Pogłoski o śmierci systemu ESA 37 są co najmniej przedwczesne

Autor wpisu: 5 stycznia 2017 06:24

Zawsze, mniej więcej o tej porze roku, wybucha dyskusja: co dalej z Ekstraklasą? Czy nadal grać systemem, w którym obowiązuje 37 kolejek ligowych? Kibice zziębnięci, dziennikarze zirytowani poziomem meczów, trenerzy narzekający, że nawet nie ma kiedy potrenować. Wszystko źle. Czyli zmienić?

Odpowiedź wcale nie jest taka prosta, a i w samym środowisku opinie są mocno spolaryzowane. Ale nie jest tak, że są dwa konkretne, podzielone obozy. Sprawa jest bardziej skomplikowana. Bo i plusy systemu ESA 37 są zauważalne nawet dla krytyków i trudno te argumenty zignorować.

Teoretycznie przyszły sezon miał być ostatnim sezonem dla ESA 37. Zwolennicy tego systemu twierdzą jednak, że wcale tak nie będzie, że ESA 37 zostanie na dłużej. Muszą tylko przekonać do tego większość klubowych prezesów, co jednak nie będzie łatwe. Głównym argumentem będą oczywiście pieniądze. Chcieliśmy napisać, że szykuje się bitwa o kształt ligi – bo tak nam się na początku wydawało, ale to – za przeproszeniem – gówno prawda… Dlaczego? Bo żeby się o coś bić, to trzeba być do tego przekonanym i pewnym. A tu pewności, w którym kierunku zmierzać, jest akurat najmniej.

Trzy opcje, trzy formaty
Powiększamy ligę do 18 zespołów, zostawiamy ESA 37, czy wracamy do tego, co już było, czyli ESA 30 (16 zespołów grających każdy z każdym mecz i rewanż w systemie jesień/wiosna)? To trzy główne projekty, wokół których kręcić się będzie dyskusja, mająca ostatecznie rozstrzygnąć, jaki kształt przyjmie ekstraklasa od sezonu 2018/19. Bo kolejny będzie jeszcze rozgrywany w dotychczasowym systemie, mimo iż będzie to sezon finałów mistrzostw świata w Rosji, co oznacza, że rozgrywki skończą się jeszcze wcześniej niż teraz, a terminarz będzie napięty do granic możliwości. W maju 2018 roku ESA 37 miała zakończyć swój żywot, ale czy zakończy? Nie jest to takie pewne.
Jeśli popytać ludzi w środowisku, to zaraz okazuje się, że głosy są podzielone, stanowiska poszczególnych podmiotów niejasne, opinie prezesów i decydentów kompletnie niespójne i niekonsekwentne. Trudno nie odnieść wrażenia, że działacze plotą trzy po trzy, nie mają wyrobionego poglądu, a swoje zdanie wygłaszają w zależności od tego, z kim ostatnio rozmawiali, albo czy właśnie wyszli z piłkarskiej szatni lub pokoju trenera. I oczywiście nie jest to zdanie niezmienialne. Wystarczy, że prezesi klubów wyjdą z innego gabinetu, np. takiego, w którym rozmawia się o pieniądzach, jakie ESA 37 na dzisiaj przynosi z praw telewizyjnych.
Dziennikarze i komentatorzy NC+, czyli partnera telewizyjnego Ekstraklasy, mogą sobie narzekać na poziom poszczególnych meczów, ale decydenci stacji zdają sobie sprawę z tego, jak potężną „paczkę” kontentu do ramówki dostają dzięki formatowi ESA 37.
– Jeśli chodzi o globalny interes całej ligi, to rozwalenie tego systemu byłoby strzałem w kolano. Ani przy powiększeniu ekstraklasy do 18 zespołów, ani tym bardziej przy powrocie do ESA 30 nie ma najmniejszych szans na to, by ligę sprzedać za podobne pieniądze, za jakie sprzedaje się ją dziś. A kluby będą oczekiwać, że pieniędzy będzie więcej, a nie mniej. Na dziś tylko system ESA 37 może to zagwarantować. Dzięki niemu mamy wzrost emocji i wzrost frekwencji. Gdy do tego dodamy realizację meczów na bardzo wysokim poziomie, to uzyskamy wzór na magnes, który przyciąga pieniądze do klubów – tłumaczą zwolennicy tego systemu. To argumenty, z którymi prezesi klubów ekstraklasy, jeśli chcą zmian, będą musieli się zmierzyć.

Zarząd Ekstraklasy SA na pewno będzie stał na stanowisku kontynuacji i będzie próbował przekonać tychże prezesów do tego, by systemu rozgrywek nie zmieniać. Co pewnie nie będzie łatwe, bo ci już od dłuższego czasu na ESA 37 narzekają.
Prezes Legii Bogusław Leśnodorski mówił już przed rokiem: Reforma? Jej czas upłynął. Należałoby wrócić do rozwiązań znanych z większości państw. Wiele dobrego się zdarzyło i w wielu aspektach się poprawiliśmy, ale w mojej ocenie to był projekt przejściowy.
Prezes Lecha Karol Klimczak przed pół roku: W imieniu Lecha mogę powiedzieć, że ten sezon powinien być ostatni w formule ESA 37. Zdecydowana większość, albo nawet wszyscy, chcą zakończyć ESA 37. Co dalej? Lech będzie zwolennikiem ligi osiemnastozespołowej.
Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza twierdzi dziś: Z tego co wiem, w większości prezesi nadal są przeciwni obecnemu systemowi. Po pierwsze, ze względu na dzielenie punktów – nigdzie w Europie tak nie jest. Po drugie dlatego, że na ten system wciąż skarżą się trenerzy.

No dobra, trzy głosy, trzech istotnych w Ekstraklasie klubów. Niby jasne, ale…
Przecież ta Legia od dwóch sezonów korzysta z dobrodziejstw ESA 37. Zaangażowana jesienią w rozgrywki w Europie i na niej się koncentrująca, w polskiej lidze dusi się i krztusi, przechodzi kryzysy, głupio przegrywa i traci punkty. Ale dzięki temu, że jest aż 37 kolejek, że jest runda finałowa, że jest podział punktów – straty są możliwe do odrobienia. Bo wiosną gra się już mniej, można lepiej dzielić siły, nawet jeśli się kontynuuje występy w Lidze Europy.
Podobnie, choć w mniejszej skali, beneficjentem ESA 37 jest Zagłębie Lubin. Zespół Piotra Stokowca rozpoczął okres przygotowawczy do rundy jesiennej  już 6 czerwca i od tamtej pory grał ponad pół roku… Zagłębie świetnie się pokazało w lipcu Europie, ale potem dopadł je w Ekstraklasie kryzys. Tak jak Legia traciło punkty i tak jak Legia, dzięki rozbudowanym rozgrywkom, zdążyło kryzys odchorować, przetrwać i wrócić do równowagi. To w sumie przemawia za ESA 37, że drużyny, które dobrze reprezentują Polskę w europejskich pucharach (nie odpadają na pierwszej przeszkodzie), nie ponoszą za to dotkliwych konsekwencji, bo system rozgrywek daje im szansę nadrobienia strat.
Jeśli prezes Klimczak jest zwolennikiem ligi 18-zespołowej, to ciekawe, jak się zapatruje na to, że kwota z praw telewizyjnych będzie podzielona na dodatkowe dwa podmioty?  Bo przecież 16 klubów Ekstraklasy dostanie mniej pieniędzy, muszą wówczas ze swojej puli wydzielić konkretną kwotę dla dwóch nowych uczestników rozgrywek…
Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza mówi, że na system skarżą się trenerzy (bo rzeczywiście się skarżą), ale czy byłby gotów dostawać z praw telewizyjnych mniej pieniędzy, byleby tylko nie słyszeć tych narzekań?

A co na to PZPN?
System od dłuższego czasu krytykuje też szef PZPN Zbigniew Boniek. I choć na początku był zwolennikiem ESA 37, to już od ponad roku daje do zrozumienia, że czas go zmienić. Tak mówił na początku poprzedniego sezonu: Nasza liga jest przeładowana. Nie stać nas na to, żebyśmy grali 37 kolejek. Jesteśmy ubodzy, jeżeli chodzi o terminy. Strefę klimatyczną mamy, jaką mamy, dlatego ESA 37 jest dla nas nie do końca trafionym pomysłem. Musimy poważnie porozmawiać z Ekstraklasą SA w celu porozumienia. Musimy znaleźć złoty środek.

Marian Kmita (szef sportu w Polsacie): ESA 37 jest zła ze wszech miar – czytaj TUTAJ

Ale jak pamiętamy, PZPN szukał różnych rzeczy w stosunkach z Ekstraklasą, ale raczej nie porozumienia. Co zatem mogłoby być takim złotym środkiem? Raczej nie powrót do ESA 30, choć to teoretycznie byłoby najprostszym rozwiązaniem. ESA 30 to wciąż 16 drużyn w ekstraklasie, ale liczba meczów zmniejszona do 30 – bez dzielenia punktów, podziału na grupy i rundy finałowej, To oczywiście wiązałoby się ze zmniejszeniem emocji, atrakcyjności, a w efekcie zmniejszeniem przychodów. Byłby to powrót, jak mówią niektórzy, do „piłkarskiego średniowiecza”. Za ten powrót zapłaciłaby cała liga i to niemało.
Zostaje więc powiększenie ekstraklasy do 18 drużyn. To rozwiązanie ma dużo więcej zwolenników, tylko potrzebna jest do tego przede wszystkim zmiana statutu PZPN. Ją uchwalić może tylko Zjazd PZPN (najbliższy będzie w czerwcu tego roku). Poza tym przy powiększeniu Ekstraklasy zmieniłyby się oczywiście zasady awansu i spadku, a te muszą być znane przed rozpoczęciem sezonu i w jego trakcie nie mogą być zmieniane. Krótko mówiąc, na to potrzeba czasu. No i dobrej woli ze strony związku, który na skutek konfliktu z klubami niecały rok temu batalię o zmiany w statucie przegrał.
18 zespołów w Ekstraklasie to też piłkarska „polityka”. Bo to oznacza, że Ekstraklasie zwiększa się liczba mandatów na Zjazd PZPN. O cztery mandaty. Dziś Ekstraklasa ma 32 mandaty, a tak musiałaby mieć 36. Komu zabrać te mandaty? Bo jeśli się dołoży mandaty klubom, to wzburzą się „baronowie” okręgów, gdyż wtedy topnieje ich przewaga nad piłką profesjonalną. A tym nie są zainteresowani. Trzeba by ich czymś udobruchać. Ale czym i jak? Nie wiadomo. Na razie nie ma na to pomysłu. Ani osoby, która będzie zdeterminowana do wprowadzenia takich zmian.
I oczywiście samo powiększenie ligi nie musi wcale oznaczać przychodów na tym samym poziomie.
– Dodatkowy mecz w każdej kolejce oznaczać będzie zwiększenie kosztów produkcji. Mówiąc wprost, trzeba będzie znaleźć pieniądze na kolejny wóz transmisyjny, który taką produkcję, na najwyższym poziomie, zrobi. Do tego może tak być, że w naszych warunkach to nie będzie mecz Górnik Zabrze – Widzew Łódź, tylko na przykład Bruk-Bet Termalica – Chojniczanka. Z punktu widzenia naszego rynku mecz absolutnie niesprzedawalny – tłumaczą zwolennicy ESA 37.
Ludzie z Ekstraklasy SA na każdym kroku podkreślają, że choć obecna formuła jest oczywiście krytykowana, to nie można nie zauważyć, że liga zanotowała w ostatnim czasie duży wzrost zainteresowania. Że dwa kulminacyjne momenty sezonu i to, że praktycznie od samego początku nie ma meczów bez stawki, powoduje wzrost jej jakości. – Produkt, w którym tego zabraknie, będzie trudniej sprzedać – dodają.
I to jest oczywiście główny argument, mający przekonać prezesów klubów do tego, by zostawić ESA 37 w spokoju. Nie jest to niemożliwe. Tym bardziej, że ostatnio zima obchodzi się z nami łagodnie, wobec czego nikt nie musiał z powodu przełożonych spotkań szukać dodatkowych terminów w i tak już napiętym do granic przyzwoitości terminarzu.
Może się więc okazać, że ESA 37 – mimo iż strzela się do niej z każdej niemal strony – przetrwa. Bo przecież nie ma takiego poglądu, którego nie można byłoby zmienić. Szczególnie gdy w grę wchodzą pieniądze.
Tak czy inaczej, jakiekolwiek decyzje w sprawie zmiany formuły rozgrywek od sezonu 2018/19 mogą zapaść najwcześniej w czerwcu 2017 roku na zjeździe PZPN. Zanim to nastąpi, wcześniej ma dojść do merytorycznej dyskusji klubów Ekstraklasy. Już widać, że wypracowanie wspólnego stanowiska nie będzie łatwe.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | PZPN

  • Staszek Anioł

    Podnoszone przez przeciwników powiększenia ligi argumenty „sportowe” o tym, że dodanie „aż” dwóch zespołów obniży radykalnie poziom Ekstraklasy i wprowadzi do niej „chłopców do bicia”, są o tyle mało poważne, że między Ekstraklasą a I ligą większej różnicy poziomu nie widać, beniaminkowie od wielu lat bardzo rzadko spadają od razu po awansie, a dzisiejsza Ekstraklasa jest totolotkiem, w którym wyniki podaje chyba maszyna losująca – wyrównana do bólu i bez „outsiderów”.

    A co do liczby delegatów – czy nie lepiej po prostu analogicznie zwiększyć liczby przedstawicieli związków wojewódzkich? Wyszłoby o ośmiu więcej. Trzeba raczej zastanowić się, skąd obecny podział delegatów między poszczególne związki akurat w takiej formie, bo nikt chyba tego nie rozumie. Niech ustalą jakieś racjonalne kryterium i podzielą po nowemu.

  • znużony

    Ja nie usłyszałem od przeciwników ESA37 ani jednego argumentu który pokazuje co ta zmiana poprawi oprócz samopoczucia trenera Probierza i Piechniczka. No Probierzowi przeszkadzają jeszcze puchary europejskie i brak lotniska w Białymstoku.
    Natomiast zwolennicy systemu mają wiele argumentów w tym najważniejszy, do polskiej piłki płynie więcej pieniedzy i co raz więcej ludzi chodzi na stadiony.
    Ja zawsze myslałem że zawodowy sport jest dla widzów a trenerzy i zawodnicy są aktorami którzy czerpią z tego profity. Jeśli ludzie chcą ligę oglądać to trzeba sie tego trzymać.
    nadrzędnym celem jest wypromowanie 3-4 mocnych klubów które regularnie będą grały w pucharach i wtedy eliminacje zaczniemy później i kluby będą bogatsze.
    Tyle jest gadania o bzdurach a nie słychać nic o sprawach podstawowych, kto będzie utrzymywał te kluby w Ekstraklasie, miasta? Czy miasta potrafią zarządzać klubami i czy powinny. Może podyskutować nad modelem biznesowym funkcjonowania klubów, skąd ma się brać kasa i dlaczego ma poplynąć do futbolu? Skąd pojawią się dobrzy polscy zawodnicy? Z tych zadłużonych u miast klubów? Jeśli sport zawodowy będzie samowystarczalny finansowo to miast powinny dokładać do sportu dzieciecego. Podyskutujcie na te tematy a nie o tym kto sie czym zmęczył. W innych ligach mają przerwę letnią ale nie mają zimowej. teraz nasi piłkarze mogą trzymać nogi do góry a trenerzy niezadowoleni z systemu wymyslać nowe argumenty oo tym dlaczego jego piłkarze dostają baty w pucharach ad każdej wiejskiej druzyny z Bałkanów a gdzie indziej grają i nie narzekają.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli