Na hasło „Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście!” troszkę zbyt wcześnie

Autor wpisu: 25 stycznia 2017 21:15

Jaką Legię zobaczyliśmy w sparingu z Ulsan Hyundai FC? Słabszą niż ta – z tak udanej – końcówki 2016 roku? Silniejszą? Już chciałem napisać, że na pewno inną. Ale właśnie: czy na pewno inną? Zmienili się wykonawcy, ale pomysł Jacka Magiery na grę jest ten sam: utrzymać się przy piłce, prowadzić grę, stosować pressing. Zabrakło goli, bo też zabrakło prawdziwego „napadziora” w zespole Legii.

Aleksandar Prijović swego czasu mówił o meczach, w których nie wychodził w pierwszym składzie: „No Prijo, no party”. No i rzeczywiście nie ma „Prijo”, nie ma Nikolicia, nie ma imprezy, nie ma goli. Przynajmniej na razie.
Jeszcze oczywiście nie czas żeby walić w dzwony i ogłaszać trwogę, bo to ciągle tylko sparingi, nogi piłkarzy jeszcze nie zeszły z gór, a nowi w Legii muszą się nauczyć starych. Ale pewien niepokój jest. Nie jest to niepokój o grę Legii – bo ta klepie, tak jak klepała – ale o skuteczne skończenie akcji. „Niko” to miał, „Prijo” miał, a czy mają następcy? Na razie trudno udzielić twierdzącej odpowiedzi.
Legia może oczywiście grać bez klasycznej „dziewiątki”, ale pytanie: czy może czy jednak musi? Ten z nr 9 na koszulce – czyli Vako takim napastnikiem na pewno nie jest. I nie będzie. Vako najlepszy jest przodem do bramki, tyłem już wygląda słabiej. Potrafi kiwnąć, oddać strzał z dystansu, nie ma kłopotu z decyzją. Musi tylko częściej wychodzić po piłkę w rozegraniu, tak jak to robił w drugiej części pierwszej połowy. Takiej aktywności oczekują trenerzy. – Brawo Vako – dało się słyszeć gdy Gruzin wyszedł po piłkę przed pole karne. Krzyczał chyba Vuković o ile poznałem po głosie. Na niekorzyść Vako przemawia fatalne pudło Gruzina z kilku metrów przed bramką, po tym jak dostał „ciastko” od Radovicia.
W grze tyłem do bramki lepiej od Gruzina wygląda Chukwu, który w jednej z akcji przyjął piłkę głową – mimo że był pod kryciem – i silnie – choć niecelnie – strzelił na bramkę.
To może i jest napastnik, ale inny niż Nikolić. Węgierski Serb strzelał gole sprytem. Nigeryjczyk chce je zdobywać siłą. Był już kiedyś w Legii taki facet, nazywał się Chinyama, ale miejmy nadzieję, że tamtego jeźdźca bez głowy Chima będzie przypominał wyłącznie kolorem skóry. Wyłącznie.
Aczkolwiek zaryzykuję tezę, że goleadorem to Chima nie jest. Ciekawe czy udźwignie ciężar, jaki zostawił mu w spadku piekielnie skuteczny Nikolić. Bo przecież w stosunku do Nigeryjczyka oczekiwania będą nie mniejsze.
Nie można go na razie źle oceniać, bo on jeszcze nie wie, jak wyjść do piłki, uczy się systemu gry i stylu kolegów. Najtrafniejszą diagnozę gry Nigeryjczyka postawił komentujący mecz w TVP Sport Marcin Żewłakow: „Chukwu idzie trzymając się poręczy, czekamy kiedy się tej poręczy puści”.
No właśnie… Nic dodać, nic ująć. Też czekamy.
Ulsan Hyundai FC to co prawda nie jest poziom Ajaksu Amsterdam (szczególnie w ofensywie), ale Koreańczycy to na pewno dobrzy rzemieślnicy futbolu. Do sprawdzenia Legii na tym etapie przygotowań idealni. Jak na ich tle wypadła Legia w podstawowym składzie (jedyne zmiany to Czerwiński za Rzeźniczaka, no i pewno Ofoe, jak wyzdrowieje wróci do pierwszej „jedenastki’”)?
Guilherme i Radović nadal są najbardziej kreatywnymi piłkarzami Legii i to się nie zmienia. Na szczęście dołączyli do nich także Vako i Nagy, którzy też się piłki nie boją. Jak wyzdrowieje Odjidja, Legia będzie mieć olbrzymi potencjał w rozegraniu.

Legia nadal potrafi założyć udany pressing i robi to bardzo dobrze. – Tak! Teraz! – trener Magiera, podpowiadał piłkarzom głośno kiedy mają podejść do piłki. – Siądź! – to znowu rozkaz od Magiery, aby „usiąść” na rywalach i ich przycisnąć. Przynosiło to konkretne zyski, legioniści szybko odzyskiwali piłkę.
Nie było goli, ale było sporo pozytywów: dobre kreowanie gry, dużo improwizacji i fantazji. Mogły się podobać także rajdy Jędrzejczyka przy linii. „Jędza” chętnie chodzi do przodu, nie mniej niż „Bereś”, a może nawet więcej. Szkoda, że nie zagra z Ajaksem z powodów regulaminowych, bo sportowo ma w Legii pewny pierwszy plac.
Legii – jak na ten moment przygotowań – to się nawet na boisku kleiło. Koreańczycy jednak murowali bramkę całym zespołem. Było ciasno. Brakowało przyśpieszenia, gry na jeden kontakt, a Legia miała rano w dniu meczu intensywny trening z gumami. Mimo to widać, że robota idzie w dobrym kierunku. Co prawda ze dwa razy brakowało legionistom koncentracji w defensywie, ale tak to bywa w sparingach („Czerwo” wybijał piłkę z pustej bramki).
Pokazał się Nagy. Chyba ma sporo do zaproponowania. Niezły technicznie, zdyscyplinowany i szybki na skrzydle, a podobno ma także ma lewej obronie zastępować Hlouska, gdy zajdzie taka potrzeba.

W drugiej połowie meczu z La Mandze, w drużynie Legii pokazała się młodzież i ci z pierwszej drużyny, którzy o podstawową „jedenastkę” muszą dopiero powalczyć.
Że Hämäläinen musi cale swoje życie w Legii walczyć o miejsce w składzie, to się już przyzwyczailiśmy. Ale że musi to robić Jodłowiec, to jednak jest pewna nowość. Mimo że już na jesieni ze składu „wyleczył” go Michał Kopczyński. Jodłowiec jest facetem po przejściach i wszyscy chcemy wierzyć, że kłopoty ma już za sobą. Niestety, po tym co pokazywał na boisku, nic na to nie wskazuje. Nadal był – tak po swojemu, w charakterystyczny dla siebie sposób – zakręcony jak słoik dżemu.
Czy Kucharczyk może grać na środku ataku? Sam w grudniu w specjalnym wywiadzie dla nas mówił o takiej możliwości (TUTAJ).
W La Mandze długo na „dziewiątce” nie pograł. Poszedł na skrzydło i tam rzeczywiście jest groźniejszy.
Gdy Maciej Dąbrowski przychodził do Legii wydawało się, że jego przebijanie się do pierwszego składu potrwa krócej niż dłużej. Minęło pół roku, a jeden z najlepszych obrońców Ekstraklasy poprzedniego sezonu, nadal jest w miejscu, w którym był. Przeciwko Koreańczykom raz błysnął dobrym wyprowadzeniem piłki aż na połowę rywali. On to ma i powinien tego pokazywać więcej.
Łukasz Broź tym razem zostanie zapamiętamy głównie z tego, że w czasie środowego sparingu telewizja najdłużej pokazywała go w akcji, w której zamykał ciągle otwierającą się bramę na boisko. W kontekście tego, że Jędrzejczyk nie zagra z Ajaksem trzeba się uważnie przyglądać Broziowi, dlatego wolałbym, żeby bramą zajął się ktoś inny.

Aleksandrow grał… jak to Aleksandrow. Bułgar odkąd trafił na Łazienkowską nie może przekonać kolejnych trenerów i chyba już nie przekona. Jak na niego patrzę to myślę, że jest synonimem piłkarskiej przeciętności. Zły nie jest, ale że dobry też nie można powiedzieć. Mam wrażenie, że jakby ktoś gwizdnął głośniej na palcach, to by takich chłopaków znalazł kilku na Okęciu, w Pruszkowie, na Bielanach. Takich nie trzeba importować z Bułgarii.
Z młodych najlepiej pokazał się 17-letni (w maju osiągnie pełnoletność) Sebastian Szymański. Chucherko, ale ze smykałką do piłki. Na wielkie sukcesy w futbolu będzie musiał jeszcze chwilę poczekać, ale warto w takie „żywe sreberko” inwestować.

Jakie wnioski? Nie ma Nikolicia, nie ma Prijovicia, ale jest życie na dzielnicy.
Choć do entuzjazmu hasła z filmu „Chłopaki nie płaczą”: „Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście!” troszkę daleko.
Trener Magiera prosi, żeby z ostatecznymi ocenami poczekać. Proszę bardzo, poczekamy.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Dialogi z filmu ,,Chłopaki nie płaczą” to już klasyka.Czytając komentarz Pana redaktora ze sparingu Legii, przypomniał mi się jeden z tych dialogów z filmu.Oskar zamawiając dziewczynki z agencji, chciał dziewczynę o urodzie klasycznej i nietuzinkowej.Oczy powinna mieć szafirowe,zmysłowe usta,wdzięczny uśmiech,piersi foremne, itd.Jednym słowem powinna być kwintesencją kobiecości.A dla kolegi?To wszystko jedno.Tu nie może być wszystko jedno,byle co i byle jaka ta Legia.Ma być nietuzinkowa.
    Pan redaktor chciałby(zresztą ja też) by ta Legia wyglądała jak ta kobieta Oskara.Taka kwintesencja piłkarskiej doskonałości.Na razie tak nie jest.Dajmy jak każdej kobiecie trochę czasu.Tak jak Pan pisze- poczekamy.Myślę,ze Magic odpicuje Legiunie i będzie życie na dzielnicy.
    Bo filmy przeważnie kończą się happy endem.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli