Sa Pinto otworzył sobie drzwi do Legii z kopa. I wszedł razem z futryną

Autor wpisu: 5 października 2018 10:50

Wejście było naprawdę mocne, z przytupem. Pytanie tylko, jak Portugalczyk z tej Legii wyjdzie, co po sobie zostawi? Jaki zrobi wynik, jakiego stylu nauczy drużynę, jak zostanie zapamiętany. Na razie trudno powiedzieć coś pewnego o jego warsztacie. Za wcześnie na jednoznaczne oceny. Ricardo Sa Pinto rozpoczął od kontrowersyjnego pomysłu z ciężkimi treningami w trakcie sezonu. Widać po Legii, że są już jakieś efekty tej pracy, ale zespół nadal pozostaje nierówny.

Legia potrafi wygrać efektownie w Legnicy 4:1 z Miedzią, po czym ma kłopoty by uporać się z Chojniczanką w Pucharze Polski, a następnie nie może poradzić sobie z Arką Gdynia na własnym boisku. A wystarczyło wygrać to spotkanie by – wobec porażek Lechii i Jagiellonii – być liderem.
Nowemu trenerowi Legii trzeba przyznać, że przyszedł do drużyny w trudnym momencie i ją podniósł. Zastał zespół kompletnie rozbity, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Udało się przerwać pasmo koszmarnych porażek, meczów bez stylu, a nawet bez widocznej woli walki i zaangażowania.
A jednak ci, którzy sceptycznie podchodzą do dotychczasowych dokonań Ricardo Sa Pinto w Polsce, wskazują, że Legia przecież nie mogła cały czas przegrywać. Ma taki potencjał piłkarski, że wygrane musiały – z tym czy innym trenerem – w końcu przyjść. Niezależnie od zastosowanych metod taktycznych, treningowych czy roszad personalnych.
I to właśnie te ostatnie budzą najwięcej emocji. Kontrowersyjne posunięcia Sa Pinto są mocno komentowane. Nie tylko na trybunach, ale także w klubie, w szatni pierwszego zespołu. Nie zawsze na głos, otwarcie. Ale zdarza się, że komuś się „uleje” dość bezpośrednio. Na przykład na otwartym dla mediów treningu, przed kilkoma tygodniami, doszło do spięcia Sa Pinto z Arkadiuszem Malarzem. W trakcie rozgrzewki Portugalczyk podszedł do bramkarza, obaj żywo i głośno dyskutowali, mocno przy tym gestykulując. Po chwili trener odwrócił się od Malarza i odszedł z niezadowoloną miną. A bramkarz rozłożył bezradnie ręce, jego twarz wyrażała coś w stylu: „Co ty się gościu do mnie czepiasz, co ty ode mnie chcesz?”.
Napięcie jednak nie przeszkadza Portugalczykowi w pracy. Jedno jest pewne, co widać także po jego historii zatrudnienia w innych klubach: Sa Pinto nie boi się konfliktu. Ba! On wręcz się nim żywi! Na nim buduje swoją pozycję, dzięki niemu wzmacnia swoją władzę.
Na pewno ma charyzmę i mocną osobowość. To zupełne przeciwieństwo poprzedniego trenera Deana Klafuricia. Chorwat prowadził zespół jakby wstydliwie, czasem można było odnieść wrażenie – graniczące z pewnością – że drużyna sama się prowadzi.
Sa Pinto to zupełnie inna para kaloszy. On od początku był przekonany, że musi wejść do drużyny tak, by być zauważonym. Nie tylnymi wejściem, gdzieś „od zachrystii”, tylko głównymi drzwiami. Ba! Nie tylko wejść głównymi drzwiami, ale wejść razem z futryną. I to mu się udało. Głównie dzięki mocnym decyzjom personalnym.

Na czym właściwie polega ta rewolucja Ricardo Sa Pinto? Zaczął od znanej zasady, która obowiązuje w tzw. trudnych dzielnicach: „Jak przywalę najsilniejszemu chłopakowi na podwórku, to nikt inny mi już nie podskoczy. Reszta będzie siedziała cicho”.
Przyjrzyjmy się tej metodzie uważnie, patrząc na „ofiary” portugalskiego trenera.

Kto najbardziej stracił?

  • Arkadiusz Malarz – najlepszy i najrówniej grający piłkarz Legii w dwóch ostatnich sezonach – wysłany na ławkę rezerwowych. W przegranym 1:4 meczu z Wisłą Płock się nie co prawda popisał, ale przecież nie tylko on. Cały zespół zagrał beznadziejnie. Malarz chyba miał prawo liczyć na większe zaufanie i kolejną szansę, ale dla Sa Pinto przeszłość nie istnieje. Liczy się to, co tu i teraz, jakby świat zaczął się od momentu jego przyjścia do klubu. Malarzowi biegnie właśnie 39. rok życia. Nie bardzo ma czas by oglądać z ławki jak po zielonej murawie hasają inni. Chciał zakończyć karierę w Legii, ale żeby tak się stało, musiałby przeczekać portugalskiego trenera. Może być trudno, Sa Pinto ma kontrakt na trzy lata i w najbliższych miesiącach nic mu nie grozi. Arek musi się zastanowić nad decyzją co robić w zimowym okienku transferowym.
  • Miro Radović – Serb był na początku sezonu znów w słabszej dyspozycji. Zawsze gdy wraca po kontuzji ma problemy z wagą, a co za tym idzie z mobilnością. Gdy w szatni Legii pojawił się Sa Pinto, Serb od razu powędrował na ławkę rezerwowych i ciężko mu było z niej wstać. Długo nie mógł u Portugalczyka zadebiutować. A nawet jak już się pojawił na boisku, to widać, że kapitan Legii (i już prawdziwa legenda klubu) nie będzie u tego trenera odgrywał, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości, takiej roli jak wcześniej.
  • Krzysztof Mączyński – odsunięty do rezerw. Do niedawna podstawowy pomocnik odnoszącej sukcesy reprezentacji Polski. Dziś głęboko w rezerwach klubu, z koniecznością ucieczki w zimowym okienku transferowym. „Mąka” miał trochę pecha, że Sa Pinto trafił na okres, gdy pomocnik był w kiepskiej dyspozycji: po kontuzji, po mentalnym ciosie, gdy Adam Nawałka nie zabrał swojego – jak się wydawało – ulubieńca na mundial do Rosji. Mączyński miał gorszy okres w życiu, a tu przyszedł portugalski walec i rozjechał go na placek. A jednak o ile Malarz i Radović to zawodnicy niemal niesprzedawalni, nawet jeśli uda się ich pozbyć, to Legia nie nich nie zarobi, to Mączyński jest ciągle piłkarzem, który ma dobre CV, grał do niedawna w reprezentacji i trzymanie go w rezerwach na pewno rujnuje jego cenę przy ewentualnym transferze. Raczej należałoby byłego wiślaka odbudować i wówczas próbować odzyskać choć część zainwestowanych w niego pieniędzy. Trener nie może abstrahować od rzeczywistości ekonomicznej klubu, który jest na finansowym zakręcie.
  • Chris Philipps – od 16 sierpnia zniknął z radarów. Ofiara złej decyzji Sa Pinto, który w swoim debiucie w Legii przeciwko Dudelange na wyjeździe, wystawił Luksemburczyka na stoperze. Defensywny pomocnik kompletnie się nie sprawdził w tym miejscu boiska, a rywale już w pierwszej połowie zdobyli dwa gole. Philipps został zdjęty z placu gry w przerwie. I do dzisiaj jest „zdjęty”. Słuch po nim zaginął. Sa Pinto nawet nie spogląda w jego stronę, choć Philipps dostaje regularnie powołania do kadry swojego kraju. I znów to samo, co z Mączyńskim. Philipps ma dopiero 24 lata. Przychodził do Legii jako obiecujący zawodnik, który na Łazienkowskiej ma się rozwinąć, a klub na nim miał zarobić. To że Luksemburczyk ma potencjał widzieliśmy wiosną w Legii. Sztuką jest go odbudować i sprzedać za dobre pieniądze, a nie wrzucić do szuflady „zaginieni w akcji”. Tym bardziej, że to sam Ricardo Sa Pinto podjął zła decyzję wystawienia Philippsa z Dudelange na stoperze. Ale konsekwencje tego błędu poniósł jedynie zawodnik.
  • Michał Pazdan – przyspawany do ławki rezerwowych. Przez całą erę sukcesów kadry Nawałki podstawowy stoper reprezentacji. Dziś cień samego siebie. Niepewny, łapiący kartki, popełniający błędy. Na pewno nie pomogło mu publiczne ogłoszenie przez Sa Pinto, że zawodnik sam zgłosił mu iż jest po mundialu nie gotowy do gry, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Piłkarz tego nie potwierdza, a upubliczniona prywatna rozmowa stała się podstawą do kpin i szydery z zawodnika. Skoro już nie udało się Pazdana sprzedać za granicę, to trzeba go po prostu odbudować, tak jak to zrobiono z przechodzącym wcześniej kryzys Arturem Jędrzejczykiem. Pazdan, ale w formie, może być Legii przydatny.
  • Krzysztof Dowhań – trener bramkarzy odsunięty na boczny tor. I to jest naprawdę słabe. Legendy klubu trzeba szanować. Dziś Legia zachęca kibiców do kupienia biletów na wycieczkę po stadionie z… Krzysztofem Dowhaniem i brzmi to co najmniej niefortunnie. Wydaje się, że dużo lepszym zajęciem dla Dowhania jest szkolenie bramkarzy w klubie. Obecnie o obsadzie bramki Legii decyduje ściągnięty przez Sa Pinto Portugalczyk Ricardo Pereira. Dowhań prowadzi rozgrzewki i zajmuje się trzecim bramkarzem Radosławem Majeckim. Przypomnijmy bramkarzy, którzy przeszli przez ręce Dowhania w Legii: Wojciech Kowalewski, Artur Boruc, Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Jan Mucha, Dusan Kuciak i kilku innych. Na większości z nich klub dobrze, albo bardzo dobrze, zarobił. Kwoty idą w miliony euro. Czy potrzebny jest lepszy certyfikat fachowości?

Pada często argument, że Ricardo Sa Pinto robi porządki w stajni Augiasza, jaką była ostatnio Legia. W porządku. Postawił na Portugalczyka prezes Mioduski, dał mu wolną rękę, trener dostał pełnię władzy, robi co chce. Sprząta. Ale jeśli sprząta, to niech nie robi bałaganu.
Bo czy naprawdę Legii – która ma swój finansowy dołek – potrzebny był transfer Portugalczyka Andre Martinsa? Facet ma 28-lat, jest na zakręcie swojej kariery. W meczach Legi nic, absolutnie nic, wielkiego jeszcze nie pokazał. Co z tego, że przeszedł na zasadzie wolnego transferu – koszta prowizji menedżerskich i utrzymanie piłkarza, też robią znaczące kwoty. A przecież Legia ma w drugiej linii aż nadmiar klasowych piłkarzy. Ale rzeczywiście, jak się wyseparuje z drużyny Mączyńskiego, Radovicia i Philippsa, to się robi trochę luźniej. Z tym, że warto pamiętać iż oni i tak swoje pieniądze biorą.
Martins ma kontrakt do końca sezonu, więc kroci się na nim i tak nie zarobi. A poza tym gdzie on ma się pokazać? W Ekstraklasie i tych kilku spotkaniach Pucharu Polski? Czy on jest Legii niezbędny do wygrania tych rozgrywek? Czy zespół budowany na Europę, potrzebuje wzmocnień by dominować na własnym podwórku?
Oczywiście, jak każdego trenera, Sa Pinto zweryfikują wyniki. Czy będzie lepiej nie wiadomo, ale jedno wiadomo: że z Portugalczykiem będzie ciekawiej.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • Piotr Borkiewicz

    Mnie się wydaje że charakter Sa Pinto jest odpowiedni dla Legii. W naszej rzeczywistości czyli dawnej „strefie rubla” to trenerzy nadawali zespołom charakter. Klubów nie stać na piłkarzy którzy swoją indywidualnością pociągną zespoły do sukcesów. Wszędzie gdzie były sukcesy pucharowe liderem był trener który dowodził oddziałem jego żołnierzy. Czy to Bate, czy czeskie kluby wszędzie hierarchia była podobna. Legia może osiagac sukcesy tylko jako dobrze działający mechanizm wykonujący wolę trenera.
    Jeśli są tam zawodnicy stawiający się ponad trenerem, to nawet jeśli piłkarsko są lepsi, muszą odejść albo się podporządkować.
    Szkoda Malarza, bo Rado z Maczyńskim już od dawna są nieefektywni, a w czym lepszy jest Philips od Furmana, to naprawdę nie wiem? Legia musi być budowana na zawodnikach dla których jest czymś więcej niz kolejnym miejscem pracy, a Furman taki jest i był do wzięcia za nieduże pieniadze.
    W polskich klubach muszą się nauczyć budować zespoły a nie tylko sprowadzać piłkarzy.

  • ursynów

    Przeczytałem z zaciekawieniem wpis redaktora, jak również głos w dyskusji Piotra Borkiewicza.W zasadzie obaj panowie macie rację.Z redaktorem trudno się nie zgodzić,że wymienieni piłkarze z chwilą przyjścia Sa Pinto odeszli w siną dal.O ile w kwestii odsunięcia od pierwszego zespołu Mączyńskiego i przesunięcia na ławkę rezerwową Radovića można znaleźć argumenty co do słuszności tej decyzji, zwłaszcza jeden, słaba forma.
    Trudniej jest zrozumieć natomiast posunięcia trenera odnośnie Malarza i Pazdana. Wiek Malarza to jeszcze nie emerytura, a forma Pazdana nie odbiega od tego co pokazuje na boisku Wieteska. No może trener ma inną optykę.Nie zgadzam się natomiast,że brak Philippsa to jakaś strata dla Legii.To co zdążył zagrać to nie powalało z nóg, a,że jest powoływany do kadry Luksemburga, to o niczym nie świadczy.Wszak ,,gwiazda” z Martyniki Steeven Langil, też regularnie powoływany był do reprezentacji tego,,potentata” piłkarskiego. W Warszawie zapamiętaliśmy go z oskarżeń klubu o rasizm jak również ,,baletów” zakrapianych alkoholem , z których umieszczał filmiki w internecie.Pełna zgoda co do Dowhania. To super fachowiec, o którym legenda Legii – Lucjan Brychczy powiedział,że to najlepszy fachowiec szkolący bramkarzy jakiego spotkał w życiu. A Mistrz Lucjan już ma swoje lata i wie co mówi..Pan Piotr zadał pytanie czym różni się Furman od Philippsa?- a no piłkarsko niczym, ani jeden, ani drugi nie powalają z nóg(chociaż Furman czasami powala przeciwnika),różnica w wieku też niewielka.Pan Piotr pisze też,że w dawnej strefie rubla, trenerzy nadawali charakter drużynie. No akurat w Legii to tak nie było,na palcach jednej ręki można takich trenerów wymienić: Okuka,Czerczesow, to w ostatnim 20 leciu i Vejvoda 50 lat temu(chodzi o tych co mieli charakter i zdobyli mistrzostwo). A przecież przez ten klub przeciągnął się tabun naprawdę dobrych trenerów z Polski, z którymi Legia osiągała mistrzostwo jak i dawała du.y. Wdowczyk, Kubicki, Urban,Skorza, Smuda, etc,et. Nawet śp.Wójcik.
    A Sa Pinto- nie mam do niego przekonania. Jest już parę miesięcy, a Legia jak grała tak gra padlinę.
    Pisze redaktor,,Sa Pinto otworzył sobie drzwi do Legii z kopa.I wszedł z futryną” Cóż z tego redaktorze,że drzwi są otwarte, jak próg za wysoki!!

    • Piotr Borkiewicz

      Panie ursynów
      Pisząc o trenerze z charakterem, miałem na myśli pewien model budowania zespołu a mianowicie że to trener powinien być gwiazdą. Tak były budowane zespoły które bez wielkich transferów miały sukcesy w pucharach. Bo to jest dla mnie miernikiem sukcesu.
      My szukamy Ljubojów i Vadisów a powinniśmy szukać Gonczarenków, Vrbów czy innych podobnych im trenerów którzy potrafią budować kolektywy. To jest metoda skuteczniejsza i dużo tańsza, co pokazują doświadczenia tych klubów.
      Sa Pinto może niesprawiedliwie odsunął Malarza od składu ale być może zrobił to dla innego efektu, żeby pokazać reszcie że nie ma świętych krów i każdy ma okazję, tylko musi się wykazać przed szefem a szefem jest on, Sa Pinto.

      • Dariusz Tuzimek

        Panowie, bardzo fajne, merytoryczne wpisy. Podoba mi się teoria to strefie rubla, pana Piotra. I rzeczywiście jest tak, że różnica między Philippsem a Furmanem nie jest znacząca. Ale to jest fragment większej całości polskiej rzeczywistości klubowej. Można powiedzieć, że „nie święci garnki lepią”. Wystarczy popatrzeć na Zagłębie Lubin z ery Piotra Stokowca, albo na transfery Wisły Płock. Okaże się, że się da zbudować bardzo solidne zespoły z polskich młodych piłkarzy. A często jest tak, że w klubach Ekstraklasy, tych z ambicjami – szczególnie w Legii, ale także bywało i w Lechu – panuje wiara, że jakość piłkarską można znaleźć wyłącznie za granicą. Wpadki typu Eduardo potwierdzają, że to błędne myślenie.

        • zgubek

          To tylko częściowa prawda. Nasze gwiazdy i gwiazdeczki to drogi towar i kluby kupują szrot zagranicą.A co tych 2 klubów to w lidze nie błyszczą.

        • xymoxon

          Wpadki transferowe zalicza każdy klub i podanie jednego czy kilku nazwisk, które „nie wypaliły”, nie daje jeszcze argumentów za błędną polityką transferową w Legii. To jest klub, który zawsze musi grać o prymat w Polsce, więc nie będzie się nigdy opierał na „zdolnej polskiej młodzieży”, której zresztą za bardzo aktualnie w tej dyscyplinie sportu nie ma.

          • Dariusz Tuzimek

            Nie chodzi wyłącznie o zdolną polską młodzież, chodzi o to, że jeśli np. Lech kupuje dwóch Portugalczyków: jednego za milion euro, a drugiego za 1,5 miliona, to oni powinni w tej lidze robić różnicę względem piłkarzy, którzy są od nich nawet 10 razy tańsi, a tej różnicy nie robią. To miałem na myśli pisząc, że „nie święci garnki lepią”.

          • xymoxon

            Rozumiem, dziękuję za wyjaśnienie. Podzielam to zapatrywanie.

      • ursynów

        Tych klubów może i tak.W Polsce kolektywu się nie zbuduje,a co do tańszej metody?W Polsce piłkarz kosztuje czasami dużo więcej niż ten z zagranicy.A co do Malarza i świętych krów- Arek to raczej stary byk jest i wychowywać go na stare lata to kiepska metoda.W kącie stać nie będzie.

  • xymoxon

    „Krzysztof Dowhań – trener bramkarzy odsunięty na boczny tor”
    Co to znaczy? Nie pozwalają mu uczestniczyć w prowadzeniu zajęć z bramkarzami? Takie stwierdzenie należałoby jakoś udokumentować faktami. Bo z tego, co wiadomo, to Dowhań nadal w Legii pracuje i bramkarzy trenuje i chyba jednak nie „na bocznym torze”.

    Co do Malarza, oprócz spięcia z trenerem nie zauważył pan, ile goli puścił ten bramkarz od początku sezonu? Nie dostrzegł pan kilku po prostu kiepskich interwencji i stałych, znanych braków u tego bramkarza?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli