RANKING. Ruch się utrzyma, ale w… pierwszej lidze. Kto do spadku (jeszcze)?

Autor wpisu: 25 kwietnia 2017 10:01

Tłok na górze, tłok na dole. Jak ESA 37 długa i szeroka nie było jeszcze takiego ścisku, jak teraz, po sezonie zasadniczym wśród tych, którzy chcą się wybronić przed spadkiem. I nie było grupy tak jednoznacznie zdeterminowanej, by degradacji uniknąć.

Dziś 8. zespół Lotto Ekstraklasy Wisłę Płock od ostatniego, 16. Górnika Łęczna dzieli raptem pięć punktów. Jedna kolejka, jeden mecz, jedna wygrana decydują o tym, że każdy może być w zasięgu każdego. Wisła Płock i Zagłębie Lubin startują z lekkim bonusem, ale pozostałą szóstkę nie dzieli de facto żaden dystans.

Zresztą pal licho samą matematykę. W poprzednim sezonie zdecydowanie od reszty odstawał Górnik Zabrze, który i tak w rundzie finałowej próbował się dźwignąć, ale strata była zbyt duża – także ta mentalna. Dwa lata temu takim outsiderem był Zawisza. Niby po podziale ekstraklasy na pół strata do lokaty „ratunkowej” nie była duża, ale Zawisza wypalił się w pierwszej części wiosny, gdy dramatycznie szarpnął, by nadgonić stratę z jesiennej części sezonu (do drugiej przystępował z… 9 punktami – to było 12 punktów straty do 14. lokaty).
Trzy lata temu też był outsider – już po sezonie zasadniczym było oczywiste, że nie dźwignie się Widzew, do którego szybko dołączyło zresztą jeszcze Zagłębie Lubin.

Legia, a może jednak Lech faworytem – zobacz nasz RANKING „Kto mistrzem”

Teraz sytuacja diametralnie inna. Z widelca uciekł łakomy kąsek pod postacią Górnika Łęczna. Reszta z chęcią by go rozszarpała i zepchnęła w pierwszoligową czeluść, załatwiając sprawę przynajmniej jednego spadkowego miejsca, ale „kąsek” się wyrwał. Dziś trzy ostatnie drużyny mają po 15 punktów – coś takiego nie miało jeszcze miejsca w ESA 37.
Kto zatem spada? No właśnie. Oto próba odpowiedzi.
Ponieważ spadają dwa zespoły, więc trudno zastosować procentowy podział (gdy całość daje 100%) – punktem odniesienia niech będzie więc 100% pewności utrzymania dla poszczególnego zespołu (czyli 100/0 to umownie „pewność całkowita”, 50/50 – to „pół na pół”, 0/100 – to „bez szans”).

Zespoły ustawiamy od największej szansy utrzymania do najmniejszej:

9. WISŁA Płock – 70/30 szans na utrzymanie.
Wisła pokpiła sprawę w Gdyni. To był ten brakujący element układanki Marcina Kaczmarka, bo wcześniej w 2017 roku zespół zrobił naprawdę dużo, by oddalić od siebie widmo powrotu do pierwszej ligi. Ma najlepszy bilans roku spośród wszystkich drużyn strefy spadkowej. Ba, lepszy nawet od… Lechii Gdańsk. Tak naprawdę wyraźnie przegrała tylko z Lechem, co trzeba było po prostu wkalkulować w bilans, ale wcześniej miała przecież serię 4 meczów z 3 wygranymi.
Wisła nie gra porywająco, ale sprawia bardzo solidne wrażenie, może poza defensywą, tracąc za wiele goli – no, ale w strefie spadkowej to normalna przypadłość, rzec można.
Kluczowe będzie to, czy tę lepszą twarz z tego sezonu pokażą Dominik Furman, Sergij Kriwiec, czy Giorgi Merebaszwili znów nie zaskoczy jakimś fantastycznym pudłem w kluczowym momencie, no i jak skuteczny będzie Jose Kante. To klucze do pozostania w lidze. Ale trudno uwierzyć, by trener Kaczmarek tych kluczy nie dopasował.

10. GÓRNIK Łęczna – 60/40 szans na utrzymanie.
Że co? Że Górnik? Tak wysoko? A tak! Nie każdy to zauważa (albo chce zauważyć), że Górnik w tegorocznej tabeli ustępuje z drużyn grupy spadkowej tylko Wiśle (o której powyżej) i Ruchowi (o którym jeszcze będzie).
To już nie jest ta sama drużyna, która jeszcze niedawno modliła się, by granie w 2016 już się skończyło, i która tuż po przyjściu Franciszka Smudy oberwała najpierw od Legii 0:5, a potem od Jagiellonii tak samo. Potem były jeszcze porażki z Koroną i Zagłębiem. A jednak Smuda potrafił podnieść ten zespół. Górnik wpadek nie potrafił uniknąć – także takich, które i Smudę wkurzały, ale grał w piłkę i zyskiwał sympatię obserwatorów. Bo okazało się, że ostatni zespół ekstraklasy da się oglądać lepiej niż pól ligi przed nim.
Po serii szalonych meczów Górnik złapał na koniec kontakt z resztą i ewidentnie jest w „gazie” mentalnym. Nawet jak się potyka, to wstaje i brnie dalej. To bezcenne w tych siedmiu meczach o życie.
Ma Śpiączkę, którego imają się sytuacje bramkowe, napędzającego zespół Bonina i Pitrego przerobionego na skutecznego stopera. I dlatego Górnik ma dużą szansę na utrzymanie.

11. ZAGŁĘBIE Lubin (jednak) – 55/45 szans na utrzymanie.
W normalnych warunkach Zagłębie jako jedyne powinno mieć w tej grupie 100/0. W normalnych warunkach nie powinno go być w tym zestawieniu. Ale okazało się, że warunki nie są normalne.
Drużyna, którą w lipcu, sierpniu, jeszcze we wrześniu chwaliliśmy że przeczy teorii ESA 37 – że nie można grać dobrze w pucharach europejskich i w lidze, teraz tę teorię… świetnie potwierdza. Co z tego, że Zagłębie świetnie zaczęło? Co z tego, że na początku zdawało się głównym kandydatem do nadkruszenia hegemonii Legii?
Znamienną rzecz powiedział Filip Starzyński tuż po meczu ze Śląskiem Wrocław kończącym sezon zasadniczy, gdy reporter Canal+ z niedowierzaniem dopytywał się, czemu tak stanowczo podkreśla walkę o utrzymanie. – Nie jest dobrze. Trzeba zdobyć punkty w pierwszych meczach, byśmy nie zaczęli się „smażyć” – rzucił pomocnik Zagłębia przywołując przykład Podbeskidzia z poprzedniego sezonu (spadło z 9. miejsca po sezonie zasadniczym).
Zagłębie personalnie jest najmocniejsze w dolnej połówce. Nawet po oddaniu Macieja Dąbrowskiego, Krzysztofa Piątka, Michala Papadopulosa i przy kontuzji Jarosława Jacha. Ale ma za sobą serię sześciu meczów, w których zdobyło… dwa punkty. To zdecydowanie nie jest optymistyczna wróżba.

12. ŚLĄSK Wrocław – 51/49 szans na utrzymanie.
W przyznanych szansach minimalnie „nad kreską”, ale to ewidentne otarcie się o „na dwoje babka wróżyła”. Trudno powiedzieć, o co chodzi z tym Śląskiem. Ma paru fajnych piłkarzy, potrafiących dać jakość w każdej formacji (Piotr Celeban w obronie plus Kovačević na „6”, Morioka, Pich, Joan Roman w grze ofensywnej), ciekawe zimowe transfery (Kovačević z Lechii, Lewandowski i Zwoliński z Pogoni), doświadczony i potrafiący nadać kształt drużynie trener – Jan Urban. A jakoś… nie idzie. Śląsk to zrobi coś dobrze, to zrobi coś źle. Niestety, wspomniany Roman w rundzie finałowej nie pomoże drużynie i to jest problem. Z kontuzją stawu skokowego wrócił do Hiszpanii, gdzie czeka go prawdopodobnie operacja.
Miasto szuka poważnego inwestora i, gdyby Śląsk spadł, to byłby poważny cios biznesowy (plus kiepski „prezent” na 70-lecie; a miał być Puchar Polski i pierwsza „trójka”…), dlatego nikt we Wrocławiu nie dopuszcza takiej myśli. Tylko co z tego? Chyba rywale jednak dopuszczają…

13. CRACOVIA – 45/55 szans na utrzymanie.
Cracovia musi się przełamać. To personalnie jeden z silniejszych zespołów grupy spadkowej. No i trzeci z pucharowiczów (plus Zagłębie, plus Piast – co jest zjawiskiem niesamowitym).
Trener Jacek Zieliński ma pełne poparcie profesora Janusza Filipiaka, który w przeszłości słynął z dość gwałtownych i burzliwych decyzji trenerskich. Teraz raz i drugi, i trzeci kategorycznie stawia sprawę: „Zieliński pracuje do końca sezonu (w sensie: przynajmniej do końca)”. Co nie przeszkadza mu publicznie powiedzieć, że… rozmawia z innymi kandydatami na trenera.
Cracovia jest bezbarwna – to jej największy feler w tym sezonie. Niby coś ugra, ale więcej przegra. Mimo wszystko jej spadek byłby szokiem. Zespół jest zmotywowany, bo Filipiak zapowiedział, że po spadku… nikogo nie puści. To walczcie chłopaki, by jednak zostać w tej ekstraklasie!

14. PIAST Gliwice – 40/60 szans na utrzymanie.
Wicemistrz Polski! Tragicznie liczne zmiany personalne. Trzech prezesów. Trenerzy: Latal, Neček, Latal, Wdowczyk. Odejścia, przyjścia piłkarzy, w czym trudno dopatrzyć się jakiegokolwiek sensu.
Piast w tym roku ma bilans 2-2-6, obok Arki Gdynia najsłabszy z całej ligi.
Ale szczęśliwie ma też Dariusza Wdowczyka, który zrobił rzecz sensowną. Postarał się tego Piasta zaryglować. W ostatnich czterech meczach – trzy stracone gole. To jeden z lepszych wyników grupy spadkowej. Kluczem to, czy uda się jeszcze gole strzelać.

15. ARKA Gdynia – 35/65 szans na utrzymanie.
Klub z Gdyni przeżył przez ostatni rok huśtawkę emocjonalną. Euforia po awansie do Lotto Ekstraklasy, pochwały po pierwszej części sezonu, gdy Arka punktowała lepiej od… Legii (plus słynne 3:1 na Łazienkowskiej), potem zjazd na koniec roku i drugi na koniec rundy zasadniczej. Ten drugi bardzo przykry, bo Arka rok zaczynała ze sporym apetytem na górną ósemkę.
Teraz ma za sobą osiem meczów, z których tylko dwa zremisowała i resztę przegrała. 24 stracone gole – to nawet na standard grupy spadkowej jest niebywale dużo.
Szefowie klubu wypisali receptę: Grzegorza Nicińskiego zastąpił Leszek Ojrzyński. W jego dorobku na razie remis i porażka. Drużyna jest w ewidentnym „dołku”, a czy dobrym pomysłem jest zmiana trenera, który zapracował na awans, akurat na tego, który ma za sobą traumę zjazdu Górnika Zabrze z poprzedniego sezonu i rozstanie w atmosferze konfliktu z drużyną – mamy poważne wątpliwości (czytaj TUTAJ).
Na dodatek Arka przecież nie może (chyba) odpuścić finału Pucharu Polski. Między arcyważnymi meczami z będącymi tuż za jej plecami Piastem i Cracovią. Potraktowanie finału PP jak sparingu byłoby niegodne rangi tej imprezy, ale niebywale… pragmatyczne.

16. RUCH Chorzów – 30/70 szans na utrzymanie.
Jakością piłkarską, sportową Ruch na degradację na pewno nie zasługuje. Starzy wyjadacze naprawdę potrafiący solidnie jeszcze pokopać piłkę (Surma, Grodzicki, Hrdlička) plus zastęp młodych wilczków – młodzieży niebanalnej, dającej jakość. Bez wątpliwości – Waldemar Fornalik by ten zespół w Lotto Ekstraklasie utrzymał, może nawet na 9. miejscu, gdyby…
Gdyby po pierwsze wciąż był trenerem.
Gdyby po drugie piłkarze nie skarżyli klubu za zaległości finansowe.
Gdyby nie strajkowali, bo klub nie płaci.
Gdyby Patryk Lipski nie wystąpił o rozwiązanie kontraktu (w dwóch ostatnich meczach nie grał).
Gdyby nie ogólne zamieszanie, kłopoty finansowe, niepewność co do najbliższego procesu licencyjnego.
Jak w Arce ratować ma Leszek Ojrzyński, tak w Ruchu Krzysztof Warzycha (czytaj TUTAJ). Oczywiście – w tym przypadku klubowa legenda, człowiek o którym na Cichej nikt nie odważy się (chyba) powiedzieć złego słowa. Tylko przy okazji człowiek bez żadnego doświadczenia w samodzielnej pracy trenerskiej, bez znajomości realiów polskiej ekstraklasy (sam mówi, że zna – bo… oglądał w telewizji) i szatni współczesnego Ruchu.
Podobno w utrzymaniu ma jednak pomóc Lipski, o czym nowi trenerzy przekonali się spotykając go przypadkowo (!!!) w pociągu.
Znamienne było przejęzyczenie Warzychy na pierwszym spotkaniu z dziennikarzami: „Ruch stać na utrzymanie w pierwszej lidze”. Znając to, jak trzeba zap… na dole pierwszej ligi, i z tym chyba byłyby kłopoty…

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli