Michał Żewłakow: Najwięcej nauczyłem się od tych trenerów, których nienawidziłem

Autor wpisu: 28 grudnia 2016 06:48

Przed dyrektorem sportowym Legii gorący okres – zimowe okno transferowe. Jedni piłkarze – jak Nemanja Nikolić – klub z Łazienkowskiej opuszczają, inni będą niebawem sprowadzani. A rolą Michała Żewłakowa jest, by ten ruch transferowy nie tylko nie zaszkodził drużynie Jacka Magiery, ale jeszcze ją wzmocnił. Liga Europy na horyzoncie.
Długa, ale ciekawa lektura.

FUTBOLFEJS.PL: Czy awans do Ligi Europy i perspektywa dwumeczu z Ajaksem wpływa na plany kadrowe Legii w zimowym oknie transferowym? W lidze powinniście sobie poradzić bez kupowania nowych graczy, a z pucharów można odpaść już w lutym, więc czy zamierzacie inwestować, skoro perspektywa jest taka niepewna?
MICHAŁ ŻEWŁAKOW: Mamy apetyty, żeby przygodę z Europą trochę przedłużyć. Tym bardziej, że po losowaniu nie musimy martwić się, że Ajax to drużyna poza naszym zasięgiem, więc jest szansa, że ta przygoda potrwa dłużej.

Odejście Nemanji Nikolicia to sygnał dla pana, że trzeba ściągać nowego napastnika, czy da się uzupełnić ten brak kimś z obecnej kadry?
Jeśli odejdzie tylko Nikolić, to nie będziemy szukać napastnika. Ale jeśli także Aleksandar Prijović dostanie ofertę, z której on i klub zechcą skorzystać, to wtedy będziemy potrzebowali piłkarza na tę pozycję.

Jest zainteresowanie Prijoviciem?
Jest. I my jesteśmy przygotowani na ewentualność odejścia dwóch napastników. Czy tak się stanie? Nie wiem, czas pokaże. Osobiście nie chciałbym, żeby do tego doszło. Bo to się wiąże z koniecznością budowy struktury drużyny na nowo. „Prijo” jest na fali wznoszącej i z korzyścią – zarówno dla niego, jak i dla klubu – byłoby, gdyby został w Legii jeszcze przynajmniej pół roku. Ale trudno przewidzieć, jak rozwinie się ta sytuacja.

Latem była okazja, żeby sprzedać dwóch stoperów: Igora Lewczuka i Michała Pazdana. Sprzedaliście tylko jednego, na odejście drugiego się nie zgodziliście. Można szukać jakichś analogii w obecnej sytuacji napastników Legii?
Wtedy nie zakładaliśmy, że obu sprzedamy. Tym bardziej, że oferta na Michała Pazdana przyszła ostatniego dnia okna transferowego. Nie było możliwości, żeby uzupełnić skład.

Lewczukowi nie chcieliście stawać na drodze, z czego Michał nie był zbytnio zadowolony.
Igor dłużej grał w Legii, jest trochę starszy od Michała i druga taka okazja mogłaby mu się nie trafić. Dlatego nie chcieliśmy mu robić przeszkód. Oferta, która przyszła z Bordeaux, była na tyle dobra, że zdecydowaliśmy się na transfer.

Czy Michał Kucharczyk jest zawodnikiem, który mógłby zostać znowu napastnikiem w Legii?
To pytanie do Jacka Magiery, nie chciałbym wychodzić przed szereg. Michał jest piłkarzem, który może grać jako „dziewiątka” w różnych konfiguracjach. Mamy wielu zawodników ofensywnych, których trener może wykorzystać, nie grając z typową „dziewiątką” – Radović, Hamalainen – więc trener nie będzie miał wielkiego bólu głowy, jeśli stracimy jednego z napastników. Jeśli stracimy dwóch, zespół zostanie bez tej „dziewiątki”.

A to nieprawda, że Hamalainen też jest już spakowany?
Z tego, co ja wiem, to on się spakował tylko na święta (śmiech). Odejście jednego z napastników może spowodować właśnie to, że Kasper będzie dostawał więcej szans. Nic nie wiem na temat tego, że miałby odejść. To zawodnik, który jest Legii potrzebny.

Jak duże jest prawdopodobieństwo, że odejdzie Michał Pazdan?
Z Michałem jest tak, że w każdym okienku istnieje niebezpieczeństwo, że zmieni klub. Nie zamierzamy nikogo więzić, nie jesteśmy też w stanie oferować piłkarzom coraz większych zarobków, żeby tylko nie myśleli o wyjeździe. Pazdan to jest ambitny zawodnik, reprezentant kraju i pewnie chciałby poczuć, jak to jest grać zagranicą. Mieliśmy z nim spotkanie, na którym ustaliliśmy, że jeśli przyjdzie oferta na odpowiednim poziomie, to klub nie będzie mu robił problemów.

To co zrobicie w przypadku, gdy Pazdan odejdzie? Bo zostajecie z trzema stoperami: Jakubem Rzeźniczakiem, Jakubem Czerwińskim i Maciejem Dąbrowskim…
Zostaje nam czterech stoperów, bo jest jeszcze Mateusz Wieteska.

Czyli zostajecie w tej konfiguracji, czy szukacie stopera?
Może coś się stać i mamy kandydata, którego byśmy chcieli. Bo tak naprawdę może odejść także Bartek Bereszyński. Myśleliśmy długo i mamy takiego piłkarza, którego chcielibyśmy sprowadzić w momencie, kiedy stracimy Pazdana czy Bereszyńskiego. Byłby to piłkarz w mojej i trenera Magiery opinii, który byłby lekarstwem na utratę tych zawodników.

I ten piłkarz bardzo dobrze zna Legię, bo był w niej dwa razy?
Trzeba jego spytać, czy zna dobrze klub.

Rozumiemy, że chodzi o Artura Jędrzejczyka. Stać was na wydatek 1,5 mln euro?
Nie wiem, czy cena za piłkarza do obrony Legii, to jest 1,5 mln euro. Legia może sobie pozwolić na takiego piłkarza, który będzie Legii potrzebny.

Kibice Legii martwią się, czy długo uda się utrzymać takiego piłkarza w klubie jak Vadis Odjidja-Ofoe. Jesteście przygotowani, że możecie dostać ciekawe oferty za niego?
Trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność, ale z tego, co mówi sam piłkarz i jego agent, na razie nie zanosi się na transfer. Nie wiem, co będzie po zakończeniu sezonu, bo jeśli będzie prezentował taką formę jak jesienią, to może zechcieć wrócić do większego klubu. Jeśli chodzi o zimowe okienko transferowe, to byłbym spokojny. Z zastrzeżeniem, że może stać się coś niespodziewanego, typu oferta, której nie będziemy w stanie odrzucić.

Czy powodem odejścia z Legii Nikolicia był fakt, że jesienią nie pograł sobie w Lidze Mistrzów i był tym rozgoryczony?
Nie wiem, czy był rozgoryczony. Jego kariera nabrała tempa. To było najlepsze półtora roku w jego wykonaniu. Piłkarz jest ambitny i chciałby więcej – więcej trofeów, większego klubu, większych pieniędzy. Przychodzi taki moment, dla zawodnika i klubu, w którym transfer jest korzystny dla obu stron. Myślę, że Niko nie ma żalu do Legii i w nowym klubie nie będzie miał gorzej. To było jego decyzja i nie chcieliśmy niczego robić na siłę.

Pod koniec lata i wczesną jesienią przeżywał pan trudny okres, sypały się na pana głowę prawdziwe gromy za to, że letnie transfery Legii były chybione. Czy teraz, pod koniec roku, czuje pan satysfakcję z tego, jak ludzie chwalą Vadisa Odjdję-Ofoe czy Thibault Moulina?
Oczywiście, że się cieszę, że ci piłkarze są chwaleni. I wydaje mi się, że ci, którzy tak krytykowali tych zawodników, też otworzyli oczy i nabrali dystansu do tego, jak i kiedy można piłkarzy oceniać. Wiadomo, że kibic jest niecierpliwy, natomiast w piłce trudno przewidzieć pewne rzeczy. Ściągając tych zawodników, wiedziałem, że wcześniej czy później w Legii się zadomowią. Cieszy mnie, że Vadis stał się liderem zespołu. Moulin jest cichym liderem, uwagę wszystkich zwraca Odjidja, natomiast Moulin też daje drużynie bardzo dużo. Jeśli chodzi o mnie, zdaję sobie sprawę, że każdy dyrektor sportowy przeżywa lepsze i gorsze chwile. Cieszę się, że w święta i na koniec roku przeżywam akurat te lepsze.

Miał pan chwilę zwątpienia z tym Vadisem? Bał się pan, że się pomyliliście?
W piłce nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, zrobić coś natychmiast, od ręki. Jest taka zasada, że jeśli piłkarz ma umiejętności, to prędzej czy później, to udowodni. Trzeba mu tylko dać szansę. Moulin nie miał problemu od początku, Vadis musiał coś udowodnić i cieszę się, ze wytrzymał te presję.

Bez Besnika Hasiego nie byłoby obu tych zawodników w Legii?
Bez Hasiego nie wiadomo, czy w tym momencie przyszedłby do nas Jacek Magiera. Gdyby Hasiemy szło, Jacek pracowałbym tam, gdzie zaczynał sezon (w Zagłębiu Sosnowiec – red.). Przynajmniej do końca rundy. To jest taki paradoks, szczęście w nieszczęściu.

Dla Vadisa i Moulina było to ważne, że trenerem, który ich ściąga do klubu jest Hasi?
Wiadomo, jak odbierają naszą piłkę w Belgii, Holandii czy Francji. Jesteśmy dla nich ligą, która stoi gdzieś z boku. Tylko dlatego, że nigdy tu nie byli, nigdy w tym nie uczestniczyli i nigdy tego nie widzieli. Teraz obaj z całą stanowczością twierdzą, że organizacyjnie i sportowo Legia byłaby w czołowej piątce w Belgii, może nawet w pierwszej trójce.

Był taki moment, że z prezesem Leśnodorskim usiedliście i stwierdziliście: Jezu, kogo myśmy sprowadzili?
Były chwile, kiedy zastanawialiśmy się nad tym, co się dzieje, bo potencjał mieliśmy taki, że w lidze powinniśmy spokojnie dawać sobie radę. A tu były takie sytuacje, jak mecz z Zagłębiem Lubin – czyli ten ostatni Besnika Hasiego – w którym Nikolić nie wykorzystuje karnego, a Michał Pazdan strzela samobója i przegrywamy. Był to splot pewnych fatalnych okoliczności. Zresztą od początku te okoliczności były złe, począwszy od okresu przygotowawczego, kiedy było dużo transferów, piłkarze odpoczywali po EURO 2016. To wszystko zwaliło się na głowę trenerowi.

Nie pomyślał pan: a może ja nie wszystko wiedziałem o tym Hasim?
Ja nie uważam Hasiego za złego trenera. Jemu po prostu nie wyszło w Polsce. Wszystko potoczyło się nie tak, jak trzeba. Wniosek z tego jest taki, że w żadnym dużym klubie trener nie ma zbyt dużo czasu, żeby coś udowodnić. W dużym klubie trzeba coś udowodnić na początku, a potem, gdy po paśmie dobrych wyników są jakieś wpadki, ludzie spojrzą na to przychylnym okiem.

W tamtym czasie, ze względu na te zaburzone przygotowania, nie było chyba trenera, który by sobie poradził.
Mimo że grałem w piłkę ponad 20 lat, to ja też nie wiem wszystkiego. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy był jakiś trener, który dałby radę. Być może Jacek Magiera wpłynąłby na zespół swoją osobowością, ale nie wiemy tego. Wiemy, że dziś nikt już nie wyobraża sobie Legii bez Jacka.

Kiedy zaczęły do was dochodzić sygnały, że źle się dzieje w szatni Legii?
Piłkarz ma to do siebie, że lubi ponarzekać, że zawsze chciałby, żeby to rzeczywistość dopasowała się do niego, a nie odwrotnie. Mieliśmy taki skład i potencjał, że takim drużynami, jak – z cały szacunkiem – Górnik Łęczna, Arka Gdynia powinniśmy sobie radzić. Mogliśmy wygrywać siermiężnie, ale wygrywać. Pewnie byśmy to znieśli i powiedzieli: najważniejszy jest awans do Ligi Mistrzów i to że w Ekstraklasie nie tracimy punktów. Ale jeśli my nie dawaliśmy sobie rady z takimi rywalami, to znaczy, że coś było nie w porządku. Nie tylko trener. Ja tez miałem w karierze trenerów, których lubiłem bardziej, i takich, których nienawidziłem. I tak naprawdę najwięcej nauczyłem się od tych, których nienawidziłem. Dlatego wydaje mi się, że mentalność polskich piłkarzy, którzy nigdy za granicę nie wyjechali, to jest takie… niańczenie siebie. Bo gdy ktoś wyjedzie na Zachód, to będzie miał tam to, co za Hasiego w Warszawie. Więc jest to sygnał, czy ktoś jest gotowy na wyjazd, czy jest piłkarzem, który zawsze będzie tylko ligowym dżemem.

Co takiego zrobił Magiera, że otworzył piłkarzom Legii głowy?
Trzeba spojrzeć na dwa okresy w Legii w ostatnim półroczu. Ten, który był po sukcesie, czyli podwójnej koronie. Piłkarz inaczej patrzy na świat po sukcesie, a inaczej w momencie katastrofy. Po kiepskim okresie jest bardziej posłuszny, bardziej chłonny, bardziej wrażliwy na to, co mówi trener. Kiedyś brat powiedział mi taką ciekawą rzecz: czasem jest tak, że przychodzi nowy trener, wiesza marynarkę na innym haczyku niż poprzedni i już piłkarze zaczynają inaczej go słuchać, niż tego poprzedniego. Jacek jest człowiekiem, który świetnie zna ten klub, jego historię, zna piłkarzy. Łatwiej jest mu być elastycznym w sytuacjach stresowych i euforii. Ale Hasi też miał swój sukces w Legii, bo przecież wprowadził ją do Ligi Mistrzów.

Umówmy się, dzięki dobrym losowaniom.
Losowanie było takie, że trudno było nie awansować, ale na ten splot szczęśliwych losowań pracowali poprzedni trenerzy, od trenera Macieja Skorży. To on wprowadził drużynę do Ligi Europy, gdzie punktowała. Potem był Jan Urban, który zdobył dublet, następnie Henning Berg, który rozszerzył horyzonty zawodnikom. Piłkarz Legii zupełnie inaczej zaczął patrzeć na swój zawód. Już nie było, że dwie godziny treningu i jedzie się do domu, tylko mnóstwo innych zajęć: spotkania i rozmowy z psychologiem, z trenerami. Zawodnicy zaczęli spędzać więcej czasu w klubie. Czerczesow nauczył piłkarzy nakręcanych sukcesem, że muszą być karni i poddani dyscyplinie. Przez ten czas Legia zdobywała punkty rankingowe, które pozwoliły na takie, a nie inne losowanie. Awans trafił na Besnika Hasiego, on skorzystał z pracy poprzedników. Jacek Magiera skorzystał z drużyny, którą skompletował Hasi i w tym złym czasie poukładał ją tak, że zaczęło to funkcjonować. Finalnie więc możemy się cieszyć z zatrudnienia Hasiego.

Jacek Magiera, gdyby przyszedł od razu po Czerczesowie, dałby sobie radę?
Dotychczasowy sukces Jacka Magiery to nagroda za jego odwagę. Bo on, jako młody trener, wszedł do klubu, gdzie panował totalny rozgardiasz – drużyna była rozbita, a jego czekały rozgrywki Ligi Mistrzów.

Można było się utopić…
Wystarczyło pociągnąć za sznurek, żeby gilotyna natychmiast spadła. Ale Magiera sobie poradził. Został rzucony na głęboką wodę, utrzymał się na powierzchni i pokazał, że wcale go to nie przeraża.

W którym momencie skończyła się wasza cierpliwość do Hasiego? Był jakiś moment przełomowy?
Mecz z Zagłębiem Lubin był przedostatnim przed przerwą na reprezentację. Zobaczyliśmy, że nic się w tym spotkaniu nie układa i stwierdziliśmy, że to jest dobry moment na zmianę.

Była możliwość ściągnięcia Miroslava Radovicia do Legii od razu po sezonie, zanim jeszcze podpisał kontrakt z Partizanem Belgrad?
Kiedy „Rado” podpisywał umowę z Partizanem, my mieliśmy dylemat, kto zostanie trenerem Legii. Wiadomo, przychodzi nowy trener, musi poznać drużynę, słuchamy sugestii, na jakich pozycjach chciałby coś zmienić. Potem splot kolejnych okoliczności sprawił, że udało nam się go ściągnąć. Podejrzewam, że gdyby Partizan awansował do Ligi Europy, to szansa transferu Radovicia byłaby niewielka.

Spodziewaliście się, że Radović aż tak wystrzeli?
Szczerze przyznam, że gdy prezes Leśnodorski zapytał mnie o „Rado”, powiedziałem mu: Boguś, jeśli Radović ma gdzieś wrócić do wielkiej formy, to tylko w Legii. On nie potrafi grać w Legii słabo. Gdy on wychodzi na boisko, to czuje się tak dobrze, jak ja w restauracji Paros (śmiech).

Co zrobicie z Jodłowcem? Jego zmęczenie trwało dość długo.
Chcemy mu pomóc, ale Tomek jest w takim momencie życia i kariery, że musi sam zdecydować, czy tej pomocy od nas chce. Nie ma co pomagać, jeśli ktoś pomocy nie chce albo jej nie szanuje.

Kto zdecydował, żeby Jodłowca wysłać na urlop w trakcie sezonu? To odważna decyzja.
Decydował Jacek Magiera. Utarła się o nim taka opinia, że jest grzeczny, kulturalny i cichy. Ale tak naprawdę to jest facet z silnym charakterem. To, co zrobił Jacek Magiera w Legii, pozwala wierzyć, że człowiek normalny, z pewnym kodeksem moralnym, zasadami i systemem wartości może odnieść sukces. Nie trzeba pajacować, nie trzeba udawać kogoś, kim się nie jest, albo oszukiwać, żeby odnieść sukces. Ten przykład może pociągnąć innych trenerów, na przykład Radka Sobolewskiego w Wiśle Kraków. Trzymam kciuki za jednego i drugiego.

Często kluby – także Legia i Wisła – dochodzą do tego dość krętą drogą. A okazuje się, że to, czego szukamy, jest tuż za rogiem.
Ale to jest w piłce też fajne, że człowiekowi wydaje się, że już dużo wie, a tak naprawdę nic nie wie. Że decyzja podjęta w ułamku sekundy, taka, nad którą się nie zastanawiamy, bywa najlepsza. W piłce nie ma rzeczy pewnych, trzeba tylko minimalizować ryzyko. Podejmować ryzykowne decyzje w momencie, kiedy nie przyniosą one jakichś wielkich strat. We wrześniu wszyscy byliśmy zgodni, że Jacek Magiera jest lekarstwem na tamtą sytuację Legii.

Marka „Legia” jest w Europie po tej Lidze Mistrzów silniejsza? Łatwiej będzie sprowadzać teraz na Łazienkowską lepszych piłkarzy?
My zawsze patrzymy, czego potrzebuje drużyna. Nie do końca jest to zgodne z tym, co widzi otoczenie. A ludzie widzą, że mamy pieniądze, więc pewnie będziemy je wydawać śmielej. Pieniądze ułatwiają życie, ale nie chodzi tu o to, żeby wydawać dla samego wydawania. Bo przy dużych i drogich nazwiskach też można się oszukać. Ekstraklasa jest ligą bardzo trudną. Nie każdy dobry zawodnik się tutaj sprawdzi. Kiedyś pojechałem na skauting i oglądałem Mikela Arruabarrenę. To jest naprawdę dobry zawodnik. Nie sprawdził się w Polsce, co nie znaczy, że w Hiszpanii nie daje rady. Oglądałem go kiedyś w Eibar, gdy awansowali do Primera Division, i był to najjaśniejszy punkt drużyny. W Polsce, zwłaszcza w dużym klubie, nie ma pewności, że jak kupisz drogiego, znanego zawodnika, to on tu na pewno będzie dobrze grał. Różnie z tym bywa. Dlatego pieniądze wydawać będziemy, ale ostrożnie i rozsądnie.

Rozmawiali Dariusz Tuzimek i Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ja

    Widać u Żewłakowa braki na stanowisku dyrektora sportowego. Jeśli odchodzi napastnik i zostaje tylko jeden, który jest jakimś gwarantem strzelania goli to trzeba ściągnąć napastnika. Co jeśli Prijović dostanie kontuzji?? Dupa blada. Już nawet odejście w ostatniej chwili Radovicia pokazało, że trzeba mieć 2 napastników na poziomie.

    • Juz wyjasniam

      Przeciez napisal ze maja hame rado i nawet kucharczyk by sie nadal. Zewlakow to dyrektor sportowy kompletny, zna sie na rzeczy lubi podroze i gada jak gosc

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli