Patrząc na wzmocnienia – Legia już mistrzem. Tylko jeszcze trzeba coś wygrać i na boisku

Autor wpisu: 5 lutego 2018 17:41

To już ten tydzień! Już gramy! Naprawdę. Tak jak do Polski wrócił śnieg i mróz, tak wraca i ligowa piłka. W piątek Wisła Płock zagra z Górnikiem Zabrze, a Zagłębie z Legią. Od razu, pierwszego dnia zostanie więc zweryfikowany miesiąc przygotowań i obrońców tytułu, i pretendentów do tronu. Patrząc na transfery, Legia personalnie odjechała zimą wszystkim w lidze na odległość dla nich trudno osiągalną.

„Pretendent do tronu” to brzmi dumnie, ale – jak wiadomo – Górnik Zabrze optymizm na walkę w czołówce opiera tylko na tym, że nie rozebrano mu kadry. Zakusy były i wciąż zresztą jeszcze są, ale w Zabrzu jakoś tak mentalnie klub utrzymał swą kadrą za przeproszeniem w kupie. Stabilność, dalsza praca Marcina Brosza, poprawienie tego, co było złe, i dopracowanie tego, co dobre – to mają być atuty Górnika. Z drobnym uzupełnieniem składu pod postacią młodzieżowego reprezentanta Polski  Pawła Bochniewicza. Może jeszcze Karola Angielskiego (Piast Gliwice), ale na razie to tylko medialne przebąkiwania. Jasne – jesienią Górnik udowodnił wszystkim, że nie ma w lidze rywala, któremu nie może się postawić. Teraz górnicy udowadniać nikomu nic nie muszą, co najwyżej samym sobie, że wciąż postawić się mogą.

Przy całej sympatii dla Broszowej czeredy, wielki faworyt wiosennych gier jest jeden. I jest nim oczywiście Legia Warszawa, która też niczego nikomu nie musi udowadniać. Za to po prostu musi obronić tytuł mistrza. Legia chce konsekwentnie wspinać się co krok o półkę wyżej i zimowe transfery ją tę półkę wyżej teoretycznie pchają. To wciąż nie są wzmocnienia na miarę czeskich Sparty czy Slavii Praga, które potrafią wydać dwa, trzy miliony euro na jednego piłkarza. Ale jakościowo to są już transfery niedostępne dla nikogo poza Legią w Polsce.
William Remy i Chris Philipps to piłkarze z poziomu francuskiej Ligue 1 – kilka klas przewyższającego polską Lotto Ekstraklasę i kilka klas przewyższającego niższe ligi w Hiszpanii czy Niemczech, skąd parę „błyskotek” ligowych (na czele z Igorem Angulo czy Carlitosem) do nas trafiło.
Tu nie ma wątpliwości – Remy i Philipps będą czołowymi postaciami ligi. Podobnie jak mogą nimi być Domagoj Antolić, Eduardo czy Marco Vešović. „Mogą”, bo argumentem za jest pieczątka Romeo Jozaka, znakiem zapytania – stan zdrowia i formy. W przypadku Remy’ego i Philippsa takich znaków zapytania nie ma.
Do tego doliczmy jeszcze Miro Radovicia, który w marcu ma już być tym „SuperRado” – znów: na miarę ligi postacią mierzącą w MVP. No i jeszcze dodajmy zdrowego Artura Jędrzejczyka, który jesienią jak grał, to na środkach przeciwbólowych, a potem w ogóle nie grał.
Legia piłkarzy też się pozbywała, ale tylko tych, na których nie miała pomysłu, albo tych, którzy nie mieli pomysłu na siebie w Legii. Tomasz Jodłowiec, Jakub Czerwiński, Hildeberto, Dominik Nagy jesienią i tak Legii niewiele dawali, a ta jest przecież liderem. Do Guilherme w „schyłkowym” okresie też było więcej uwag na minus niż na plus.
Szkoda trochę Armando Sadiku, który dawał możliwość wyboru, ale przecież on był tylko rezerwowym. Może najbardziej szkoda Thibault Moulina, ale on po pierwsze – jesienią niespecjalnie się potrafił pozbierać (trafił nawet do rezerw), a po drugie – jego akurat przy zimowych transferach zastąpić najłatwiej.
Zważywszy na „przyjścia” i „odejścia” Legia dziś jest w stanie wystawić w Lotto Ekstraklasie drużynę przewyższającą wszystkich innych doświadczeniem, piłkarską jakością i klasą. Na dodatek nie widać w niej słabych punktów, bo ma wielu piłkarzy uniwersalnych, zdolnych łatać dziury (gdyby trzeba było) na kilku pozycjach.
Naprawdę – z taką kadrą nie sięgnąć po koronę, to trzeba byłoby to wszystko koncertowo, za przeproszeniem, spieprzyć!

Teoretycznie drugą najmocniejszą personalnie kadrą w lidze dysponuje oczywiście Lech i to się po zimowych transferach nie zmienia. Tyle, że przy aktywności Legii, Lech zaimponować niespecjalnie ma czym. Jesienią był (okazał się na boisku, przecież) słabszy. Teraz nie widać argumentów transferowych, dzięki którym mógłby to zmienić.
Do drużyny przychodzi norweski stoper Thomas Rogne z ciekawym cv, tyle że to transfer… letni, bo już wtedy Rogne został zakontraktowany. Na dodatek „na cześć” jego przybycia oddano przecież Lasse Nielsena – wiodącej postaci w obronie „Kolejorza” w 2017 roku, więc to trochę taka zamiana jeden za jednego. Przynajmniej dopóki Rogne nie udowodni, że od Nielsena jest wyraźnie lepszy.
Podobnie jak udowodnić musi przydatność młody ukraiński napastnik Ołeksij Chobłenko. Oczywiście – zyskiem jest wymienienie na piłkarza perspektywicznego piłkarza kompletnie nieperspektywicznego, czyli Nicki Bille Nielsena. To jasne. Dwóch perspektywicznych – jeszcze lepiej. W poniedziałek wieczorem na testy medyczne do Poznania przyjechał 22-letni Bośniak Elwir Koljić (ostatecznie Lech wypożycza go na 5 miesięcy). Tej jesieni w średniaku tamtejszej ligi FK Krupa strzelił 11 goli w 18 meczach, co niewiele mówi, bo bośniacka Premijer Liga to raczej słaby poziom.
Przyszli jeszcze Piotr Tomasik – ale on przecież w Jagiellonii ostatnio za wiele nie grał, a w Lechu musi dopiero przedzierać się do pierwszego składu. Podobnie jak Jakub Serafin.
A po stronie strat trzeba doliczyć Abdula Aziza Tetteha i kontuzjowanego Macieja Makuszewskiego. To nawet nie straty, to potężne wyrwy. Liczyć natomiast nie musimy Denissa Rakelsa, bo on w Lechu praktycznie nie zaistniał.
O ile więc Legia zrobił krok wprzód, o tyle Lech raczej do tyłu, co jeszcze pogłębia różnicę. Choć oczywiście, poznaniacy wciąż mają swoje argumenty, o ile Nenad Bjelica upora się z jakością akcentowania tych argumentów.

Ze ścisłej czołówki zostaje jeszcze Jagiellonia, ale i w jej przypadku o wzmocnieniu na razie trudno mówić zwłaszcza w kontekście odejścia Fedora Černycha do Dinama Moskwa (nowy kolega Tetteha). Jeśli jeszcze się okaże, że i Cillian Sheridan gdzieś wypatrzy światełko w niedomkniętym wszędzie oknie transferowym, to jakby w Białymstoku jednak spasowali.
Nawet jeśli dodać, że pozostali odchodzący – Ziggy Gordon, Piotr Tomasik czy Dmytro Chomczenowskij to zdecydowanie nie byli kluczowi gracze u Ireneusza Mamrota.
Owszem – słoweński napastnik Roman Bezjak ma ciekawe cv, a islandzki obrońca Bodvar Bodvarsson w ogóle budzi ciekawość – przez wzgląd na sukcesy i rozwój tamtejszego futbolu. Tym niemniej Bezjak ma za sobą nieudaną jesień w Darmstadt, a Bodvarsson tylko jedną próbę gry poza Islandią (w duńskim Midtjylland), która skończyła się niczym – nie zagrał tam żadnego meczu. Dla młodego Islandczyka polska liga będzie więc dopiero debiutem zagranicznym.
Jest jeszcze rodak Bezjaka – 27-letni pomocnik Dejan Lazarević, ale znów po zupełnie nieudanej jesieni, choć podobnie jak Bezjak z ciekawym piłkarskim życiorysem. Jest i Jakub Wójcicki – piłkarz przyzwoity, aczkolwiek tyleż chciany w Jagiellonii, co niechciany w Cracovii.
O ile Legia jest liderem zimowych transferów, o tyle Jagiellonia jednym z największych znaków zapytania. Jeśli trener Mamrot „podrasuje i odpali” nowe nabytki, może być nieźle. Jeśli nie, tęsknota za Černychem (no i jeszcze za pożegnanym w czerwcu Vassiljevem) przełoży się na gubione punkty.

Fajnie o transferach sobie pogadać, pospekulować i się pomądrzyć. Tyle że teraz zamiast żurnalistów i kibiców do roboty wezmą się sami piłkarze. I na końcu jak to zwykle bywa – boisko oceni, kto miał rację.

  • Legia na NIE

    Co za głupi artykuł. Już z góry zakładacie,ze legia zdobędzie tytuł bo zrobiła świetne transfery? Buuahha ktoś kto w poprzedniej rundzie nie łapał się do podstawy slabiutkiego metz ma być wzmocnieniem? Remy z głębokich rezerw ? Kontuzjogenny Eduardo? Haha. Kto się zna to wie ze te mega transfery Sparty Praga nie przyniosły niczego dobrego. Mavuba grzał ławkę. Mandjeck wrócił do metz a mega wzmocnienie w postaci trenera stramaccioniego okazało się totalna klapa wiec proszę was…????????????????

  • grzekrak44

    Ciekawy jestem ile autor tego wciągnął??? Bo towar pierwsza klasa ????

  • kri

    Wyjątkowy kabotyn to pisał. Polemika z nim zbyteczna, bo jak mówią – ” dyskutując może sprowadzić cię do swojego poziomu”

  • ursynów

    Ostro panowie pojechali,myślę jednak ,że nie przeczytali tego wpisu ze zrozumieniem. Wystarczy spojrzeć na tytuł.Nazywanie autora kabotynem to gruba przesada.Przecież Pan Kalita nie napisał tego uciekając się do marnych chwytów,czy tanich efektów by zaimponować innym, np. kri, (no bo taka jest definicja kabotyna).Pan redaktor napisał to z dużym sarkazmem, taki zgrywus wyszedł z niego ,zwłaszcza w odniesieniu do Legii.Ma rację, same nazwiska nie grają, trzeba jeszcze dobrze grać na boisku. Pożyjemy , zobaczymy. Więcej luzu panowie eksperci.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli