Niezgoda gra o mistrza, mundial i przebicie transferowego sufitu

Autor wpisu: 15 lutego 2018 13:33

Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, kto z młodych Polaków w Lotto Ekstraklasie jest najbardziej „top” i „hot”, po pierwszej kolejce 2018 roku chyba musiał się ich pozbyć. Jarosław Niezgoda meczem przeciwko Zagłębiu Lubin postawił się na czele wszelkich zestawień tego typu. Prezes Dariusz Mioduski już mówi o kwocie, która zadziwi wszystkich, gdy przyjdzie do transferu tego piłkarza.

Po jednym meczu? Nie, Niezgoda oczywiście nie jest „piłkarzem jednego meczu”. Konfrontacja w Lubinie, gdzie strzelił dwa gole, zaakcentowała tylko bardzo mocno, jak dynamicznie i konsekwentnie się rozwija, choć jeszcze wiele przed nim do poprawienia – to oczywiste. Już wiosną domagano się w Warszawie jego powrotu na Łazienkowską widząc w nim – zupełnie słusznie, jak się okazało – lekarstwo na nieskuteczność linii ataku mistrzów Polski łatanej przez drogiego i bezproduktywnego Tomaša Necida.
Jesienią Niezgoda, zgodnie z życzeniem fanów, na Łazienkowską wrócił i bez problemu udźwignął ciężar oczekiwań. W 16 meczach ligowych strzelił 9 goli, a do tego po prostu fajnie się prezentował. To typ napastnika, którego kibice są w stanie polubić.
Zima na Florydzie i w Hiszpanii to kolejne nauki i postępy Jarka – bez wątpliwości. Jeśli ktoś bacznie śledził sparingi legionistów, zaskoczeniem w meczu z Zagłębiem nie mógł być lekki retusz boiskowych zachowań młodego napastnika. Romeo Jozak treningiem i ustawieniem na boisku dodał mu dynamiki, wymusił większą wszechstronność i elastyczność w zmianach pozycji w czasie gry – z „9” na skrzydło czy nawet z wycofaniem w niektórych fazach meczu do środka pola i pracą w defensywie. Nie zabijając przy typowego dla Niezgody „żądlenia”.

Każdy krok w karierze Niezgody okazywał się dotąd korzystnym. Przeniesienie w wieku juniora do Wisły Puławy, zainteresowanie Legii i pierwsze próby na Łazienkowskiej, wypożyczenie do Ruchu Chorzów, wreszcie powrót do Legii.
Dziś Jarkowi Niezgodzie wróży się jeszcze lepsze dni, bo chłopak piłkarsko rośnie jak na drożdżach. A na dodatek zdaje się mieć w sobie duże pokłady pokory, a tylko to jest gwarantem dalszego rozwoju.
– Można powiedzieć, że częściej słucham, niż mówię. Taki już jestem, że nie potrzebuję być w centrum uwagi. Tak to zapewne często wygląda z boku, również z perspektywy trenera, że prawie każdy ma coś do powiedzenia, a ja zazwyczaj siedzę cichoprzyznał nam niedawno, tłumacząc także, ile jeszcze elementów gry wymaga u niego poprawy. A wciąż, mimo wszelkich pochwał, jest ich niemało.

Dziś już głośno o tym, czy Niezgoda dobrymi meczami w lidze zasłużył sobie na próby na wyższym szczeblu – w reprezentacji Polski. Nie wahał się o tym publicznie wypowiedzieć się Romeo Jozak, choć trenerzy klubowi z reguły głosu w takich sprawach nie lubią zabierać. A sam piłkarz nie wydawał się tym być przytłoczony. – Takie hasła nie przeszkadzają i nie peszą. Widać, że trener jakiś potencjał we mnie dostrzegł i w związku z tym pokłada we mnie nadzieje. To budujące i motywujące, kiedy piłkarz może przeczytać czy usłyszeć od swojego szkoleniowca słowa, które świadczą o tym, że ten w niego wierzy. Zdecydowanie odbieram to na plus – komentował we wspomnianej rozmowie.

Dziś pomysł „Niezgoda na mundial” nie wydaje się wcale wariackim, a całkiem realnym. Zwłaszcza jeśli piłkarz będzie potwierdzał się w kolejnych meczach. Taki awans to także – nie ma co ukrywać – kolejny skok jakościowy w rankingu transferowym.
W wywiadzie dla tygodnika „Piłka Nożna” ostatnio prezes Dariusz Mioduski podpytywany o wycenę Niezgody stwierdził: „A zobaczycie jeszcze, za jakie pieniądze Legia sprzeda kiedyś Jarka Niezgodę. Ja wiem, że niektórzy wciąż go nie doceniają, ale ten chłopak ma niesamowity potencjał. Zdaję też sobie sprawę, że ma kilka słabości. Ale słucha, uczy się. Robi postęp. Strzeli kilka goli na wiosnę i będzie gwiazdą ligi. Jeśli nie w tym, to w przyszłym roku będą na niego oferty za bardzo duże pieniądze”.
Co to są „duże pieniądze”? Dziś to tylko spekulacja, ma się rozumieć. W grudniu cytowaliśmy prezesa, gdy wspominał o 5 milionach euro. Dziś chyba jemu samemu ta kwota wydaje się już zbyt niską. Radykalnie zbyt niską! Jeśli Lech Poznań sprzedał Jana Bednarka do Southampton za około 6 milionów euro plus bonusy, jeśli Robert Gumny był bliski transferu do Borussii M’gladbach, która gotowała była zainwestować w młodego obrońcę około 8 milionów euro, to… Niezgoda regularnie strzelający gole (to warunek, ma się rozumieć) może przebić pułap 10 milionów euro. I to nie są transferowe gruszki na wierzbie. To logiczne zestawienie kwot, jakie ostatnio zostały podyktowane za młodych polskich piłkarzy, i jakie krążą za bramkostrzelnych, młodych graczy ataku.
Pamiętajmy, że Bednarek czy Gumny to obrońcy, za których (to nie reguła, ale średnia statystyczna) kluby jednak są mniej skłonne do wykładania większych pieniędzy niż za napastników. Przekonywać chyba nie trzeba, że dodatkowo wartość Niezgody podniosłoby powołanie do reprezentacji Polski (zwróćmy uwagę, że Gumny jeszcze w niej nie zagrał, Bednarek miał dotychczas tylko okazję symbolicznego debiutu, co kontrahentów nie zniechęcało do oferowania wysokich kwot).

6 milionów euro, 10, a może… 15? Pożyjemy, zobaczymy. Nam może się w głowie zakręcić od tych kwot, byle nie zakręciło się samemu piłkarzowi.
Dla Legii najważniejsze, że ma napastnika-perełkę, o którego dalszy rozwój trzeba dbać i który – nim z Warszawy wyfrunie – jeszcze na Łazienkowskiej parę ważnych rzeczy powinien zrobić.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli