Necid i Chukwu muszą uważać, żeby nie stali się niepotrzebni

Autor wpisu: 12 marca 2017 21:07

Czy Legia może grać nawet całą wiosnę bez klasycznej „dziewiątki” na środku ataku? Może. Na siłę może. Czy Legia aby na pewno się już przełamała, przebudziła i kryzys ma za sobą? Życzeniowe myślenie. Mecz w Lubinie sprzed tygodnia nie był na to dowodem, a i spotkanie z Wisłą pokazało, że zespół z Łazienkowskiej ma w swojej grze długie przerwy w dopływie prądu. Gospodarze byli lepsi, wygrali zasłużenie, ale jakby się to skończyło remisem, to pretensje mogliby mieć wyłącznie do siebie.

Wisła zostawiła w Warszawie dobre wrażenie. Organizacja gry, determinacja, solidność. Brak jej takiej jakości, jaką Legii dają choćby Odjidja-Ofoe, Radović czy Guilherme. Gwiazdy Wisły są już nieco przyblakłe (Boguski, Głowacki, Małecki, Stillić), ale ta drużyna nadal gra w piłkę. Można się tylko zastanawiać, jak by zespół z Krakowa wyglądał na Łazienkowskiej, gdyby Kiko Ramirez mógł skorzystać z Pawła Brożka lub Zdenka Ondraska. W Wiśle – klubie, w którym trener jest znikąd, pani prezes jest znikąd, a właściciele nie wiadomo skąd – to piłkarze są tym najbardziej stabilnym elementem. Starzy, ale jarzy. Mistrzostwa nie zdobędą, ale spaść też nie powinni.
A co pokazała Legia?
Ten sam pomysł, który widzieliśmy już w meczu z Zagłębiem, czyli Radović w ataku. Jak wyszło? Poprawnie, choć szału nie ma. Ale na pytanie, czy lepiej byłoby z Necidem lub Chukwu, mało kto odpowie twierdząco. Trudno się dziwić, że nie ma do nich zaufania, bo na zaufanie trzeba zapracować.
Necid i Chukwu kontuzjowani? Kibice Legii mówią: A niech się leczą jak najdłużej!
I trudno się takim opiniom dziwić. Obaj sprowadzeni zimą napastnicy Legii mało grają, a jeśli już, to są nie tylko nieskuteczni, ale nawet nie są w stanie wypracować sobie sytuacji bramkowych. Trudno nie odnieść wrażenia, że Nigeryjczyk od początku nie wzbudził zaufania u Jacka Magiery, a Czech stopniowo je tracił. Nie wiem, na ile poważne są te ich kontuzje, ale wydaje mi się, że trener Legii i tak by z nich nie skorzystał. Raczej zalecił im obu pracę nad sobą i obiecał powrót do składu, gdy będą już lepsi od tych, których ma w drużynie. Jak na razie Necid i Chukwu takimi nie są. Są nieobecni i muszą uważać, żeby nie stali się niepotrzebni.
Czy Legię boli to, że nie ma klasycznej „dziewiątki”? Na razie nie, bo ma – jak to określił w komentarzu Maciej Murawski – cztery „dziesiątki”!
Każdy z ofensywnego kwartetu: Radović, Hämäläinen, Odjidja i Guilherme, może zagrać na każdej pozycji w atakującej formacji i będzie się czuł na miejscu. Duża ruchliwość i wymienność wspomnianej czwórki sieje sporo zamieszania w liniach defensywnych rywala. Legioniści sporo klepią z pierwszej piłki, pokazują się na wolnym polu i grają w tempo. Tak padł gol Radovicia i tak w doskonałej sytuacji znalazł się Hämäläinen, którego uderzenie na początku spotkania znakomicie obronił Łukasz Załuska. W drugiej połowie, też dzięki takiej akcji, głową na bramkę uderzał Fin.
Jeszcze raz okazało się, że w futbolu ważniejsze od centymetrów i kilogramów, jakie oferuje klasyczna „dziewiątka”, jest to, czy ktoś umie grać w piłkę, czy nie umie. Legia ma przewagę takich piłkarzy, którzy umieją.
Nawet jeśli Ofoe miał słabsze momenty – jak na niego oczywiście – i częściej tracił piłkę, to i tak potrafi zrobić kilka takich akcji, że szczęka opada. Radović to Radović, swoje strzeli, swoje zrobi. A jednak jeśli Legia chce walczyć o mistrzostwo Polski – z silną na dziś konkurencją – potrzebuje więcej jakości także od pozostałych piłkarzy.
Warto odnotować, że w końcu na Łazienkowskiej pokazał się Dominik Nagy. Węgier – co do którego oczekiwania były duże – jeszcze nie zdążył zrobić nic istotnego, ale jest to charakterystyczne podejście Jacka Magiery: zawodnik pokazał się z dobrej strony w rezerwach, trzeba dać mu „marchewkę” w postaci kilku minut w pierwszej drużynie. Dokładnie w ten sam sposób do kadry Legii trafił Michał Kopczyński.
Jeszcze jeden drobiazg. Choć może to wcale nie drobiazg, a w sumie poważna sprawa. Ivica Vrdoljak – o czym szerzej piszemy TUTAJ – został przed niedzielnym meczem uroczyście pożegnany przez Legię. Wielkie słowa uznania dla kierujących Legią za to, że potrafili wznieść się ponad osobiste urazy wobec Chorwata. W takich chwilach – kiedy kontrakt już dawno rozwiązany, a temperatura sporu ostygła – warto pokazać klasę, zapomnieć, co było złe, a pamiętać tylko rzeczy dobre. Tak się buduje markę i renomę klubu. Brawo.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Wisła Kraków

  • ursynów

    Cierpliwość to najtrudniejsza forma rozpaczy.Pasuje to jak ulał do dwóch asiorów Necida i Chukwu.Może oni i kiedyś grali w piłkę dobrze, ale teraz nawet Magiera stracił do nich przekonanie,że mogą coś tej Legii dać.Mój ulubiony trener Łazarek powiedział po powrocie z Sudanu, gdzie 15 lat temu trenował reprezentację tego kraju,że z budowaniem drużyny jest podobnie jak z zrobieniem słonia. Dużo kurzu, szumu, a efekt za dwa lata. Nie chciałbym,by te słowa były prorocze dla Legii.Ale z taką grą,to raczej majstra nie będzie w tym roku.Szymańskim,Nagim,tego się nie osiągnie.A taki Niezgoda lata po boisku i strzela gole.Paradoks, ale u nas wszystko jest możliwe.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli