Stokowiec: Wyciągam z szafy moją ofensywną marynarkę i jedziemy!

Autor wpisu: 23 lipca 2016 10:15

Mecz Zagłębia Lubin z Partizanem Belgrad skończył się niemal o północy z czwartku na piątek. Po bezbramkowym, ale emocjonującym, dramatycznym spotkaniu i wygranej w serii rzutów karnych 4:3 awans do III rundy eliminacji Ligi Europy wywalczył zespół Piotra Stokowca. Rywalem „Miedziowych” będzie teraz duński zespół SonderjyskEPierwsze spotkanie odbędzie się już 28 lipca w Lubinie (godz. 19), natomiast rewanż rozegrany zostanie tydzień później w mieście Haderslev (19.15).

FUTBOLFEJS.PL: Gratuluję sukcesu. Pewnie lał się szampan, za wami chyba noc nieprzespana, co?
PIOTR STOKOWIEC: Ale raczej ze zmęczenia. Bardzo się cieszyliśmy, ale przecież mecz skończył się dopiero przed północą. Nawet nie było siły na świętowanie. Zresztą my twardo stąpamy po ziemi. Zawodnicy rozjechali się do domów o 2 w nocy, a o 11.00 już byli z powrotem w klubie, już mieliśmy trening. A przecież sam mecz też nas energetycznie i emocjonalnie wyczerpał. Skończył się dla nas dobrze, ale to było trudne spotkanie. Mam wielką satysfakcję, że wywalczyliśmy ten awans, gdy na stadionie było ponad 11 tysięcy ludzi. To było coś wyjątkowego, a pracuje w Zagłębiu ponad dwa lata.

No właśnie, powiedział pan, że nareszcie wypłynęliście na trochę szersze wody. Czy po tym zwycięstwie Zagłębiu Lubin udało się już zbudować markę?
Marki nie buduje się jednym meczem. Trzeba ją budować latami! Markę to ma właśnie Partizan, który zapracował na tę pozycję przez wiele sezonów. 20 lat bez przerwy grają w pucharach, a w ostatnich 10-ciu latach kwalifikowali się albo do Ligi Mistrzów albo do fazy grupowej Ligi Europy. I cieszę się, że przeszliśmy tak silną drużynę. Mecz udał nam się znakomicie pod względem taktycznym. Zresztą jestem dumny z chłopaków, że zrealizowali wszystko co sobie zaplanowaliśmy. Nawet wprowadzenie Krzysztofa Janusa i Jana Vlasko na podmęczonego rywala nam się sprawdziło. To oni w końcówce robili nam świetną robotę w ofensywie. Ciężko się gra na 0:0, ze świadomością, że nie można stracić gola, bo wtedy musisz odpowiedzieć dwoma. To byłoby z Partizanem niemożliwe.

Powiedział pan o Janie Vlasko i Krzysztofie Janusie. A właściwie na jaką pozycję wszedł Jakub Tosik do ofensywy? Wolnego elektrona?
Nie, wszedł na „dziesiątkę”. Chodziło o to, żeby zabezpieczyć środek boiska i nie nadziewać się na ich kontry. W dzisiejszym futbolu zawodnicy nie są tak przywiązani do pozycji, jest ciągła rotacja. Dlatego „Tosiu”, który zazwyczaj gra na defensywnym, tym razem poszedł trochę wyżej, bo zawodnik musi brać pod uwagę gdzie jest piłka, przeciwnik i partnerzy z zespołu, wtedy koryguje swoje ustawienie. Wywiązał się bez zarzutu, a po jego wejściu, mieliśmy kilka sytuacji.

A tak szczerze! Spodziewał się pan, że wyeliminujecie zespół z Belgradu?
Powiem, że dziwiłem się, że ani jeden serbski dziennikarz nie przyszedł na naszą konferencję przedmeczową. Sami rywale też chyba się oszukali, uspokajając się przebiegiem pierwszego meczu. Wtedy mieli przewagę w polu, dużo miejsca i pomyśleli, że w Lubinie też tak będzie. I tu się pomylili. Przyjechali tu z medalami na szyi, a myśmy podeszli wyżej, zaatakowaliśmy ich wysokim pressingiem i okazało się, że słabo sobie z tym elementem radzą, że to dla nich niewygodne. Stosowaliśmy ten element gry w Belgradzie, ale zbyt mało. Zresztą w „Bałkańskim Kotle” nikomu nie gra się dobrze. To był mecz, z którego wyciągnęliśmy maksa i – może pana zaskoczę – byłbym zadowolony z tego występu nawet jeśli byśmy nie awansowali. Pokazaliśmy w tym meczu dojrzałość, zdyscyplinowanie, nie straciliśmy gola. To trzeba umieć docenić, nawet gdybyśmy te karne przegrali.Wynik jest sprawą bardzo ważną, ale styl to rzecz, która buduje wspomnianą markę.

Po meczu dziękował pan trenerowi rywali za grę fair. To trochę niespotykane…
Dziękowałem, bo sami chcemy grać fair. Chcemy grać czysto, bez udawania, bez symulowania, bez leżenia na boisku. Tak samo było w Belgradzie, gdzie przecież momentami musieliśmy się głęboko bronić, grając w 10-ciu. Ale nikt od nas nie symulował.

Wygraliście z Partizanem rzuty karne. Podobno, przy wyznaczaniu egzekutorów „jedenastek” dużą rolę miał psycholog Paweł Habrat.
To prawda, do karnych przygotowywaliśmy się już wcześniej. Na obozie w Opalenicy i w Turcji. Paweł wymyślił pewną zabawę, która znosi presję z zawodników przy wykonywaniu „jedenastek”.

Jak to możliwe? Na czym to polega?
Zawodnik losuje przed rzutem karnym karteczkę, na której jest napisane jak konkretnie ma wykonać „jedenastkę”, np. lewy róg po ziemi, albo prawy góra. Więc jest presja, żeby nie tylko strzelić gola, ale jeszcze zdobyć go we właściwy sposób. Więc jak później, w czasie meczu masz już dowolność w uderzeniu, to podświadomie wydaje ci się, że to łatwiej, niż na treningu. Taki zabieg psychologiczny. Ale ja w meczu z Partizanem też zdejmowałem presję z zawodników.

No, ale decydującego karnego Jan Vlasko wykonał właśnie w ten sposób, że poczekał na to, aż bramkarz się położy, a on uderzył w środek…
Janek ma świetną technikę użytkową. Zrobił to bardzo pewnie. Zresztą od razu powiedział, że chce wykonywać tego decydującego, piątego karnego. Chciał wziąć presję na siebie. Ostateczna decyzja należy do zawodnika. Trener  nie może zawodnikowi na boisku podpowiedzieć kiedy ma podawać, a kiedy uderzać, to zabijało by jego kreatywność.

No właśnie! Vlasko czuł się na tyle pewnie, że w dogrywce założył siatkę rywalowi stojąc do niego… tyłem! To jednak chyba było przypadkowe…
A skąd! Co pan opowiada! Proszę sobie zobaczyć na YouTubie jego akcje z ligi słowackiej. On takie siatki tam zakładał i robi to z premedytacją. Jego umiejętności są naprawdę wielkie i można je porównać do Filipa Starzyńskiego. Zresztą Janek za brawurę na boisku dostaje czasem ode mnie „ochrzan”.

To pan tak krzyczał w czasie dogrywki do zawodników, że rywal już leży na deskach?
Chyba nie tylko ja (śmiech). Ale to była prawda, że przeciwników łapały kurcze, a myśmy w dogrywce mieli okazję ten mecz rozstrzygnąć na naszą korzyść. Cieszę cię, że tak dobrze wyglądamy fizycznie, choć przecież już od miesiąca gramy co trzy dni. Zespół jest dobrze przygotowany na kilku płaszczyznach: motorycznej, techniczno-taktycznej i mentalnej – żeby była jasność – to jest zasługa całego mojego sztabu i dobrych warunków do treningu.

Jaka jest sytuacja ze Starzyńskim? Już do was dołączył?
Niech pan poczeka chwilę, sprawdzę co piszą w Internecie (śmiech). Ja tu się zajmuję swoimi sprawami. Zresztą nigdy się nie skarżyłem, że straciłem po sezonie Filipa. Proszę zauważyć, że jego nadal nie mamy, a zespół gra swoje. To mnie najbardziej cieszy. Wobec nieobecności Filipa przygotowaliśmy do gry Vlasko, który miał półroczną przerwę i Adriana Rakowskiego. Chyba nie najgorzej… Siła naszej drużyny nie opiera się na jednym zawodniku, choć filar obronny ciężko jest zastąpić.

Czy Starzyński jest w stanie wejść do drużyny z marszu?
Na pewno nie. Jest zbyt duże ryzyko kontuzji. Pamiętajmy, że na EURO 2016 dużo nie pograł, potem też miał przerwę na odpoczynek po turnieju. Z takim zawodnikiem trzeba postępować rozsądnie.

Czy to jest możliwe żeby Vlasko i Starzyński grali razem?
A dlaczego nie? Przy ofensywnym ustawieniu jak najbardziej. Zresztą jest taka zasada, że dla dobrego zawodnika miejsce na boisku zawsze się znajdzie. Trzeba pamiętać o właściwych proporcjach, żeby tych artystów nie było za dużo na boisku na raz.

Teraz w III rundzie eliminacji do Ligi Europy zagracie z duńskim zespołem SonderjyskE. O ile przed Partizanem byliście skazywani na porażkę, teraz wszyscy was widzą w roli faworyta.
Wysłaliśmy na mecz do Norwegii na obserwację SonderjyskE trenera, co tylko potwierdza, że wierzyliśmy w awans Zagłębia. Zresztą myśmy nie pokonali Partizana w czwartek, pokonaliśmy go dużo wcześniej, robiąc dobre przygotowania. Myśmy już w Gniewinie oglądali mecze Partizana, choć przed sobą mieliśmy jeszcze spotkania ze Slavią Sofia. Zawsze trzeba myśleć dwa ruchy do przodu. Ale do rywalizacji z SonderjyskE podchodzimy z szacunkiem do rywala. To silny fizycznie i wybiegany zespół, niczym Islandia na Euro.

Powiedział pan w telewizji, że Zagłębie pokazało, że europejskie puchary wcale nie muszą być dla polskiego klubu udręką. Widać, że nadal nie zgadza się pan z tym określeniem, że rywalizacja w Europie jest dla naszych drużyn słynnym już „pocałunkiem śmierci”.
Ja się od początku nie zgadzałem z tym określeniem. Puchary to prestiż, to promocja klubu, budowanie marki, szansa pokazania się w Europie. Przecież po to się gra w piłkę! Kieruje nami duża ciekawość co będzie dalej i jak to jest grać w kolejnej rundzie, poznajemy kolejne drużyny, style itd. Poza tym nie oszukujmy się, są to też pieniądze dla klubu.

Ale w teorii „pocałunku śmierci” chodzi o to, że zapłacicie za to w dalszej części sezonu w lidze.
Na razie to poradziliśmy sobie i w pucharach i w Ekstraklasie, gdzie wygraliśmy z Koroną Kielce. Wychodzą nasze solidne przygotowania, dbałość o każdy szczegół. Przypadek ograniczyliśmy do minimum. Najlepsi w Europie grają co 3 dni. Trzeba dysponować szeroką kadrą. Chcę mieć gotową do gry jak największą grupę zawodników, dlatego będziemy rotowali składem. Nie boimy się porażek. To część gry. Dla takich zwycięstw jak to z Partizanem, warto…

Czy po tej dogrywce z Partizanem nie boi się pan wyjazdu do Poznania na niedzielny mecz z Lechem?
Nie, wyciągam z szafy moją ofensywną marynarkę i jedziemy! (śmiech)

Awans zadedykował pan trenerowi Rudolfowi Kaperze, który zmarł niedawno…
To był mój trener, nauczyciel, mentor. Zbudował mój kręgosłup moralny trenera, pokazał, że w pewnych kwestiach nie można iść na kompromisy. Jestem mu za to wychowanie bardzo wdzięczny, cieszę się, że miałem okazję spotkać go na swojej drodze życiowej.

Rozmawiał Dariusz Tuzimek

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Hit | Polecane | Zagłębie Lublin

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli