Po co Legii Sanogo?

Autor wpisu: 20 stycznia 2017 10:28

Dziś Vamara Sanogo przeszedł w Legii testy medyczne i podpisał z mistrzami Polski kontrakt. To drugi napastnik pozyskany przez Legię tej zimy, ale na Łazienkowską trafi dopiero latem. Kto to jest w ogóle ten cały Sanogo i po co on Legii?

Szybki rzut oka na statystyki Francuza (ma też obywatelstwo Wybrzeża Kości Słoniowej) – 15 meczów jesienią w pierwszej lidze i tylko pięć goli. Średnia, jak to się mówi, tyłka nie urywa. Ale spokojnie, czasem pozory mylą. I w tym przypadku zdecydowanie tak jest. Ten, kto chciałby oceniać Sanogo tylko po tych liczbach, popełniłby gruby błąd. Bo Sanogo piłkarskim potencjałem bije na głowę wszystkich pierwszoligowych snajperów (a kilku całkiem niezłych w niej gra). Możemy to napisać z czystym sumieniem, bo jesienią pierwszą ligę obserwowaliśmy bacznie i nie uszło naszej uwadze, jaką perełkę ściągnęli w sierpniu do Sosnowca. To oczywiście nie oznacza jeszcze, że Sanogo swój potencjał potwierdzi w Warszawie, ale ryzyko w tym przypadku raczej nie jest tak duże, by się nie skusić.

Z Legią łączy go na razie jedno – nazwisko trenera. To oczywiście Jacek Magiera sprowadzał Sanogo do Sosnowca, gdy był szkoleniowcem pierwszoligowca. Zagłębie pod tym względem było jesienią fenomenem – zdecydowanie najsilniejsza na zapleczu ekstraklasy druga linia (Dudek, Nowak, Matusiak, Pribula, młody Bartczak – za ciasno było nawet dla doświadczonego Jakuba Wilka), za to w ataku nędza. Kontuzja wyeliminowała z gry na pół roku Michała Fidziukiewicza, więc sezon piłkarze Magiery rozpoczęli tylko z jednym napastnikiem – 19-letnim Chorwatem wypożyczonym z… Legii – Tinem Maticiem. Chłopak pasował jednak to tego towarzystwa niespecjalnie, o czym zresztą świadczy m.in. to, że jesienią zdobył tylko jedną bramkę (w 12 meczach). Za chwilę pojawił się jednak Sanogo i od razu atak Zagłębia wyglądał jak z zupełnie innej bajki. Gaz, zmysł strzelecki, pewność siebie – krótko mówiąc od razu było widać, że to materiał na wysokiej klasy środkowego napastnika. Jak ktoś nie dowierza, niech zobaczy sobie gola, jakiego strzelił Wigrom Suwałki. Idealny przykład tego, czego można po Sanogo oczekiwać.

Jeszcze lepsze spotkanie rozegrał w Bielsku, kiedy Zagłębie pokonało Podbeskidzie 5:4. Zdobył dwie bramki i dorzucił asystę. Wtedy po raz pierwszy publicznie pochwalił go Magiera.
Mimo 21 lat i kompletnej nieznajomości pierwszoligowych realiów w Polsce – a że to liga wyjątkowo specyficzna i nie każdy dobry piłkarz umie się w niej odnaleźć, co powtarzają praktycznie wszyscy trenerzy, więc trudno im w tym przypadku nie wierzyć – Sanogo błyskawicznie zwrócił na siebie uwagę. Wystarczyło kilka występów, by Magiera, zazwyczaj stroniący od pochwał, przyznawał, że ten chłopak już teraz spokojnie poradziłby sobie w ekstraklasie. Zresztą mówił to nie tylko trener Zagłębia. W Sosnowcu już wiedzieli, że trafiła im się prawdziwa perełka. Ludzie oglądający i komentujący pierwszą ligę pod koniec rundy jesiennej wymieniali Francuza – obok Forsella i Kądziora – w gronie najwartościowszych piłkarzy na tym poziomie rozgrywkowym, przewidując, że ta trójka raczej długo na zapleczu ekstraklasy nie pogra. Sanogo jest z nich najmłodszy, co oczywiście jeszcze bardziej wpływa na jego atrakcyjność.

Jaką rolę może odgrywać w Legii? Pewnie podobną do tej, jaką odgrywał Prijović. Nie jest to typ jeden do jednego, ale też trudno nie zauważyć podobieństw. Zresztą Magiera ściąga Sanogo właśnie w miejsce sprzedanego do PAOK-u napastnika. Mimo szybkości, dynamiki i przebojowości raczej nie ma co spodziewać się po Sanogo gry na skrzydle, albo częstego cofania się po piłkę do środkowej strefy, by ją rozegrać. Tam raczej nie będzie przeszkadzał Radoviciovi, Vadisowi, czy kto tam jesienią będzie w Legii rozgrywał. To typowy zwierz pola karnego, snajper, który poluje na gole. Od Prijovicia jest niewiele niższy, za to trochę… cięższy, więc przepchnąć go jest tak samo trudno jak Szwajcara.

A minusy? Pierwszy, który rzuca się w oczy, jest taki, że Sanogo potrafi… znikać. Zrobi jedną, drugą świetną akcję, po czym faceta na boisku po prostu nie ma. Jakby miał zaprogramowane, że na jakiś czas musi się wyłączyć z gry. To trochę irytujące, ale być może można zrzucić to na karb młodości i pewnego rodzaju boiskowego nieokrzesania. Choć akurat po piłkarzu wychowanym we francuskim Metz raczej tego nieokrzesania nie powinno być widać.
Czasem też potrafi być w tej swojej grze mocno surowy pod względem taktycznym. Przyda mu się więc jeszcze porządna obróbka. No i w defensywie musi zacząć lepiej pracować. W meczach z Kluczborkiem, Stomilem, czy Sandecją pewne rzeczy mogą ujść płazem, piętro wyżej (nie mówiąc już o europejskich pucharach) nie ujdą.

Do lata jeszcze trochę zostało, więc i do tego, by przymierzyć się do Legii, Sanogo będzie miał trochę czasu. Na razie w Sosnowcu walczyli o to, by Francuz został wiosną w Zagłębiu, bo skoro drużyna ma bić się o awans do ekstraklasy, to pozbycie się takiego piłkarza byłoby strzałem w kolano. Niemniej chłopak po podpisaniu kontraktu z Legią będzie musiał być świadomy tego, że wiosną każdy jego występ będzie wnikliwie analizowany i komentowany nie tylko przez trenera Dariusza Banasika i fanów Zagłębia, ale przez tysiące kibiców (nie tylko Legii), dla których do dziś Vamara był tylko i wyłącznie pierwszoligową zagadką.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli