Pan Jarek rośnie w Legii jak na drożdżach! Ktoś miał jakieś wątpliwości?

Autor wpisu: 9 lutego 2018 23:32

Co to był za mecz! Jakie emocje! Dwa karne w końcówce! No taki futbol to się ogląda. Zagłębie Lubin zagrało bardzo odważnie i ambitnie, ale – szczerze mówiąc – Legia była w tym spotkaniu jednak lepsza. No i miała Jarosława Niezgodę.

Jeszcze niedawno sami trenerzy z Łazienkowskiej mieli wątpliwości, czy to jest piłkarz, który w ogóle nadaje się do Legii. Wystarczy przypomnieć, że w sierpniu nie został zgłoszony do europejskich pucharów. A za chwilę będziemy mieli wysyp tekstów, że Niezgoda do kadry, że to drugi Lewandowski i że musi pojechać na mundial! I wiecie co? Wcale nas to nie przeraża.

Mało tego, przyklaskujemy tej opinii. Niezgoda bardzo się rozwinął, cierpliwie poczekał na swoją szansę i teraz ją wykorzystuje. Ma szybkość, dobrą technikę użytkową, nie boi się strzelać zarówno z prawej, jak i z lewej nogi. Ale ma coś jeszcze, coś dużo ważniejszego. Coś, z czym się trzeba urodzić: iskrę bożą do strzelania goli.
A przecież nawet po rundzie jesiennej wiele było opinii, że na samym Niezgodzie w ataku Legia daleko nie zajedzie. Tymczasem on najpierw wyprawił w podróż z klubu z biletem w jedną stronę Albańczyka Armando Sadiku, a teraz posadził na ławce Eduardo. No, no… Nieźle sobie chłopak poczyna.

Mimo że między Jarosławem Niezgodą a Eduardo da Silvą funkcjonuje coś na kształt relacji uczeń-mistrz, póki co w pierwszym składzie wybiega Polak i tak pewnie zostanie. To duży dowód zaufania dla naszego zdolnego napastnika ze strony trenera Legii. A to o tyle ważne, że właśnie tego zaufania – od poprzednich trenerów – zbyt dużo Niezgoda nie dostał. Tymczasem teraz „pan Jarek” rośnie – jako piłkarz – jak na drożdżach. Selekcjoner Adam Nawałka da mu szansę już w marcu.

Drugim bohaterem meczu w Lubinie był Czech Jakub Mares, który też strzelił dwa gole. Co prawda w pierwszej połowie nie zipnął, ale w drugiej było dokładnie tak, jak w wywiadzie dla Futbolfejs.pl mówił trener Mariusz Lewandowski: – To taki lisek pola karnego, potrafi strzelić gola z niczego.
I tak było przy bramce na 1:1. Najpierw Artur Jędrzejczyk zachował się biernie przy wrzutce spod linii bocznej (musi to sobie obejrzeć na wideo; najlepiej – za karę – 100 razy), a później Michał Pazdan miał kłopot z koncentracją. Niby między nim a Arkadiuszem Malarzem nie było miejsca, a jednak wysoki Czech zdołał wbić piłkę do bramki. Wtedy Legia się w tym meczu mocno pogubiła.

Trzecim bohaterem spotkania był Miro Radović. Strzelić karnego, po siedmiu miesiącach bez gry, w decydującym momencie meczu, już dawno po czasie gry – to trzeba psychicznie wytrzymać. I „Bratko” wytrzymał. Będzie – dzięki temu – jeszcze mocniejszy

Najważniejszym pytaniem na starcie rundy wiosennej Ekstraklasy było: jaka będzie ta nowa Legia? Bo przecież jest już po pierwszym okresie przygotowawczym pod okiem Romeo Jozaka, z zawodnikami, których sprowadzić kazał właśnie Chorwat, z dużym polem manewru, na co wskazywał imponujący zestaw piłkarzy zasiadających na ławce rezerwowych Legii.
I co? Ano już widać siłę Legii i  jej jakość. Ale też – uczciwie mówiąc – chyba jest też tak, jak zapowiedział przez meczem w Lubinie Jozak: – W szczytowej formie będziemy za miesiąc.

Jaki jest pomysł Jozaka na Legię? Dużo klepania piłką, podania wymieniane bardzo szybko, zmiana pozycji, ruch na boisku. W defensywie siła i pewność, w ofensywie fantazja, odwaga, młodość i szybkość. A wszystkim – do kupy biorąc – piłka ma nie przeszkadzać w grze. Technika to podstawa, a walka to obowiązek. To się da oglądać, prawda?
Zagłębie zaczęło bardzo ostrożnie, żeby nie powiedzieć – jak na gospodarza – bojaźliwie. Stało się tak pewnie dlatego, że Legia od początku pokazała dużą jakość piłkarską. Mistrzowie Polski klepali piłką przed nosami rywali z taką pewnością siebie, że wydawało się, iż tym tupetem wręcz onieśmielają zawodników Zagłębia.
Wtedy w poczynaniach gospodarzy trudno było się dopatrzeć jakiegoś wyrafinowanego pomysłu na grę. Z prawej strony próbował wrzucać piłkę w pole karne Alan Czerwiński, ale nie dość, że był to futbol mało wyszukany, to jeszcze skazany na niepowodzenie. Dlaczego? Bo wraz z Williamem Remym do Legii przyszła też jakość piłkarska i siła w jednym. Francuz to kawał chłopa, wygrać z nim walkę w powietrzu – niemal niemożliwe. A przy tym nie ma kłopotu z grą w piłkę. To być może najistotniejsze wzmocnienie Legii tej zimy. Czech Jakub Mares – też przecież kawał byka – zupełnie przy Francuzie nie pograł. Całą pierwszą połowę. Bo w drugiej, przy golu na 1:1  Czecha pilnował – nieudanie – Pazdan.

Kto się w Legii pokazał z dobrej strony?
Sebastian Szymański jeszcze pół roku temu dopiero rokował, był jeszcze nieopierzonym kurczakiem, z którego wszyscy się cieszą jeśli tylko się nie przewala o własne nogi. Już wtedy miał odwagę w ofensywie, ale teraz to gra już naprawdę śmiało i pewnie. Jozak na niego stawia, Legia będzie miała z niego pociechę i drogo go sprzeda. Szkoda, że po kopnięciu w staw skokowy musiał opuścić boisko z bólem kolana – niestety! –  już w przerwie. Zastąpił go Eduardo, który zaliczył występ, powiedzmy, dyskretny, ale swoje też zrobił – wywalczył karnego w ostatniej akcji. Na razie wystarczy.
Na kilka ciepłych słów zasłużył też Domagoj Antolić. Chorwat to jest piłkarz gotowy do gry na już, na teraz. Ma jakość piłkarską, ma pewność siebie, ma doświadczenie. Dobry technicznie, a przy tym waleczny. Umie piłkę przejąć, umie odebrać, umie celnie podać. Takiego faceta w środku pola Legia potrzebowała.
Zaskoczył pozytywnie także Chris Philipps. Zawodnik jeszcze młody, ale niezmanierowany, solidny, nie traci głupio piłki. Nie ma w klubie Jodłowca, nie ma Moulina, nie zagrał Kopczyński i co? I nikt w Legii z tego powodu nie płacze.

Do sędziego Złotka trudno mieć pretensje o dwa rzuty karne. Problem z tym arbitrem jest inny. On tak czuje grę, jak jego promotor – prezes Boniek – polską ortografię.
Prosty przykład: Eduardo dostał kopa w kolano. Sędzia Złotek stoi pięć metrów od zdarzenia, patrzy jak sroka w gnat i… nie gwiżdże. Ki czort?
Chyba tak to już jest, że sędziowania i ortografii trzeba się uczyć za młodu, kiedy umysł jeszcze jest chłonny. Niektóre przypadki – w obu dziedzinach – pozostają niestety beznadziejne.

  • ursynów

    Nie wiem jak czuje prezes Boniek polską ortografię, ale sędzia Złotek to facet po przejściach. Jak sam przyznał, w trakcie sędziowania meczu w Katowicach stracił przytomność, po trafieniu go w głowę serpentyną(ponoć w środku serpentyny była bateria).To wyjaśnia wszystko,Panie Redaktorze, facet trafiony baterią ukrytą w serpentynie,rozładował się,bo miał zwarcie na zwojach mózgowych.Od tego momentu sędziuje strasznie ch…o.No a Legii to już tragedia – vide mecz z Koroną.Ma Pan rację,gość nie czuje gry,gość stracił węch do piłki nożnej,ale i w piłce nożnej są Obajtki. Co do samego meczu- to Legia ja to Legia, trochę olała w II połowie grę, W pierwszej grał dobrze,a później miała przestoje.Nie raz pisałem, że warto stawiać na Niezgodę.Chłopak pokazał,że ma smykałkę do gry już w Wiśle Puławy.A Legia szukała wynalazków, Necidy, Sadiki,Chukwy,etc.Nowe nabytki mogą być dużym wzmocnieniem,natomiast martwię się o Pazdana. Facet po każdym niezrealizowanym transferze,gra rozkojarzony, niedbale,bez polotu, a ręce to powinien sobie wkładać w …? Pierwsze koty za płoty, myślę,że będzie dobrze.

  • zgubek

    Jarosław – Legię zbaw.Dziwny jest ten świat, w Legii twarzą dobrych zmian kadrowych jest Jarosław Niezgoda.W świecie polityki to inny Jarosław.Wolę niezgodę w Legii, niż zgodę z prezesem.Ale cieszę się,że Legia pokazała charakter, A Arek Malarz i jego szarża na sędziego z pretensjami(zresztą słusznymi) pokazuje,że chłopaki z Łazienkowskiej łatwo skóry nie sprzedadzą.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli