Najpierw robili z niego pieniacza, a teraz się go pozbyli. Czy Mroczkowski faktycznie zasłużył na coś takiego?

Autor wpisu: 11 grudnia 2017 19:25

Radosław Mroczkowski przestał być trenerem Sandecji. W klubie kilka osób pewnie ze szczęścia da na mszę w intencji dziękczynnej, bo trudno było nie zauważyć, jak bardzo im nie po drodze z tym szkoleniowcem. Szkoleniowcem, który kilka miesięcy temu osiągnął z Sandecją historyczny sukces. I którego ofiarą właśnie się stał.

Po awansie klaty do przypięcia orderów wypinała cała rzesza ludzi związanych z Sandecją, jakby tym samym chcieli oni puścić w świat przekaz, że nie ma co przeceniać roli Mroczkowskiego w tym sukcesie. Akurat on najmniej się tym wszystkim przejmował, co właściwie dobrze o nim świadczy. Niemniej trudno było nie zauważyć, że zamiast skoncentrować się na budowie drużyny i przygotowaniu jej do gry w ekstraklasie, musiał od czasu do czasu brać udział w różnych hucpach organizowanych mu przez tzw. współpracowników. Oczywiście wbrew własnej woli. Cóż, ten historyczny sukces trochę ten klub przerósł…

Najgłośniejszą hucpą była oczywiście sprawa testów Freddy’ego Adu, która chyba doszczętnie skompromitowała ludzi stojących za tym wszystkim. To miał być przede wszystkim chwyt marketingowy – tak przynajmniej zapowiadał prezes Grzegorz Haslik. Prezesem Sandecji jest od maja, z nadania miasta, w ciemno więc można było zakładać, że na piłce się nie zna, a pewnie jeszcze w kwietniu nie wiedział, że ktoś taki jak Freddy Adu istnieje. Chwytu marketingowego nie było, skończyło się za to wojną, na którą klub poszedł z trenerem.
Mroczkowski od początku był przeciwny tej hucpie i dawał temu głośno wyraz. Zresztą już pół roku wcześniej, w przerwie zimowej dyrektor sportowy Sandecji Arkadiusz Aleksander próbował mu tego Adu wcisnąć. Wtedy Mroczkowski postawił twarde weto, mówiąc: – Dziś przecież to bardziej celebryta niż piłkarz. Nie planowałem go ani w treningach, ani w meczach kontrolnych. W końcu mam tu jeszcze coś do powiedzenia, prawda?

Kilka miesięcy później numer z Adu powtórzono. Trener po raz kolejny dał publicznie do zrozumienia, co sądzi o tym pomyśle, ale tym razem nikt go w klubie nie słuchał. To był oczywisty dowód na to, że przestano Mroczkowskiego w Sandecji szanować. To w ogóle nie do pomyślenia w żadnym poważnym klubie, by sprowadzać na testy piłkarzy bez wiedzy lub zgody trenera. No, ale w Nowym Sączu kierują się, jak widać, innymi standardami.
I w zasadzie już wtedy stało się jasne, że taka „zawiesina” w powietrzu trwać nie może. Że niebawem musi nastąpić przesilenie. Tak samo jak jasne stało się, że testy Adu to był doskonały pretekst, by Mroczkowskiego się pozbyć, bo przecież każdy średnio inteligentny człowiek musiał wiedzieć, jak na to trener zareaguje. Wtedy jeszcze klub nie miał na to odwagi, albo pieniędzy (stosowny zapis w kontrakcie, jaki ma Mroczkowski z Sandecją, nakazuje klubowi w przypadku zwolnienia go wypłacić mu odpowiednie odszkodowanie). Teraz było łatwiej, bo zespół ma za sobą serię 10 meczów bez zwycięstwa i spadł na 14. miejsce w tabeli.

– Jest pan zaskoczony, że nie pozwolono panu prowadzić drużyny chociaż do końca jesieni, w dwóch ostatnich w tym roku spotkaniach? – zapytaliśmy dziś Mroczkowskiego.
– Klub miał prawo skorzystać z zapisu, jakim miałem w kontrakcie, i z tego prawa skorzystał. Oczywiście, można było sobie pewne sprawy wyjaśnić, ale z jakiegoś powodu tego nie zaproponowano. Tak więc nie rozmawialiśmy o przyczynach. I powiem szczerze, nie chce mi się nawet na ten temat dyskutować. Każdy ma swoje argumenty i tyle. Mamy za sobą serię 10 meczów bez zwycięstwa, ale w tych 10 meczach było 5 nieprzegranych. No i warto byłoby spojrzeć, z kim te mecze graliśmy i w jakich okolicznościach…

Można powiedzieć, że w pewnym sensie Mroczkowski stał się ofiarą własnego sukcesu. Ten zespół półtora roku wcześniej bronił się przecież przed spadkiem z pierwszej ligi! I od tego czasu aż tak bardzo pod względem personalnym się nie zmienił. To pokazuje, że robota, jaką w Nowym Sączu wykonał Mroczkowski, jest naprawdę nie do przecenienia. Zresztą na początku roku nikt nie przypuszczał, pewnie włącznie z nim, że za kilka miesięcy ten zespół będzie grał w ekstraklasie. Sandecja na awans była kompletnie nieprzygotowana. Ani pod względem organizacyjnym, ani sportowym. I to, że ten zespół radził sobie tej jesieni w tej ekstraklasie całkiem nieźle, to również niemała zasługa właśnie Mroczkowskiego. No, ale jak już wspomnieliśmy – tam już od dawna kilku osobom nie było po drodze z tym trenerem i czekano tylko na pretekst. Dziś Mroczkowski nie chce tego mówić wprost, ale trudno nie wyczuć, że tą całą sytuacją był już mocno zmęczony. Nie dziwimy się. Tym bardziej że często robiono z niego „pieniacza”, o co dbali pomysłodawcy różnych hucp, na które trener nie chciał się godzić.

Wygląda więc na to, że kilku osobom w Sandecji bardziej odpowiadać będzie trener – chorągiewka, który dla wszystkich będzie miły, każdego poklepie po plecach, ale który nie będzie miał własnego zdania i na wszystko będzie się zgadzał. Jeśli taki się Sandecji trafi, to wróżymy jej niespecjalnie różową przyszłość. No, chyba że przyjdzie ktoś, kto to całe towarzystwo potrafił będzie wziąć za twarz, walnąć pięścią w stół i postawić na swoim. Co prawda trudno przypuszczać, by za kimś takim rozglądali się działacze Sandecji, ale kto wie… Może w ekspresowym tempie ktoś tam poszedł po rozum do głowy. Tak czy inaczej tego właśnie beniaminkowi życzymy. Z całego serca.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Sandecja Nowy Sącz

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli