„Ojrzyński jeszcze się nie skończył”. No to liczymy, że wstydu w pucharach nie będzie

Autor wpisu: 8 lipca 2017 12:16

W krótkim czasie dokonał czegoś, na co inni pracują latami. Oczywiście przy ogromnej dozie szczęścia, ale przecież temu szczęściu trzeba umieć pomóc. Arka pod jego wodzą utarła nosa Lechowi (Puchar Polski), Legii (Superpuchar), no i odwiecznemu rywalowi, czyli Lechii, która europejskie puchary znów obejrzy sobie w telewizji. A, i jeszcze w międzyczasie zdołała utrzymać się w ekstraklasie. – Musimy teraz trochę ochłonąć. No i trzeba zejść na ziemię – mówi Leszek Ojrzyński.

Ojrzyński, trzeba to przyznać wprost, perfekcyjnie wykorzystał czas, jaki dostał w Arce. Ze stuprocentową skutecznością. Zapytajcie, jakim cudem Arka wygrała finał Pucharu Polski z Lechem, wciąż dostaniecie taką samą odpowiedź: „No właśnie, cudem”. Z Legią co prawda nie wygrała, ale przecież nie musiała. Wystarczyło nie przegrać. A w karnych wiadomo już było, na kim ciążyć będzie większa presja i z dużym prawdopodobieństwem można było zakładać, że to gospodarze tej presji nie dźwigną.
Cudotwórca? Bez przesady. Ale po klapie w Górniku wrócił na trenerską karuzelę z przytupem i pokazał, że „Ojrzyński jeszcze się nie skończył”.

Jego trenerska dewiza wciąż jest ta sama – nie pękamy przed nikim. – Drużna nie przestraszyła się Legii, co było widać. Mecz oceniam bardzo dobrze – powiedział po spotkaniu na Łazienkowskiej.
Dokładnie to samo było w maju na Narodowym: „Nie przestraszyliśmy się Lecha…”. Proszę, jakie to wszystko proste – wystarczy trochę odwagi i już.

Zespoły Ojrzyńskiego grają piłkę prostą jak drut i tu również nic się nie zmienia. Nie wiem, czy pamiętacie Arkę, która w poprzednim sezonie wygrała z Legią w Warszawie 3:1. To był chyba najlepszy mecz zespołu z Gdyni od lat, prowadzonego jeszcze wówczas przez Grzegorza Nicińskiego. Owszem, Legia była wówczas w trochę innym piłkarskim świecie, ale w niczym to nie umniejsza tego, jak świetnie zagrała wtedy Arka. To się oglądało z wypiekami na twarzy – znakomite dynamiczne akcje, ciąg na bramkę z każdego strony, pomysł, realizacja – wszystko zadziałało.

Po tamtej Arce zostało tylko wspomnienie. Ta już nie gra tak otwarcie i z fantazją, ale to nie znaczy, że gra źle. Krzywdzące byłoby napisanie, że Arka wygrała ten Superpuchar fartem. Miała pomysł na ten mecz, konsekwentnie go realizowała, ale też – jak mówił Ojrzyński – nie przestraszyła się rywala, tylko na tyle, na ile było ją stać, próbowała go dręczyć. A że przy okazji dzień konia miał Pavels Šteinbors, no to efekt był dla Arki więcej niż zadowalający.
Ten Šteinbors dotychczas pamiętany był głównie z kompromitującej akcji w rewanżowym półfinale Pucharu Polski Arki z Wigrami, gdy dał sobie strzelić tego gola (co o mały włos skończyłoby się dla Arki odpadnięciem z tych rozgrywek):

Tym razem winę odkupił. Przy Łazienkowskiej bronił znakomicie, już w pierwszej połowie wyciągnął kilka takich piłek, że jak by ich nie wyciągnął, to nikt nie miałby do niego o to pretensji. No a potem w karnych postawił kropkę nad i. Ojrzyński od początku swojej pracy w Gdyni konsekwentnie stawia na Łotysza, a ten odpłaca się za to w najlepszy możliwy sposób.

Z bardzo dobrej strony pokazał się też Patryk Kun. To młody chłopak ściągnięty latem ze Stomilu Olsztyn. Przed nim duża przyszłość, trzeba go jeszcze tylko trochę podszlifować. W ubiegłym sezonie był jednym z najlepszych skrzydłowych w pierwszej lidze, a w piątek parę jego pojedynków z Adamem Hlouskiem pokazało, że spokojnie zasłużył na szansę w ekstraklasie. To, jak kilka razy zakręcił Czechem, przedzierał się jego stroną, wyprzedzał go, niezbicie dowodzi też, że Hlouskowi do wysokiej formy daleko. Ale to nie zmienia faktu, że na Kuna warto zwracać uwagę.

Arka gra swoje – bez strachu, ale i bez fajerwerków. Na razie wystarczyło na to, by utrzeć nosa Lechowi, Legii i… Lechii. Starczy na przyzwoitą postawę w el. Ligi Europy? Złośliwi przekonują, że zespół Ojrzyńskiego zagra w nich dwa mecze – pierwszy i ostatni. Jesteśmy trochę większymi optymistami. I mamy wielką nadzieję, że wstydu nie będzie. Byle tylko Ojrzyńskiemu udało się uporać z tym, co o mało nie zabiło Arki w maju. – Trzeba zrobić wszystko, by tym razem nie złapać zadyszki. Szacunek dla nas, ale nie chcemy, żeby powtórzył się scenariusz z maja, gdy zbyt dużo czasu zajęło nam, by po wygraniu Pucharu Polski złapać odpowiedni rytm – przyznał.
Stąd to jak najszybsze zejście na ziemię.

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli