Piotr NOWAK: Wbrew pozorom piłkarze to inteligentni ludzie

Autor wpisu: 11 lutego 2017 10:04

Z trenerem Lechii Piotrem Nowakiem rozmawiamy o zimowych przygotowaniach, transferach, a także o tym co to znaczy być faworytem i kto nim jest w ekstraklasie. Pytamy też „formowanie Lechii, jako produktu jego wyobraźni”. – Czasami jeszcze na boisku piłkarze czują się zbyt pewni siebie, to nam doskwiera i nad tym jeszcze pracujemy. Muszę nieraz jeszcze uderzyć w stół, żeby przerwać tę biesiadę. Ale jest lepiej niż było – mówi trener wicelidera.

FUTBOLFEJS:„Jagiellonia nic nie musi. Uważam, że najlepszą kadrę ma Lechia i to w niej upatruję faworyta do tytułu mistrzowskiego.” To słowa trenera „Jagi” Michała Probierza. Zgadza się pan z nim?
PIOTR NOWAK: Wszyscy tak mówią. A my używamy słowa „pretendent”. Faworytów nie ma prawie nigdzie w Europie, może poza Bayernem Monachium w Niemczech. Oni tam mogą powiedzieć: „jesteśmy faworytem”. My dążymy do tego, żeby być w czołówce, żeby z roku na rok być lepszym zespołem. Przez rok zbudowaliśmy na razie solidne podstawy.

Trener Bogusław Kaczmarek w felietonie w „Dzienniku Bałtyckim” napisał: „Piotr Nowak przez rok uformował produkt swojej wyobraźni”. Lechia jest blisko drużyny, którą sobie pan wyobraził? 
Ale to nie ja tworzę tę drużynę. To jest raczej formowanie piłkarzy, którego dokonują tego sami, a nie trener Nowak. Przyjęliśmy taką formę współpracy, że to piłkarze mają największy wpływ na to, jak ten zespół ma wyglądać – na boisku i poza nim. Może brzmi to banalnie, ale ja chciałem być tylko dodatkiem w tym, do czego oni sami dążą, w co wierzą. Ja im mogę wskazać drogę. Do tego, w jakim punkcie się znajdujemy, doszliśmy konsekwencją, stabilnością i wiarą we własne możliwości. Nie było żadnej drogi na skróty, trzeba było iść krok po kroku.

Rozumiem skromność, ale to jednak pan pracuje z drużyną na co dzień. Długo pan szukał sposobu, żeby dotrzeć do piłkarzy?
Jak każdy trener, przez jakiś czas szukałem tego sposobu. Przykład Sławka Peszki, który na boisku chciał robić to, co kibice chcą oglądać. Rozmawiałem z nim o tym i tłumaczyłem, że chce robić zbyt dużo rzeczy, które nic mu nie dawały, wręcz przeszkadzały w normalnej grze. Trzeba było spuścić z niego trochę powietrza i uświadomić, że nie tędy droga. Z Milošem Krasiciem było podobnie, z Chrapkiem, z Malocą, z wieloma chłopakami, którzy mają niesamowite umiejętności, ale te umiejętności schowane były gdzieś za ich wątpliwościami, za brakiem wiary. Gdy z nimi rozmawiałem na początku, mówili mi to, co chciałem usłyszeć. Bo wbrew obiegowej opinii piłkarze to inteligentni ludzie. Ale mi nie o to chodziło. Ja chciałem usłyszeć, co ich przeraża, co martwi, jakie mają wątpliwości. Dopiero gdy zaczęli rozmawiać szczerze, otworzyły się nowe horyzonty współpracy. Obdarzyliśmy się wzajemnie zaufaniem. Wierzę w nich tak samo, jak oni zaczynają wierzyć w siebie. To był ten moment przełomowy, od którego zaczęliśmy wchodzić na zupełnie inny poziom współpracy. Teraz trzeba to pielęgnować, dorzucać jakieś nowe, drobne rzeczy.

Skąd pan wie, że piłkarze panu ufają? Jak się to zaufanie objawia?
Choćby tak, że gdy zrobią błąd na boisku, nie patrzą na ławkę. Wiedzą, że błąd popełnili, ale nie muszą słyszeć ode mnie reprymendy. Wiedzą, że nie będę biegał i skakał przy linii. Sami też decydują kiedy przyspieszyć grę, kiedy zwolnić. W czasie meczu z naszej strony – mam na myśli cały sztab – tych wskazówek jest w miarę niewiele. Ale piłkarze wiedzą, że jeśli już coś mówimy, to ma to sens i przyniesie dobry efekt. To jest najważniejsze. I myślę, że taka forma współpracy wszystkich nas cieszy. W 99,9 procentach przypadków przychodzimy do pracy z radością.

Lechia wygrywa, trener Nowak o radości, czyli mocne ostrzeżenie dla Legii (ZOBACZ GOLE)

Na zgrupowaniach miał pan pracować przede wszystkim nad głowami piłkarzy, a nie mięśniami. Dużo miał pan pracy?
Nie. To był bardzo dobry okres przygotowawczy. Jeden z pierwszych obozów, na którym czas upłynął nam błyskawicznie. Nie było monotonii, nie było jakichś kwestii spornych. Sporo rozmawialiśmy o taktyce, udoskonaliliśmy pewne elementy gry. Wyniki sparingów potwierdzają, że wykonaliśmy dobrą pracę. Czasami jeszcze na boisku piłkarze czują się zbyt pewni siebie, to nam doskwiera i nad tym jeszcze pracujemy. Muszę nieraz jeszcze uderzyć w stół, żeby przerwać tę biesiadę. Ale jest lepiej niż było.

Wygrane w sparingach, kilka ciekawych transferów – Dušan Kuciak, Ariel Borysiuk, Gino Van Kessel. Nie czuje pan presji, że Lechia ten tytuł musi zdobyć już w tym sezonie?
Nie czuję. Mamy dojrzały i mądry zespół i zdajemy sobie sprawę z naszej wartości. W tej kadrze jest kilkunastu zawodników, którzy mają na koncie mistrzowskie tytułu. Ta wartość jeszcze wzrosła po tych transferach, o których pan wspomniał,  ale tak jak powiedziałem – jesteśmy tylko pretendentem do tytułu. Nie wiem, czy w Hiszpanii Barcelona albo Real mogą o sobie powiedzieć: jesteśmy faworytem. Podchodzimy do sezonu z wiarą, ale i pokorą.

MK_lechia-gdansk_pn0301Zerkał pan na rywali – na transfery i na grę podczas sparingów?
Zerkałem, docierały do mnie informacje, które ukazywały się w mediach. Byliśmy na jednym sparingu Jagiellonii z Łudogorcem. Nie ma w naszej lidze zespołów, które ściągają 7 nowych zawodników i w okresie zimowego okienka całkowicie zmieniają system gry. Nie wydaje mi się, żeby na przykład Bruk-Bet Termalica Nieciecza, z którą gramy w drugim meczu, zmieniła taktykę na bardziej ofensywną.

Sporo zmieniło się w Legii, bo odeszło z niej kilku kluczowych graczy, na ich miejsce przyszli inni. Uważa pan, że Legia jest teraz silniejsza czy słabsza niż jesienią?
Do meczu z Legią jeszcze sporo czasu i zdążymy ją pooglądać. Na razie skupialiśmy się na niedzielnym rywalu, czyli Jagiellonii. To jest w tej chwili najważniejsze.

Lechia będzie potrafiła cofnąć się i bronić całą drużyną w sposób wyrachowany w przypadku skromnego prowadzenia?
Mamy taką mentalność – sztab szkoleniowy i piłkarze – że chcemy grać tak, jak graliśmy przez ostatni rok. Oczywiście staramy się kilka rzeczy poprawić, ale taka ofensywna gra cieszy nas, cieszy kibiców. Słabszy dzień może się zdarzyć, ale dopiero wtedy będziemy się zastanawiać jak to na nowo poukładać.

Chciałem zapytać o trzech nowych zawodników. Gino van Kessel to podobno specyficzny człowiek, z racji pochodzenia w genach ma podobno trochę karaibskiego luzu. Pan na Karaibach spędził trochę czasu, więc pewnie łatwiej będzie do niego dotrzeć?
Gino wychował się w Holandii. To bardzo dobrze ułożony chłopak. Czasem pojawiają się opinie, które są po prostu niesprawiedliwe, szybko przyklejane są różne łatki. To przychodzi z łatwością, a często ci przyklejający niewiele wiedzą o człowieku. Rozmawiałem z Gino i trochę lepiej go poznałem. Ma swoje ego, jak większość piłkarzy, ale widać, że pobyt w Slavii Praga dał mu trochę do myślenia. Już wie, że nie wszędzie będzie tak, jak w Trenczynie, gdzie wszyscy na niego grali, tylko musi też sam mocno popracować, bo jest częścią zespołu. Odbyliśmy fajną rozmowę na temat tego jak najlepiej wkomponować go do nas. Nie była to rozmowa na zasadzie: ja mówię, a on odpowiada „tak jest, trenerze”, tylko wymienialiśmy opinie i pomysły, Gino opowiadał jak to było z nim wcześniej. Rozmawialiśmy też o przygotowaniu, bo piłkarza nieprzygotowanego do sezonu bardzo łatwo spalić. Chciałbym tego uniknąć.  Musimy dać sobie trochę czasu. Tak jak to było ze Sławczewem, który potrzebował 2-3 tygodni, by dość do pełnej dyspozycji. Gino będziemy wprowadzać podobnie.

Zimowe transfery ekstraklasy: Lechia przed Legią, eksperyment „Wisła Kraków”

Zakładam, że Kuciak nie przesiadł się z ławki czy trybun Hull City na ławkę Lechii?
Dušan ma wszystko, czego potrzebuje klasowy bramkarz. W ekstraklasie był jeśli nie najlepszym, to jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji. Wiemy jaka jest sytuacja z Vanją Milinkoviciem-Saviciem (latem odchodzi do Torino – red.), ale on na pewno nie odpuści. Dla niego też jest ważne, żeby być przygotowanym na późniejsze wyzwania. Na pewno nie będzie podchodził do wiosny w Lechii na zasadzie: za kilka miesięcy mnie tu nie będzie, co ja się będę starał. Wręcz przeciwnie, to zbyt ambitny piłkarz.

Pytanie jak podchodzi do tej sytuacji Lechia i jej trener, po co stawiać i inwestować w zawodnika, którego za kilka miesięcy nie będzie?
Patrzymy na to realnie: dobrze się stało, że Dušan przyszedł, bo Vanja będzie walczył, ale też będzie miał u boku zawodnika, od którego może się czegoś nauczyć. Mamy to, o co chodzi w każdej drużynie: zdrową rywalizację.

Co do Borysiuka, jeszcze raz odniosę się do słów trenera Kaczmarka, który pochwalił tego zawodnika, ale też napisał, że „ten transfer, to stuprocentowy przypadek, okazjonalne działanie, a nie następstwo jakiejś koncepcji”. Ariel trafił do was przypadkowo?
Bobo nie ma racji. Pewne rzeczy w okresie transferowym zdarzają się niespodziewanie, ale generalnie większość działań jest zaplanowana. W przypadku Borysiuka wszystko było przemyślane, jego przyjście daje nam dodatkowe możliwości taktyczne, Ariel będzie dla nas wzmocnieniem. Przypadek był w tym, że trafił na rynek transferowy. Cieszę się, że i on zdecydował, że chce grać u nas.

Po zgrupowaniu chwalił pan Rafała Wolskiego.
Dla niego było ważne, żeby przejść okres przygotowawczy bez żadnej kontuzji. Tak się stało i widać, że gra znowu sprawia mu przyjemność. Do tej pory w czasie okresu przygotowawczego musiał nadrabiać zaległości, doganiać pozostałych. Teraz to ten Rafał Wolski, jakiego wszyscy chcemy oglądać. Znalazł swoje miejsce na boisku, dobrze mu się współpracuje ze wszystkimi. Koledzy mu ufają, nie boją się do niego zagrać, to też jest bardzo ważne. To jest Rafał, który cały czas jest pod grą, który dużo widzi, potrafi zagrać niekonwencjonalnie, nie przetrzymuje piłki. Razem z Krasiciem nadają ton grze.

Dušan Kuciak – oj boli ta Anglia, boli… A teraz trzeba zabrać tytuł Legii

Jest pan w Gdańsku rok. Wciąż jest pan na walizkach, jedną nogą w USA? Czy do Polski wrócił pan na dobre?
Ciężko jest być z rodziną po dwóch stronach Atlantyku, ale wszyscy w rodzinie rozumieją, że piłka to moja pasja i nie potrafiłbym zajmować się czymś innym. Najbliższe pół roku będzie ważne dla klubu, dla mnie i na razie nic nie zmieniamy.

Pewnie zdaje pan sobie sprawę, że nawet jeśli coś by się stało z pracą w Lechii – odpukać – to pewnie szybko by się do pana zgłosił inny polski klub. Podobno kilka miesięcy temu Legia o pana zabiegała.
Nie, nic takiego nie miało miejsca. To były tylko czyjeś wymysły. A jeśli chodzi o Polskę, to czuję się tutaj wyśmienicie, naprawdę szybko się tutaj odnalazłem. Przychodzę do pracy z uśmiechem, mam przyjemność spotykając wszystkich w klubie, kibiców na stadionie czy w mieście. Cieszę się, że kibice dobrze mnie odbierają. Że ludzie, którzy mnie poznali, zorientowali się, że pewne rzeczy, które były o mnie gdzieś tam napisane, nie były prawdziwe. Bo człowiek nie jest w stanie zmienić się tak szybko o 180 stopni, nie jest w stanie długo udawać kogoś, kim nie jest. Ja jestem cały czas sobą. Czasem pokrzyczę na piłkarzy, bo każdy ma słabszy dzień, ale nie robię nic na pokaz, niczego nie udaję.

Nie dał się pan wciągnąć i utonąć w szarej polskiej rzeczywistości?
Nie. Od początku, kiedy do Polski wróciłem, podkreślałem, że ekstraklasa jest dobrą ligą. Oczywiście, że trafiają się gorsze mecze, ale jako całość – otoczka, infrastruktura, jakoś piłkarska – jesteśmy daleko przed amerykańską MLS. Mamy dobrą reprezentację, Legia grała w Champions League. Jeśli czegoś nam brakuje, to może tylko trochę wiary w siebie.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli