Sa Pinto szuka i szuka, ale znaleźć jakoś nie może…

Autor wpisu: 2 września 2018 20:41

„Wierzę, że zwycięstwa przyjdą i już zostaniemy na tej zwycięskiej ścieżce” – mówił przed meczem z Cracovią trener Legii Ricardo Sa Pinto. Na razie wygląda jednak na to, że mu się ścieżki pomyliły. Portugalczyk szuka klucza do Legii, ale szuka po omacku. Jeszcze chwilę mu na tym zejdzie. Legia wywozi z Krakowa remis, ale i tego mogłaby nie mieć, gdyby grała z ciut silniejszym rywalem niż obecna Cracovia.

Wszystko co najciekawsze w tym spotkaniu, działo się w doliczonym czasie gry. I gdyby mecz potrwał tylko te cztery dodatkowe minuty, zamiast ponad 90-ciu, to wiele byśmy nie stracili. Dwie okazje miała Legia, a piłkę meczową Cracovia. Zabrakło umiejętności, zabrakło szczęścia, ale remis nie krzywdzi nikogo. Tych drużyn obecnie na więcej nie stać, co jest tym smutniejsze, że właściciele włożyli w ich budowę całkiem przyzwoite pieniądze.
Legia, co wszyscy wiedzą, zalicza właśnie kolejny okres przygotowawczy. Piłkarze dostają w tygodniu w kość, ale – jak zapowiada portugalski szkoleniowiec, dzięki temu za jakiś czas będzie lepszy pressing, zawodnicy będą bardziej zwrotni, bardziej dynamiczni. Taa… Pewnie tak będzie, tylko kiedy?
Sa Pinto szuka. Szuka desperacko i trudno nie odnieść wrażenia, że szuka po omacku. W meczu z Cracovią wymienił aż sześciu piłkarzy z podstawowego składu w stosunku do poprzedniego spotkania z Wisłą Płock. Jakiej wiedzy o swoich zawodnikach nabrał przez tydzień Portugalczyk, że wymienił ponad pół drużyny? Na dodatek przemeblował kompletnie obronę – z poprzedniego meczu ostał się jedynie Artur Jędrzejczyk, ale i jemu zmieniono pozycję, bo z boku obrony zawędrował na jej środek.
Oczywiście nowy trener musi mieć czas na poznanie drużyny, ale Sa Pinto robi to kosztem wyników i stylu gry. Bo co innego podjąć mega kontrowersyjną decyzję, żeby robić ciężkie treningi w czasie sezonu, między meczami, a co innego nie być w stanie rozpoznać kto jest w jakiej dyspozycji i – co więcej – kto ma jaki potencjał.
To jest właśnie to, o czym wiele razy pisałem w kontekście ściągania do polskiej ligi zagranicznych trenerów: zanim facet się zorientuje, gdzie ma obok domu najbliższy spożywczy, to miną dwa miesiące. A z drużyną jest jeszcze trudniej. Trwa to dłużej.
Bo czy Sa Pinto miał w ogóle rozeznanie stawiając ostatnio (błędnie zresztą) na Inakiego Astiza, skoro na mecz do Krakowa w ogóle go nie zabrał? Portugalczyk ratował wynik Legii w meczu z Wisłą Płock wpuszczając na boisko Sandro Kulenovicia, a tydzień później Chorwata też nie zabrał do meczowej „osiemnastki” na spotkanie z Cracovią. No przecież to jest rzucanie się od ściany do ściany. Trudno tu się doszukiwać jakiejkolwiek koncepcji. To jest jak zbieranie grzybów w lesie – albo się coś trafi, albo się nie trafi. Czy z Portugalczykiem nikt, kto jest dłużej na Łazienkowskiej, nie współpracuje? Nikt nie jest w stanie mu podpowiedzieć, że niektórych eksperymentów w ogóle nie warto robić?
Na przykład takich w bramce. Bo po co na ławce sadzać Arkadiusza Malarza? Czy to na tej pozycji Legia miała największy kłopot? Nie, na tej, miała najmniejszy.
Bo jak się zmienia bramkarza – i to z takimi zasługami dla drużyny jak Arek – to trzeba mieć ku temu wyraźny powód. Oczywiście pamiętamy, że Malarz źle wybił piłkę przy trzecim golu dla Wisły Płock przed tygodniem, ale – bądźmy uczciwi – meczu Legii nie zawalił. Skąd zatem pomysł Portugalczyka, żeby tym razem zagrał Radosław Cierzniak?
Po pierwsze Sa Pinto nadal kontynuuje casting do pierwszej „jedenastki” i robi przegląd kadr. A po drugie nadal stosuje w praktyce swoją filozofię z cyklu: nie ma świętych krów, żaden piłkarz nie jest ważniejszy niż drużyna. Można i tak, tylko po co, w przypadku akurat Malarza. Co chciał Sa Pinto sprawdzić? To, czy Cierzniak jest lepszym bramkarzem niż Malarz? Nie jest. Ktoś z Legii (np. Krzysztof Dowhań) mógł to Portugalczykowi powiedzieć bez sprawdzania w meczu ligowym. Cierzniak rok w lidze nie grał. Dostał szansę w Krakowie. Grał solidnie, ale jest mniej odważny od Malarza, który w sytuacji, gdy błąd popełnił Pazdan, byłby bliżej linii pola karnego i stoper Legii nie musiałby faulować rywala.
Poza tym jak sprawdzać bramkarza, to chyba raczej Radosława Majeckiego, bo to jest przyszłość Legii. Cierzniak jest solidny, ale na Łazienkowskiej przebywa w takiej roli, jak Jerzy Dudek w Realu. Ma cierpliwie i z godnością siedzieć na ławce rezerwowych. Za to mu płacą. Po co tu coś kombinować?
O Sebastiana Szymańskiego pytało ostatnio CSKA Moskwa. Do transferu nie doszło, były rozbieżności pomiędzy ofertą a oczekiwaniami. Ale skoro są takie pytania, to ja też mam jedno. Do Sebastiana. Np. o rzut rożny w 26. minucie czy wolny w 65. minucie.  Legia gra w „dziesiątkę”, ma stały fragment gry, do którego trzeba podejść odpowiedzialnie. Podchodzi do piłki Szymański – do piłki stojącej – i kopie… do nikogo. Zarówno przy rożnym jak i wolnym.  To nie jest sposób, w jaki techniczny piłkarz – za (potencjalnie) kilka milionów euro – ma kopać piłkę. Stanowczo nie taki… Szymański zszedł z boiska po 70 minutach i nie zrobił żadnej (!) akcji wartej zapamiętania! Tak kreatywny zawodnik, jakim był przecież do niedawna.
W Legii zadebiutował Paweł Stolarski, po którym w klubie wiele sobie obiecywano. Na przykład biegania jak wahadłowy, od jego pola karnego do drugiego, włączania się w akcje ofensywne. W Krakowie widzieliśmy to tylko raz. Więcej powodów do pochwał Stolarski nie dał. Wycięciem rywala przy linii bocznej, za co zobaczył żółtą kartkę, dobrego wrażenia nie zrobił. Podobnie jak kiksem na początku drugiej połowy, gdy nie trafił w piłkę, i kolejnym kiksem w kwadrans przed końcem meczu, gdy trafił w nogi rywala. Był bliski drugiej żółtej kartki i wylecenia z boiska. To by dopiero był debiut!
To jest fenomen Legii, że facet pobył w niej raptem kilkanaście dni i już wygląda gorzej niż w Lechii Piotra Stokowca. I gorzej niż Łukasz Broź, którego pozbyto się bez żalu.
A Cracovia? Słaby to zespół. Nawet grając z przewagą jednego zawodnika, gospodarze nie potrafili prowadzić gry. Jakieś długie przerzuty i liczenie na kolejne błędy indywidualne legionistów. Nic więcej krakowianie nie byli w stanie zaproponować.
Niektórzy się dziwią, że właściciel klubu Janusz Filipiak ma aż tyle cierpliwości do Michała Probierza. Trener przychodził do Krakowa jako ktoś, kto z Cracovii zbuduje zespół walczący – jeśli nie o mistrzostwo Polski, to przynajmniej miejsce gwarantujące start w europejskich pucharach. Tymczasem w ubiegłym sezonie drużyna zaczęła sezon na tyle fatalnie, że nie była w stanie później – mimo lepszej gry – awansować do górnej „ósemki”.
Teraz mamy „powtórkę z rozrywki” – Cracovia przystępowała do meczu z Legią, będąc na dnie tabeli, raptem z dwoma punkcikami.  Probierz musiał się już wycofać ze swojej przedsezonowej deklaracji, że w tym roku jego zespół włączy się w walkę o mistrzostwo Polski. To była mocna brawura.
Pewnym usprawiedliwieniem dla Probierza (mecz z Legią za karę oglądał z trybun) jest sytuacja personalna drużyny. Sprzedano Krzysztofa Piątka, z czym się trener musiał liczyć, ale już odejście Miroslava Covilo – „serducha” Cracovii w ostatnich sezonach – było nieprzyjemną niespodzianką. Piątka miał zastąpić w ataku Hiszpan Gerard Oliva, ale ten ledwo przyszedł zerwał wiązadła. Nie ma tych trzech piłkarzy, nie ma Cracovii.
O stopniu desperacji w klubie świadczy to, że dwaj nowi zawodnicy, którzy właśnie do klubu trafili Janusz Gol (dawniej Legia) i Airam Cabrera (dawniej Korona Kielce) od razu wyszli w podstawowym składzie. Nic nie pokazali.
Mecz w Krakowie był kolejnym, w którym szansy na grę nie dostał Miro Radović. Sa Pinto sprawdził już chyba w Legii wszystkich, poza magazynierem, ale Serba na boisku – od początku swojej kadencji – jeszcze nie wpuścił. W Krakowie w końcówce wprowadził nieskoncentrowanego Kucharczyka i beznadziejnego Pasquato (dwa razy totalnie schrzanił podanie, a przecież ten facet ma nie wiele więcej niż podanie).
Na ławce „Rado” , na ławce „Malarz” – Sa Pinto robi porządki, wziął się za starych. Na razie nie widać, żeby to był dobry sposób na uporządkowanie Legii. Ależ tam się musi gotować!
Zresztą za Legią trudno czasem nadążyć. Bo też są niezłe jaja, że kapitanem Legii znów jest Artur Jędrzejczyk, który na to oczywiście zasługuje –  bo jest z Łazienkowską 3 związany od lat – ale przecież kilkanaście dni temu był jeszcze klubowym banitą, wyganianym z Legii.
Nie rozumiem tej polityki.

Inne artykuły o: Cracovia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Nie widziałem meczu, więc nie mogę oceniać zawodników i ich gry.Ale zgadzam się,że w Legii jest w tej chwili jeden wielki chaos, nikt na tym nie panuje. Zatrudnienie Pinto, który wszedł do gry, kiedy pacjent był w śpiączce – to nie był szczęśliwy pomysł dyrektora tego szpitala Mioduskiego. Fakt minęło niewiele czasu od kiedy doktor Pinto wziął się za leczenie.Niestety jego diagnoza nie przynosi żadnych efektów.Leczy, ale ciągle zmienia pacjentów i tak w zasadzie dalej wszystko jest po staremu.Nikt z piłkarzy nie ozdrowiał, u niektórych stan się pogarsza, a niektórzy zostali zamknięci w izolatce.Coś tu nie jest tak doktorze Pinto,czas ucieka, a epidemia nie wygasa. Jak to jest ,że mając jak na nasze warunki niezłych piłkarzy dostaje się łomot od wszystkich. Nie mogę tego pojąć i nikt nie potrafi tego racjonalnie wytłumaczyć. Na koniec o gwiazdach tej drużyny i gwiazdeczkach. Pazdan albo nie gra , albo się czerwieni. Szymański, przereklamowany dzieciak,któremu być może w głowie zaszumiało i teraz nie wytrzymuje presji. Malarz i Radović – no to niestety lista starych przebojów. Ale jeszcze zostało trochę ,,towaru” który nadaje się do wprowadzenia do gry, ale chyba nie z Pinto.
    To nie wygląda to dobrze i tak jak Pan nie rozumiem tej polityki,zresztą nie tylko tej w prowadzonej w Legii.

  • zgubek

    Organizacja gry i serce, które pokazaliśmy, wyglądały dobrze.Musimy poprawić grę ofensywną-to słowa Pinto po meczu.Mądre słowa, wlewające w te serca nadzieje. Lubię gościa.

  • Andrzej z Ochoty

    Mnie się podoba wypowiedź Sa Pinto i nie mam do niego pretensji o wynik ani większych oczekiwań obecnie. W tak krótkim czasie nie wiele można zrobić z drużyną nieprzygotowaną fizycznie i mentalnie. Myślę że sytuacja ulegnie niebawem zmianie i zarówno Kante jak jak i Carlitos w końcu zaskoczą. Skończą się narzekania. A trener ma swoje wizje i dobiera skład jak mu się widzi.Też gościa lubię.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli