Michał ŻEWŁAKOW: Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że nie nadaję się do tej roboty

Autor wpisu: 16 maja 2017 00:44

Michał Żewłakow, dyrektor sportowy Legii, w rozmowie z Futbolfejs.pl. O środowym meczu Legii z Lechem, ale nie tylko. Pytamy o zimowe okno transferowe, plany na przyszłość, ale też o dotychczasowe dokonania. – Opinia publiczna? Wiem, że znajdą się tacy, którzy będą mówić, że się do tej roboty nie nadaję, nawet jeśli zdobędziemy kolejne mistrzostwo. Pewne rzeczy trzeba po prostu zaakceptować. Nie jestem osobą, która walczy o to, by być chwalona – mówi 102-krotny reprezentant Polski.

FUTBOLFEJS.PL: Co będzie dalej z dyrektorem sportowym Legii? Michał Żewłakow zna swoją przyszłość na Łazienkowskiej?
MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Czekam na koniec z sezonu i czekam z nadzieją, że ten sezon zakończymy znowu jako mistrzowie Polski. Potem ogłoszę swoją decyzję. Na razie wolałbym nic więcej nie mówić, nie chciałbym niepotrzebnie podsycać dyskusji i plotek. Jestem w stałym kontakcie z prezesem Dariuszem Mioduskim i jego współpracownikami i oni dowiedzą się pierwsi o mojej decyzji.

Abstrahując od decyzji, którą pan podejmie, ocena pana pracy jako dyrektora sportowego w dużym stopniu zależy od tego, na którym miejscu skończy Legia. Jeśli Legia nie zdobędzie mistrzostwa, będą panu wypominane transfery Necida, czy Chimy-Chukwu oraz sprzedaż Nikolicia i Prijovicia.
Zawsze tak to działa. I każdy człowiek, który pracuje w sporcie, powinien być tego świadomy. Nawet jeśli pewne rzeczy zostaną mi przypisane trochę niesłusznie, to trzeba z tym żyć. Wiem, że nie jestem osobą, która błędów nie popełniała. Wiem też, jak wyglądała Legia, do której przychodziłem pracować po zakończeniu gry, i wiem, jak wygląda teraz. Wydaje mi się, że bilans mojej pracy jest raczej pozytywny. Jeśli powiem, że Legia 2013 i Legia 2017 to dwa różne kluby, nie będę daleki od prawdy.

GUILHERME o negocjacjach z Legią – TUTAJ

O piłkarzu mówi się: jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz. A o dyrektorze sportowym?
To samo dotyczy dyrektora. To ostatnie dokonania są twoją wizytówką. Nie jestem osobą, która walczy o to, by być chwalona. Dla mnie ważniejsze jest to, jak odbierają mnie ludzie, z którymi pracuję na co dzień – trenerzy, piłkarze, ludzie ze skautingu czy z działu sportowego. A opinia publiczna? Wiem, że znajdą się tacy, którzy będą mówić, że się do tego nie nadaję, nawet jeśli zdobędziemy mistrzostwo. Pewne rzeczy trzeba po prostu zaakceptować.

Ile trzeba zrobić trafionych transferów w oknie transferowym, żeby zasłużyć na miano dobrego dyrektora sportowego?
Jeżeli na pięciu wypala trzech, to znaczy, że to jest dobra praca. Dużo zależy od klubu, w którym się pracuje, ale w Legii tak bym to ocenił. Jesteśmy klubem, który do tej pory posilał się finansowo z transferów. Czasem gdy rozsądek sportowy podpowiada, by przytrzymać jakiegoś piłkarza, do sprzedaży zmusza sytuacja finansowa. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie w Legii będzie taka stabilizacja finansowa, że klub nie będzie walczył o sprzedaż najlepszych zawodników za jak najlepsze pieniądze, tylko o to, żeby tych najlepszych zawodników przytrzymywać jak najdłużej.

Nikolicia albo Prijovicia nie dało się zatrzymać zimą? Tamta dwójka w porównaniu z tymi, którzy ich zastąpili, wypadała o wiele lepiej.
Trzeba powiedzieć szczerze, że teraz jest gorzej. O szansie pozostania Niko i Prijo powiem tak: gdyby taka szansa była, to pewnie by zostali. Ale obaj stwierdzili, że w Legii osiągnęli już wszystko i potrzebują czegoś nowego, abstrahując od tego, że zarobili na odejściu konkretne pieniądze. Nikolić był niezadowolony, że w Lidze Mistrzów nie gra regularnie. Prijović stwierdził, że po dobrej jesieni okazja na złapanie lepszego kontraktu już mu się nie trafi. Można było z nim rozmawiać, pewnie trzeba by go było rozpieścić finansowo, ale biorąc pod uwagę kontuzję, jaką złapał, nie było gwarancji, że jeśli go zatrzymamy, to będzie grał i strzelał gole. Prijo uparł się, że chce odejść do Chin, do tamtejszej drugiej ligi. Mówił, że pogra jeszcze ze cztery lata i kończy karierę, bo tyle tam zarobi. Tłumaczyłem mu, że jest w takim wieku, że za podobne pieniądze może pograć w Europie. Tydzień później trafiła się oferta z PAOK-u i wydaje mi się, że jest tam szczęśliwy.

Prezes Mioduski o klauzuli odejścia w umowie Pazdana i przyszłości Vadisa – TUTAJ

Ale jego rozstanie z Legią było raczej chłodne.
Były taki moment, że gdy wszedł do mnie do gabinetu na rozmowę, to były dwie możliwości: albo się pobijemy, albo się rozejdziemy i wrócimy, gdy obaj trochę ochłoniemy. Chociaż miałem z nim dobry kontakt. Umieliśmy ze sobą rozmawiać, zwłaszcza w sytuacji sam na sam. Gorzej było, gdy w negocjacjach brały udział osoby trzecie. Koniec końców znaleźliśmy rozwiązanie, na którym skorzystał i zawodnik, i klub.

Nie dało się go przekonać argumentem: zostań jeszcze cztery miesiące, latem zdobywamy mistrzostwo i wtedy odchodzisz?
Plan był taki, że zimą sprzedajemy Nemanję, Prijo zostaje w roli pierwszego napastnika i zastanawiamy się, czy ściągamy z Ruchu Niezgodę, czy kogoś kupujemy. Prijo powiedział twardo: ja w tym klubie nie zostaję. Stwierdziliśmy, że nie będziemy nikogo uszczęśliwiać na siłę. Legia nie jest takim klubem, żeby kogoś prosić, by tutaj grał. Nie chcesz? W porządku, ale odejdziesz na naszych warunkach, a nie na swoich. Chwilę to trwało, ale ostatecznie wszystko poszło dobrze.

Pana długo trzeba było przekonywać, by został pan w Legii po zmianie właściciela i prezesa? Wiadomo, że Michał Żewłakow utożsamiany jest z poprzednim szefem, Bogusławem Leśnodorskim.
Powiem szczerze, że odsunąłem od siebie kwestię właściciela. Nie chodziło o Dariusza Mioduskiego czy Bogusława Leśnodorskiego. Dla mnie liczyli się trener Jacek Magiera, jego sztab i piłkarze. Czułem, że odchodząc, opuściłbym przede wszystkim drużynę. Dla mnie koniec sezonu będzie czasem na to, żeby usiąść i porozmawiać o przyszłości. Dowiem się, czego ode mnie wymaga prezes, jak na współpracę reagują trener Magiera i Aleksandar Vuković. To są osoby, z którymi rozmawiam bezpośrednio. Moją rolą jest ułatwianie pracy trenerowi. Muszę wiedzieć, czy jestem osobą, która jest w klubie chciana. Jeśli okaże się, że Michał Żewłakow budzi kontrowersje, stwarza problemy, jest jakąś barierą, to znaczy, że nie ma tu dla mnie miejsca. Jeśli klub miałby lepiej funkcjonować beze mnie, nie jestem przyklejony do stołka. I mimo to, że jest to dla mnie najlepsza praca na świecie, nie chcę jej wykonywać bez względu na wszystko. Zawsze podchodzę do takich spraw w ten sposób: jeśli mnie gdzieś nie chcą, to znaczy, że się nie nadaję.

Uczestniczy pan w tworzeniu planów na kolejny sezon?
Oczywiście, że tak.

Jakie więc są te plany? Czy plan, jeśli zdobędziecie mistrzostwo, jest inny od tego, jeśli mistrzostwa nie zdobędziecie?
Mamy ustalone pewne kwestie, są one zależne od różnych scenariuszy. Nie jest tak, że będziemy chcieli robić inne transfery, gdy zostaniemy mistrzem, a inne na wypadek, jeśli nie będziemy. Obraliśmy kilka opcji i zobaczymy, na które nas będzie stać. Większość rzeczy jest już przygotowana.

Nie pytam o nazwiska, ale może pan zdradzić, na jakich pozycjach potrzebne są wzmocnienia?
Wchodzimy w tematy, o których na razie nie chciałbym rozmawiać. To są wewnętrzne ustalenia. Przed drużyną cztery ważne spotkania ligowe i to się w tej chwili liczy. Na podsumowania i rozmowy o planach przyjdzie czas.

To porozmawiajmy o finiszu ligi. Spodziewał się pan, że na tym etapie rozgrywek o tytuł będą walczyć jeszcze cztery drużyny?
Od początku sezonu było wiadomo, że nie będzie jednego zespołu, która będzie wiódł prym i zdobędzie mistrzostwo. Szczerze mówiąc, liczyłem na to, że po sezonie zasadniczym będziemy na pierwszym miejscu i wszystko będzie w naszych rękach. Pierwszy mecz z Wisłą Kraków w rundzie mistrzowskiej sprawił, że trzeba gonić czołówkę. Ale te cztery drużyny od dłuższego czasu pokazują, że chcą się liczyć do końca. Jest kilka zespołów, które udowadniają, że są w stanie zrobić coś niespodziewanego. Tak jak Wisła. Dla mnie to jest największa niespodzianka drugiej części sezonu, bo wiemy, co się z nią działo jesienią. Ale praca wykonana zimą dała bardzo dobre wyniki.

Kadrowo ten zespół zasługuje na pierwszą ósemkę, a nawet czołówkę tej ligi.
Wisła urozmaica rywalizację, bo mecze Legia – Wisła czy Lech – Wisła, to ligowe klasyki. Mam nadzieję, że klub największe problemy ma już za sobą i Wisła od następnego sezonu wróci do rywalizacji o najwyższe cele.

Wygrana 6:0 z Niecieczą to dobra rozgrzewka przed środowym spotkaniem z Lechem?
Na pewno takie zwycięstwo cieszy i może być pomocne od strony mentalnej. Podnosi morale w drużynie, podnosi poziom wiary we własne możliwości. W to, że wszystko idzie w dobrym kierunku. To też był mecz, w którym piłkarze, którzy chcieli coś udowodnić trenerowi, kibicom i sobie, udowodnili to. Ale trzeba uważać, by nie spowodował poczucia, że już jest wszystko w porządku.

W meczu z Termaliką widać było gołym okiem, jak ważna jest głowa. Przy stanie 2:0, a nawet już po pierwszej bramce, piłkarze złapali duży luz.
Ten luz jest też potrzebny. Nie można być cały czas pod prądem, bo ten prąd zaczyna człowieka paraliżować.

Mam wrażenie, że ten prąd – skądkolwiek się brał – był do tej pory największym problemem Legii.
Żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał: mecz z Termaliką kosztował drużynę sporo wysiłku, potrzebna była koncentracja. Bruk-Bet jest drużyną, która ten sezon w zasadzie zakończyła. Ale w Warszawie chciała pokazać, że Legii z nią gra się ciężko. Odpowiedzieliśmy w najlepszy możliwy sposób i mam nadzieję, że klątwa została zdjęta. Jest to dobry prognostyk przed meczem z Lechem, ale on jest już historią. Teraz czeka nas spotkanie z zespołem, który ma takie same ambicje i cele jak my.

Niepokoiła pana forma Legii na własnym boisku?
Biorąc pod uwagę cały sezon, na pewno wyniki meczów w Warszawie były zaskoczeniem na minus. Ale oceniając okres pod wodzą trenera Jacka Magiery, ten bilans nie jest taki zły. Może nie jest idealny, ale na pewno nie jest tragiczny.

Kto jest faworytem środowego spotkania?
Uważam, że wygra drużyna, która zdoła lepiej opanować emocje. Gdy opanujesz emocje, wtedy jesteś w stanie więcej pokazać. Takie mecze wygrywa się doświadczeniem, dojrzałością piłkarską. To nie musi być piękny mecz.

Niestety zazwyczaj takie mecze nie są piękne.
To zależy od punktu widzenia. Kibice z Warszawy widzą je po swojemu, kibice z Poznania po swojemu. Dla mnie jest to spotkanie dwóch najlepszych polskich drużyn w tej chwili. Różnie może być, ale wydaje mi się, że my dobrze trafiliśmy z formą i końcówka sezonu będzie nasza.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli