Z Niezgodą i Sanogo do Ligi Mistrzów? Oj, może być ciężko… W ataku Legia nadal jest naga

Autor wpisu: 7 lipca 2017 23:16

Legia potrzebuje snajpera. I to – jak mówią – na gwałt. Takiego, który nie tylko będzie strzelał gole, ale przy okazji robił z obrońców i bramkarza rywali najbardziej zapracowanych facetów na boisku, poprzestawia ich, kiedy trzeba, ale i wypracuje okazje kolegom. Snajpera, no może nie idealnego, bo na takiego Legię póki co nie stać, ale godnego walki o Ligę Mistrzów. Jarek Niezgoda i Vamara Sanogo to za mało. Cholernie za mało. No niby jest jeszcze Chima Chukwu. Ale to przecież i tak nic w tym temacie nie zmienia.

Niezgoda wyszedł na Arkę w pierwszym składzie i wytrzymał na boisku niecałą godzinę. A w zasadzie tyle wytrzymał Jacek Magiera, dopóki nie stwierdził, że w tym spotkaniu z Niezgody nic nie będzie. Tomek Łapiński, współkomentujący ten mecz w Polsacie, podsumował występ naszego młodzieżowego reprezentanta słowami: „nie było źle, miał kilka okazji”…
Otóż było źle i nie ma co owijać w bawełnę. Niezgoda to bardzo zdolny chłopak, ale przypuszczanie, że zbawi dziś atak Legii, jest zdecydowanie przedwczesne i na wyrost. Może gdyby w tej Legii pograł całą poprzednią rundę, byłoby lepiej. No, ale nie pograł, choć i on, i Legia miałaby z takiego obrotu sprawy same korzyści. Dziś Niezgoda musi się dopiero Legii nauczyć, a i Legia musi się nauczyć Niezgody. Niewykluczone, że to będzie snajper na miarę gry nie tylko w tym klubie, ale na razie sprawia wrażenie piłkarza… znokautowanego.
I w zasadzie trudno się dziwić, biorąc pod uwagę to wszystko, co w ostatnich miesiącach przeszedł. Degrengoladę i spadek z Ruchem, koszmarny występ młodzieżówki na EURO U-21, no i wyjątkowo krótki urlop. Widać, że chłopak musi odzyskać radość z gry, bo długimi momentami sprawiał wrażenie, jakby na boisku był za karę. Obrońcy Arki nie mieli z nim najmniejszego problemu. Niezgoda to na dziś absolutnie nie jest materiał na napastnika numer jeden – takiego, który pociągnie Legię do Ligi Mistrzów.

Jeszcze trudniej pokładać nadzieję w Vamarze Sanogo. Francuz zadebiutował wreszcie w barwach Legii i powiemy szczerze, mimo iż jesteśmy fanami talentu Vamary, byliśmy przekonani, że ten debiut nie wypadnie jakoś olśniewająco. Pół roku temu, gdy Sanogo przechodził z Sosnowca na Łazienkowską, wspominaliśmy, że to może być bardzo udany transfer Legii, bo chłopak piłkarskim potencjałem bije na głowę wszystkich pierwszoligowych snajperów (a kilku całkiem niezłych w niej grało): „Możemy to napisać z czystym sumieniem, bo jesienią pierwszą ligę obserwowaliśmy bacznie i nie uszło naszej uwadze, jaką perełkę ściągnęło w sierpniu Zagłębie. To oczywiście nie oznacza jeszcze, że Sanogo swój potencjał potwierdzi w Warszawie, ale ryzyko w tym przypadku raczej nie jest tak duże, by się nie skusić”.
To piłkarz, który może odgrywać w zespole Magiery podobną rolę do tej, jaką odgrywał Prijović. Problem jest tylko taki, że najwcześniej za kilka miesięcy. Bo przecież od ponad pół roku nie grał w piłkę – musiał przejść zabieg kolana i całą rundę wiosenną spędził na rehabilitacji.
Tak więc on, nie dość, że podobnie jak Niezgoda – dopiero musi nauczyć się Legii, to jeszcze zajmie mu trochę czasu powrót do formy, którą prawie rok temu imponował w Zagłębiu. W meczu z Arką trudno było zauważyć choć jedną akcję, w której by się wyróżnił.
Obaj zresztą – i Sanogo, i Niezgoda – to jeszcze młode chłopaki, po 22 lata. Z doświadczeniem na takim poziomie niemal zerowym. Liczenie na to, że pociągną legijny atak do Ligi Mistrzów jest cholernie ryzykowne. Na dwumecz z Mariehamn powinno wystarczyć, ale w kolejnej fazie już niekoniecznie. Tym bardziej że mocno „oberwała” Legia w ostatnim czasie na jakości w drugiej linii (brak Vadisa i Radovicia).

Do II rundy el. Ligi Mistrzów zgłoszony jest jeszcze „ten trzeci”, czyli Daniel Chima Chukwu. Jego w meczu z Arką nie zobaczyliśmy. Nie wiemy czy to dobrze, czy źle, ale coś nam mówi, że pokładanie w Chimie Chukwu nadziei na awans do fazy grupowej Champions League to jak pokładanie nadziei we Wróżce Zębuszce.

Legia musi znaleźć napastnika pokroju Nikolicia albo Prijovicia. A najlepiej takich dwóch. Im szybciej, tym lepiej. Bo sam Malarz, jak pokazał mecz z Arką, może nie wystarczyć.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • znużony

    Czy pamiętacie jak „eksperci” jechali po Nikoliću po pierwszych meczach? Że się nie nadaje do Legii, że ciągle jest na spalonym, że w naszej silniejszej od Węgierskiej lidze sobie nie poradzi.
    Niezgoda wczoraj mi się podobał. To czywiście nie znaczy że zagrał świetny mecz ale ten chłopak pokazał kilka cech które dobrze mu rokują. Jest dosyć szybki, nie pali sie psychicznie, dużo widzi i ma zmysł do gry kombinacyjnej. No i instynkt strzelecki, co pokazał w na razie w Ruchu.
    Uważam że powinien przejść ewolucję podobną do Lewandowskiego w Borussi gdzie Klopp „cofnął” Lewego i kazał mu również rozgrywać piłkę a nie tylko czyhać w polu karnym.
    Według mnie będą z niego ludzie.

  • znużony

    „Legia musi znaleźć napastnika pokroju Nikolicia albo Prijovicia”

    Czy autor widział Prijovića jak przyszedł do Legii? Ja widziałem, specjalnie pojechałem na sparing żeby go zobaczyć. To ze się nie rozumiał z zespołem to jedno ale on wyglądał słabo, ani nie błyszczał techniką, ani szybkością ani walecznością. Byłem rozczarowany.
    Ale potem się wyrobił.
    Niezgoda jest zawodnikiem większego „pokroju” niż Prijović

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli