RAFAŁ ROSTKOWSKI: „Akcję ogląda miliard ludzi na świecie, a nie widzi jej człowiek, który ma podjąć decyzję.” To już historia!

Autor wpisu: 31 marca 2017 11:31

Rozmawiamy z sędzią Rafałem Rostkowskim o systemie Video Assistant Referee, który kilka dni demu zastosowano po raz pierwszy w meczu międzypaństwowym (Francja – Hiszpania). Rostkowski o konieczności wprowadzenia powtórek mówił od wielu lat, w czasach, kiedy dla FIFA i środowiska sędziowskiego był to temat tabu. Dziś można już powiedzieć, że rewolucja się dokonała. O technologii można mówić bez ryzyka, że komuś z władz piłki – krajowej lub międzynarodowej – to się nie spodoba.

FUTBOLFEJS.PL: Chciałem porozmawiać z panem o systemie Video Assistant Referee, czyli powtórkach wideo…
RAFAŁ ROSTKOWSKI: Nie wiem, czy pan pamięta, ale był pan pierwszym dziennikarzem, który kiedyś rozmawiał ze mną na ten temat. Prawie siedem lat temu.

Pan był pierwszym, który o tym głośno mówił. Teraz możemy tę historię spiąć klamrą – we wtorek po raz pierwszy w meczu międzypaństwowym Francja – Hiszpania na Stade de France w Paryżu sędziowie skorzystali z powtórek wideo.
Cieszę się, że władze FIFA i IFAB zmieniły zdanie i pozwoliły na korzystanie z takich możliwości technicznych – na razie w formie eksperymentów, pod nadzorem IFAB, ale jednak przełom wreszcie nastąpił. Mamy XXI wiek, telewizje coraz lepiej pokazują mecze – drony, spidercamy, kamery w bramkach – a sędziowie gołymi oczami nie są w stanie zobaczyć wszystkiego, co powinni ocenić, nie mają szans uniknąć błędów. Naukowcy udowodnili, że ludzkie oko nie jest w stanie wyłapać pewnych sytuacji, mogą to uchwycić tylko kamery. Dochodzi do sytuacji, że jakąś akcję ogląda miliard ludzi na świecie, a nie widzi jej człowiek, który ma podjąć decyzję. Wszystkim powinno zależeć, żeby decyzje sędziów były odpowiednie i uczciwe. A jak ta decyzja zostanie podjęta, to jest sprawa wtórna.

Dwie powtórki, zero dyskusji, wynik uratowany, czyli VAR działa świetnie!

Walczy pan o to od wielu lat. Miał pan osobistą satysfakcję, że w końcu się udało?
Owszem, nie widzę powodu do ukrywania radości. W czasie meczu Francja – Hiszpania wymieniałem SMS-y z siedzącymi na Stade de France ludźmi z FIFA i IFAB. Decyzje sędziów o golach, zmienione dzięki powtórkom wideo, przeżywaliśmy trochę jak rzuty karne w finale mistrzostw świata. Mieliśmy świadomość, jak ważne było, aby eksperyment w takim meczu się udał. Było też dosyć zabawnie, bo ważni ludzie zaangażowani w projekt Video Assistant Referee zostali przez organizatorów meczu posadzeni w takim miejscu, że… nie mieli na bieżąco dostępu do powtórek telewizyjnych. W efekcie tuż po zmienionych decyzjach wysyłałem im SMS-y, że obie decyzje bramkowe zostały zmienione słusznie. Potwierdzenie, że gol dla Hiszpanii został uznany prawidłowo, wysłałem kilka sekund po fakcie. Wkrótce potem zacytowałem im w SMS-ie Mateusza Borka: „VAR – konserwatyzm 2:0”. Śmiałem się z tego razem z nimi, bo Borek powiedział dokładnie to, co czuli działacze FIFA, IFAB i ja.

„Mecz” trwa dalej?
Tak, bo pamiętajmy, że to jeszcze nie koniec eksperymentów. Są one już bardzo zaawansowane, choćby w stosunku do tego, co stało się w grudniu podczas klubowych mistrzostw świata w Japonii. Sędziowie lecieli na ten turniej w przekonaniu, że będą ćwiczyć tylko offline, czyli w teorii, tak na sucho, bez możliwości wpływania na pracę arbitrów na boisku. Przed turniejem zdecydowano jednak, że eksperyment odbędzie się online. Była to ryzykowna decyzja, trochę jak jazda po autostradzie młodego kierowcy prototypem nowego samochodu, w dwóch meczach doszło przez to do chwilowego zamieszania, ale dzięki temu zebrano cenne doświadczenia. Po trzech miesiącach mamy kolejny eksperyment i jest ogromny postęp. A do mundialu w Rosji mamy jeszcze ponad rok. Przez ten czas odbędą się kolejne eksperymenty – podczas mistrzostw świata U-20 w Korei Południowej, Pucharu Konfederacji w Rosji, potem na mundialu U-17 w Indiach i w kolejnych klubowych mistrzostw świata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wszystko po to, żeby podczas MŚ w Rosji wszystko wyglądało tak, jak we wtorek na Stade de France.

Czyli?
Szybko, a nawet szybciej niż we wtorek, chociaż i tak było dobrze, bo jedna decyzja została zmieniona w ciągu 42 sekund, druga w ciągu 40 sekund.

Jak to działa technicznie – sygnały idą od sędziów asystentów wideo oglądających mecz na monitorach, czy o rozstrzygnięcie wątpliwości prosi arbiter główny?
Dwutorowo. Sędzia na boisku w szczególnych sytuacjach może zapytać VAR (tak w skrócie określany jest system i zarazem główny sędzia asystent wideo, który też ma swoich asystentów), czy podjął właściwą decyzję lub jaką powinien podjąć, ale musi zapytać, zanim gra zostanie wznowiona. Może też być tak jak w Paryżu, czyli błąd sygnalizują sędziowie śledzący mecz na monitorach. Interweniują, gdy zdarzy się poważny błąd w kwestii gola, rzutu karnego, czerwonej kartki lub identyfikacji zawodnika, który powinien zobaczyć kartkę. I przypuszczam, że w tę stronę to będzie działało częściej: „zmień decyzję, bo widzimy, że była zła” albo „wstrzymaj grę, bo oglądamy powtórkę i za kilka sekund powiemy ci, jaka powinna być decyzja”.

Ilu ma być tych sędziów asystentów?
IFAB zaleca, żeby było ich przynajmniej dwóch – jeden główny, który zasadniczo będzie koncentrował się na faulach i zagraniach piłki ręką, a drugi to asystent, który będzie odpowiedzialny za spalone. Chodzi tu o podział zadań według specjalizacji. FIFA planuje używać trzech sędziów asystentów wideo w czasie każdego meczu mistrzostw świata w Rosji. Podczas eksperymentów będą sprawdzane różne opcje. Na pewno nie będzie to tylko jeden sędzia VAR, bo sam nie byłby w stanie oglądać gry na bieżąco i równocześnie sprawdzać powtórki. A czasem dwa-trzy wydarzenia następują po sobie w krótkim odstępie czasowym. Jeśli jeden sędzia coś sprawdza, drugi musi kontrolować, co się dzieje na żywo.

Przed rozmową odświeżyłem tę naszą rozmowę z 2010 roku (tutaj) i zauważyłem, że podświadomie w relacji z meczu Francja – Hiszpania powtórzyłem pana tezę: że konsultacje wideo trwają krócej niż protesty zawodników. Wygląda na to, że dobrze mnie pan zindoktrynował.
I tak będzie, bo ponad 90 procent decyzji będzie podejmowanych przez sędziów asystentów wideo na podstawie jednego ujęcia, czasem dwóch. Docelowo ma to zajmować kilkanaście sekund, ale nawet pół minuty, to jest dobry czas. Jak na tak wczesny etap eksperymentu, wyniki z Paryża są już bardzo dobre. Protesty piłkarzy potrafią czasem przerwać mecz na kilka minut. Przez brak powtórek tak było w wielu meczach mistrzostw świata, Europy, Copa America…

Ile to będzie trwało – to była chyba najważniejsza kwestia, na którą czekaliśmy, żeby się przekonać, jak działa ten system. 
Niektórym się wydawało, że będzie to trwało tyle, ile czeka się na powtórkę w telewizji – minutę, albo i dwie. Nie! Powtórki w telewizji oglądamy z opóźnieniem, bo realizatorzy nie chcą przerywać widzom akcji. Powtórkę pokazują dopiero, gdy jest ku temu okazja, czyli na przykład gdy piłka wyjdzie poza boisko. Ale te powtórki zwykle są przygotowane od razu. Sędziowie mogliby z nich skorzystać dużo wcześniej, niż telewidzowie zobaczą replay. Natomiast system „videoReferee”, z którego korzystają sędziowie asystenci wideo, to urządzenie, które spełnia oczekiwania sędziów w sposób absolutny. Tego nawet nie da się porównać z siedzeniem w wozie telewizyjnym i przewijaniem ujęć z kolejnych kamer w poszukiwaniu tej właściwej powtórki… Miałem okazję sprawdzić osobiście, jak „videoReferee” szybko działa i gwarantuję, że to jest banalnie proste. Do serwera systemu można podłączyć wszystkie kamery i jeśli chcemy sprawdzić, co się stało w czasie meczu, to przewijamy obraz jednocześnie z tych wszystkich dostępnych kamer. Jeden serwer jest w stanie zapisywać i równocześnie odtwarzać obraz z kilkunastu lub nawet ponad 20 kamer w najlepszej jakości. Producent sygnału telewizyjnego udostępnia obraz ze swoich kamer, ale do VAR można podłączyć również kamery dodatkowe. Można je zainstalować tam, gdzie zażyczą sobie organizatorzy rozgrywek lub sami sędziowie. Tak było na przykład na mistrzostwach świata w piłce ręcznej we Francji – to samo można zrobić w piłce nożnej.

Jeden mit, jedna obawa została rozwiana – nie trwa to długo i będzie trwało coraz krócej, nie zaburza rytmu meczu. Drugi argument przeciwników to koszty. Czy to jest bardzo droga „zabawka”?
Od razu zastrzegam – prawie cała wiedza, jaką mam na temat kosztów tej technologii, pochodzi bezpośrednio od ludzi, którzy się tym zajmują – z IFAB, FIFA oraz od osób, które od lat świadczą takie usługi w różnych dyscyplinach sportu. I wszyscy są zgodni co do tego, że VAR jest tanim systemem, a z pewnością bardzo tanim w porównaniu z kosztami Goal-Line Technology, która przecież pomaga tylko w jednym typie sytuacji. Wynajęcie firmy świadczącej usługi wideo na jeden dzień – bo tak trzeba liczyć potrzebny na to czas – kosztuje mniej więcej 10-12 tys. złotych. Oczywiście przy umowie na sezon, dwa czy trzy, cena spada mniej więcej o połowę. Live Park, czyli firma, która zajmuje się produkcją telewizyjną meczów ekstraklasy, deklaruje, że da się to zrobić jeszcze taniej. I wcale mnie to nie dziwi. Bo sprzęt potrzebny do systemu VAR, jeśli wykorzystane są kamery stacji telewizyjnej transmitującej spotkanie, mieści się w bagażniku samochodu osobowego, model kombi. Serwer ma rozmiar mniej więcej starego odtwarzacza wideo, do tego dochodzą monitory oraz panel sterowania, który ma wielkość małej konsoli do gier. Maksymalny koszt używania takiego systemu – zgodnego ze standardami FIFA i IFAB, bo tylko o takim standardzie warto rozmawiać – to ok. 3,5 mln złotych za sezon. Potwierdziły to już dwie firmy obecne na polskim rynku: EventsMedia i właśnie Live Park. Podkreślam – maksymalny koszt. Skoro na powtórki wideo stać w Polsce takie dyscypliny sportu jak hokej, siatkówka, koszykówka, kajakarstwo górskie, wyścigi konne czy żużel, to tym bardziej stać ligę generującą większe zyski.

Co z meczami w niższych ligach, gdzie nie ma transmisji, nie ma kamer telewizyjnych?
Możliwe jest to, co pan napisał w relacji meczowej, że ten system trafi pod strzechy, bo do systemu możliwe jest podłączanie kamer zarówno telewizyjnych, jak i innych, nawet amatorskich. Można sobie wyobrazić, że w jakiejś gminie jakiś wójt albo ktoś inny zechce zainstalować taki system nawet w lokalnej lidze biznesu. Decydować o tym będzie organizator danych rozgrywek. Kiedyś wydawało nam się, że aby nakręcić film, potrzeba milionów dolarów. Teraz filmy kręcą wszyscy – jeśli nie kamerą, to telefonem. Przyznam, że ze znajomymi sami zainscenizowaliśmy różne sytuacje i je nakręciliśmy, żeby sprawdzić, jak działa system „videoReferee”. I działa znakomicie.

Formalnie eksperyment zaczął się w marcu ubiegłego roku, trwać ma dwa lata…
…i w marcu 2018 roku FIFA i IFAB podejmą decyzję, czy „wjeżdżamy” z tym systemem na mundial, czy trzeba jeszcze go dopracować. Na dziś szanse, że eksperyment się uda, są ogromne, bo postęp jest niesamowity.

Mundial mundialem, ale jakie są perspektywy czasowe dla ekstraklasy?
To pytanie nie do mnie, decyzja należy do klubów, czyli władz Ekstraklasy S.A. Mogę tylko powiedzieć, że w tym roku system wprowadzi co najmniej 15 krajów. W samej tylko Europie już latem z powtórek wideo zaczną korzystać sędziowie w ligach takich krajów jak Niemcy, Włochy, Belgia, Francja, Holandia, Portugalia. W Anglii zaczną w styczniu od meczów Pucharu Anglii, Hiszpania jest na etapie ustalania terminu, przygotowania zaczęli również Czesi. I nie mówimy tutaj tylko o testach offline, bo takie w niektórych krajach trwają już od roku, lecz o wprowadzeniu powtórek wideo online, czyli na żywo – w tych wszystkich krajach sędziowie będą mogli zmieniać decyzje w czasie meczów dzięki powtórkom wideo. Przekonamy się o tym niedługo na własne oczy. Już w następnym sezonie oglądając transmisje lig zagranicznych, choćby Bundesligi, Serie A czy Ligue 1, regularnie będziemy widzieć takie konsultacje wideo, jak w czasie wtorkowego meczu Francja – Hiszpania.

I będziemy się zastanawiać – kiedy to pojawi się w naszym kraju?
Trzeba jednak mieć świadomość, że systemu VAR nie można wprowadzić ani z dnia na dzień, ani z miesiąca na miesiąc. Od momentu, gdy jakiś związek lub liga zdecyduje się, że chce korzystać z powtórek wideo, do momentu, gdy system zacznie działać, musi minąć co najmniej pół roku. Tyle czasu potrzeba na przygotowanie systemu, ustalenie szczegółów, przeszkolenie sędziów. Aby sędzia zdobył uprawnienia sędziego asystenta wideo, musi to przećwiczyć w co najmniej 13 meczach w trybie offline i online w meczach nieligowych. Nie da się zrobić tego w miesiąc. Niemcy przygotowują się już rok, a do startu nowego sezonu mają jeszcze kilka miesięcy, a więc minie prawie półtora roku. Dlatego nie namawiam, żeby wprowadzać ten system już, ale zachęcam, żeby jak najszybciej się tym zainteresować, zacząć brać udział w tej rewolucji – w pracach, szkoleniach, konsultacjach itd. Jeśli jakaś liga zgłosi się za rok, gdy eksperyment zgodnie z planem ma być zakończony, to tak realnie szansa na to, że wprowadzi ten system, pojawi się dopiero w połowie sezonu 2018/19, albo w kolejnym, czyli 2019/20.

Czy przeciwnicy tego systemu mają jeszcze jakieś argumenty? Na przykład prezes PZPN Zbigniew Boniek raczej studzi nastroje.
Żaden system nie jest doskonały, VAR też nie jest. Nie rozwiąże wszystkich problemów, bo czasem nawet ujęcia z kilkunastu kamer nie dają pewności, jaka powinna być decyzja sędziego. Ale VAR pokaże sędziom to, co widzi cały świat. IFAB i FIFA mówią jednym głosem: „Nie chcemy skandali”. Powtórki wideo temu też mają służyć: naprawiać oczywiste błędy w kluczowych sytuacjach. Natomiast kontrowersje będą dalej – to nie zniknie. Prezes Zbigniew Boniek ma rację, studząc niektórych, bo wie, że tego systemu nie można wprowadzić z dnia na dzień, a niektórzy chcieliby to zrobić od razu, najchętniej następnego dnia po jakimś błędzie sędziego w ekstraklasie. Poza tym jest prezesem PZPN, a nie Ekstraklasy. Związek odpowiada za pracę sędziów, a prezes z tej pracy chyba jest zadowolony. A jeśli główni potencjalni beneficjenci, czyli kluby, nie są zainteresowane, to nie można narzucać im tego na siłę. Na świecie to kluby najmocniej naciskają, by wprowadzić powtórki wideo, rzadko kiedy inicjatywa wychodzi od związku narodowego.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli