Najlepiej odbija się od dna. Legia, nie bez problemów, wygrała z Zagłębiem

Autor wpisu: 27 sierpnia 2017 20:05

Na Łazienkowskiej nie było dopingu, ale były emocje. Legia wygrała 2:1 z liderem Zagłębiem Lubin w niecodziennych okolicznościach. Jeśli ktoś obstawił, że Michał Pazdan znów dostanie czerwoną kartkę, może chyba teraz budować dom na Florydzie. Co by się działo, gdyby to zwycięstwo Legii uciekło, nie chcemy nawet myśleć.

Mecz Legii zaczął się od pucharowych „remanentów”. Nie mogło być inaczej. Piłkarze musieli usłyszeć co kibice sądzą o ich występach w Europie. Było więc o wstydzie, o hańbieniu Legii i zbyt wysokich kontraktach. Na „Żylecie” zawisł transparent: „Zawsze chcieliśmy, by wasza gra byłą taka jak nasz doping. Dziś nasz doping będzie taki jak wasza gra”. I rzeczywiście na trybunach było cicho. Poza momentami gdy z trybun leciały tzw. teksty „mobilizujące” lub niewygodne pytania: „Gdzie są puchary?!”.

A gdy Kucharczyk zagrał zbyt silnie do Łukasza Brozia i piłka poszła w aut, z trybun rozległo się prześmiewcze: „Zawsze mocniej!” – co było szyderą – tak właśnie brzmiącego nowego hasła marketingowego Legii. Nie najszczęśliwszego zresztą.

Jak widać w kibicach „euroblamaż” siedzi jeszcze mocno i na sympatię trybun piłkarze będę musieli solidnie zapracować. W meczu z Zagłębiem udało się to choć trochę.
Kibice widzą sytuację czarno-biało: piłkarzom się nie chciało lub nie chce grać, biegać, uczciwie i ciężko pracować na treningach. Trzeba ich zatem „mobilizować”. A jednak trudno „kupić” tę tezę, jako wyjaśnienie wszystkich problemów Legii w tym sezonie. Chcieć to nie znaczy móc.
Temu, kto ma trochę zmysłu obserwacji polecam filmik – zrobiony przez klubowe media – pokazujący kulisy wyprawy do Tyraspolu. Oczy piłkarzy przed meczem o wszystko z Sheriffem mówią bardzo wiele… I nie są to na pewno oczy ludzi pewnych siebie.

Obecna Legia gra poniżej swojego potencjału, także dlatego, że utraciła to, co w wyczynowym sporcie najważniejsze: pewność siebie. A bez tego ani rusz. Legioniści muszą mieć kilka udanych zagrań, żeby sobie przypomnieć, że naprawdę potrafią. A że potrafią pokazała choćby ta akcja, w której po centrze Kucharczyka z przewrotki uderzał Pasquato. Brawa rozległy się nawet na krytycznie nastawionej „Żylecie”.
Prób śmiałej gry było więcej i trzeba to zauważyć. Trochę „gazu” pokazał Michał Kucharczyk, śmiałym dryblingiem w pole karne Zagłębia wszedł Broź, a powszechnie uznawany za grubaska Berto pokazał, że nawet z nadwagą można tak przeciwnika rozbujać balansem ciała, że nie będzie wiedział, w którą stronę pobiec.
To co w Legii nadal krzyczy to brak lidera. W trudnych momentach brakuje kogoś, kto krzyknie: „dawać tę piłkę do mnie, ja pogram!”. W drugiej połowie była nawet taka sytuacja, że Arkardiusz Malarz długo trzymał piłkę w rękach, bo żaden z kolegów się po nią nie kwapił.
Najwięcej chęci ma zazwyczaj młody Sebastian Szymański (brawo dla tego chłopaka nie tylko za gola, ale i odwagę!) albo podrażniony ambicjonalnie Michał Kucharczyk. I to „Kucharz” był ojcem chrzestnym pierwszego gola dla Legii. Pociągnął po skrzydle w swoim stylu i dał „na tacy” piłkę do Armando Sadiku. A ten przypieprzył – mało siatki nie rozerwało! Ci, którzy twierdzą, że Albańczyk nie będzie nowym Nikoliciem, będą musieli niedługo cofać swoje słowa. Ten facet umie strzelić gola, umie mądrze piłkę podać. To nie Chukwu, pieniądze na niego wydane nie poszły na marne.
Dobry mecz zagrał również Tomasz Jodłowiec, szkoda, że złapał formę tak późno. Przyglądał mu się z trybun Adam Nawałka, który pomija legionistę przy powołaniach. Ale selekcjoner pomija „Jodłę” bo pomijał go także Magiera. Powrót do składu Legii i szybkie ustabilizowanie formy jest jedyną szansą dla Jodłowca na powrót do kadry i wyjazd na przyszłoroczne mistrzostwa świata.

Legia pokazała w tym sezonie, że dla niej nie ma łatwych rywali. Wygraną z Zagłębiem Lubin trzeba docenić, bo to zespół poukładany, dobry technicznie i taktycznie, silny fizycznie i personalnie. Legia – przed niedzielnym meczem – wcale nie była faworytem.
Zagłębie było rewelacją sezonu 2015/2016. Piotr Stokowiec najpierw wprowadził zespół do z 1. ligi do Ekstraklasy, a potem – ku zaskoczeniu wszystkich – beniaminek z Lubina zajął trzecie miejsce i zakwalifikował się do europejskich pucharów.
Wyeliminowanie Partizana Belgrad (jeszcze z Miro Radoviciem w składzie!) było kolejną niespodzianką. Mecze pucharowe były efektowne, porywające i emocjonujące, ale za tę letnią kampanię (rozpoczętą jeszcze latem) drużyna zapłaciła w lidze. Mimo, że Stokowiec bardzo chciał występów w Europie, nie zgadzał się z tezą, że puchary to pocałunek śmierci, to jednak drużyna nie wytrzymała zbyt dużych obciążeń. Zagłębie zadołowało. Na szczęście w Lubinie wytrzymano ciśnienie, Stokowiec (pracujący tam od maja 2014 roku) zachował posadę.
I znów zbudował zespół, który zadziwia w lidze i który do Warszawy przyjechał jako lider (mimo porażki na Łazienkowskiej nadal jest na czele tabeli – wspólnie z Lechem mają po 14 punktów).
Nowe Zagłębie Stokowca ma nieco inne oblicze: gra trójką stoperów (Guldan, Kopacz, Jach) oraz dwoma wahadłowymi: Alanem Czerwińskim i Danielem Dziwnielem. Niby nie są to jakieś kwadratowe jaja, ale ta „nowinka” sporo szumu w lidze narobiła.
W Warszawie nie dało to zwycięstwa, choć mogło. Legię uratowały indywidualne zrywy Kucharczyka i Szymańskiego.

Osobnym przypadkiem jest Michał Pazdan. Do pewnego momentu grał poprawne spotkanie, pokazał że jest dobrze przygotowany szybkościowo. A jednak znów nie wytrzymał nerwowo. W czwartek czerwona, w niedzielę czerwona.
To pokazuje, jak w Legii wszyscy są sfrustrowani. Inna sprawa, że od pewnego momentu imiennie wku…li go kibice z „Żylety”. No i wku…li.
Cała końcówka to była w wykonaniu Legii rozpaczliwa obrona skromnego zwycięstwa. Z Jodłowcem na stoperze. Legia wynik utrzymała. Zwycięstwo w takich okolicznościach na swoje znacznie i swoją wartość. Legia ma się od czego odbić.
Bo najlepiej się odbija się od dna.

  • ursynów

    Może to i prawda,że najlepiej odbija się od dna.Ale skąd wiedzieć,że to już,że trzeba się odbić nim będzie za późno?Ja tego nie wiem i myślę,że w Legii też nikt nie ma pojęcia,czy te dno będzie coraz głębiej,czy to już ten moment,gdzie klub już niżej nie upadnie.Po dzisiejszym meczu wszystko jest możliwe.Legia zagrała może lepiej niż w poprzednich meczach, ale przede wszystkim Zagłębie zagrało najgorszy mecz w sezonie.Zgadzam się co do Jodłowca,powoli powstaje z kolan.Szymański nie jest graczem z mojej bajki i nie sądzę,że będzie tym co będzie Legię z tego dna wyciągał. I na koniec o dwóch gościach- jeden zwie się Pazdan,widać,że myślami błądzi po zagranicznych ligach.Ale to niebezpieczny człowiek,wymaga opieki psychologa, a może nawet psychiatry.On może zrobić krzywdę nie tylko fizyczną przeciwnikowi, boję się ,że swą nieprzewidywalnym zachowaniem zrobi krzywdę reprezentacji. A drugi pan to Pan Broź,macha rękoma jak wiatrak skrzydłami,raz mu się udało,tym razem dopadł go VAR.
    Widzę też,że od wielu lat docenia Pan trenera Stokowca,ba nawet kiedyś pisał Pan,że to byłby dobry trener dla Legii.Wtedy się nie zgadzałem, teraz uważam,że to dobry pomysł.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli