Radosław MAJEWSKI: Jesteśmy jak silnik Diesla, potrzebowaliśmy chwili na rozruch

Autor wpisu: 4 marca 2017 09:28

O świetnej formie i imponującej passie Lecha Poznań rozmawiamy z Radosławem Majewskim. – Nie wiem jak to zabrzmi, ale ja się dobrze czułem od początku. Mieliśmy słabszy początek sezonu, ale chyba wszyscy wiedzieli, że w końcu zacznie to hulać, bo mamy ciekawą ekipę – mówi. Opowiada też o tym, jak mało wie o rywalach i jak mało go to interesuje kto jak gra. – O której jest ten mecz w niedzielę? – pyta.

FUTBOLFEJS: Nie mogę zacząć inaczej: cztery wygrane po 3:0 chyba mocno pompują zespół?
RADOSŁAW MAJEWSKI: Nie ma się co pompować, to jest wczesne stadium, wciąż jesteśmy na etapie rozwoju. Poza tym trzeba pamiętać, że to my gonimy, a nie nas gonią. Ja wolę taką sytuację, nie lubię być gonionym. Lubię wygrywać na ostatnich metrach. Przypadkiem jest to, że było cztery razy po 3:0, ale nie jest przypadkiem, że wygrywamy. Fajnie gramy, bez względu na to, w jakim składzie wychodzimy. Złapaliśmy falę, nawet już w tamtym roku i się jej trzymamy. I robimy zamieszanie, ale droga jest jeszcze długa. Na razie spokojnie.

Kto najpiękniej gra? Lech Poznań!

Nie wierzę, że po czwartej wygranej 3:0 siedzicie w szatni siedzicie spokojnie z miną pokerzysty. Musicie to jakoś komentować między sobą.
To może omijają mnie te rozmowy, bo ja ich nie słyszę. Z tego co widzę, to wszyscy przechodzą nad tym do porządku dziennego, przychodzimy do pracy i bierzemy się za robotę.

Na czym polega ten słynny „efekt Bjelicy”, o którym wszyscy mówią?
A co to znaczy?

Chyba to, że wielu zawodników złapało wysoką formę. Myślałem, że ty mi wyjaśnisz.
Być może trafia do nas to, co trener mówi. Mieliśmy słabszy początek sezonu, ale chyba wszyscy wiedzieli, że w końcu zacznie to hulać, bo mamy ciekawą ekipę. Wiedziałem to odkąd tutaj przyszedłem. Jesteśmy trochę jak silnik Diesla, potrzebowaliśmy chwili na rozruch. Czasem dobrze graliśmy, ale nie strzelaliśmy goli, a wpadał do naszej jakiś samobój. Teraz punktujemy, a o to chodzi. Trener Nenad Bjelica potrzebował trochę czasu, ale poustawiał nas. Nie tłumaczy się z decyzji personalnych i każdy chce pokazać zadziorę, że to on zasługuje na miejsce w składzie. Mamy dobrą atmosferę w zespole, nikt się nie kłóci, jeden drugiego rozumie i wspiera. Takie jest moje odczucie.

A moje odczucie jest takie, że widać u was radość z grania. Dobrze widzę?
Tak. Nie musimy być wszyscy najlepszymi kumplami poza boiskiem, ale jesteśmy nimi na boisku.

Mówisz, że trener nie tłumaczy wam decyzji, trzyma was w trybie czuwania…
I to jest bardzo dobre. Nie ma czegoś takiego, że piłkarz X czy Y bez względu na formę i tak będzie grał w następnym meczu. Każdy mecz ma swoją stawkę i każdy z nas jest z tego meczu rozliczany. Rozliczany jest z tego, jak realizował założenia. Nie ma, że trener lubi kogoś bardziej, więc inaczej do niego podchodzi. Chyba wszyscy tego potrzebowaliśmy.

Legia i Lechia mają problem. Bjelica składa bardzo mocną deklarację

Ten silnik zaczął wchodzić na wysokie obroty dopiero po przyjściu Bjelicy?
Nie, już za trenera Urbana wygraliśmy dwa mecze. Już wtedy było wiadomo, że idziemy w dobrym kierunku.

Co było kluczowe w twoim powrocie do wysokiej formy? Bo chyba zgodzisz się, że złapałeś formę?
Ludzie mi to mówią, dostaję telefony i sms-y z pochwałami, że dobrze wyglądam. Nie wiem jak to zabrzmi, ale szczerze mówiąc ja od początku dobrze się czuję. Tylko kiedy się nie wygrywa, to wtedy wytyka się jeden czy drugi „nieudany” transfer. Gdy zespół gra dobrze i punktuje, to wtedy szuka się wyróżniających piłkarzy, tych którzy robią statystyki. Tak to chyba działa. Moim zdaniem od początku każdy dobrze się czuł, ale mieliśmy dobre mecze, które kończyliśmy bez punktów. Tego brakowało.

A wygrane nakręcają zawodników, poprawiają atmosferę w szatni.
Kiedy przegrasz mecz na początku sezonu, drugi zremisujesz, to już zaczynasz się zastanawiać kiedy odbijesz się od tego dna. Słyszysz niezadowolonych kibiców. Ważne w takim momencie jest to, żeby się odciąć i robić swoje z przekonaniem, że wykonujesz dobrą robotę. To tak jak z dietą – gdy ją zaczynasz, może się zdarzyć, że na początku przybierzesz na wadze, ale jeśli będziesz trzymał się zaleceń, to wiesz, że na pewno schudniesz. Tak było z nami w tym sezonie – każdy wiedział, że idziemy w dobrym kierunku. Było tylko jedno pytanie: kiedy to odpali?

Spokojniejsza głowa, to i szybsza noga – to jest chyba też jedna z reguł w piłce?
Powiem ci, że od kiedy się odciąłem, nie sprawdzam nawet tego, co ktoś napisze po rozmowie ze mną, to jest mi lepiej. Nie siedzę i nie przewijam ekranu w telefonie, nie interesuje mnie kto ile zjadł pomarańczy, kto ile kilometrów przebiegł. Wracam do domu, zajmuje się rodziną, mam swoje hobby…

Majsterkujesz?
Nie, chociaż żona bardzo by się ucieszyła, ale nie jestem złotą rączką (śmiech).

To porozmawiajmy o najbliższym rywalu, czyli Lechii, bo zapowiada się kawał meczu.
Nie porozmawiamy, bo ja nie znam za bardzo innych drużyn. Ostatnio na konferencji ktoś mnie zapytał o ostatni mecz Pogoni. Powiedziałem, że grali z Wisłą, a to była Cracovia. Coś mi się pomyliło (śmiech).

No, ale kolejność w tabeli chyba znasz?
Tabelę to znam. I to tyle. Oczywiście znam pojedyncze nazwiska piłkarzy, wiem kto jest trenerem, ale już jak kto gra, to nie do końca. O Lechii słyszałem, że gra widowiskowo. Widziałem może za dwa mecze, każdy po 15 minut. Mamy przedmeczowe analizy, więc wtedy dowiaduję się tyle, ile mi potrzeba. Zdarza się jednak, że dowiesz się o którymś piłkarzu, że jest lewonożny, a przychodzi mecz, a on wali z prawej i mu wchodzi.

Franciszek Smuda o Lechu: Będzie walczył o mistrza

Nie interesujesz się polską piłką, czy po prostu lepiej ci z tym, że nie wiesz i nie zaprzątasz sobie głowy?
Lepiej mi z tym. Pamiętam jak kiedyś robiłem prawo jazdy. Myślałem, że będę się interesował samochodami, ile który ma koni mechanicznych, co gdzie jest pod maską. Ale szybko mi to przeszło. Teraz wsiadam, odpalam silnik i interesuje mnie tylko droga. Z meczami jest tak, że nieraz włączam telewizor, ale w tym czasie zazwyczaj robię coś innego. A tak swoją drogą – o której gramy w niedzielę?

Żartujesz sobie?
Wiem o której mamy trening w sobotę. Słyszałem, że mecz jest o 18, ale szukam potwierdzenia.

To potwierdzam. A kiedy ruszacie do Gdańska?
Z tego co mi wiadomo, to gramy w Poznaniu.

Czyli coś tam kojarzysz?
Te najważniejsze informacje mam (śmiech).

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Lechia Gdańsk

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli