Piłkarski Sąd Ostateczny i ból pleców

Autor wpisu: 7 maja 2018 20:13

Przeczytałem na Futbolfejsie, że Lech w Płocku zgubił klucze do tytułu. No, ale w Białymstoku Legia ich nie podniosła, bo… bolały ją plecy. A konkretnie plecy Jarosława Niezgody, najlepszego napastnika Legii. Ale mecz był taki, że „Jagę” też coś chyba musiało boleć.

Co było nie tak z drużyną Ireneusza Mamrota? Może zdecydował brak Tarasa Romanczuka, a może po prostu Jagiellonia bała się jak przed rokiem. Mamy wypisz, wymaluj sytuację z ubiegłego sezonu, gdy „Jaga”, co prawda nie w 34., a w 35. kolejce grała z Legią. Wówczas mecz był niemal identyczny. I wtedy Lech także zremisował 0:0, a jego rywalem była walcząca o mistrzostwo… Lechia Gdańsk. W tym roku piłkarze z Trójmiasta znów walczą. Ale o utrzymanie. A poza tym, wiele się nie zmieniło. Legia prowadzi mając niewielką przewagę nad podlasko-wielkopolską grupą pościgową i cała trójka ma ołów w nogach, a raczej w głowach. Oglądając mecz finałowy Pucharu Polski widziałem to co widziałem i słyszałem to co słyszałem. Legia była dobrze ustawiona, wykorzystała rezerwowych, ma długą ławkę i nie przemęczyła się. Brawo, zachowali siły na Białystok.
Tymczasem w stolicy Podlasia warszawiacy mieli nogi pełne ołowiu. A może raczej głowy… Mentalnie Legia w ten mecz nie weszła, znów miała paraliż jak – w niedawnych przecież czasach – Romeo Jozaka.
W tłumaczenia Deana Klafuricia, że zespół był zmęczony meczem z Arką wierzę tak, jak w słowa jego rodaka Nenada Bjelicy, że Lech zdobędzie mistrzostwo Polski. Może nawet mniej, bo ktoś musi, a Lechowi Legia szans na to jeszcze nie odebrała. Jagiellonii też nie. Ekipa z Podlasia nie zaryzykowała zbytnio w niedzielę u siebie, musi więc się nieco bardziej ośmielić w środę na wyjeździe. Ale czy aby na pewno? Lech też musi, więc… No tak, ale jeśli Legia wygra z Wisłą Płock to obaj rywale będą pod ścianą. Tylko czy ta Legia wygra? Tym razem nogi mogą być jeszcze cięższe, bo największym rywalem polskich drużyn jest gra co trzy dni. Co jakiś czas to w Poznaniu (tam chyba najmocniej), to w Warszawie, to w Białymstoku pompowano mistrzowski balon. Na razie żaden nie strzelił, za to pretendenci wyglądają jak smętne pamiątki z zabaw sylwestrowych, które pomarszczone leżą w kącie pokoju. To już nie są żółwie, to są balony z których uchodzi powietrze, na tle których dziarsko i prężnie prezentuje się Górnik, który… No właśnie, który jak każdy polski zespół nie lubi grać co trzy dni. W takich sytuacjach decydują trenerskie głowy, taktyka, cechy wolincjonalne, piłkarska jakość i długość ławki. Na całym świecie tak jest, ale nie w Polsce, gdzie mimo niespotykanego tłoku w czołówce najciekawsze mecze odbywają się w strefie spadkowej. Nie znaczy, że jest tam jakość, ale przynajmniej coś się dzieje, padają gole.
Nasz futbol jest przewrotny, może więc po wielkiej weekendowej smucie pretendenci będą wyglądać tak, jak się tego od nich oczekuje. Pobożne życzenia, bo gdyby mogli to by pewnie zgodnie odfajkowali po 0:0 i przełożyli sąd ostateczny na następną kolejkę. Bo plecy bolą, a nogi ciężkie. Jak z ołowiu. Amen.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli