Co jest potrzebne by rozwiązać problem stadionowych bandytów? Wola

Autor wpisu: 3 października 2017 12:38

Po pobiciu piłkarzy Legii zapytał mnie ktoś: „czyli w polskiej piłce nadal nic się nie zmieniło? Mamy nowe stadiony, a nie możemy sobie poradzić z bandziorami?”. Chciałem zaprzeczać, że nic podobnego, że zmieniło się bardzo wiele, w zasadzie wszystko, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że w tym jednym aspekcie to akurat nic się nie zmieniło: jak kibole terroryzowali kluby przed laty, tak terroryzują nadal. I zamilkłem. Nie miałem argumentów. Ale już na pytanie co jest potrzebne, żeby sobie poradzić z przestępcami stadionowymi umiałem odpowiedzieć. Potrzebna jest wola. Wola rozwiązania problemu.

Nie będę udawał, że sam to wymyśliłem. Przed wieloma laty usłyszałem to w Anglii, która miała problem stadionowych chuliganów już pozamiatany, a u nas ciągle jeszcze po boiskach jeździły armatki wodne albo szarżowali policjanci na koniach.
Anglicy mieli olbrzymie problemy z bandytami piłkarskimi. Do incydentów – nawet z ofiarami – dochodziło dosyć często. W końcu powiedziano stop. Nie chcę tu opisywać konkretnych rozwiązań, bo były one wielokrotnie opisywane i część z nich jest stosowana w całej Europie, także w Polsce.
Najważniejsze jest jednak co innego: to co różni sytuację u nas, w stosunku do tego, co działo się na Wyspach. Otóż tam właśnie była wola rozwiązania problemu. Wszyscy doszli do wniosku, że chuligaństwu trzeba postawić tamę. Było oburzenie społeczeństwa, było żądanie działań, była zgoda wszystkich sił politycznych. Do akcji ruszył bezkompromisowy aparat państwowy i nikt nie próbował zbijać kapitału politycznego na krzywdzie „kibiców”. Służby specjalne i aparat przymusu przyjęły problem rozprawienia się z bandytami piłkarskimi jako zadanie priorytetowe. Było współdziałanie polityków różnych opcji, była sumienna praca policji, prokuratury i służb. A media sprawie przyklaskiwały i chwaliły za robienie porządków.
A w Polsce? Tu od lat nie ma woli rozwiązania problemu. Albo robi się to nieudacznie i na oślep, jak za czasów rządów Platformy Obywatelskiej, albo nie robi w ogóle. Tak jak teraz. Wszystkie podmioty, które mogłyby pomóc udają, że to nie ich sprawa.
Dla polityków PiS chuligani to problem klubów i PZPN. Dla PZPN to problem klubów. Nie zauważyłem też działań Ekstraklasy w tym zakresie. Czyli kluby – czyli de facto ich właściciele – zostają sami z problemem. A nie mają ani narzędzi, ani środków, by sobie z nim poradzić.
Ważne rozróżnienie: nie mówimy o kibicach, którym – w swej znakomitej większości – dobro klubu leży na sercu. Mówimy o bandytach stadionowych, przestępcach, którzy obsiedli polski futbol jak huba i próbują wysysać z niego soki.

Wczoraj opublikowałem na portalu Wirtualna Polska tekst na ten temat. Przytoczę go poniżej:

Napaść na piłkarzy Legii, do której doszło z niedzieli na poniedziałek, to wyjątkowo prymitywne zachowanie. Godne troglodytów, a nie ludzi żyjących w cywilizowanym, europejskim kraju w XXI wieku. Nie pierwszy to taki incydent i raczej nie ostatni. Polski futbol od lat trawi rak tzw. rozmów wychowawczych. Wszyscy o nich wiedzą i jednocześnie… nikt ich nie zauważa.
Tzw. kumaci, to nie jest problem Legii. To jest problem wielu (może nawet większości) polskich klubów, które są zakładnikami kiboli. Zresztą nie tylko w Ekstraklasie. Tajemnicą środowiska jest, że kluby od wielu lat – w ten czy inny sposób – płacą haracz za spokój na trybunach. Nastroje tłumu można łatwo rozhuśtać, a straty i kary nakładane na klub są na tyle wysokie, że taniej jest się opłacać „porządkowym”.
W jakiej formie? A to płacić za ochronę, a to dokładać się do wyjazdów czy opraw, a to gościć kiboli w samolotach i luksusowych hotelach na wyjazdowych meczach drużyny na europejskie puchary.
Dziś w Polsce potrafi dojść już nawet do przejęcia klubu przez kiboli.
Po wydarzeniach na Łazienkowskiej wszyscy się dziwią, że jacyś kibice weszli na stadion Legii niezatrzymani i dlaczego w ogóle ochrona ich wpuściła. A nie dlatego, że zawsze ich wpuszcza?
Rok temu mocna grupa poszła – kompletnie niezatrzymana – na trybunę kibiców Borussii Dortmund. Jak? Zagadka. A przerwany mecz z Jagiellonią? Jak kibice dostali się na sektor gości? Kolejna zagadka.
Kilka lat temu „z liścia” dostał Kuba Rzeźniczak. Też na stadionie. A wizytę w autokarze piłkarze Legii przeżyli już po pamiętnej porażce z Lechią w Gdańsku w 2012 roku – jeszcze za Macieja Skorży – która de facto oznaczała przegranie mistrzostwa Polski. Nie ma sensu grzebać głębiej, bo też by się takie incydenty znalazły.
Nie chcę absolutnie powiedzieć przez to, że takie „akcje” były, są i będą. Chcę powiedzieć, że zmieniają się właściciele, zarządy, prezesi, a kibole zawsze swoją robią. Dlaczego właściciele z tym nie walczą? Bo zostali zostawieni sami. Opuszczeni przez państwo, przez Ekstraklasę czy PZPN. Łatwiej jest wypinać piersi po ordery za sukcesy Roberta Lewandowskiego, trudniej pomóc polskiej piłce tam, gdzie ona jest brutalnie duszona i oddawana we władanie półświatka. Można udawać, że się nie zna problemu, że się tego nie widzi. Ale czyżby nikt nie widział nigdy w transmisji, jak po przegranym meczu piłkarze są wzywani do kiboli na rozmowę wychowawczą? Wszyscy widzieli. Problem jest trudny, wymaga uczciwej pracy, tu się nic nie rozwiąże puszczając złośliwe wpisy na Twitterze. Potrzeba woli rozwiązania problemu. Ale to musi być wola nie tylko właścicieli klubów, którzy miotają się między wykrwawiającą walką (jak ITI) a płaceniem haraczy. Musi być wola państwa, jego służb, ale też PZPN, Ekstraklasy. Jest co robić.
Dziś problem ma Legia. Pogrążona w chaosie, pobita sportowo i niesportowo. Aż dziw, że konflikt właścicieli tak szybko rozłożył na łopatki klub, który rok temu grał w Lidze Mistrzów i remisował z Realem Madryt po świetnej grze. Niby wszyscy chcieli dobrze dla Legii, ale dziś trudno powiedzieć, że czyny potwierdziły te deklaracje. Zwyciężyły męskie ambicje. Legia walczy z własną niemocą jako organizacja. Ale bądźmy uczciwi: silny ośrodek zewnętrzny zdecydowanie i systematycznie pracuje nad rozkładem klubu. Trzeba przyznać, że z sukcesami. Niech ten ośrodek popatrzy w lustro i sam siebie zapyta czy czuje się z tym dobrze.
Bo dzisiaj spotkałem wielu ludzi, którzy mają Legię w sercu, ale nie chcą mieć z tym wszystkim nic wspólnego. Ani z pogubioną Legią, ani z tymi, co szczują na klub w kryzysie. Ani z kumatymi i ich zasadami. Ba, chcą odpocząć od Legii.
Pytają: „dlaczego miałbym się tym syfem interesować? Bo lubię piłkę? Przecież mogę spokojnie włączyć telewizor i zobaczyć jak prawdziwi piłkarze uprawiają futbol. Coś co cieszy oko, co nie jest dziadostwem, nie jest podszyte podłością ani agresją”.
Trudno mi jakoś znaleźć przekonujące kontrargumenty.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    No to mamy problem.To co dzieje się w polskiej piłce sięga pomału dna.Uśmiechnięty Prezes Boniek, ma w dupie czy się leją na stadionie, na ulicy,czy biją piłkarzy.Gość poklepie Nawałkę, pieprznie jakiś żart na Twitterze, a kibice- no są wspaniali ,tak pięknie nam kibicują na Narodowym.
    PIS nie dużo lepszy, co będzie się policja tym zajmowała,przecież nie wyciągnie pały, albo paralizatora na chuligana,lepiej go użyć na bezbronnego.Można też kwiaty zrzucać w Suwałkach z helikoptera, etc, etc. Tatcher zrobiła w Anglii porządek. W Polsce porządek kibole chcieli zrobić z Tuskiem.Co będzie prezes zawracał sobie dupę kibicami, przecież to patrioci,piewcy żołnierzy wyklętych, jaką piękną oprawę robią na stadionach.Taki teatrzyk to jest- tu Bóg,Honor i Ojczyzna, a jednocześnie- bejsbol,kastet,ustawki i rozpierduchy.
    Panie Redaktorze Tuzimek, mam trochę więcej lat od Pana,chodziłem na Legię w czasie głębokiej komuny.Ale takiego syfu jaki jest teraz trybunach, takiego chamstwa i bezkarności nie widziałem.Czy jest na to rada? Taki gość Napoleon powiedział,że armia baranów dowodzona przez lwa,zawsze wygra z armią lwów dowodzoną przez barana.Tylko Panie Darku skąd wziąć LWA.?

    • darek

      Że niby teraz jest większy syf niż wtedy kiedy podpalono w czasie derbów stadion rywala, gdzie nie było kolejki ligowej bez ogromnych awantur? Dzisiaj na stadionach jest pełen wersal. Porządek wystarczy zrobić z bardzo wąską grupą osób. Pozbędziesz się tych 100-200 osób z każdego stadionu i będzie pełen spokój. Kluby jak będą chciały to też mają do tego narzędzia.

      • ursynów

        To nie było za komuny, Wersal to słychać na każdym stadionie, w każdej kolejce.

        • darek

          A czy ten język odbiega w jakiś drastyczny sposób od języka używanego na co dzień ? Mieszkam dosyć blisko szkoły podstawowej i pod oknem mam przystanek autobusowy z którego korzysta sporo dzieciaków z tej szkoły . Sorry ale takiej barwnej polszczyzny nawet na stadionie się nie usłyszy jak słyszę przez okno. Idzie człowiek do roboty i też na każdym kroku wulgaryzmy. Dziwnym trafem obcokrajowcy jeżeli znająjakieś polskie słowo to jest to słowa na literę K. Ciekawe skąd to biorą?
          Żeby nie było , że jestem świętszy od Papieża- też czasami rzucę mięsem:)

          • ursynów

            Ale o czy to świadczy,że jak ,, wszyscy” rzucają łaciną, to jest dobrze.Ja też klnę,ale nie mówię,że to wersal.To ponoć ułatwia komunikację, ale ja już stary jestem,nic mnie już nie powinno zaskoczyć,a tu co rusz to niespodzianka.Zresztą są mądrzy ludzie,dadzą radę.

  • LooZ

    Przecież ty nie masz pojęcia o czym piszesz. Liczba incydentów chuligańskich (!) w Premiership przekracza te w Ekstraklasie. Do tego zakazy stadionowe w Polsce sypią się tysiącami i ma je lekko licząć kilka/naście tysięcy osób – dużo więcej niż w Anglii.

  • Edi Solo

    Co jest potrzebne by rozwiązać problem stadionowych bandytów???? to proste, DOBRZE GRAĆ.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli