Z Sa Pinto to by się na pewno nie udało…

Autor wpisu: 7 kwietnia 2019 20:34

Jak się wygrywa takie mecze, to naprawdę można myśleć o mistrzostwie Polski! Po meczu z Górnikiem pomocnik Legii Andre Martins przeżegnał się trzy razy i wymownie spojrzał w kierunku niebios, które tym razem sprzyjały zespołowi z Warszawy. Sztuką jest wygrać spotkanie, w którym lepsza z gry była ekipa z Zabrza. Ten mecz legioniści wygrali charakterem i wielką wolą zwycięstwa! Postawię tezę, graniczącą z pewnością, że z „hamulcowym” trenerem Ricardo Sa Pinto Legii by się to nie udało. Głowy byłyby pospuszczane, a każdy myślałby bardziej o alibi dla siebie, niż o wygraniu meczu. Ale trenerem Legii jest „Aco” Vuković, czyli człowiek-charakter.

To na pewno sztuka odwrócić losy meczu w zasadzie przegranego. Pomógł Legii na pewno Igor Angulo, który strzelił co prawda dla Górnika gola, ale po pierwsze powinien zdobyć cztery, a po drugie spowodował karnego dla rywali.
Mądre też były zmiany trenera Vukovicia. Dał sygnał drużynie, że idziemy na całość. Wprowadzenie na boisko Szymańskiego i Kulenovicia pozwoliło Legii trochę odzyskać kontrolę nad grą w środku pola. I co ważne, w końcówce nie wprowadził za Rochę kolejnego ofensywnego zawodnika, czyli Miro Radovicia jak się spodziewano, a Mateusza Wieteskę. Żeby zaistnieć pod bramką rywali (to właśnie Wieteska główkował, gdy ręką piłkę dotknął Angulo!) i żeby nie zatracić balansu pomiędzy ofensywą i defensywą. Legii udało się wygrać, zdobyć trzy punkty i nie stracić dystansu do Lechii. Walka o mistrzostwo trwa w najlepsze!
Ale i Legia i Vuković wiedzą, ile tu trzeba poprawić. Bo łatwość, z jaką dochodził do sytuacji strzeleckich Igor Angulo była wręcz zadziwiająca. Ten starszy w sumie gościu (idzie mu właśnie 36. wiosna), swoją grę opiera na sprycie i dobrze ułożonej lewej nodze. Gra w sposób przewidywalny: czeka na pograniczu spalonego na wrzutki kierowane za plecy obrońców, a jak już piłka do niego dotrze, to stara się od razu – bez ceregieli – finalizować akcję uderzeniem. Wiedzą o tym wszyscy, nawet małe dzieci. William Remy, Artur Jędrzejczyk czy Paweł Stolarski mali już nie są, ale zachowywali się jakby tylko oni tego nie wiedzieli. Choć przecież taki „Jędza” musi pamiętać, jak półtora roku temu, w pierwszym meczu po powrocie Górnika do Ekstraklasy, przyszło mu gonić Angulo od połowy boiska. Gonił go jak we śnie: nogami ruszał, ale dogonić nie był w stanie. Tym razem mniej niż o gonitwy chodziło o koncentrację i to całej defensywy Legii.
A przecież Vuković mówił w wywiadzie przed meczem, że jego drużyna musi uważać na to, z czego słynie Górnik: czyli na szybkie kontrataki kończone uderzeniami najskuteczniejszego piłkarza Ekstraklasy – Igora Angulo. Zespół z Zabrza grał często wysokim pressingiem, żeby jak najszybciej przejąć piłkę – najlepiej jeszcze na połowie rywala – i od razu Legię skontrować. Nawet wznowienia od bramki – najczęściej dalekim wykopem – pokazywały, że Górnik w rozgrywanie to się może bawić, ale dopiero pod polem karnym przeciwnika. I właśnie po takich podaniach z głębi pola, swoje szanse miał Angulo (aż trzy w pierwszej połowie). W dwóch pierwszych sytuacjach Hiszpan nie błysnął skutecznością. Raz uderzył obok słupka, a raz zmarnował „setkę” bardzo nieudaną próbą lobowania Radosława Cierzniaka. Ale za trzecim razem już się nie pomylił: piłkę wrzucił z głębi pola Gruzin Valeriane Gvillia, a Hiszpan z pięciu metrów, uderzając z woleja nie mógł się pomylić. O czym myśleli w tej sytuacji William Remy, któremu sprzed nosa uciekł Angulo i Cierzniak, który do piłki nie wyszedł, dokładanie nie wiadomo. Ale na pewno, nie o tym, że lepiej wyjaśnić sprawę samemu niż liczyć na kolegę. No obaj wielkimi myślicielami nie zostaną.
Zresztą trzeba uczciwie powiedzieć, że Górnik na gola zasłużył, bo po prostu lepiej od Legii grał. Śmielej, odważniej i przede wszystkim agresywniej. W tym elemencie zespół Legii wyraźnie przegrał z gospodarzami. A to dziwne, bo „nowy” trener Vuković, jako zawodnik słynął właśnie z walki i agresywności.
Wielki potencjał Legii potwierdza fakt, że ekipa z Warszawy wyszła w Zabrzu niemal w galowym składzie, mimo że brakowało przecież takich nazwisk jak: Hlousek, Kucharczyk, Cafu czy Vesović, a Szymański rozpoczął spotkanie jedynie na ławce rezerwowych. Na skrzydłach pojawili się więc od początku Dominik Nagy i Iuri Medeiros, a za napastnikiem zagrał znowu Kasper Hämäläinen. Ten ostatni tym razem rozczarował – Fin zagrał takiego typowego Hämäläinena, czyli nijako. Po niecałej godzinie jego i Domagoja Antolicia zastąpiła para Sandro Kulenović i  Sebastian Szymański.

To była konieczność, bo Legii nie szło. Nie była w stanie przejąć kontroli nad meczem i poukładać gry w meczu z rywalem, który przecież broni się przed spadkiem.
Mieli legioniści trochę przebłysków. Najlepszy był po raz kolejny Andre Martins, a dobry mecz zagrał Medeiros (idealne podanie do Carlitosa przy drugim golu Legii). Choć na pewno nie jest to piłkarz, za którego warto zapłacić 6 milionów euro, a tyle za wykupienie swojego pomocnika życzy sobie Sporting Lizbona. Brakuje mu genu walki, ma zbyt dużo przestojów, nie angażuje się w odbiór piłki. Ale w piłkę grać potrafi. Może coś z niego jeszcze ten Vuković zrobi…
Trzeci z Portugalczyków – Luis Rocha po raz kolejny pokazał, że Legia to dla niego zbyt wysokie progi. Dwa razy zagrał tak do nikogo, że ręce opadły. Patrzeć się na to spokojnie nie dało. Znaleźć takiego zastępcę dla Hlouska to zła recenzja dla skautingu Legii. Rochę zastąpił Mateusz Wieteska. Także ze względu na dobrą grę głową, bo w końcówce Legia szukała swojej szansy w stałych fragmentach gry.

I znalazła. Najpierw wywalczyła karnego, bo Igor Angulo znów wystąpił w roli głównej pod bramką, tyle że pod własną. Zagrał ręką, zrobił karnego, czym przywrócił wiarę Legii, że zwycięstwo jest możliwe.
Dlatego Angulo i koledzy wrócili do domu smutni, a legioniści weseli.
A jednak w powrotnej drodze do Warszawy powinni zahaczyć o Częstochowę i tam odmówić kilka „Zdrowasiek”. W Zabrzu niebiosa były dla zespołu z Łazienkowskiej przychylne. Następnym razem, lepiej liczyć na siebie.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Patrząc na ten mecz trudno uwierzyć,że jedna z drużyn walczy o mistrzostwo , a druga(w tym meczu lepsza) broni się przed spadkiem.Dziwny jest ten świat, a polska liga to już dziwoląg jest.Słabo grająca Legia rzutem na taśmę wyszarpała zwycięstwo. I to jedyny plus w dzisiejszym meczu dla Legii. Okazuje się,że zwolnienie Sa Pinto to nie całkowite remedium na pozbycie się tego, co przez te kilka miesięcy w tej drużynie narastało.Jest potencjał, są ludzie , którzy chcą oddać zdrowie dla Legii. Ale jest ,,towar” którego należy się pozbyć, bo jest toksyczny .Z zaciągu portugalskiego nadają się tylko Cafu i Martins. Reszta to szrot, albo towar przereklamowany,powyżej swojej rzeczywistej wartości. Bezwzględnie do pozbycia.W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego, Legia może zrównać się punktami z Lechią, bo wierzę ,że Legia wygra z Pogonią, a Cracovia pokona Lechię.Nie zepchnie jednak Lechii z pozycji lidera i mecz z Lechią grać będzie w Gdańsku.Ale jak chce się walczyć o główne trofeum, to trzeba wygrywać. Na razie Vuko ma dwa trafienia, Lechia gra przeciętnie i jest do pokonania.Sugeruje redaktor odmówienie kilku zdrowasiek. Odradzam, tu nie niebiosa mają być przychylne, tu trzeba się otrząsnąć się do reszty z tego popintowskiego marazmu i z radością roboty.Bo jak mówiła cytowana przeze mnie wielokrotnie moja babcia,, gdzie się z chęcią zejdzie praca, tam się hojnie trud opłaca” I o to chodzi.

  • zgubek

    Trzy punkty mamy, teraz na dalsze czekamy.Sędzia chciał koniecznie pomóc Górnikowi.Ten sędzia Złotek się nazywa, nie przyznał ewidentnego karnego za faul na polu karnym Gryszkiewicza na Carlitosie.W swoim wpisie z dnia 24.04.2018 roku zadał pan redaktor pytanie,,Czy aby sędzia Złotek jest nadal najlepszym sędzią w Polsce?” To było po meczu Legii z Wisła, tam również Złotek skaleczył Legię.Pytanie wraca i odpowiedź jest taka sama jak rok temu.Sędzia Złotek ma awersję do Legii, ten sędzia jest słaby, nie daje sobie radę w istotnych dla meczu sytuacjach. Wtedy bronił go Boniek, ale jego sędziowania nie da się obronić.Sędziował mecz w zastępstwie Musiała.I widać było różnicę.Sędzia Złotek to taka Zalewska polskich sędziów piłkarskich. Dlatego takiemu sędziemu i takiemu sędziowaniu mówimy stanowcze nie.Panie Złotek daj se pan spokój z sędziowaniem.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli