Raz sprawdzili, a raz nie. No to jak jest z tym VAR-em – pyta nawet trener Brosz

Autor wpisu: 16 września 2017 22:00

VAR jest po to, byśmy nie musieli już słyszeć, że „sędzia wypaczył wynik” – mówił niedawno jeden z ludzi odpowiedzialnych za wprowadzanie technologii. No, nie. Nie i jeszcze długo, długo nie. W Zabrzu czy to z VAR-em, czy bez VAR-u i tak kibice widzą swoje. „Złodzieje” – leciało z trybun po meczu zakończonym 2:2.

Śląsk drugi raz w krótkim czasie został beneficjentem zastosowania technologii VAR. Nie tak dawno dostał karnego w samej końcówce meczu z Cracovią – zresztą paradoksem sytuacji było to, że karnego podyktowanego na podstawie VAR-u w istocie być… nie powinno (czytaj TUTAJ).

Teraz pojechał do Zabrza na prestiżową konfrontację zespołów mających na rozkładzie Legię i znów VAR pomógł. W 58. minucie przy dośrodkowaniu Dani Suarez ni z tego, ni z owego wyszedł do piłki z wyciągniętymi rękoma, w które piłka trafiła. Tu akurat nie wiadomo, po co był panu Tomaszowi Kwiatkowskiemu VAR, bo sytuacja była ewidentna:

No dobra, z VAR-em czy bez, ale przynajmniej wiadomo, że podjęta decyzja była dobra. Rzut karny dla Śląska i Marcin Robak strzela na 1:1 (pierwszego gola dla Górnika wbił jeszcze w pierwszej połowie oczywiście Igor Angulo).
Tyle, że chwilę później w polu karnym Śląska zdarzyło się to:

Ale weryfikacji VAR-em tym razem nie było! Sytuacja milion razy bardziej skomplikowana, bo dopiero na powtórkach widać, że piłka uderza w rękę Robaka dwukrotnie. Najpierw, gdy piłkarz upada – można przyjąć, że zdarzenie absolutnie przypadkowe, no i z gatunku „nie do uniknięcia”. Ale potem drugi raz, gdy już leży na ziemi, a piłka trafia go w… wyciągniętą rękę.

„Nie wiem czemu VAR w jednych sytuacjach jest stosowany, a w innych nie” – komentował po meczu trener Górnika Marcin Brosz. No właśnie, problemem jest to, że chyba nikt nie wie. Teoretycznie VAR stosowany jest wtedy, gdy arbiter (główny albo ten, który dowodzi VAR-em) ma wątpliwości. Tylko konia z rzędem temu, kto wyjaśni, czemu wątpliwości były przy ręce Suareza, a czemu wątpliwości nie było przy ręce (rękach) Robaka! VAR miał wyjaśniać to, co skomplikowane, a niestety zdaje się, że na razie komplikuje to, co jest proste. „Sędzia chyba nie wiedział, że VAR można stosować częściej niż jeden raz na połowę” – śmieją się ironicznie fani Górnika.

Kontrowersji w Zabrzu było zresztą więcej i to w obie strony, ale głownie z gatunku tych nie kwalifikujących się dla VAR-u. Był też całkiem niezły, bardzo szybki mecz. Remis 2:2 niby nie krzywdzi nikogo, bo i Śląsk miał swoje szanse (m.in. słupek po uderzeniu Djordje Čotry), i miał ich jeszcze więcej Górnik (m.in. poprzeczki po strzałach Rafała Kurzawy i Suareza, w sumie aż 21 strzałów, z czego 11 celnych).
Od 1:1 zdecydowanie to właśnie napędzony Górnik był bliższy wygranej. W 71. minucie gola na 2:1 zdobył po rzucie rożnym Mateusz Wieteska i  gospodarzom nie powinno się zdarzyć już nic złego. Ale wyrównanie Śląskowi sprezentował (nie da się ukryć) Tomasz Loska nieudaną interwencję przy dośrodkowaniu, z czego skorzystał Robak:

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli