„Niko, zrobiłeś tu kawał dobrej roboty”

Autor wpisu: 19 grudnia 2016 09:57

Nemanja Nikolić pożegnał się z Legią w wielkim stylu – trzema golami strzelonymi Górnikowi Łęczna. Po spotkaniu spotkał się z dziennikarzami. Widać było, że bardzo emocjonalnie podchodzi do rozstania z klubem z Łazienkowskiej.

Jaka jest na dzisiaj twoja sytuacja? Pożegnałeś się z kibicami i kolegami, czyli masz już nowy klub?
Na 100 procent nie mogę tak powiedzieć, bo jeszcze nie podpisałem kontraktu z nowym klubem. Ale – szczerze mówiąc – zamierzam to niebawem zrobić, bo jest konkretna oferta, bardzo zresztą dobra, zarówno dla mnie, jak i dla Legii. Myślę, że wspólnie zaakceptujemy tę propozycję, choć pozostały małe szczegóły do dogadania.

Możesz ujawnić, o jaki klub chodzi? Albo przynajmniej potwierdzić kierunek, w którym się wybierasz? Mówiło się sporo o Chinach i amerykańskiej MLS…
Nie chcę jeszcze o tym mówić, bo dopóki nie ma podpisu, to formalnie pozostaję zawodnikiem Legii. Proszę o trochę cierpliwości, sprawa się wyjaśni w ciągu jednego, dwóch dni.

Po pierwszym golu strzelonym Górnikowi Łęczna pocałowałeś znaczek Legii na swojej koszulce. Czym dla ciebie jest z klub z Łazienkowskiej?
Spędziłem tu półtora roku i był to dla mnie bardzo udany czas. Zdobyłem tu wszystko, co mogłem zdobyć: mistrzostwo, Puchar Polski i tytuł króla strzelców. Dzięki dobrej postawie w Legii pojechałem z reprezentacją Węgier na mistrzostwa Europy, a na koniec zagrałem w Lidze Mistrzów. Dobry był nie tylko ten pierwszy sezon w Legii, choć wy – dziennikarze, często tak pisaliście, znajdując powody do krytykowania mnie. Chyba nie było to wobec mnie sprawiedliwe, bo przecież tych goli w tym sezonie też strzeliłem sporo. A mówi się tak, że ten drugi sezon w nowym klubie jest zawsze trudniejszy niż pierwszy. Udowodniłem, że w tym drugim sezonie strzelam gole tak samo jak w pierwszym. Wtedy miałem o tej porze roku chyba 21 goli, a teraz mam ich 18 albo 19 – nawet nie wiem – więc to jest ten sam poziom. W gazetach można było czasem przeczytać, że teraz mi tak dobrze nie idzie, ale także dziennikarzom pokazałem, że ta skuteczność w pierwszym moim sezonie w Legii to nie była jedynie kwestia tego, że miałem farta. Zawsze chciałem się rozwijać i zawsze chciałem, żeby Legia odnosiła sukcesy. I to się udało. Jeśli teraz odejdę, to z jednej strony będzie mi smutno, ale z drugiej będą także dumny z tego, co w tym klubie osiągnąłem. Ten hat-trick z Górnikiem też był ważny, bo być może to moje ostatnie trafienia na Legii. Trzeba przyznać, że wyszło nam to spotkanie, układała nam się w nim gra od początku do końca. Zagraliśmy bardzo zespołowo, mimo że to ja akurat strzeliłem trzy gole. No, ale taka jest rola napastnika, tego się ode mnie oczekuje. Myślę, że Legia zawsze będzie potrzebowała napastnika ze skutecznością taką jak moja. W Legii jest zawsze duża presja na strzelanie goli i wygrywanie meczów i napastnik, który chce tutaj grać, musi sobie z tym poradzić. Legia potrzebowała takiego typu napastnika jak ja, a ja takiego klubu jak Legia, żeby wypracować swój własny styl gry.

Czy w Legii jest ktoś, kto może cię od razu zastąpić?
Tak, Aleksandar Prijović jest takim napastnikiem. Ma odpowiedni charakter, silną osobowość i wystarczające umiejętności, żeby to zrobić. Jest jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie. Na pewno może zostać najlepszym strzelcem ligi. Uwielbiałem grać razem z nim, to fantastyczny partner na boisku i dobry przyjaciel. Wiem, że też ma ofertę transferu z Legii, ale to nie powinno nikogo dziwić, bo grał tu bardzo dobrze. Nawet jeśli odejdzie, to dział skautingu znajdzie kogoś odpowiedniego na jego miejsce, bo w klubie pokazali, że potrafią to robić.

TUTAJ o ofercie dla Prijo

Jeśli to było twoje ostatnie spotkanie w Legii, to było pożegnanie jak marzenie. Trzy gole, owacja na stojąco, podziękowania od kibiców, uściski od kolegów i od legendy klubu – Lucjana Brychczego. Wzruszający moment.
Futbol jest taki, że nagradza tych, którzy chcą ciężko pracować na swoje sukcesy i wierzą w to, co robią. Ja w Legii uczciwie pracowałem przez półtora roku i kibice to widzieli. Zawsze dawałem z siebie 100 procent. Raz grałem lepsze mecze, raz gorsze, ale to normalne. Nikt jednak nie może powiedzieć, że nie walczyłem za ten klub. Ale takie jest życie, że czasem pojawia się propozycja i trzeba z niej skorzystać. Cieszę się, że ten ostatni mój mecz przypadł w idealnym momencie, gdy cały zespół jest w znakomitej formie.

Masz w Legii imponujące statystyki, ale w meczach Ligi Mistrzów przypadała ci rola jedynie rezerwowego. Czy tym hat-trickiem chciałeś udowodnić wszystkim, że zasługiwałeś na coś więcej?
Zagrałem dobry mecz i pokazałem, że moje miejsce jest na boisku. Ale nie mogę być zły na ten klub i nie mogę mieć pretensji do trenera za to, jakie podejmował decyzje, bo relacje, jakie wiążą mnie z Legią, są bardzo silne.

Na sam koniec pojawiły się łzy w twoich oczach, ciężko się rozstawać z Legią…
Ciężko, bo dużo tu osiągnąłem, było wiele sukcesów, strzeliłem mnóstwo bramek. Po takim gorącym pożegnaniu mam w głowie mały mętlik, ale takie jest życie i czasem trzeba podejmować trudne decyzje. W futbolu nie zawsze można poczekać. Liczy się to, co jest tu i teraz. Nigdy nie możesz mieć pewności, że to jest ten właściwy moment, żeby zmienić klub. Ale jeśli teraz odejdę, to odejdę szczęśliwy i dumny z osiągnięć z Legią. Te półtora sezonu bardzo szybko minęło, będzie mi brakowało tego miasta, tego stadionu i tych kibiców. Jestem Legii wdzięczny, klub zawsze mnie wspierał, w każdej sytuacji. Dlatego chcę podziękować prezesowi Leśnodorskiemu i dyrektorowi sportowemu Michałowi Żewłakowowi, bo mogłem na nich liczyć. Zawsze we mnie wierzyli. Dziękuję. Dlatego teraz decyzję co do mojej przyszłości podejmujemy razem. Dostałem zielone światło na transfer, choć klub od razu powiedział, że to ode mnie zależy, czy chcę odejść, czy zostać. O propozycji dla mnie rozmawiamy od dwóch tygodni, a mnie najbardziej cieszy to, że nie straciłem przez to koncentracji, mentalnie byłem cały czas skupiony na moich zadaniach na boisku.

Co czułeś, gdy żegnał cię cały stadion owacją na stojąco?
Słyszałem, jak ludzie skandują moje nazwisko i było to bardzo miłe. Powiedziałem w myślach sam do siebie: „Niko, zrobiłeś tu kawał dobrej roboty”, bo przecież nie każdy zawodnik jest w ten sposób żegnany w klubie. Kibice docenili to, co zrobiłem dla Legii, a przecież jestem tu zaledwie półtora roku. Zanim trafiłem na Łazienkowską, słyszałem wiele o kibicach Legii, ale mimo wszystko nie wyobrażałem sobie, że panuje tu aż taka atmosfera. To, co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Cieszę się, że mogłem grać dla takich kibiców.

Miro Radović odszedł z Legii, ale półtora sezonu później do niej wrócił. Czy tak samo może być w twoim przypadku?
Radović jest wielką legendą tego klubu. Legia to jest jego dom. On tu się czuje najlepiej, tu go kochają kibice, tu podziwiają koledzy z drużyny. Ma duży szacunek w całym klubie, od gabinetów szefów Legii, po naszą szatnię. To jego miejsce. On potrzebuje Legii, a Legia jego. Spędził tu 9 lat, a ja półtora sezonu. Trudno te sytuacje porównywać. Zawsze jednak z przyjemnością tu wrócę, żeby obejrzeć jakiś mecz, czy żeby odwiedzić kolegów.

Który moment z pobytu w Legii zapamiętasz najbardziej?
Mecz z Pogonią Szczecin na Łazienkowskiej na koniec ubiegłego sezonu, po którym mogliśmy celebrować mistrzostwo Polski. To było najważniejsze.

Rozmawiał i notował Dariusz Tuzimek

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Lubię takie wywiady,Niko to fajny grajek jest.Szkoda,że żegna się z Łazienkowską.Trudno będzie go zastąpić.Przyzwyczailiśmy się do brodatego węgro-chorwata.A przyzwyczajenia są jak dobrzy snajperzy.A takim Nikolić był w Legii.Ludzie go cenili,a przecież kibic Legii to wybredny jest nieprawdaż?Ja się przyzwyczaiłem do tego instynktu strzeleckiego jaki drzemał w tym facecie.Zobaczymy jak szybko znajdzie się jego następca, oby jak najszybciej.
    Jest ponoć taka wśród wojskowych maksyma,,,przed snajperem nie uciekaj,bo umrzesz z wycieńczenia”.Parafrazując to nieco brutalne powiedzenie,przed Nikolicem trudno było uciec, on strzelał jak rasowy snajper- bardzo celnie. Niko- powodzenia.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli