Pan Rykoszet, pan Szymański i pan „Kuchy”, czyli spacerkiem po Warszawie

Autor wpisu: 7 kwietnia 2018 20:53

Najgroźniejszy zawodnik Legii w meczu z Pogonią? Niejaki… Rykoszet. To żart oczywiście, ale prawdą jest, że piłka po dwóch strzałach gospodarzy znalazła drogę do siatki po tym, jak odbiła się od zawodników ze Szczecina. Trzecia bramka była już dziełem warszawskich „synków”, czyli Michała Kucharczyka i Sebastiana Szymańskiego. Legia jest w nadal w grze o tytuł, choć atakuje z trzeciej lokaty. Wystarczyło nie przegrać tylko jednego z aż dziesięciu meczów (choćby tego sprzed tygodnia w Gdyni), żeby w rundzie finałowej mieć pełen komfort i podejmować Lecha i Jagiellonię na Łazienkowskiej. Ale Legia sama sobie utrudniła to zadanie, więc niech teraz spróbuje temu sprostać.

Kucharczyk wrócił do drużyny z wygania i pokazał, że przesunięcie go do rezerw było jakimś horrendalnym nieporozumieniem. „Kuchy” wszedł na plac i dał asystę, oddał groźny strzał z dystansu i na dodatek walczył w defensywie. Czyż nie zasłużył sobie na szacunek? Jak ktoś następnym razem podniesie rękę na „Kuchego” w jego klubie, to powinna mu ta ręka uschnąć.
Jak zwykle – gdy tylko jest zdrowy – wykazał się skutecznością Jarosław Niezgoda, choć pomógł mu bardzo pan Rykoszet. Brawa też dla Szymańskiego za odwagę w grze, bo bardzo ważny jest zawodnik, który zawsze jest w stanie wygrać pojedynek efektownym dryblingiem. Szczególnie gdy brakuje Radovicia (za tydzień ma być już do dyspozycji trenera).

Legia gładko wygrała 3:0 z Pogonią, ale czy było to takie genialne spotkanie Legii? Raczej dobrze się ono dla gospodarzy ułożyło.
Zapowiedzi Romeo Jozaka przed tym meczem były bardzo odważne – żeby nie powiedzieć buńczuczne. – Proszę przekazać informację do Poznania i Białegostoku, że wracamy do gry – mówił entuzjastycznie trener Legii po meczu pucharowym w Zabrzu. Rzeczywiście jego zespół zagrał z Górnikiem dobry mecz, w którym pokazał przede wszystkim walkę, czyli to, czego najbardziej zabrakło legionistom na przykład w Gdyni.
Ale jak to z zapowiedziami Romeo Jozaka bywa, nie należy się do nich zbyt mocno przywiązywać. Przecież Chorwat na początku rundy zapowiadał, że jego zespół będzie w formie za miesiąc. Ale – jak wszyscy wiemy – tragicznie się pomylił. Po meczu z Arką Jozak wręcz użył określenia: „mamy kryzys”. Czy można więc – raptem trzy dni po kryzysie – w pełni odpowiedzialnie stwierdzić, że drużyna wróciła do gry? Że jest już po kryzysie?

Chyba nawet sam Jozak miał wątpliwości, bo gdy trochę – po powrocie z Zabrza – ochłonął, to jeszcze przed meczem z Pogonią postawił kwestię bardziej szczerze: – To bardzo ważne spotkanie, zobaczymy, w którą stronę pójdziemy. Czy w stronę mistrzostwa, czy wręcz przeciwnie.
I to było dobre pytanie, bo kibice z Łazienkowskiej od początku zastanawiali się, jaką Legię zobaczą w sobotę. Tę waleczną z Zabrza, czy może tę wystraszoną z Gdyni.

Ciekawe, że mówiąc o takiej drużynie jak Legia, aż tyle czasu trzeba poświęcać kwestii, czy Legia walczy, czy nie. A przecież to jest zespół, który ma jeszcze – oprócz walki – dobrze grać w piłkę. A z tym to wiosną słabiutko. – Mamy jakość piłkarską, ale ostatnio jej nie pokazujemy – komentował kontuzjowany Miro Radović.
Wyjaśnić, czemu tak się dzieje, już nie zdołał. „Rado” tego wiedzieć nie musi, lepiej, żeby wiedział Jozak. Ale chyba i dla niego forma jego własnego zespołu w każdym kolejnym meczu jest niespodzianką.

W mecz z Pogonią Legia weszła kiepsko. Grała nerwowo, dużo podań było niecelnych, brakowało cierpliwości w rozegraniu i budowaniu akcji. Dość powiedzieć, że gol Hämäläinena padł po pierwszej sensownej akcji Legii, a i tak Finowi bardzo pomógł rykoszet, który zmylił bramkarza Pogoni Łukasza Załuskę.
Jozakowi dostaje się po głowie za to, że nie potrafi ustabilizować składu. Wiosną w każdym meczu gra inna jedenastka i to nie zawsze jest kwestia kartek i kontuzji. Czasem można odnieść wrażenie, że chorwacki trener po prostu nie trafia z wyborami. Bo np. taki Cafu wychodzi w podstawowym składzie Legii w Gdyni, by tydzień później przeciwko Pogoni w ogóle nie załapać się do kadry meczowej. To co? Cafu tak spuścił z tonu, czy Jozak tak się pomylił? Przecież Portugalczyka dopiero co kupiono do Legii – trochę na szybko, w ostatniej chwili – żeby od razu, z miejsca, poprowadził grę drużyny. I coś tam pokazał na początku, ale dramatycznie szybko zgasł. Czyli kolejny nieprzygotowany zawodnik…

Na korzyść Jozaka nie przemawia także fakt, że Legia kiepsko wygląda przy stałych fragmentach gry. Ostatnio dostała gola z wolnego w Gdyni, ale praktycznie przy każdym rzucie rożnym dla rywala w polu karnym Legii śmierdzi stratą bramki. Na to chorwacki trener miał dużo czasu, ale stałe fragmenty – rzecz powtarzalna – nadal wyglądają w jego zespole kiepsko.
Godzinkę pograł z Pogonią Marko Vesović, ale tym razem Czarnogórzec zaliczył występ dyskretny. Nie dał się zauważyć.
Eduardo był na boisku raptem kilka minut i zszedł z boiska z urazem, zostawiając na placu gry kolegów w dziesięciu. Kontuzja przed rundą finałową? Misja z Brazylijczyko-Chorwatem coraz bardziej zaczyna wyglądać na pomyłkę. Sezon się kończy, a Eduardo, który miał być gwiazdą, na razie nie ma ani gola, ani siły. Nie wiadomo, co gorsze. Jeśli Jozak będzie szukał zastępcy lub zmiennika dla Niezgody, to dużo więcej da mu ustawiony w ataku Kucharczyk niż Eduardo. Warto się już do tej oczywistej prawdy przyznać.

Dobrą za to informacją dla kibiców Legii jest ta, że do żywych wraca Domagoj Antolić. To ważny piłkarz w zespole Jozaka. Będzie w najbliższych tygodniach decydował o grze mistrzów Polski.
Legia dogoniła Jagiellonię, choć nadal jest od niej niżej w tabeli. Lecha dogonić nie zdołała, więc do obu najgroźniejszych rywali na mecze decydujące pojedzie w gości.
Ale dobrą informacją dla kibiców Legii jest to, że ich drużyna znów losy tytułu ma w swoich rękach. Wygląda na to, że wszystko się będzie rozstrzygać do ostatniej kolejki – tak jak rok temu. Taki to urok tej ESA-37.

  • ursynów

    To był słaby mecz, dużo przypadku,ale liczy się wynik. Legia ma trzy trudne wyjazdydo: Krakowa, Białegostoku i Poznania. Jeśli marzy o mistrzostwie to musi wszystko wygrywać,a czy jest to możliwe? W piłce wszystko jest możliwe, ale nie z taką formą.Lech jest w gazie i tak w zasadzie nie ma z kim przegrać.Ale Legia też tak kiedyś myślała,a 10 razy bęcki dostała i to z takimi tuzami jak Termalica, Arka,Śląsk czy Wisła Płock.Ma Pan rację Kuchy i Szymański to taki wiosenny powiew,nie trzeba było eksperymentować.Romeo pomylił grę w teatrze z areną piłkarską.Zobaczymy w maju,kto będzie zbierał oklaski przy otwartej kurtynie.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli