Sławomir PESZKO: Tyle było już różnych afer, a ciągle wszystko wraca do mnie jak bumerang

Autor wpisu: 24 lutego 2017 21:20

Urodzinowa rozmowa ze Sławomirem Peszką – o wieku, zdrowiu, jedzeniu, alkoholu. Jest też o ripostach na Instagramie. Oczywiście nie zabrakło też wątków piłkarskich. – Na razie nie wyobrażam sobie, bym przestał grać, ciągle przed oczami mam piłkę. Po dwóch dniach wolnego już mnie nosi, chcę iść na trening – mówi.

FUTBOLFEJS.PL: Kilka dni temu obchodziłeś 32. urodziny. Jak na skrzydłowego to już zaawansowany wiek, ale po tobie na boisku tego nie widać. Zastanawiasz się czasem, ile jeszcze będziesz biegał w tę i z powrotem w takim tempie? 
SŁAWOMIR PESZKO: Gdy kończy się kolejny sezon, przychodzi taka myśl, że kariera powoli dobiega kresu. Ale z drugiej strony ciągle pojawiają się nowe cele, jest większa ambicja. Przed EURO 2016 myślałem sobie, że jak pojadę do Francji, to pewnie później pojawi się jakieś samozadowolenie. A w kolejnym sezonie, jeśli nawet będę grał mniej, to nie będę się tak wkurzał. Ale przygotowałem się dobrze do rozgrywek i pomyślałem: dlaczego mam komuś odpuszczać miejsce w drużynie, skoro mogę tu osiągnąć jeszcze jakiś sukces? Jest taki potencjał w naszym zespole, że można zapisać się w historii klubu.

Cel celem, a masz jeszcze codzienny głód grania w piłkę? Bo wyglądasz na boisku, jak – za przeproszeniem – pies spuszczony z łańcucha.
Mam głód i to duży. Po meczu w Niecieczy wróciliśmy do Gdańska w sobotę nad ranem, dostaliśmy dwa dni wolnego. Spędziłem sporo czasu z rodziną, ale drugiego dnia już mnie nosiło, już chciałem iść na trening. Wciąż każdy mecz rozgrywam w głowie, planuję, jak go zacząć, analizuję, z jakim rywalem mam do czynienia. Nie ma tak: dobra, teraz jadę na stadion, wychodzę na boisko, gram i wracam spokojnie do domu. Na razie nie wyobrażam sobie tego, żebym przestał grać, ciągle przed oczami mam piłkę.

Ze zdrowiem – odpukać – problemów większych nie masz? Wiadomo, im człowiek starszy, tym dłużej się regeneruje.
W poprzedniej rundzie miałem problem ze zmiażdżonym mięśniem, kiedy jeździłem do Serbii leczyć się woltami – pomogło (śmiech). A po meczach nie jestem tak zmęczony, jak byłem kiedyś. Być może pomogła tu zmiana stylu życia.

Na czym ta zmiana polegała?
Na przykład na tym, że kiedyś po meczu wracałem do domu i lubiłem sobie pooglądać telewizję, albo pograć na konsoli. A teraz jak najszybciej idę spać. Zmieniłem też styl żywienia.

A jak jest z alkoholem? 
W sobotę miałem urodziny, więc jak miało być? (śmiech)

Głowa bolała w niedzielę?
Nie, bo był dobry alkohol.

I nie mieszałeś?
Nie. A tak poważnie, to wiem, kiedy można, a kiedy nie można. Mówiłem to już kiedyś, że jeśli mam ochotę napić się z żoną wina, to wiem, kiedy mogę. Kiedy spotykam się z kumplami, których dawno nie widziałem, to wychodzę z nimi do pubu na mecz i wypiję piwo.

Przed EURO opowiadałeś, że przez rok zero alkoholu. 
Mówiłem głównie o jedzeniu. Ania Lewandowska wszystko mi rozpisała. Trudno było na początku, teraz trochę wyluzowałem, nie jestem wobec siebie już tak restrykcyjny, ale trzymam się pewnych standardów.

Dopytuję, bo wiesz, że stałeś się pewnego rodzaju legendą. Żarty na twój temat…
Te żarty to jest jakiś ewenement. Już tyle było różnych afer od tej mojej ostatniej wpadki, a i tak wszystko wraca do mnie jak bumerang.

I przestaje cię to bawić? Ostatnio zareagowałeś dość stanowczo na jeden wpis...

Peszkin-buty

Kiedy żartuje dziennikarz czy komentator, to chyba mu nie wypada szukać zaczepki. Czym innym są memy czy żarty typu „suchar codzienny”. Często sam się z nich śmieję i przesyłam dalej, a czym innym jest tego typu żart osoby, która w jakiś sposób występuje publicznie.

Ten komentarz odnosił się do słów Sebastiana Mili, który kiedyś zażartował na temat picia z buta.
Być może. Ja odebrałem to jako zaczepkę w stosunku do mnie i takich rzeczy nie toleruję, bo są jakieś granice przyzwoitości. Stąd moja reakcja na podobnym poziomie.

Wróćmy do spraw piłkarskich. Chce ci się jeszcze jeździć na obozy przygotowawcze?
Nie. Oczywiście przygotowywać się trzeba, ale dwutygodniowy obóz nie wpływa dobrze na drużynę, w której jest ogromna konkurencja i tyle różnych charakterów. Już po kilku dniach iskrzy na boisku i poza nim.

A co można innego zrobić, gdy w Polsce nie ma warunków?
Wolałbym pojechać na siedem dni i poćwiczyć intensywniej. Mógłbym nawet codziennie trenować, ale na miejscu.

Słyszałem, że w Lechii wszyscy do pracy przychodzą uśmiechnięci. Potwierdzasz?
To trzeba księgowej zapytać (śmiech).

Piotr NOWAK: Wbrew pozorom piłkarze to inteligentni ludzie

Trener Piotr Nowak tak mi powiedział.
Rzeczywiście trener ma bardzo pozytywne nastawienie, widać, że długo był w Stanach Zjednoczonych. Od rana chodzi z kawą i rzuca żartami, szuka optymizmu u innych.

A gdy na obozie atmosfera stawała się gęsta, to rozładowywał ją?
Trener długo się przygląda, patrzy, jak kto jest przygotowany mentalnie, obserwuje, czy potrafimy sami rozwiązać problem i poukładać wszystko, czy będzie musiał wkroczyć. Interweniuje dopiero wtedy, gdy to jest konieczne. Czasem czeka z tym bardzo długo. Trener nie lubi tylko jednego, jak on to nazywa – ciągłego mędzenia. Pytań w stylu: „trenerze, co będziemy dziś robić? a jak długo? a co jutro? a dlaczego tak? kiedy będzie wolne?”.

Zaskoczony byłem twoją optymistyczną wypowiedzią po meczu z Termaliką, kiedy powiedziałeś, że nic się nie stało, takie rzeczy się zdarzają, innym razem szczęście uśmiechnie się do Lechii.
Powiedziałem tak, bo już wiele razy takie rzeczy przerabiałem. Choćby z reprezentacją w Dublinie, kiedy po moim golu prowadziliśmy 1:0 i straciliśmy to prowadzenie w ostatniej akcji. W każdym klubie grałem takie mecze i wiem, że suma szczęścia równa się zero.

Jak się czujesz, jeśli chodzi o formę piłkarską?
Czuję pewność w tym, co robię. Może się zdarzyć, że idę w drybling z obrońcą i przegrywam pierwsze trzy pojedynki, ale nie zrażam się, bo wiem, że jak wygram czwarty, to wypracuję stuprocentową okazję. Mogę przegrać nawet pięć pojedynków z rzędu, ale wiem, że w końcu się uda.

I masz na to pozwolenie trenera?
Trenera i zawodników. Bo nie jest tak, że po stracie rozkładam ręce, tylko gonię do tyłu i staram się naprawić błąd.

Pytam o to, bo trener Nowak często podaje twój przykład jako zawodnika, który chce na boisku zrobić za dużo, chce pokazać to, co lubią kibice, ale nie zawsze przekłada się to na dobro drużyny. Mówi, że musi cię trzymać za lejce.
Generalnie trener uczy wszystkich nas cierpliwości. Ale w pewnych sprawach nie da się mnie zmienić. Gdy prowadzę piłkę w kierunku bramki i mam przed sobą jednego obrońcę, to zawsze pójdę w drybling, nawet jakby stał przede mną Sergio Ramos czy Dani Alves. Zawsze tak robiłem i będę tak robił, tego już nie zmienię.

Poprawiłeś statystki w tym sezonie. Świadomie nad tym pracujesz, czy to przychodzi samo wraz z dobrą formą?
Przejmowałem się tym tylko wtedy, gdy na początku długo nie mogłem strzelić gola dla Lechii. Myślałem sobie: chwalą mnie, bo gram dobre mecze, ale patrzę na statystyki zawodników ofensywnych: ten siedem bramek, ten pięć, a ja zero albo jedną. Kurcze, coś nie halo. Teraz przychodzi wszystko bez myślenia. A jeśli już kalkuluję, to z myślą, żeby skorzystała na tym drużyna – czy się podłączyć do kolejnego ataku, czy lepiej zostać i zabezpieczyć tyły.

Okno transferowe powoli się zamyka. Jak oceniasz rywali do walki o mistrzowski tytuł po mniejszych lub większych remontach?
Zdecydowanie odrywają się cztery drużyny – Lechia, Jagiellonia, Legia i Lech. Wątpię, żeby doskoczyły jeszcze Termalica albo Zagłębie. I wątpię, żeby ktoś z tej czwórki odpadł. Wielu patrzy i myśli o Jagiellonii, ale dlaczego mają odpaść, skoro dobrze grają.

Peszko to się umie zachować

W Gdańsku Jaga przegrała 0:3.
Bo się wystraszyła i za bardzo cofnęła, nie próbowała nas atakować i zapłaciła za to wysoką cenę.

Legia?
Osłabiła się w ofensywie, straciła króla strzelców Nikolicia, straciła Prijovicia. Nowych zawodników nie jest łatwo szybko wkomponować do jej stylu gry. To nie jest zespół, który gra z kontry i potrzebuje szybkiego zawodnika, któremu rzuci piłkę za plecy. Legia chce się utrzymywać przy piłce, a to jest znacznie trudniejsze. Potrzebny jest taki zawodnik jak Nikolić.

Lechia jest silniejsza niż jesienią?
Tak, Borysiuk i Kuciak już pokazali, że są wzmocnieniem. Naszą siłą są też piłkarze, którzy doszli do wysokiej formy i indywidualnie potrafią rozstrzygnąć mecze, na przykład Rafał Wolski. Uważam, że to będzie jego runda. Gdy rywale zablokują braci Paixao albo mnie, to jest Rafał. Jeśli odetną Rafała, to są inni, jak Krasić, Kuświk, Haraslin albo Mak.

Z tylnego siedzenia czai się twoja była drużyna, czyli Lech.
W Poznaniu chyba na to liczą, żeby się o nich głośno nie mówiło. Ale to oni najlepiej zaczęli wiosnę. Różnice są niewielkie, wątpię, żeby ktoś fazę zasadniczą zakończył z przewagą siedmiu-ośmiu punktów. Dla nas ważne jest, żeby w rundzie finałowej mieć cztery mecze u siebie. Najlepiej zająć więc pierwsze miejsce.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli