Najpierw był fatalny, a dziś to Kuchy King

Autor wpisu: 19 kwietnia 2018 12:15

Romeo Jozaka nie ma w Legii raptem trzy dni, a Michał Kucharczyk już grał z opaską kapitana drużyny na ręku. Dziś role się odwróciły: to Chorwat jest banitą, a „Kuchy” bohaterem. Po półfinałowym meczu Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze trybuny na Łazienkowskiej skandowały: „Kuchy king!”. Jeśli tej źle przygotowanej i niemrawej Legii ktoś może dać jakiś impuls w końcówce sezonu, to jest to właśnie Kucharczyk.

Legię ma w sercu. I to nie tylko na pokaz. Jest chłopakiem z Modlina, który kiedyś był osobną osadą, a dziś jest osiedlem Nowego Dworu Mazowieckiego. Na osiedlu Modlin Twierdza kibicowało się Legii. Michał też oczywiście był legionistą. Wyróżniał się w meczach na podwórku. Wszyscy jego koledzy chcieli grać w Legii, ale udało się tylko jemu.
Już jako młody chłopak bardzo wyróżniał się w Świcie Nowy Dwór. Był stamtąd powoływany do reprezentacji młodzieżowych. A że był skutecznym napastnikiem szybko zainteresowały się nim kluby z Ekstraklasy.

Na pewnym etapie duże zainteresowanie Kucharczykiem wykazywał Lech Poznań. Menedżer „Kuchego” Cezary Kucharski miał wtedy przetartą drogę do „Kolejorza”, bo nieco wcześniej transferował tam z podwarszawskiego Pruszkowa Roberta Lewandowskiego. Z Kucharczykiem miało być podobnie. Ale o ile „Lewy” był do Legii zrażony, bo dwa sezony wcześniej z niego zrezygnowała, o tyle Kucharczyk o Legii marzył. O transferze do Lecha – niezależnie od warunków finansowych – nie chciał nawet słuchać. Dla niego liczyła się wyłącznie Legia.
Przeprowadził się z narzeczoną do Warszawy, ale w drużynie – jak to w jego karierze zdarzało się często – najpierw miał pod górkę.Wtedy, latem 2010 roku, sytuacja w Legii pod pewnymi względami była taka jak dziś. Kupowano gwiazdy, choć raczej byli to jedynie kandydaci na gwiazdy. To był czas słynnego „Truskawkowego zaciągu”. Nazwa pochodzi od kampanii, w której promowano nową Legię i jej nowy stadion. Olaf Lubaszenko i Andrzej Strejlau byli gładzeni po głowach przez modelki i karmieni truskawkami.

Klub zapłacił olbrzymie pieniądza za sprowadzanych zawodników, z których sprawdził się jedynie Ivica Vrdoljak. Transfery Cabrala, Manu, Mezengi, Kneżevicia czy Antolovicia, to były kompletne wtopy. Ale skoro kasa została już utopiona, to te „gwiazdy” grały. Niezależnie od tego, że grały beznadziejnie, albo wręcz – tak jak bramkarz Antolović – się ośmieszały.

Kucharczyk ich grze przyglądał się albo z ławki rezerwowych albo wręcz z trybun. Ale gdy już dostał szansę gry w drużynie Macieja Skorży, szybko się okazało, że ten chłopak nakrywa czapką całą tę zagraniczną zbieraninę.
W sumie obecnie jest w Legii bardzo podobnie. Nakupiono zawodników z zagranicy, wydano na nich i ich pensje fortunę, ale i tak wiosną najlepsi na boisku są Polacy: Arkadiusz Malarz, Sebastian Szymański, Jarosław Niezgoda i właśnie Kucharczyk.

To jest piłkarz, który Legię ma w sercu. Porażki przeżywa nie tylko jako zawodnik, ale również jako kibic drużyny z Łazienkowskiej. Pewnie dlatego często jest mu trudno – po przegranym meczu – uspokoić nerwy. Kiedy inni piłkarze, już wykąpani i wypachnieni idą z torebeczkami do domów, by o meczu zapomnieć, „Kuchy” jeszcze ten mecz gra, przeżywa. Emocje jeszcze w nim buzują. I za to często dostaje mu się po głowie, bo dziennikarze w mixed-zonie potrafią podnieść ciśnienie.
Tak było choćby po przegranym na Łazienkowskiej 0:3 meczu Ligi Europy z Ajaksem Amsterdam. Kucharczyk w tamtym spotkaniu katastrofalnie przestrzelił nad bramką.

Pomeczowa rozmowa z dziennikarzem wyglądała tak:

Jednak „Kuchy” ma do siebie duży dystans. – Od razu się z tego „fatalnego” w szatni śmieliśmy. Ja też się śmiałem – opowiadał później Kucharczyk. A na zimowym turnieju halowym w Nowym Dworze stworzony przez siebie zespół Kucharczyk nazwał… „Fatalny team”.
Kibice nie raz potrafili żartować z kiksów Kucharczyka, ale za jego przywiązanie do klubu i walkę na boisku zawsze go cenili. Piłkarz stał się nawet bohaterem komiksu jako „Kuchy King”.

Kiedyś bardzo emocjonalnie przyjmował krytykę dziennikarzy i kibiców. Potrafił obrazić się na jeden z legijnych portali, a mediom w ogóle nie udzielał wywiadów. Dziś nabrał do tego dystansu. Ożenił się ze swoją wieloletnią narzeczoną, a jesienią urodził mu się syn.
Dowodem sympatii do Michała było to, że w konflikcie piłkarza z Jozakiem kibice stanęli murem za Kucharczykiem. Żartowano nawet, że tylu było w Legii trenerów, a dopiero Chorwat uczynił Kucharczyka… bohaterem. Teraz żartuje się, że Jozaka nie ma Legii, bo zadarł z niewłaściwym człowiekiem, z Kucharczykiem.
Ale – niezależnie od żartów, które już zawsze będą się trzymać Michała – to jego gol z rzutu wolnego przywrócił Legię do życia w półfinale Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze. On jest w stanie dać impuls swojej drużynie do walki, on jest w stanie ją pociągnąć do sukcesów w końcówce sezonu.
Co ciekawe, obecny trener Legii Dean Klafurić (wcześniej asystent Jozaka) w czasie spotkania z Górnikiem przywoływał do linii Kucharczyka i przekazywał mu swoje uwagi. Jakby chciał zamanifestować jak ważnym zawodnikiem jest dla niego „Kuchy”. To też było małe zwycięstwo skrzydłowego Legii.
A skandowane na trybunach „Kuchy King” pewnie było dla niego największą nagrodą.

Poniżej przypominamy nasz jesienny wywiad z Michałem:

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    W pełni się zgadzam z Panem Redaktorem. Kuchy to serce Legii, to taki Tadeusz Nowak sprzed kilkudziesięciu lat.Obaj nieobliczalni, czasami człowiek by zabił za jakieś zagranie. Ale obaj dla Legii dali by wszystko.Kucharczyk wielkim wirtuozem piłki nie jest , ale ci niby wirtuozi, których ostatnio kupiono, to albo ich instrumenty są nienastrojone bądź nut nie znają. Ale mając takiego dyrygenta jak Romeo Jozak, to nawet Orkiestra Filharmoników Wiedeńskich, skoczną polkę, zagrała by w tonacji rapsodu żałobnego. A Kuchy to taki Warszawski Super Kingsize.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli