Michał Kopczyński, czyli materiał na przyszłego lidera Legii: „Będę chciał w tym kierunku iść”

Autor wpisu: 25 czerwca 2017 10:16

Michał Kopczyński w rozmowie z Futbolfejs.pl o tym, jak piłkarsko dojrzewał przez cały ostatni sezon, propozycjach transferowych, powrocie do Ligi Mistrzów i tym, czy faktycznie jest „materiałem” na przyszłego lidera Legii. – Duże słowo. W tej chwili na pewno jeszcze na to za wcześnie, ale w przyszłości… Na pewno będę się chciał takim liderem stawać – mówi.

FUTBOLFEJS.PL: Michał Kopczyński to już jest mocno rozchwytywany towar piłkarski?
MICHAŁ KOPCZYŃSKI: Nie, aż tak rozchwytywany jeszcze nie (śmiech). Choć nie da się ukryć, że po tak udanym sezonie, jaki za mną, pojawiają się jakieś luźne zapytania, gdzieś tam dociera do mnie, że jest zainteresowanie Michałem Kopczyńskim. Ale to nic poważnego. Rozchwytywaniem na pewno bym tego nie nazwał. Tym bardziej że z tego, co wiem, żadna konkretna oferta do klubu nie wypłynęła.

Czyli żaden transfer twoich myśli nie zaprząta?
Moje myśli są cały czas przy Legii. Wydaje mi się, że za krótko gram na tak wysokim poziomie, a z drugiej strony za długo czekałem na szansę, by w tej drużynie grać regularnie i być jej ważną częścią, bym teraz miał już myśleć o zmianie klubu, czy rozważać jakieś ruchy transferowe. W Legii mam jeszcze dużo do zrobienia. I do nauczenia się. To, co przeżyłem w poprzednim sezonie, w jakich meczach zagrałem, to były niesamowite chwile i chciałbym je przeżyć raz jeszcze.

To, co przeżyłeś po ostatnim gwizdku w meczu z Lechią, też? Mam na myśli te dziesięć minut, kiedy czekaliście na wieści z Białegostoku.
Oj, nikomu czegoś takiego nie życzę. To było chyba najdłuższe dziesięć minut w mojej karierze. Zresztą myślę, że nie tylko mojej, bo chłopaki przeżyli je pewnie tak samo nerwowo. Kompletnie nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Masz tylko świadomość, że w tym momencie już nic od ciebie nie zależy, a kilkaset kilometrów dalej rozstrzygają się losy sezonu i tego, czy skończy się on dla ciebie sukcesem, czy porażką. Bo brak mistrzostwa byłby porażką, nie da się tego ukryć. Serce biło bardzo mocno i jak mówię, nie pamiętam, co się w tym czasie działo w mojej głowie.

Jak bardzo przez ten rok zmieniłeś się pod względem piłkarskim?
Hmm… Czasem tak się zastanawiam, w którym miejscu byłem o tej samej porze rok temu, a w której jestem dziś, i dochodzę do wniosku, że zmieniłem się diametralnie.

Miroslav Radović zapytany niedawno, który z piłkarzy Legii w ostatnim czasie zrobił największy postęp, bez wahania odpowiedział „Kopa”.
To miłe. Ale pewnie nie chodzi o to, że przez ten ostatni rok nauczyłem się prosto kopać piłkę. Chodzi raczej o to, że zdobyłem ogromny bagaż doświadczeń, mam większą pewność siebie, rozwinąłem się pod względem taktycznym i mentalnym. Mecze w ekstraklasie, nie mówiąc o tych w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy, niesamowicie budują każdego zawodnika, a co dopiero tak niedoświadczonego jak ja. Na początku sezonu te regularne występy były dla mnie czymś wyjątkowym, potem stawały się już codziennością. To też obrazuje, jak dużej zmianie uległa moja pozycja w drużynie i to, jak ja siebie w tej drużynie postrzegam. Tak więc za mną świetny sezon. Oby następny nie był gorszy, a kolejne mecze pozwalały nadal się tak rozwijać.

Słyszałem, że są już tacy, którzy dostrzegają w tobie przyszłego lidera Legii.
Naprawdę?

Myślę, że przede wszystkim z racji pozycji, na której występujesz. Czujesz, że jesteś – mówiąc potocznie – materiałem na jednego z takich liderów?
Duże słowo. W tej chwili na pewno jeszcze na to za wcześnie, ale w przyszłości… Rzeczywiście, patrząc przez pryzmat pozycji, na której występuję, można uznać, że to centralna postać na boisku. Taka, która ma pilnować poczynań defensywnych i łączyć to z wyprowadzaniem akcji ofensywnych. Na pewno będę się chciał takim liderem stawać, piłkarsko dojrzewać do tego. Liczę na to, że każdy kolejny mecz, każda kolejna runda będzie mnie do tego zbliżać. Będę chciał w tym kierunku iść, choć oczywiście na razie liderami Legii są inni, a ja im pomagam i powoli się od nich tego uczę.

Od kogo najbardziej?
Od Michała Pazdana, Miro Radovicia i Vadisa. To trójka, od której pod tym względem mogę się nauczyć najwięcej.

Legia znów zagra w Lidze Mistrzów?
To się dopiero okaże. Nie da się ukryć, że to nasz główny cel na pierwszą część sezonu i zrobimy wszystko, by go zrealizować. Tym bardziej że zasmakowaliśmy tej Ligi Mistrzów i bardzo chcemy do niej wrócić. Niesamowite przeżycia i mecze, na które pracuje się całe życie. No i od czasu do czasu pytamy się nawzajem, czemu mamy tego nie powtórzyć.

Sytuacja jest na pewno zupełnie inna niż ta sprzed roku. Wtedy zmienił się trener, były nowe porządki, niezbyt udanie weszliście w sezon, w efekcie niewielu przepowiadało wam sukces w eliminacjach. Teraz jest stabilizacja, spokój, idealne warunki do pracy. Nie uśpi to waszej czujności?
Mam nadzieję, że nie. Sytuacja rzeczywiście jest inna, dla nas bardziej komfortowa.

A piłkarsko ta Legia jest mocniejsza od tej, która rok temu wywalczyła awans?
Trudno powiedzieć, bo przecież jeszcze nie wiemy, jak ten zespół będzie wyglądał. Za chwilę otworzy się okno transferowe, pojawią się nowi piłkarze, być może ktoś z obecnych zmieni klub. Na pewno jesteśmy mocniejsi pod względem mentalnym, no i bogatsi o bezcenne doświadczenie z ubiegłorocznych występów w Lidze Mistrzów. Na razie poznaliśmy pierwszego rywala i naszym obowiązkiem jest go przejść. A co będzie dalej? Zobaczymy. Prawdopodobnie w czwartej rundzie już nie trafimy na tak „słabego” rywala jak ostatnio, niemniej wśród drużyn rozstawionych nie ma takiej, której Legia nie byłaby w stanie pokonać. Tak więc jestem dobrej myśli. W zeszłym sezonie zapracowaliśmy sobie na to, by traktować nas jak poważną europejską markę i tak mi się zdaje, że czas najwyższy, by to Legii rywale się obawiali, a nie odwrotnie.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli