtórkę i za kilka sekund powiemy ci, jaka powinna być decyzja”.

Ilu ma być tych sędziów asystentów?
IFAB zaleca, żeby było ich przynajmniej dwóch – jeden główny, który zasadniczo będzie koncentrował się na faulach i zagraniach piłki ręką, a drugi to asystent, który będzie odpowiedzialny za spalone. Chodzi tu o podział zadań według specjalizacji. FIFA planuje używać trzech sędziów asystentów wideo w czasie każdego meczu mistrzostw świata w Rosji. Podczas eksperymentów będą sprawdzane różne opcje. Na pewno nie będzie to tylko jeden sędzia VAR, bo sam nie byłby w stanie oglądać gry na bieżąco i równocześnie sprawdzać powtórki. A czasem dwa-trzy wydarzenia następują po sobie w krótkim odstępie czasowym. Jeśli jeden sędzia coś sprawdza, drugi musi kontrolować, co się dzieje na żywo.

Przed rozmową odświeżyłem tę naszą rozmowę z 2010 roku (tutaj) i zauważyłem, że podświadomie w relacji z meczu Francja – Hiszpania powtórzyłem pana tezę: że konsultacje wideo trwają krócej niż protesty zawodników. Wygląda na to, że dobrze mnie pan zindoktrynował.
I tak będzie, bo ponad 90 procent decyzji będzie podejmowanych przez sędziów asystentów wideo na podstawie jednego ujęcia, czasem dwóch. Docelowo ma to zajmować kilkanaście sekund, ale nawet pół minuty, to jest dobry czas. Jak na tak wczesny etap eksperymentu, wyniki z Paryża są już bardzo dobre. Protesty piłkarzy potrafią czasem przerwać mecz na kilka minut. Przez brak powtórek tak było w wielu meczach mistrzostw świata, Europy, Copa America…

Ile to będzie trwało – to była chyba najważniejsza kwestia, na którą czekaliśmy, żeby się przekonać, jak działa ten system. 
Niektórym się wydawało, że będzie to trwało tyle, ile czeka się na powtórkę w telewizji – minutę, albo i dwie. Nie! Powtórki w telewizji oglądamy z opóźnieniem, bo realizatorzy nie chcą przerywać widzom akcji. Powtórkę pokazują dopiero, gdy jest ku temu okazja, czyli na przykład gdy piłka wyjdzie poza boisko. Ale te powtórki zwykle są przygotowane od razu. Sędziowie mogliby z nich skorzystać dużo wcześniej, niż telewidzowie zobaczą replay. Natomiast system „videoReferee”, z którego korzystają sędziowie asystenci wideo, to urządzenie, które spełnia oczekiwania sędziów w sposób absolutny. Tego nawet nie da się porównać z siedzeniem w wozie telewizyjnym i przewijaniem ujęć z kolejnych kamer w poszukiwaniu tej właściwej powtórki… Miałem okazję sprawdzić osobiście, jak „videoReferee” szybko działa i gwarantuję, że to jest banalnie proste. Do serwera systemu można podłączyć wszystkie kamery i jeśli chcemy sprawdzić, co się stało w czasie meczu, to przewijamy obraz jednocześnie z tych wszystkich dostępnych kamer. Jeden serwer jest w stanie zapisywać i równocześnie odtwarzać obraz z kilkunastu lub nawet ponad 20 kamer w najlepszej jakości. Producent sygnału telewizyjnego udostępnia obraz ze swoich kamer, ale do VAR można podłączyć również kamery dodatkowe. Można je zainstalować tam, gdzie zażyczą sobie organizatorzy rozgrywek lub sami sędziowie. Tak było na przykład na mistrzostwach świata w piłce ręcznej we Francji – to samo można zrobić w piłce nożnej.

Jeden mit, jedna obawa została rozwiana – nie trwa to długo i będzie trwało coraz krócej, nie zaburza rytmu meczu. Drugi argument przeciwników to koszty. Czy to jest bardzo droga „zabawka”?
Od razu zastrzegam – prawie cała wiedza, jaką mam na temat kosztów tej technologii, pochodzi bezpośrednio od ludzi, którzy się tym zajmują – z IFAB, FIFA oraz od osób, które od lat świadczą takie usługi w różnych dyscyplinach sportu. I wszyscy są zgodni co do tego, że VAR jest tanim systemem, a z pewnością bardzo tanim w porównaniu z kosztami Goal-Line Technology, która przecież pomaga tylko w jednym typie sytuacji. Wynajęcie firmy świadczącej usługi wideo na jeden dzień – bo tak trzeba liczyć potrzebny na to czas – kosztuje mniej więcej 10-12 tys. złotych. Oczywiście przy umowie na sezon, dwa czy trzy, cena spada mniej więcej o połowę. Live Park, czyli firma, która zajmuje się produkcją telewizyjną meczów ekstraklasy, deklaruje, że da się to zrobić jeszcze taniej. I wcale mnie to nie dziwi. Bo sprzęt potrzebny do systemu VAR, jeśli wykorzystane są kamery stacji telewizyjnej transmitującej spotkanie, mieści się w bagażniku samochodu osobowego, model kombi. Serwer ma rozmiar mniej więcej starego odtwarzacza wideo, do tego dochodzą monitory oraz panel sterowania, który ma wielkość małej konsoli do gier. Maksymalny koszt używania takiego systemu – zgodnego ze standardami FIFA i IFAB, bo tylko o takim standardzie warto rozmawiać – to ok. 3,5 mln złotych za sezon. Potwierdziły to już dwie firmy obecne na polskim rynku: EventsMedia i właśnie Live Park. Podkreślam – maksymalny koszt. Skoro na powtórki wideo stać w Polsce takie dyscypliny sportu jak hokej, siatkówka, koszykówka, kajakarstwo górskie, wyścigi konne czy żużel, to tym bardziej stać ligę generującą większe zyski.

Co z meczami w niższych ligach, gdzie nie ma transmisji, nie ma kamer telewizyjnych?
Możliwe jest to, co pan napisał w relacji meczowej, że ten system trafi pod strzechy, bo do systemu możliwe jest podłączanie kamer zarówno telewizyjnych, jak i innych, nawet amatorskich. Można sobie wyobrazić, że w jakiejś gminie jakiś wójt albo ktoś inny zechce zainstalować taki system nawet w lokalnej lidze biznesu. Decydować o tym będzie organizator danych rozgrywek. Kiedyś wydawało nam się, że aby nakręcić film, potrzeba milionów dolarów. Teraz filmy kręcą wszyscy – jeśli nie kamerą, to telefonem. Przyznam, że ze znajomymi sami zainscenizowaliśmy różne sytuacje i je nakręciliśmy, żeby sprawdzić, jak działa system „videoReferee”. I działa znakomicie.

Ile czasu potrzeba na wdrożenie systemu?
Trzeba jednak mieć świadomość, że systemu VAR nie można wprowadzić ani z dnia na dzień, ani z miesiąca na miesiąc. Od momentu, gdy jakiś związek lub liga zdecyduje się, że chce korzystać z powtórek wideo, do momentu, gdy system zacznie działać, musi minąć co najmniej pół roku. Tyle czasu potrzeba na przygotowanie systemu, ustalenie szczegółów, przeszkolenie sędziów. Aby sędzia zdobył uprawnienia sędziego asystenta wideo, musi to przećwiczyć w co najmniej 13 meczach w trybie offline i online w meczach nieligowych. Nie da się zrobić tego w miesiąc.

Czy przeciwnicy tego systemu mają jeszcze jakieś argumenty?
Żaden system nie jest doskonały, VAR też nie jest. Nie rozwiąże wszystkich problemów, bo czasem nawet ujęcia z kilkunastu kamer nie dają pewności, jaka powinna być decyzja sędziego. Ale VAR pokaże sędziom to, co widzi cały świat. IFAB i FIFA mówią jednym głosem: „Nie chcemy skandali”. Powtórki wideo temu też mają służyć: naprawiać oczywiste błędy w kluczowych sytuacjach. Natomiast kontrowersje będą dalej – to nie zniknie.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli