Mioduski musiał zrobić krwawą rewolucję

Autor wpisu: 13 września 2017 19:48

Trwało właśnie zgrupowanie reprezentacji, gdy dowiedziałem się, że piłkarze Legii właśnie – jak to się ładnie mówi – stracili chemię z Jackiem Magierą. Przyznam, że byłem w szoku, że części zawodnikom już nie po drodze z trenerem, że stracili wiarę w to, że to on ich podniesie. A przecież to było tych kilka dni, w czasie których – na ciężkich treningach – mieli wrócić do równowagi. Ale cześć z nich już absolutnie w to nie wierzyła. Przerwa na reprezentację została zmarnowana.

Po meczu ze Śląskiem nie było wycieczek piłkarzy do prezesa, żeby przekonać go, iż gwałtowne ruchy nie są jeszcze potrzebne. Przegrywający trener jest zawsze „straszliwie sam”, jak brzmi tytuł książki francuskiego szkoleniowca Raymonda Domenecha. Przekonały się o tym największe legendy – łącznie z Leo Beenhakkerem, który w 1985 roku, po przegranym meczu barażowym Holandii z Belgią – schodził sam do tunelu. Wokół niego było przeraźliwie pusto. Gdyby taki obraz wyszedł spod pędzla jakiegoś artysty nazywałby się: klęska. I nic nie trzeba by było tłumaczyć. Jak się przegrywa – nie tylko w sporcie przecież – to wokół człowieka robi się jakoś luźniej.
Wokół Jacka Magiery też ostatnio tłumów nie było. Tych dyżurnych podpowiadaczy, poklepywaczy po plecach, tych co kadzą. Zniknęli gdy kryzys zrobił się głęboki, a presja mediów i kibiców stała się nie do zniesienia. Dziś w polskim klubie nie utrzymałby roboty dłużej ani Alex Ferguson, ani Jürgen Klopp. Nie dostaliby drugiej szansy. Tak jak Magiera. Dopóki wygrywał był trenerem na lata, jak się wdał duży kryzys do końca lata nawet nie doczekał. W Legii nastąpiło nowe otwarcie. Bez Magiery.

W poszukiwaniu esencji futbolu

Legia udaje się w podróż w poszukiwaniu esencji futbolu – tak określiłbym to, jak zmiany w klubie zapowiedzieli prezes Dariusz Mioduski i nowy trener Romeo Jozak. I ta wizja jest urzekająca, podoba mi się, naprawdę. Być może także dlatego, że Chorwat na konferencji zrobił pozytywne wrażenie. Dobry angielski i pewność siebie, wiara w to co mówi, silna osobowość i – co w takim klubie jak Legia piekielnie istotne – nie przeprasza, że żyje.
Oczywiście, to na razie poziom jedynie werbalny. Teraz Jozak musi na boisku udowodnić, że duże projekty potrafi pokazać nie tylko na rzutniku.
Jakiś małostkowy złośliwiec powiedział kiedyś o Leo Beenhakkerze, że on najlepiej szkoli dziennikarzy, którzy z zachwytem „łykają” to co mówi Holender. Chorwat Jozak zrobił wrażenie na mediach, a teraz się bierze za piłkarzy.
– Widziałem ostatnie mecze Legii. Oglądałem to co się dzieje na boisku, widziałem jak pracują ich stopy, ale nie wiem co jest w głowach, muszę wejść w te głowy tak szybko jak to możliwe – opowiedział o znajomości drużyny. A tych, którzy od razu zarzucili mu, że jest jedynie „trenerem od młodzieży”, który nie ma doświadczeń z seniorami uspokoił, że da sobie radę w szatni.
– Prezes szukał lidera z wizją i kimś takim mam być ja. I nie boję się tego zadania. Mam silną osobowość. A Pan Bóg dał mi zdolności przywódcze. Jestem otwarty na zawodników, ale jestem osobą twardej ręki. Poradzę sobie z trudnymi charakterami w szatni, bo sam mam mocną osobowość – zapowiedział. A zrobił to na tyle wiarygodnie, że chce się mu wierzyć. Jak będzie w praktyce, Bóg jeden wie, ale kibice dostali komunikat taki, jaki lubią i jakiego oczekują: żarty się skończyły, piłkarze będą wzięci za twarz.
Właśnie na kibicowskich forach dominowała ostatnio tęsknota za silną ręką Stanisława Czerczesowa lub – z dawniejszej epoki – Dragomira Okuki. Jozak nowym Okuką? Czemu nie, byle tylko był lepszym trenerem.

Know-how z Chorwacji

Zmiana trenera rzuca się w oczy najbardziej, ale w Legii następuje rewolucja idąca dużo dalej niż tylko pierwsza drużyna. Do klubu trafia pięciu nowych ludzi, którzy mają go poukładać od początku.
Legia właśnie kupuje z Chorwacji know-how. To co było, zostaje symbolicznie wyrzucone do kosza. Mioduski chce wyraźnie rozpocząć nową epokę w dziejach Legii. Własną. Początek zaznaczył brutalnie. Unikał jak mógł słowa rewolucja, ale właśnie ją przeprowadził. I Jacek Magiera jest ofiarą tej krwawej rewolucji. Poleciały głowy trenera, całego sztabu (z wyjątkiem Aco Vukovicia), a także a braci Żewłakowów. Posprzątane. Koniec starej Legii – tej Leśnodorskiego i Wandzla, z którą Legia Mioduskiego jest cały czas konfrontowana i cały czas porównywana. A była to Legia sukcesów, więc łatwo nie jest.
Mioduski nie chciał żyć przeszłością, postanowił nie bawić się w ewolucję i cały stary układ po prostu rozpieprzyć. Bez tego nie mógł zbudować klubu po swojemu.
Stąd motywacja prezesa, żeby tak szeroko zakrojone zmiany przeprowadzić. Lojalność stała się na Łazienkowskiej w ostatnim czasie towarem deficytowym. Wyciekały maile, informacje, a część pracowników przestępowała z nogi na nogę, nie wiedząc czy może ta poprzednia ekipa tu nie wróci i zastanawiała się wobec kogo być lojalnym. Mioduski zdał sobie sprawę, że nie da się pracować w miejscu, w którym musisz cały czas uważać, żeby ci ktoś nie wbił noża w plecy. Uznał, że musi strzelić we własny pokład i tę „starą” Legię zatopić. Żal tym mniejszy, że z tej starej, zdolnej do sukcesów Legii to już nie było co zbierać. Przestała istnieć, stała się karykaturą samej siebie.

Odwaga czy szaleństwo?

Mioduski podkreśla: – Robimy rewolucję, musimy klub zmieniać, ale też jednocześnie Legia musi wygrywać. Na żadnym etapie nie rezygnujemy z walki o mistrzostwo Polski. A pytany czemu zatem wcześniej przekonywał, że Magiera to trener na lata i że cieszy się jego zaufaniem powiedział, że – jak wielu kibiców – po przegranej ze Śląskiem Wrocław stracił wiarę, że drużynie uda się przełamać niemoc. – Pękło coś we mnie we Wrocławiu, zrozumiałem, że jeśli chcemy zdobyć mistrzostwo Polski, potrzeba wstrząsu.
A nowy trener z Chorwacji zapowiada: – Będzie więcej futbolu w futbolu. Esencji futbolu. Musimy grać odważnie, do przodu. Trenerzy to nie czarodzieje, ważne czy mają inteligencję i czy lubią ciężko pracować. I dotyczy to też piłkarzy, musimy dominować, grać szybciej, na dużo większej intensywności, więcej walczyć.
A potem zapowiedział, że w Legii nie będzie świętych krów: – Nie będę zwracał uwagi na reputację, zasługi, wiek, czy pozycję zawodnika. Pewnego dnia będziecie prezesowi wdzięczni, że miał odwagę i zdecydował się na to ryzyko – przetłumaczono słowa nowego trenera Legii. Wtedy Jozak zaprotestował, że źle go przetłumaczono: – Nie ryzyko! Wizję! – podkreślił.
Czy to była odwaga czy szaleństwo szybko się dowiemy. Jeśli nie będzie wyników przyjdzie spychacz i wyrówna. A byłoby szkoda, bo wizja Jozaka o przywróceniu Legii esencji futbolu jest kusząca. Ale przegrywających trenerów nikt nie uznaje za wizjonerów. Są tak straszliwie sami. Zupełnie jak dzisiaj Jacek Magiera.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Ale się porobiło, po starej ekipie szkoleniowej ostał się jeno Vukovic.No i jeszcze smród okrutny z ostatnich kilku miesięcy, który Prezes postanowił przewietrzyć.Pisze redaktor o krwawej rewolucji,no fakt stracono paru ludzi,za którymi nie wszyscy będą tęsknić.Skończył się czas Dyzmów w Legii(Żewłakowie),nastała era ludzi uczonych.Pan dr Romeo Jozak ma odbudować będący w zgliszczach klub.Pomoże mu Krasimir Sos.Zestaw nazwisk porażający,zarówno od strony osiągnięć na niwie piłkarskich osiągnięć, jak też od strony ich brzmienia.Romeo(chociaż romantycznie to brzmi) w połączeni z Sosem – to już nie współgra.Życzę gościom powodzenia i jednocześnie współczuję Mioduskiemu,że mu coś we Wrocławiu pękło.Nie chce nawet się domyślać co może facetowi w tym wieku pęknąć.Współczuję też Magierze,za szybko uwierzył w swoją wielkość(zresztą to zasługa większości dziennikarzy). Legia przerosła Pana Jacka. To klub,w którym niewielu dawało sobie radę.A co do Romeo – to życzę mu ,żeby nie skończył w Legii jak bohater dramatu Szekspira.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli