W sieci trwa jazda z Furmanem… Na boisku sieroty po Kaczmarku bezradne. Taka to inauguracja ligi

Autor wpisu: 14 lipca 2017 20:17

Że Lechia ma dużo większy potencjał niż Wisła Płock, to jasne. Jednak że tak łatwo poradzi sobie w Płocku (2:0), właściwie bez większego wysiłku, no to mimo wszystko się nie spodziewaliśmy. Wisła poddała się praktycznie bez walki. A obraz rozpaczy dopełniła czerwona kartka dla Dominika Furmana, dla którego kibice nie mają litości…

Sieroty po Kaczmarku. Tak na razie wygląda Wisła. Jerzy Brzęczek, który kilka dni temu Kaczmarka zastąpił, zupełnie nie był w stanie przez ten czas natchnąć płocki zespół do czegokolwiek. Czy w przyszłości będzie potrafił, tego oczywiście jeszcze nie wiadomo. Wiadomo za to, że na razie Wisła nie przypomina zespołu z ekstraklasy, ale rozbitą grupę ludzi, którzy nie bardzo wiedzą, co mają ze sobą robić.

Żal, jak się na tę Wisłę patrzyło, tym bardziej pamiętając, że za Kaczmarka – może nie było fajerwerków – ale było nie do pomyślenia, by piłkarze tak bardzo przeszli obok meczu. Wstrząs, który nastąpił w minionym tygodniu w tej drużynie, wciąż odciska na niej ślad – co do tego nie ma wątpliwości. A już chichotem losu jest to, co spotkało Furmana. Jeśli wierzyć medialnym przeciekom, to właśnie konflikt Kaczmarka z tym piłkarzem stał za dymisją trenera, który spędził w Płocku pięć lat i wprowadził Wisłę najpierw do pierwszej ligi, a potem do ekstraklasy. Kaczmarek ujął się honorem i zrezygnował z posady. A Furman – lider i kapitan, którego Wisła niedawno wykupiła z Tuluzy – na inaugurację popisał się jednym: tym, że w 57. minucie po drugiej żółtej kartce wyleciał z boiska, osłabił swój zespół i w zasadzie pozbawił go resztek nadziei na przyzwoity wyniki.
Nic dziwnego, że w sieci zaczęła się natychmiastowa jazda z Furmanem. Pojawiły się głosy, że w następnej kolejce wystąpi jako… trener. Albo że „grający trener się zmęczył i postanowił zejść na ławkę, by dopilnować zmian”. Cóż, szybko Furmanowi scysji z Kaczmarkiem nie zapomną…

Zresztą i z Furmanem na boisku Wisła nie miała zbyt wielu argumentów na to, by przeciwstawić się Lechii. Zwykle powściągliwemu w swoich opiniach Andrzejowi Strejlauowi, komentującemu ten mecz na antenie Eurosportu, zdarzyło się kilka razy podsumować zagranie któregoś z wiślaków westchnieniem „O mój Boże” albo „Matko Boska”, a na koniec – bez żadnej złośliwości, tylko szczerze stwierdził „Współczuję Jurkowi Brzęczkowi”.

My nie współczujemy, bo wiedział, na co się pisał. Jedno jest pewne, Wisła – tak jak mówił nam niedawno Kamil Biliński (TUTAJ) – potrzebuje na ławce wodza. Jeśli Brzęczek takim wodzem się nie stanie, jeśli nie napompuje z powrotem tego zespołu, z którego w ostatnim czasie całkowicie zeszło powietrze, to w Płocku rozpaczliwie będą się bronić przed spadkiem. A poślady trzeba spiąć jak najszybciej, bo w następnej kolejce Lech, potem wyjazd na Arkę i Wisła Kraków u siebie. Grając tak jak dziś, nie ma szans, by w którymkolwiek z tych meczów wyszarpać choć punkt.

A Lechia? Trudno cokolwiek miarodajnego o niej napisać, bo już po 30 minutach wyglądało, jakby Piotr Nowak, widząc, w jakiej dyspozycji jest rywal, świadomie nakazał grę na pół gwizdka. Lechia nawet przez moment w Płocku się nie spociła. Nie musiała. Tym bardziej że Wisła gole strzelała sobie sama. Szczególnie tego drugiego.

Tak więc wstępną wartość gdańszczan w tym sezonie poznamy za tydzień, gdy podejmą u siebie Michała Probierza i jego Cracovię.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Wisła Płock

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli