MILA: Czasem moje ambicje są większe od możliwości

Autor wpisu: 11 lutego 2016 08:08

Nie wiemy jeszcze jak Sebastian Mila zaprezentuje się wiosną w Lechii Gdańsk, ale po tej rozmowie wiemy jedno: kapitanowi Lechii Gdańsk znowu dopisuje humor, jest w świetnej formie psychicznej i pełen optymizmu, że projekt pt. „Wielka Lechia Gdańsk” wkrótce odpali.


FUTBOLFEJS.PL: Przyznaj się – maczałeś palce w sprowadzeniu braci Paixao? Namawiałeś Lechię na te transfery?
SEBASTIAN MILA (kapitan Lechii Gdańsk): Nie, to nie moja rola, aczkolwiek wypowiadałem się na ich temat w samych superlatywach. To piłkarze, którzy są profesjonalistami pełną gębą, mają jasny cel i on się pokrywa z celem Lechii. Idealnie pasują do układanki.

Jesteś spokojny o to, że Marco i Flavio w Lechii zaprezentują się tak dobrze, jak prezentowali się w najlepszym swoim okresie gry we Wrocławiu?
To jest też moja rola, żeby tak było. Moja i innych kolegów z drużyny. Uważam, że jesteśmy w stanie temu sprostać i zrobię wszystko, by tak było.

Co masz na myśli? Twoje podania, czy zadbasz o ich odpowiednią motywację na treningach. Słowem – będziesz ich gonił do roboty?
Znam ich, dobrze się rozumiemy na boisku i wiem, jakie piłki im grać. Będę się starał tę wiedzę wykorzystywać. Gonić ich do roboty nie trzeba, bo to tacy zawodnicy, że trzeba ich wyganiać z boiska czy siłowni.

Jak ty się czujesz po okresie przygotowawczym?
Jestem pełen optymizmu przed tą rundą. I nie będę więcej mówić, bo wolę to pokazać na boisku.

Po rozmowie wnoszę, że trochę odżyłeś po trudnym okresie. Zgadza się?
Tak. Wydawało mi się, że w Gdańsku aklimatyzacja nie będzie mi potrzebna, bo wracam do siebie do domu, ale jednak okazało się, że trochę czasu na adaptację potrzebowałem. Ale ten czas mam już za sobą.

Widzę, że nie zrzucasz na nikogo winy za ten słabszy okres, który przeżywałeś. Bierzesz wszystko na swoją klatkę?
Nie zawsze palec wskazujący kieruje się na kogoś innego, czasem trzeba skierować na siebie. W tym wypadku tak muszę zrobić.

W Lechii w ostatnim czasie bardzo łatwo o alibi – zmiany w składzie, zmiany trenerów. Nie chcesz z tego skorzystać?
Wiem, że najłatwiej znaleźć coś, co ci przeszkadza poza sobą – innych ludzi, okoliczności. Nie na wszystko ma się wpływ, ale ja tak nie chcę. Mamy teraz w drużynie nową sytuację. Trener Orest Lenczyk zawsze powtarzał, gdy z nim pracowałem: nowa sytuacja wymaga nowych rozwiązań. Kierując się tą maksymą, zmodyfikowałem pewne rzeczy w mojej pracy, inaczej położyłem akcenty, bo uznałem, że powinienem coś zmienić.

Michał Pazdan o Legii, reprezentacji i Jagiellonii TUTAJ

Co miałeś sobie do zarzucenia przez ten czas, gdy ci nie szło jesienią? Co robiłeś nie tak?
Ta analiza przychodzi dopiero teraz, bo wtedy – przed meczami, po meczach – robiłem wszystko tak, jak zawsze. Tak jak w Śląsku, jak przed meczem z Niemcami czy tak, jak po tamtym spotkaniu. Widocznie zmiana otoczenia, zmiana klubu wymagała innych rozwiązań. Teraz ich próbuję i zobaczymy jak zadziałają.

A może jednak ta słabsza forma, to nie była twoja wina? Ktoś źle ciebie potraktował, ktoś źle ciebie pokierował?
Wolę wziąć winę na siebie. Jeśli zacznę szukać winnych gdzie indziej, nic się zmieni, chociaż najprościej jest oskarżyć innych. Ale ja nie mam czasu na to, żeby mieć pretensje do kogoś innego, żeby się obrażać. Mam czas, by zmienić coś w sobie. Tak samo zresztą było, gdy nie szło mi w Austrii Wiedeń. Szukałem innych rozwiązań w sobie, nie u innych, bo zawsze uważałem, że to jest najlepsza droga do wyjścia z trudnej sytuacji. Zacznij od siebie – to samo staram się wdrożyć w funkcjonowaniu mojej rodziny.

MK_sebastian-mila_xx001

W szatni zdarzyło ci się przemówić do kolegów w ten sposób: panowie, najpierw spójrzcie na siebie?
Nie. W piłce przemawiam inaczej – swoim zachowaniem. Kiedy wracałem z kadry i lądowałem w Lechii na trybunach, kiedy nie znajdowałem się w osiemnastce meczowej, przychodziłem na trening, podwijałem rękawy i pracowałem, robiłem sobie dodatkowe treningi. To jest według mnie najlepsza i najdosadniejsza przemowa. To jest przemowa, którą inteligentni ludzie szybko zrozumieją.

Do takiej postawy trzeba dojrzeć, prawda?
Tak. To nie jest coś, co siedziało we mnie zawsze. Do tego dochodzi się latami. Doszedłem i jest mi teraz o wiele łatwiej.

Czy fakt, że lądowałeś na trybunach będąc kapitanem powodował większy ból?
Większy smutek. Jestem bardzo ambitnym zawodnikiem, czasem moja ambicja jest większa niż możliwości, umiejętności. Niestety, taki się urodziłem, tak zostałem wychowany. Ale to też pozwala mi walczyć o najwyższe cele, dochodzić do takich, które mogłyby się wydawać nieosiągalne. Gdy nie mogę grać, cieszyć się piłką, dostawać braw od kibiców, to jest dla mnie bardzo trudne. Ale nie przesłoniło mi to umysłu na tyle, żeby zapomnieć o tym, że nie ma żadnego obrażania, jest tylko ciężka praca. Powtarzałem to sam sobie, powtarzała mi moja żona Ula i dopiąłem swego, bo pod koniec roku wróciłem do podstawowego składu.

I znów jesteś kapitanem Lechii. Ile dla ciebie znaczy ta opaska? Gdy straciłeś ją w Śląsku bardzo to przeżyłeś. Teraz w Lechii jesienią straciłeś ją w sposób jakby naturalny, grałeś mało albo w ogóle. Pytam, bo w kadrze o tę opaskę był nawet konflikt? A jak to było z tobą i Maćkiem Makuszewskim?
Gdy traciłem opaskę w Śląsku i dostawał ją Marco Paixao, nie obwiniałem za to jego. Nawet nie przyszło mi to do głowy. Byłem smutny, przygnębiony, że tak się stało, ale widocznie w tamtym momencie było mi to potrzebne. To, czyli oderwanie się od obowiązków kapitana. A w Lechii? Gdy Maciek dostał opaskę, czułem się zobowiązany, żeby mu pomóc w dbaniu o dobre funkcjonowanie drużyny. Moim zdaniem tak powinien zachowywać się każdy, komu leży na sercu dobro zespołu i klubu. Muszę przy tym podkreślić, że moje funkcjonowanie w roli kapitana polega na tym, że wsłuchuję się w głos drużyny, decyzje podejmujemy wspólnie. Nie ma decyzji kapitana, jest decyzja zespołu i ja zawsze takiej decyzji będę bronił, jako kapitan.

Nie przyjechałem do Polski pomieszkać nad morze – czytaj rozmowę ze Sławomirem Peszką

Umówmy się, nie jesteś typem Roya Keana, który pójdzie sam do trenera i zrobi mu awanturę.
Noooo… Niech tak będzie.

Mylę się?
Zostawmy to tak.

Czy miałeś taki moment, gdy ci w Lechii nie szło i pomyślałeś: „Cholera, to był błąd z tym odejściem ze Śląska…”?
Nie, ani przez chwilę nie miałem takich wątpliwości. Wiedziałem, że w Śląsku przyszedł czas na pożegnanie. Że trzeba poszukać nowych wyzwań, że trzeba zawiesić poprzeczkę wyżej. Chciałem wytyczyć sobie nowy cel. Wiedziałem, że Lechia miała wielkie aspiracje, ale jej nie szło. Wiedziałem, że chcę pomóc tej drużynie i wiem, że ta moja pomoc jeszcze nie przyszła. Źle się z tym czuję, każdego dnia przychodzę na trening, pracuję na 100, 200 czasem 300 procent, a nasze miejsce w tabeli za bardzo się nie zmienia. To jest najtrudniejsze, z tym najciężej się żyje. Ale wiem, że ten dobry moment jeszcze przyjdzie, bo wszyscy w drużynie są mocno zdeterminowani, żeby tak się stało.

Co takiego jest w Lechii, że nie odnosi ona sukcesów na miarę oczekiwań i inwestycji? Od czasów gdy na trybuny chodził Lech Wałęsa nie udało się nawet załapać do pucharów…
W ostatnich dwóch latach, gdy rozpoczęła się przebudowa drużyna, Lechia zajęła czwarte i piąte miejsce. To za mało. Pamiętajmy ilu piłkarzy przyszło, ilu odeszło. Teraz przyszedł moment, że będą tylko kosmetyczne zmiany – dwóch, trzech, czterech piłkarzy. Zaczynamy się docierać i poznawać. Będzie dobrze.

Czasy, gdy nad Gdańskiem krążyły samoloty z tabunami piłkarzy przylatującymi na testy, to już przeszłość? Przyznasz, że było to komiczne?
Znam te żarty i wiem też dlaczego tak było, jak miała wyglądać budowa zespołu i popieram to. Można było wymieniać po dwóch piłkarzy co pół roku i robić to przez dziesięć lat. A można było to robić radykalniej, ale krócej. Wiem też, że wszyscy zaangażowani w ten projekt wierzą w jego końcowy efekt. Teraz łatwo jest krytykować Lechię, ale wiem, że przyjdzie taki moment, że ci, którzy ja krytykują, za chwilę będą musieli docenić taką politykę transferową.

Waldemar Prusik o ekstraklasie TUTAJ

Mówisz w wywiadach, że teraz z Lechią będzie lepiej. A dlaczego akurat teraz miałoby się udać?
Nie chcę niczego obiecywać. Wiem natomiast, że w zespole jest nowy impuls, drużyna się zgrywa, grupa się dociera. Potrzebny był czas, ale skład jest coraz bardziej stabilny, zrobiliśmy dobre transfery, mamy nowego trenera i stąd mój optymizm.

Po zakończeniu kariery ty powinieneś zostać trenerem, bo głupio byłoby zmarnować tyle doświadczeń, jakie masz z pobytu w Lechii. W krótkim czasie poznałeś wszystkie szkoły trenerskie: portugalską, niemiecką, polską, amerykańską. O robocie trenera wiesz już wszystko. Możesz iść do PZPN a oni powinni ci z miejsca wydać licencję UEFA Pro…
To muszę cię zmartwić, bo trenerem nie będę na pewno, ale po karierze – chociaż o jej końcu jeszcze nie myślę – zostanę w Lechii, bo tak mam skonstruowany kontrakt. Chcę jeszcze zrobić fajną robotę.

Jaki jest trener Piotr Nowak? Daje się wam napić wody po długim, wyczerpującym biegu? Czy nie daje i ryzykuje, że ktoś go poda do sądu, jak jego poprzedni amerykański klub?
Przez pierwsze kilka treningów nic nie piliśmy, żeby nie ryzykować jakiejś niekomfortowej sytuacji.

To prawda, że niektórzy jedli śnieg z pragnienia?
Nie, nieprawda, ale napoczęliśmy ten temat związany z doniesieniami z USA. Trener uśmiechał się pod nosem i żartował razem z nami. A poważnie: trener Nowak jest bardzo wymagający, uwielbia spędzać czas na boisku. Podejrzewam, że chciałby, byśmy na boisku cały dzień spędzali i my, bo on to po prostu lubi, jest bardzo zaangażowany. Mówi, to co myśli, jest szczery. Był dobrym piłkarzem, miał sukcesy jako trener w USA. Nie zastanawiamy się, czy warto mu zaufać, czy nie warto, bo warto w stu procentach. I tak zrobiliśmy od pierwszego treningu.

Kiedy mówisz, że trener chciałby, żebyście spędzali na boisku cały dzień, to zastanawiam się czy po dwóch przegranych nie przyjdzie mu to do głowy, by wdrożyć taki pomysł.
Na razie schowaliśmy mu wiadro z zimną wodą i lodem, więc ograniczyliśmy mu pole manewru.

Jest coś takiego u trenera Nowaka, czego nie widziałeś u innych trenerów?
Najbardziej mi się podoba, jak coś pokazuje na zajęciach. Na przykład wali piłkę zewniakiem lewą nogą na drugą stronę boiska. I robi to perfekcyjnie. To mi imponuje. Czyli nie tylko teoria: zrób to tak i tak, tylko zobacz jak to zrobić.

Pamiętasz trenera Nowaka z boiska jako zawodnika?
Tak, ja jeszcze pamiętam jak grał w reprezentacji. To było niesamowite.

I ciągle to ma?
Chciałem powiedzieć: niestety tak. Myślałem, że tylko ja w drużynie będę lewą nogą dawał zewniaki, ale okazuje się, że jest nas dwóch – ja i o kilka lat starszy trener. To jest deprymujące.

Kompromitacja będzie wtedy, gdy zgłosi się do wiosennych rozgrywek jako grający trener.
Mam tylko nadzieję, że nie zrobi tego przed EURO, żebym miał jeszcze jakiekolwiek szanse na wyjazd.

Poruszyłeś temat kadry i EURO. Jesienią przekonałeś się, że miłość kibica nie trwa wiecznie. Po uwielbieniu twojej osoby za mecz z Niemcami i bramkę, przyszedł kryzys sportowy, coraz częściej musiałeś czytać: za co powołują tego Milę do kadry, przecież gra beznadziejnie!
Tak to funkcjonuje, to jest normalne. Nie raz i nie dwa byłem ganiony za występy i byłem też chwalony. I wiem, że gdy jest źle, muszę sobie z tym poradzić. Muszę przekonać do siebie kibiców, dziennikarzy. A mogę ich przekonać tylko dobrą grą. Zamartwianiem, złością nic nie wskóram.

Ja setek nie marnuję i zawsze gram na 40 procent – Sławek Peszko czyta memy

Były takie chwile na zgrupowaniu na jesieni, że w hotelu kadry przemykałeś bokiem, w kapturze, żeby cię nikt tylko nie zaczepił. A na pewno nie media. To był taki komunikat: „jestem w nastroju nieprzysiadalnym”?
Podobna sytuacja do tej, gdy straciłem opaskę. Po prostu nie chciałem się udzielać medialnie, bo nie miałem nic mądrego do powiedzenia. Chciałem się skoncentrować na sobie, na pracy. Grzecznie odmawiałem próśb o wywiady, od nikogo nie uciekałem. Nie mam sobie nic do zarzucenia w tej kwestii.

A pewnie zyskałeś jeszcze większy szacunek do trenera Nawałki za konsekwencję w stosunku do twojej osoby?
Tak. To była dla mnie niesamowita motywacja, żeby obronić jego decyzję, obronić siebie i pomóc reprezentacji. Byłem przekonany, że jestem w stanie pomóc drużynie.

Czyli nie chodziło tylko o to, żeby usprawiedliwić siebie, tylko miałeś świadomość, że ktoś nadstawia za ciebie głowę.
Kiedyś tata powiedział mi taką rzecz: „najtrudniej jest zaakceptować gdy zawiedziesz osobę, która ci zaufała, z tym jest najtrudniej żyć później”. Cały czas o tym myślę i pamiętam, że takich sytuacji muszę się wystrzegać.

Za kilka dni startuje ekstraklasa. Czy jako kapitanowi drużyny udało ci się przekonać Milosa Krasicia, żeby w końcu zaczął wiązać sznurowadła, gdy wychodzi na trening?
A skąd ty wiesz takie rzeczy, że on nie sznuruje butów?

Słyszałeś pewnie o dronach?
Acha, no to pięknie się przygotowałeś. Powiem tylko tyle, że Milos Krasić, to piłkarz, z którym naprawdę przyjemnie się gra. Pewnych nawyków, które ma, nie wolno mu zmieniać. Jak to mówią, starych drzew się nie przesadza. Jeśli ma ciągnąć grę naszej drużyny – a wiem, że tak będzie, bo widzę jak pracuje u trenera Nowaka – to warto dać mu trochę luzu w pewnym momencie, żeby na końcu on to pociągnął.

Chciałem teraz zapytać czy Lechia czymś zaskoczy wiosną, ale chyba właśnie zdradziłeś waszą tajną broń: Milos Krasić jest w formie…
Tajną bronią byłoby to, gdyby Milos wychodził na mecze bez butów. To by było coś. Na razie ma tylko rozwiązane. A poważnie, co do naszych atutów, muszę jedną rzecz powiedzieć: mamy bardzo świadomą drużynę. Nikomu nie trzeba mówić, że trzeba zrobić dodatkowy trening, że trzeba ciężko pracować, nikogo nie trzeba motywować. Każdy ma doświadczenie, cel – jeden chce jechać na EURO, drugi zdobyć mistrzostwo, inny wyjechać za granicę. Drużyna jest świadoma tego wszystkiego. Myślę, że to jest ważne.

Siwe włosy? To pozostałość po aferze dopingowej – czytaj rozmowę z Jakubem Wawrzyniakiem

Przypomina mi się rozmowa z Kubą Wawrzyniakiem sprzed kilku miesięcy, kiedy powiedział mi: mamy najmocniejszą paczkę w Polsce. Chodzi mi o to, czy przypadkiem ta świadomość nie jest waszą jedyną mocną stroną?
Nie, jestem spokojny. Trudno to wytłumaczyć, ale gdy przychodzę do szatni i widzę jak każdy coś robi dla siebie jeszcze przed zajęciami, potem po zajęciach idziemy dodatkowo na siłownię to wiem, że każdy z nas ma nakreślony cel i nikt z nas nie akceptuje miejsca, które zajmujemy w tabeli. I każdy z nas wierzy, że będzie lepiej.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli