Śląsk się odremontował, Pawelec się odremontował, Morioka też – a wszystko w 60 sekund

Autor wpisu: 19 maja 2017 21:15

Remontada – słowo-wytrych, które robi furorę. We Wrocławiu na „odremontowanie” potrzebowali 60 sekund i z 1:0 dla Arki zrobiło się 2:1 dla Śląska. A potem już poszło. 4:1 i Wrocław odetchnął z ulgą, Arkę już ledwo widać spod ciężaru Pucharu Polski.

Mecz piekielnie ważny dla jednych i drugich. Dla jednych i drugich spadek to tragedia. Arka ma Puchar Polski, który najpierw cieszył, a teraz ciąży. Wrocław ma stadion-gigant i na głowie 70-lecie klubu. Różne są formy świętowania, ale degradacja chyba do nich nie należy.

Powiedzieć, że ten mecz na maksymalnym stresie jednych i drugich miał dwa oblicza – to trafić w sedno. To były takie wzorcowe „dwa oblicza”. Arka w 15. minucie strzeliła gola i przez pół godziny to był jej mecz. Kibice z Wrocławia mogli załamywać ręce, że prawdziwym obliczem broniącego się przed spadkiem Śląska jednak jest to oblicze z Lubina, gdzie Śląsk przegrał ani zipnąwszy. A nie to z meczu z Ruchem (6:0).
Ale w 34. minucie ktoś przełożył wajchę. Ten ktoś to Mariusz Pawelec. Remontada zawsze jest słodka, ale jak nazwać przebudzenie strzeleckie akurat w takim momencie kogoś, kto po raz ostatni bramkę strzelił… 7 (siedem!!!) lat temu? Mimo że gra regularnie, mimo że dla Śląska rozegrał już 244 mecze, mimo że ma w CV mistrzostwo Polski. Mimo że gra z reguły na boku obrony, a bocznym obrońcom wycieczki pod bramkę rywala zdecydowanie się zdarzają.
A jednak Pawelec jak dotychczas gola strzela raz na siedem lat, tylko w połowie maja i tylko… Arce! Tamten poprzedni padł 15 maja 2010 roku właśnie z Arką. Przypadki chodzą po ludziach. Pawelcowi podawał wówczas Sebastian Mila, który tym razem pospieszył z gratulacjami wirtualnie:

Pawelec zrobił remontadę swoją i drużyny, bo 60 sekund później było już 2:1 – Robert Pich dostał doskonałe prostopadłe podanie od Rioty Morioki. Od tego momentu zaczął się Śląsk, a skończyła Arka.

Morioka ma też przypadkową, ale jednak asystę przy golu Pawelca i jeszcze jedną (czyli w sumie trzy), znów pod postacią idealnego zagrania na czystą pozycję – przy golu na 4:1 Mario Engelsa. Engels to jeszcze jedna remontada – bo Niemiec, który ma duże kłopoty z udowodnieniem przydatności dla zespołu i u Mariusza Rumaka, i u Jana Urbana, strzelił – a jakże – pierwszego gola dla Śląska.
Na marginesie – jedno trafienie dołożył Kamil Biliński po koszmarnym błędzie Krzysztofa Sobieraja.

To nieprawdopodobnie symboliczne, że Pawelec – piłkarz, któremu kilkanaście miesięcy temu szalikowcy zrywali koszulkę, teraz zdobył tak piekielnie ważnego gola dla Śląska, dla którego gra już od dziewięciu lat. Gola, który odmienił mecz z Arką, a w konsekwencji być może dał drużynie utrzymanie w lidze.

Po meczu Pawelec wystąpił w wersji… razy trzy! Ze swoimi synami, którym zadedykował wyjątkowego gola. – Cieszę się, że ten gol pokazał, że możemy gonić wynik i ten mecz wygrać – mówił.
Tak to wyglądało w telewizji klubowej Śląska:

 

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Śląsk Wrocław

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli