Sebastian SZYMAŃSKI: Chciałbym już grać w każdym meczu, czasem aż za bardzo

Autor wpisu: 3 marca 2017 10:29

Przed startem rundy wiosennej uznano go największym wygranym zimowych przygotowań w Legii. To cierpliwy i twardo stąpający po ziemi chłopak, więc nie przeraża go, że konkurencja w drugiej linii mistrzów Polski piekielnie silna. – Jest się od kogo uczyć. Poza tym trener wie, że jestem już w stanie udźwignąć to, czego się ode mnie oczekuje – mówi nam Sebastian Szymański.

FUTBOLFEJS.PL: Gdzie było trudniej na obozie przygotowawczym: u Jacka Magiery, czy u Besnika Hasiego?
SEBASTIAN SZYMAŃSKI: Chyba u trenera Hasiego. Wtedy dopiero wchodziłem do zespołu. Nikogo tak naprawdę nie znałem. Co najwyżej z widzenia, bo mogłem tych piłkarzy oglądać z trybun. Nie jest łatwo takiemu młodemu zawodnikowi wejść od razu do takiej drużyny jak Legia.

Wszyscy cię chwalą, zasypują komplementami, ale gdzieś tam podskórnie musisz zdawać sobie sprawę, że mimo tych pochwał piekielnie ciężko będzie ci grać w Legii, prawda? Nie masz takich myśli, że wszystko za szybko się dzieje, że to trochę takie kroki siedmiomilowe, po których trudno będzie ci ustać?
Nie wiem… Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Tak mi każdy powtarza. Ja na pewno chciałbym już grać w każdym meczu, czasem aż za bardzo. Bo jestem młody. A każdy młody zawodnik jak najszybciej i z jak najlepszej strony chce się pokazać. W tym chyba nie odbiegam od normy.

Ale mówią, że jak na swój wiek, jesteś cierpliwy i wyważony. Z jednej strony twardo stąpasz po ziemi, z drugiej nie boisz się w tej drużynie funkcjonować. Widać było, że w sparingach bierzesz na siebie odpowiedzialność, wykonujesz stałe fragmenty, nie chowasz się za kolegów, nie unikasz gry.
Bo to był taki czas, który trzeba było wykorzystać na maksa. Wiedziałem, że jeśli w zimowej przerwie nie przekonam do siebie trenera Magiery, nie udowodnię mu, że jestem gotowy na to, by na normalnych zasadach, jak każdy inny piłkarz, funkcjonować w tej drużynie, to kolejną szansę będę miał najwcześniej latem albo może się ona już nie trafić. No bo w trakcie sezonu trener będzie stawiał na tych, którzy go do siebie przekonali. To był też bardzo fajny czas na to, by się dużo nauczyć.

Od kogo się najwięcej uczysz?
Od Rado, Vadisa, Guilherme, Hamy – każdy z nich ma coś, co młody zawodnik chciałby i powinien mieć u siebie.

Na treningach podchodzą do ciebie, poprawiają, tłumaczą? Czy raczej tylko poklepują i mówią: „Brawo, Sebastian”?
Raczej „Brawo, młodiiii” (śmiech). Ale też często mówią mi, jak się ustawić, jak lepiej byłoby zagrać.

Kto najczęściej? Podobno Radović jest takim twoim starszym bratem.
No tak, on szczególnie. Ale na pozostałych też mogę liczyć.

A propos tych, na których możesz liczyć – jesteś z Białej-Podlaskiej, tego samego miasta, z którego pochodzi Ariel Borysiuk. On zawsze mówił, że parasol ochronny nad nim w Legii trzymał Aleksandar Vuković. Nad tobą też trzyma?
(śmiech) Powiem szczerze, że też. Bardzo mi pomaga. Tak samo jak pomagał Arielowi. To akurat prawda.

Po zimowych obozach wszędzie można było usłyszeć albo przeczytać, że największym wygranym okresu przygotowawczego był Sebastian Szymański. Tak się czułeś, jak wygrany?
Czy ja wiem? Trudno powiedzieć. To trenerzy powinni ocenić. Ja mogę tylko powiedzieć, że na obu zgrupowaniach czułem się bardzo dobrze pod względem sportowym, co chyba było widać podczas sparingów.

Ale sodówka ci nie grozi?
Nie. O to nie ma się co martwić. Choć ciężko czytać same pochwały o sobie, a potem nie odlecieć. Ale spokojnie, mi to nie grozi.

Trener Magiera podkreśla, żeby dać ci spokój – jak najmniej wywiadów, jak najwięcej gry.
Wiem. Sam bym chciał częściej grać, niż rozmawiać z dziennikarzami.

Na razie spory tłok w tej drugiej linii.
Jest ciasno, duża rywalizacja, to prawda. Ale w takim klubie jak Legia to nic niezwykłego. Tak musi być.

Gdzie chciałbyś znaleźć sobie w niej miejsce?
Dziesiątka, prawe skrzydło, mogę grać też na ósemce. Ktoś, patrząc na mnie i oceniając mnie tylko na podstawie warunków fizycznych, może uznać, że nie dam sobie w środku drugiej linii rady, ale będzie się mylił. Często rozmawiałem z trenerami właśnie o tym, jak na tej pozycji powinien grać zawodnik tak zbudowany jak ja.

I co ci mówili?
Że trzeba grać szybko piłką i nie dać się rywalom dogonić (śmiech).

A to jest dla ciebie jakiś problem – te skromne warunki fizyczne?
Nie, w ogóle się tym przejmuję. Trzeba nadrabiać innymi aspektami i tyle.

Możesz już z czystym sumieniem powiedzieć, że jesteś w stanie udźwignąć to, czego od ciebie oczekuje trener Magiera?
Myślę, że tak. Trudno było na początku, kiedy wchodziłem do zespołu. Ale teraz już nie mam większych problemów.

A czego konkretnie oczekuje?
Na pewno ciężkiej pracy i tę mogę oczywiście zapewnić. A o więcej szczegółów trzeba pytać trenera. Po tym, jak okazało się, że do Legii przychodzi Jacek Magiera, myślę, że nie tylko ja, ale też kilku innych młodych zawodników pomyślało sobie, że to może być dla nas okazja, by wreszcie zaistnieć w Legii. Ja trenera Magiery wcześniej nie znałem, ale słyszałem opinie, że lubi dawać szanse młodym piłkarzom.

Powiedz jeszcze, co słychać w szkole. Nie pytam złośliwie, ale dlatego, że wiem, iż trener Magiera bardzo dba o wykształcenie was, młodych piłkarzy.
To prawda, dba i często to podkreśla. Razem z Radkiem Majeckim chodzimy do szkoły prywatnej. Na początku nie było lekko. Wiadomo, treningi. Ale z czasem jakoś udało się łączyć zajęcia w klubie z nauką i teraz nie mamy żadnych większych zaległości.

A jak oceny?
No… Do końca nie są takie, jakich byśmy sobie życzyli, ale też nie ma dramatu.

Trener sprawdza te oceny?
Zdarzyło się, że sprawdzał, ale to nic niezwykłego. Ostatnio żadnych zastrzeżeń nie miał.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli