Miro Radović: Myślałem, że oszaleję

Autor wpisu: 29 stycznia 2018 16:22

Miroslav Radović w sparingu z Silkeborgiem wrócił na boisko po 237 dniach przerwy potrzebnych na diagnozę, operację, kurację i rehabilitację kontuzjowanego kolana. W rozmowie z Izą Koprowiak z „Przeglądu Sportowego” przyznaje, że w całej tej historii najtrudniejsze były chwile i strach tuż przed samą operacją.

– Najtrudniej jest przed samą operacją, wtedy człowiek zaczyna panikować. Dzwoniłem do jednego, drugiego chłopaka, pytałem, jak oni przechodzili takie kontuzje. Słyszałem wiele scenariuszy, wszystko kumulowało się w głowie, myślałem, że oszaleję. Dopytywałem lekarza w Belgii, czy mam inne wyjście. „Przecież zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Nie masz wyboru. Pomyśl, że idziesz na tę operację, by przedłużyć sobie karierę” – mówił. To mnie przekonało – Rado bardzo szczerze opowiada o swoich lękach i cierpieniu, jakie towarzyszyło grze na początku ubiegłego roku. Wtedy, gdy ból zaczął już dokuczać, a jeszcze nie za bardzo było wiadomo, co jest przyczyną i jak się zabrać do leczenia.
Lider Legii wspomina tamten czas: – Cały czas czułem jednak ból, nie miałem komfortu, ale zdecydowałem, że dotrwam do końca sezonu. Nie grałem jednak na swoim poziomie, nie byłem w stanie. Przez półtora miesiąca wychodziłem na boisko tylko dzięki tabletkom, zastrzykom. Potem wyglądało to coraz gorzej. Wszyscy widzieli, że jest jakiś problem, zastanawiali się, co się ze mną dzieje, a ja tylko odpowiadałem, że po sezonie wyjaśnię przyczyny.

Jak dziś już wiemy, kolejne próby powrotu do treningu bez operacji okazały się tylko marnowaniem czasu. Pomocny okazał się dopiero zabieg w klinice Villa Stuart we Włoszech. Tam profesor Mariani naprawił, co miał naprawić, ale piłkarza czekało potem jeszcze pięć miesięcy żmudnej rehabilitacji.
W sparingu z Silkeborgiem Radovicia znów zobaczyliśmy na boisku. Wszedł w drugiej połowie i od razu zabrał się do roboty. Ustawiony za plecami Jarka Niezgody po bokach miał Eduardo i Sebastiana Szymańskiego, a za plecami Thibault Moulina i Domagoja Antolicia. I jak to Rado – nie oszczędzał się, walczył, starał się jak najczęściej być przy piłce.
Fanów Legii po meczu pewnie zmroziła informacja o urazie stopy, z powodu którego Rado nie trenował w niedzielę i w poniedziałek, ale on sam uspokaja, że to mogła być naturalna reakcja po powrocie do normalnego obciążenia i zapewnia, że czuje się dobrze.
Jednocześnie przyznaje: – Tak naprawdę, to zaczynam od zera. Muszę być cierpliwy, wiem, że do osiągnięcia dawnej formy jeszcze daleka droga. Myślę, że wróci w połowie marca. Jeśli kolano będzie zdrowe, to na boisku już sobie poradzę.
I dodaje: – Walczę jedynie z własnymi myślami, bo w głowie pojawia się strach. Trochę się bałem przed meczem z Silkeborgiem, że znowu coś się stanie.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli