Pucharowy mecz wygrany, ale Legia bez Radovicia. W tej rundzie Miro raczej już nie zagra

Autor wpisu: 8 sierpnia 2017 20:22

Meczem pucharowym z drugoligową Wisłą Puławy Legia miała poprawić sobie nastroje po ostatniej serii niepowodzeń. Wygrała pewnie 4:1 i wywalczyła awans, ale dużo ważniejsze dla przyszłości drużyny wydarzyło się przed meczem i miało związek z Miro Radoviciem.

Radović miał zagrać w Puławach. Przynajmniej taki był plan Jacka Magiery. Lider legionistów kłopoty z kolanem ma od początku roku, ale rundę wiosenną mimo tego jakoś udało mu się dograć. Od początku letnich przygotowań Radović wciąż zmagał się z urazem i zamiast grać w piłkę, przechodził rehabilitację. Wydawało się, że najgorsze już za nim i czas, kiedy wróci na boisko, jest bliski. Jednak Magiera rozwiał te nadzieje. – Szybko nie wróci. Myślałem, że będzie w Puławach razem z nami. W poniedziałek tak zaplanowałem zajęcia, by starać się go wkomponować w zespół. Niestety, sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. To będzie długa przerwa. Najprawdopodobniej potrzebny będzie zabieg – przyznał trener Legii.
Gdyby ten scenariusz się potwierdził, trudno byłoby się spodziewać, że Radović wróci do drużyny jeszcze w tej rundzie. A jak bardzo taki piłkarz w formie przydałby się mistrzom Polski, nie trzeba w zasadzie nikogo przekonywać. Legia bez sprzedanego do Olympiakosu Vadisa i kontuzjowanego Radovicia straciła na jakości w środku pola bardzo dużo. Magiera próbuje te dziury łatać, ale ani Guilherme, ani Nagy, ani Hämäläinen, ani pozyskani w tym oknie transferowym Mączyński i Pasquato na razie nie są w stanie dać drużynie tyle, ile dawała ta dwójka. – Wiemy, kim Rado jest dla tego zespołu, ale trzeba sobie radzić bez niego – dodał Magiera. No i na razie Legia sobie radzi i tak już zostanie prawdopodobnie w całej rundzie jesiennej.

A co do meczu w Puławach, to trudno na jego podstawie wyciągać jakieś daleko idące wnioski. Tym bardziej że po zawodach było już praktycznie po 10 minutach, kiedy gospodarze sprezentowali legionistom dwie bramki (przy czym druga to samobój – stadiony świata!).

Z ciekawostek natomiast – wreszcie zadebiutował Hildeberto, choć Magiera mówi, że nie jest jeszcze gotowy na 90 minut. – Z przykrością stwierdzam, że nie jest też gotowy na 45 minut intensywnej gry – przyznał. Wystawił go więc na 23 minuty. Na razie Portugalczyk sylwetką nie przypomina zawodowego piłkarza, choć w kilku akcjach pokazał, że ma depnięcie i w formie może być Legii przydatny. Na razie jednak – jak słusznie zauważył komentujący mecz Mateusz Borek – Hildeberto zrzuca nadmiar kilogramów, biegając na treningach i w trakcie meczu.

A żeby mało było kłopotów zdrowotnych w Legii, to w 30. minucie boisko na noszach opuścił Jakub Czerwiński. On akurat spośród stoperów wydawał się być ostatnio w najwyższej formie. W Puławach w walce o piłkę niebezpiecznie wygięła mu się lewa noga, po czym Czerwiński upadł na murawę i zasygnalizował konieczność zmiany. Wstępna diagnoza mówi o mocnym skręceniu stawu skokowego, ale szczegóły poznamy pewnie dopiero po badaniach lekarskich.

Tak czy inaczej Legia pierwszą pucharową przeszkodę w tym roku przebrnęła. Druga też nie powinna być trudna, bo w 1/8 finału na mistrzów Polski czeka trzecioligowy Ruch Zdzieszowice, który 2:1 pokonał Górnika Łęczna. Schody zaczną się od półfinału, gdzie rywalem będzie prawdopodobnie ktoś z tercetu: Lech, Lechia, Pogoń Szczecin.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • Zbigniew Luśnia

    ludzie zajmujący się zakupami legii sa na takim poziomie jak druzyna

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli