Radosław Majewski: To finał Pucharu Polski został nam kulą u nogi

Autor wpisu: 8 czerwca 2017 08:49

Lech Poznań był w minionym sezonie jak kameleon. To fantastyczny, to zaskakująco zestresowany. Papiery na porywającą grę ta drużyna jednak bez wątpienia ma, a jednym z jej wirtuozów jest Radosław Majewski. Dziś możemy powiedzieć – całe szczęście, że wrócił do polskiej ekstraklasy, bo dodał jej kolorytu. Z Radkiem rozmawialiśmy podczas Gali Ekstraklasy.

FUTBOLFEJS.PL: Zostajesz w Lechu? To chyba najważniejsze pytanie.
RADOSŁAW MAJEWSKI: Na razie nie zastanawiam się nad tym. Mam kontrakt, który mnie obowiązuje. I na dziś nie mam żadnych konkretnych ofert. Jakieś tam pytanie jedno czy drugie, ale nic znaczącego – czy dla klubu, czy dla mnie, więc na to nie zwracam uwagi.

Patrząc się po pozytywnych ocenach, jakie zebrałeś, w ofertach powinieneś przeglądać jak w ulęgałkach.
Nie czytam tych opinii, nie śledzę, co o mnie mówi się w Internecie, w mediach. Jestem oceniany przez trenera i to jest dla mnie najważniejsze. Czy mnie wystawia w meczu, czy nie. Jak wystawia, to widocznie musiałem zrobić dobre wrażenie, musiałem się pokazać tak, jak ode mnie tego wymaga. Natomiast jak mówimy o faktach, to statystycznie rzeczywiście był to jeden z moich najlepszych sezonów. W Anglii raz miałem więcej asyst, ale z kolei w Lechu było więcej goli (8 w ekstraklasie plus 2 w PP – red.). A przecież mogłem ich mieć jeszcze więcej. W finale Pucharu Polski z Arką Gdynia, kilka razy w lidze, gdy w meczach miałem świetne sytuacje. Tylko przecież już tego nie zmienię, co się stało. Nauczka – by mieć jeszcze chłodniejszą głowę w dogodnych okazjach podbramkowych w przyszłości.

Ten sezon był dla ciebie specyficzny – wróciłeś do… krajowej rzeczywistości.
Z siedem lat mnie w Polsce nie było. Miałem przerwę w zimie, jakiej już dawno nie miałem, kiedy można było akumulatory podładować. I wydaje mi się, że w tej rundzie finałowej fizycznie nie było najgorzej dzięki temu. Ale wiadomo jak to w przekroju sezonu – są lepsze i gorsze momenty. I takie też miałem. To akurat jest niezależne od ligi i strefy klimatycznej.

Trzecie miejsce Lecha Poznań – tyle osiągnęliście. Czyli sezon na plus czy na minus?
Po tym jak potrafiliśmy zagrać widowiskowo, fajnie, a ludzie zwracali nam uwagę, że dużo w tym emocji jest i dobry spektakl się robi, pozostał niedosyt końcowego wyniku. Bo skoro dobrze graliśmy, dobrze wyglądaliśmy, dużo naszych meczów było do zapamiętania, to jednak szczerze trzeba przyznać, że miejsce na koniec nie jest takie, jakbyśmy sobie życzyli. Na dodatek najbardziej z tego sezonu zapamiętam, że nie wygraliśmy Pucharu Polski. Byliśmy zespołem, który powinien był zdominować finał, a nie udało nam się.

Tuż po finale rozmawiałem z Markiem Rzepką. Był zaskoczony waszą bojaźliwością. Co z tego, że idąc do przodu stracilibyście jedną czy drugą bramkę. Z waszą mocą strzelilibyście ich i tak więcej (cała rozmowa TUTAJ).
No właśnie – tak to można skomentować. Ten finał trafił się w momencie, gdy fajnie graliśmy i dobrze wyglądaliśmy. I nagle przyszedł mecz z Arką, tak niesamowicie ważny, który przegraliśmy, choć przecież mieliśmy swoje sytuacje. Tak, to prawda – dlatego podkreślam: ten mecz stał się kulą u nogi i taką nasza bolączką. Duży niedosyt. Powinniśmy zdobyć Puchar Polski, a potem – na euforii – i wiele spraw w lidze mogło nam się zupełnie inaczej potoczyć. Dziś oczywiście nie ma co gdybać. Ważne, że zrobiliśmy plan minimum, jesteśmy w europejskich pucharach. Co prawda skomplikowaliśmy sobie drogę, bo przecież musimy grać od pierwszej rundy (zdobywca Pucharu Polski dopiero od trzeciej – red.). Trudno, jesteśmy sami sobie winni, a poza tym nie zmienia to faktu, że mamy okazję pokazać się z dobrej strony w Europie. W Poznaniu to bardzo poważnie traktowane wyzwanie i mam nadzieję, że po powrocie z krótkich wakacji dobrze się do niego przygotujemy.

To ten mecz was złamał? Trener Bjelica nie wahał się powiedzieć publicznie, że doszło do konfliktów w szatni – tych pozytywnych, ale i tych negatywnych.
Nie chcę tego rozdrapywać, ale tak – zdarzyły się zgrzyty w szatni. Tylko moim zdaniem akurat to nie przełożyło się na boisko. Pierwszy jakiś poważniejszy incydent zdarzył się przed Wisłą Kraków, a przecież w meczu nie było tego widać. Wygraliśmy, potem pojechaliśmy do Białegostoku i znów weszliśmy w to spotkanie bardzo dobrze. Tak bywa – długi sezon, coś się zadzieje, może ktoś ma jakieś gorsze dni, coś burknie, gdzie nie trzeba. Zdarza się nie tylko u nas. Naprawdę nie wyolbrzymiałbym tego.

No tak, tylko jak ktoś rzuca takie słowa jak Marcin Robak do Bjelicy (TUTAJ)…
A, to trzeba Marcina zapytać. Może coś mu nie gra, może coś go gryzie, że tak się zachował. Pewnie taka reakcja, jaka mu się przytrafiła, nie jest najlepszą. Powinien sobie to z trenerem wytłumaczyć. Najlepiej dla zespołu, gdy się konflikty próbuje załagodzić, a nie je rozdrapywać.

No to Marcina Robaka zapytaliśmy. Odpowiedź? Pewne decyzje trenera mnie irytowały – TUTAJ

To wróćmy do gry. W ten rok weszliście porywająco. Wysokie wyniki, ale jak sam podkreśliłeś – fajna gra. I nagle w decydujących momentach sezonu zrobił się nam inny Lech. Zestresowany.
Według mnie to kwestia tego nieszczęsnego finału z Arką, będę się przy tym upierał. Gdybyśmy mieli Puchar Polski, zapewniony występ w Europie, dawałoby nam to spokój, zeszłaby z nas presja. I podejrzewam, że w rundzie finałowej ligi wszystko by nam poszło jak z płatka. Gładko i płynnie. A co więcej – myślę, że wtedy, nawet gdyby się skończyło i tak na trzecim miejscu, odebralibyśmy je o wiele lepiej niż w obecnej sytuacji.

Rozmawiał i notował Marcin Kalita

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli