Pociąg z napisem „mistrzostwo” właśnie ruszył. A Legia wciąż na peronie

Autor wpisu: 18 marca 2018 20:40

Trener Romeo Jozak przed meczem z Wisłą Kraków był pytany, czy nie boi się najgroźniejszego piłkarza rywali. – Carlitos? Mamy tu w Legii kilku takich – walnął Chorwat. Napisać, że były to słowa wypowiedziane w złą godzinę, to nic nie napisać. Carlitos i dwaj inni Hiszpanie z Wisły Jesus Imaz i Pol Llonch wyglądali na tle legionistów jak czarodzieje futbolu. Szybsi, lepsi technicznie, odważni i skuteczni. W tym czasie drużyna z Łazienkowskiej przypominała grupę rycerzy, na których ktoś w czasie oblężenia wylał całe kotły smoły. Wszyscy ciężcy, wolni, niepewni. Bezradni.


Legia od początku spotkania nie mogła ułożyć sobie gry. Akcje gospodarzy były szarpane, nerwowe, nieprzygotowane. Dużo strat piłki, mało pomysłów na grę w ofensywie. I zastraszający – jak na Legię – brak piłkarskiej jakości. Trudno sobie przypomnieć nawet jakieś bardzo dobre akcje Legii…
I jeszcze ta fizyczna słabość, która była widoczna nawet dla laików. Trener Jozak zapowiadał na początku sezonu, że jego zespół odpali po miesiącu od startu rozgrywek. Miesiąc minął, a Legia ma spore problemy fizyczne. Bez biegania w piłkę wygrać się nie da. Czyżby trenerzy z Łazienkowskiej kompletnie nie trafili z przygotowaniami? Niebawem się przekonamy. Przerwa na mecze reprezentacji może być dla mistrzów Polski zbawienna.

W niedzielę Legia nie była w stanie poradzić sobie w ogóle z wysokim pressingiem Wisły i determinacją gości przy odbiorze piłki. Naciskani przez rywali gospodarze grali bardzo niecelnie i głupio. Legia jest zespołem budowanym za ciężką kasę i nie może – przez 90 minut – nie umieć zmienić sposobu gry. Wisła – budowana przy kwotach z Legii za drobne – zmusiła mistrzów Polski do bezradnego bicia głową w mur.
Grający na prawej obronie – kosztem Artura Jędrzejczyka – Marko Vešović zrobił jakieś 5328 wrzutek w pole karne. Żadna nie dotarła do celu. Co gorsza, żadna refleksja nie dotarła do głowy Czarnogórca, że może coś trzeba zmienić, może grać jakoś inaczej… Nic. Łup, Łup. Piłka, noga, wybicie. Piłka, noga, wybicie. I znów…
Za to zupełnie inaczej grali w piłkę rywale Legii. Mądrze, ładnie, technicznie i szybko.

Oczy piłkarskiej Polski były zwrócone oczywiście na Carlitosa, ale tak naprawdę dla skuteczności najlepszego piłkarza Wisły kluczowy jest Jesus Imaz. To on rzuca piłki na nos do Carlosa Lopeza, to on jest reżyserem gry krakowian. Ma bajeczną technikę, dużo widzi, jest szybki i ma perfekcyjne wyczucie najlepszego momentu do podania piłki. Rola Imaza była na Łazienkowskiej tym większa, że w Warszawie nie mógł zagrać Rafał Boguski, piłkarz dla poczynań ofensywnych Wisły niesamowicie istotny. To była poważna wyrwa w składzie gości, którzy mimo to łatwo wygrali w Warszawie 2:0. To była hiszpańska masakra piłą łańcuchową, która mogła skończyć się dla Legii jeszcze gorzej, bo Wisła wyprowadzała kontry po mistrzowsku.

Romeo Jozak „podparł” się w tym meczu Williamem Remym w linii pomocy, bo jednak – co pokazała porażka z Jagiellonią – Legii potrzeba w środku trochę więcej siły fizycznej. Miał ją zapewnić właśnie potężnie zbudowany Francuz. Ale ten ma skłonności do ryzykownej gry i długich momentów rozkojarzenia. Najpierw głupim faulem spowodował karnego (którego na gola zamienił Carlitos), po czym przysnął i przy drugim golu nie wspomógł asekuracją bezradnego w starciu z Carlitosem Eduardo. Brazylijczyk z chorwackim paszportem dał się ograć jak dziecko. Hiszpan wrzucił tak dokładnie na głowę Velezowi, że nie wypadało spudłować.

Ten etap sezonu to moment prawdy m.in. dla Eduardo. Jeśli ten gwiazdor ma pomóc Legii zdobyć mistrzostwo, to teraz jest ta ostatnia chwila. Na razie, bądźmy szczerzy, nie dał Legii nawet połowy tego, czego się po nim spodziewano. W meczu z Wisłą Eduardo był bezradny. Nie tylko dał się ograć przy drugim golu, ale też fatalnie pudłował, uderzając piłkę głową (dwa razy). Miał być lisem pola karnego, ale jakoś – póki co – trudno u Brazylijczyka takie cechy zauważyć. On jest potrzebny drużynie w takich momentach, kiedy nie idzie, właśnie jak w niedzielę. Tymczasem facet znika. W niedzielę zniknął na cały mecz…
Na razie młody Niezgoda jest o niebo groźniejszym napastnikiem. Ten ostatni wyszedł na boisko dopiero po godzinie gry, gdy stało się to koniecznością. Podobno o tym, że Niezgoda nie znalazł się podstawowym składzie, zdecydował jakiś uraz. I rzeczywiście w niedzielne popołudnie wyglądało to tak, jakby tego piłkarza było pół. Zagrał niepotrzebnie.

Legia, jeśli chce myśleć o mistrzostwie, nie może przegrywać meczów u siebie. Tymczasem wiosną zdarzyło się jej to już dwa razy. O ile z silną Jagiellonią mogła się taka wpadka gospodarzom od biedy zdarzyć, o tyle z Wisłą – drużyną środka tabeli – nie miała prawa.
Zbyt wielu legionistów miało w niedzielę słaby dzień. Jeśli kogoś można pochwalić, to chyba tylko Arka Malarza. Pozostali zawiedli. I młodzi jak Szymański, i starzy jak Radović czy Eduardo.
Trudno to na tym etapie rozgrywek przesądzać, ale takie właśnie mecze decydują o losach tytułu. Pociąg z napisem „mistrzostwo” właśnie odjeżdża, a Legia wciąż na peronie. Czy zdąży jeszcze w biegu wskoczyć? Może, ale margines błędów został wyczerpany.
Z Legii do reprezentacji Polski na najbliższe mecze z Nigerią oraz Koreą Południową zostało powołanych trzech piłkarzy: Jędrzejczyk, Mączyński i Pazdan. Jeden przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych., drugi tak grał, że został zdjęty z boiska w przerwie. Trzeci zaprezentował się co najwyżej poprawnie. Reprezentanci…

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Wisła Kraków

  • dziadek

    Założyłem się ,że Legia mistrzem nie będzie.to było parę miesięcy temu. Chciałem ten zakład przegrać, ale niestety wszystko wskazuje,że niestety go wygram.dzisiejszy mecz to rozpacz, Romero zestawił skład Legii jakby miał grać z Wisłą Puławy (bez Niezgody). Po ki wuj on kombinuje. Vesovic zrobił Panie redaktorze dokładnie 5331 wrzutek(nie doliczył Pan 3). Ale na poważnie . Szkoda mi w tym meczu mojego wnuka, który z Legią jest na dobre i na złe.Jak mu można wytłumaczyć,że ta Legia dzisiaj to poziom Termaliki .Nie wszystko jeszcze stracone, ale w takiej formie to jest szansa na miejsce poza pucharami.Pisze Pan,że w Legii wielu piłkarzy miało swój słaby dzień.Jest Pan bardzo wyrozumiały.Każdy z tych piłkarzy miał zły okres, niedyspozycja totalna. A ja znowu coś wygram, znudziło mi się to już.Legia grać k…a mać.

  • Zbigniew Luśnia

    legia wg fachowcow nie ma zespołu ani w obronie ani w ataku ,Szymańskiemu brakuje fizyczności tak wiec potrzeba pracy indywidualnej a nie meczenia go w lidze gdzie jeszcze nie pasuje, może za jakiś czas będzie to naprawdę super zawodnik, tak wiec juniorami i żółwiami tych meczy się nie wygra a puchary powoli odjezdzają i to widać po minie Mioduskiego

    • ursynów

      Panie Luśnia masz pan rację .A co do miny Mioduskiego , to gość jest na minie. Wpakował kupę szmalu, a tu nic lepiej niż za Magiery. Dwa razy po dwa zero to kompromitacja.

  • zgubek

    Panie Jozak ponoć masz pan kilku Carlitosów. Dzisiaj nie widziałem ani jednego.Myślałem,że wiesz co pan mówisz, ale teraz tak sobie myślę- takie zakupy, takie możliwości, a z taką słabą Wisła dajesz pan d..y.Myślałem,że myliłem się co do pana umiejętności jako trenera, ale nie.Jeszcze nie wszystko stracone, teraz przerwa na reprezentację.Romeo – to nie Werona – to Warszawa.Zejdź z balkonu i działaj.Bo ludzie ci nie wybaczą.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli