Michał KOPCZYŃSKI, czyli rozważny i odpowiedzialny

Autor wpisu: 29 marca 2017 14:47

Porozmawialiśmy z Michałem Kopczyńskim, defensywnym pomocnikiem Legii. Porozmawialiśmy o… defensywnych pomocnikach (między innymi Grzegorzu Krychowiaku) i ich roli na boisku, o tym jak bardzo są niedoceniani. – Każdy powinien zająć się na boisku tym, co umie najlepiej. Wiem, że nigdy nie będę wielkim rozgrywającym. Ale jeśli do gry w defensywie dołoży się jakąś asystę albo gola, to taki zawodnik jest jeszcze bardziej doceniany – mówi 25-letni piłkarz.

FUTBOLFEJS.PL: Kiedy ktoś mówi, że nie było cię widać w meczu, to jest to dla ciebie komplement czy krytyka?
MICHAŁ KOPCZYŃSKI: Trudno odpowiedzieć na to pytanie tak jednoznacznie. Defensywny pomocnik może być niewidoczny i zagrać dobry mecz. Ale dobrze jest, jeśli czasami jest bardziej widoczny, bo nie za każdym razem jest tak, że gdy go nie było widać, to znaczy, że zagrał dobry mecz. Można dostać pochwałę od trenera, a przeczytać gdzieś, że było się niewidocznym. Ogólnie przykłady różnych piłkarzy świadczą, że można zwrócić na siebie uwagę na tej pozycji.

Kto jest dla ciebie tym przykładem, wzorem?
Od małego byłem fanem Realu Madryt, podobała mi się gra Samiego Khediry. Nie mówię, że się wzorowałem na nim, ale to jest zawodnik, który nie rzuca się w oczy, nie jest błyskotliwy i nie ma jakichś niezwykłych umiejętności, ale przez lata w tym Realu grał w podstawowym składzie i był pożyteczny, a ja zwracałem na niego uwagę. Teraz za najlepszego defensywnego pomocnika uważa się z kolei N’Golo Kante. Kolejny to Sergio Busquets. Kiedy Hiszpan jest w formie, moim zdaniem jest najlepszym defensywnym pomocnikiem świata. Oczywiście nie mówię, że się do któregoś z nich porównuję.

Nie chodzi o porównywanie się. Chciałbym wiedzieć, czy jest jakiś styl gry, do którego dążysz. Podałeś trzech zawodników – każdy z zupełnie innej bajki.
I o to chodzi, żeby od każdego coś wziąć, wydobyć z siebie jak najwięcej i jakoś to w sobie połączyć.

Jest coś, nad czym pracujesz najintensywniej?
Skupiam się głównie na tym, co mam zazwyczaj robić na boisku, czyli na odbiorze piłki, przecinaniu podań, odpowiednim ustawieniu się, na walce w powietrzu. Wiadomo, że nikt nie wymaga ode mnie jakichś niesamowitych rzeczy z przodu, ale zdarzały się takie mecze, że podłączyłem się do akcji ofensywnej, miałem asystę. Tego też chciałbym szukać.

Czy historia Grzegorza Krychowiaka w Paris Saint-Germain coś ci mówi?
Na pierwszy rzut oka taki defensywny pomocnik średnio pasuje do zespołu, który w ponad 90 procentach meczów jest tym atakującym, nie musi specjalnie grać w destrukcji. Z drugiej strony, każdy trener lubi mieć w zanadrzu takiego piłkarza, z którego skorzysta, gdy będzie taka potrzeba.

KRYCHOWIAK pomiędzy byciem Bogiem, a kawałkiem gówna

Pytam dlatego, że w rozmowie z portalem Legia.net  powiedziałeś, że chciałbyś być bardziej kreatywny. Tak myślę, że wkładanie innych butów niż te, które najbardziej nam pasują, może być niebezpieczne.
Nic na siłę. Wiadomo, że nie można kazać zawodnikowi robić rzeczy, które nigdy wcześniej nie robił. Każdy powinien zająć się tym, co umie najlepiej. W PSG Krychowiak z rozgrywaniem może mieć lekki problem. A może wpływ na jego sytuację miał jakiś niekorzystny zbieg okoliczności, może miał dołek formy i nie wszedł odpowiednio do drużyny? Wszystkiego nie wiemy. Ja wiem, że nigdy nie będę wielkim rozgrywającym, ale jest wiele klubów, które potrzebują takich piłkarzy. A jeśli do gry w defensywie dołoży się jakąś asystę albo gola, to taki zawodnik jest jeszcze bardziej doceniany i potrzebny.

Zgodzisz się, że generalnie rola defensywnego pomocnika daje najmniej splendoru?
Chyba tak jest, ale też coraz więcej ludzi uświadamia sobie, po co jest taki piłkarz na boisku. Często jest tak, że pracuje się dla innych, trzeba coś naprawiać. W momencie, gdy odzyskujemy piłkę, jest chwila, żeby złapać oddech. Trzeba po prostu lubić tę robotę.

Masz jakiś swój mecz, który stawiasz sobie za wzór?
Kilka takich meczów bym wymienił, po których byłem z siebie bardzo zadowolony. Na pewno dwa mecze z Ligi Mistrzów: z Realem i Sportingiem w Warszawie. Oprócz tego Piast i Jagiellonia w poprzedniej rundzie, oba na wyjazdach. Wywiązałem się ze swoich obowiązków w defensywie, ale i miałem okazję wykazać się z przodu, zanotowałem po asyście.

Jak sobie radzisz z tym, że masz przed sobą Vadisa i Radovicia, którzy cały czas chcą piłkę i czasem karcą wzrokiem, a czasem słowem innych za to, że jej nie dostali?
To, że chcą cały czas piłkę i się pokazują, to jest dobra rzecz, bardzo mi ułatwia grę, mam wtedy kilka opcji do wyboru. Zdarza się czasem, że ktoś machnie ręką, że nie jemu podałem, bo wybrałem inną, bezpieczniejszą opcję, ale to normalna sprawa. Wszyscy jesteśmy świadomi, że liczy się interes zespołu, a nie pojedynczego zawodnika.

Jesteś trzecim w hierarchii zawodnikiem do opaski kapitańskiej. Czujesz, że jesteś typem lidera, czy może ta opaska czasem cię parzy?
Na pewno nie parzy. Wyjście w roli kapitana na mecz z Ajaksem to była ważna rzecz,  wielka duma, chociaż trochę byłem stremowany. Co do charakteru, nie jestem typem zawodnika, który  krzyknie, postawi innych do pionu, ale może mam inne cechy, które powinien mieć kapitan, na przykład rozwaga i odpowiedzialność. I tak jak trener powiedział – staż w klubie, podejście do zawodu. Jeśli szkoleniowiec widzi we mnie kandydata na kapitana, to mnie to tylko cieszy.

Trener Jan Urban, znany z tego, że lubił wprowadzać do zespołów nastolatków, zawsze powtarzał, że taki młody i utalentowany zawodnik ma duże wahania formy. Ty już nastolatkiem nie jesteś, ale czy uważasz, że takie wahania formy jeszcze ci grożą?
Trudno powiedzieć. Wiekiem nie jestem już tzw. młodym talentem, ale nie mam zbyt dużo doświadczenia i ogrania. Pod tym względem jestem wciąż młody. Wiadomo, że wahania formy zdarzają się wszystkim.

Z jednej rozmów z tobą wyłapałem takie zdanie: „Chodzi o to, by mecze w ekstraklasie były dla mnie już czymś całkowicie normalnym. Nie wielkim wyzwaniem, ale kolejną robotą do wykonania.” A ja zapytam – nie boisz się, że rutyna może być niebezpieczna?
Chodziło mi o to, że gdy zaczynałem grać, zawsze towarzyszyła mi myśl „czy sobie poradzę?”. Co było mocno obciążające psychicznie. Była mobilizacja, ale też poddenerwowanie, lekki stres. Chciałbym po prostu, żeby tego stresu nie było.

Masz jeszcze ten dreszcz, gdy wychodzisz na boisko?
Mam i pewnie jeszcze długo będzie mi towarzyszył. Myślę, że wszyscy zawodnicy go mają. Chodzi tylko o to, żeby ten dreszcz napędzał, a nie hamował. Pozwalał wyjść na boisko i pokazać pełnię możliwości. Do tego wciąż dążę.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli