Mateusz Szwoch: Wskoczenie do ekstraklasy to nie jest takie „hop siup”, jak się komuś wydaje

Autor wpisu: 25 czerwca 2017 12:29

Mateusz Szwoch do Legii trafił trzy lata temu, ale przez półtora roku wiele w niej nie zdziałał. Teraz znów podejmuje wyzwanie wskoczenia do kadry zespołu, a wielkim plusem jest to, że ma za sobą pierwszy pełny i bardzo udany sezon w Arce Gdynia. 36 meczów w Lotto Ekstraklasie plus spory udział w zdobyciu Pucharu Polski są nie do przecenienia.

Mateusz Szwoch był jednym z dość szerokiej grupy, która dostała szansę pokazania się w pierwszym letnim sparingu Legii Warszawa z Wisłą Płock (3:0, o meczu tutaj). Zagrał w „mocniejszym” składzie, bo trener Jacek Magiera podzielił ekipę na dwie różne drużyny. I naprawdę starał się być widocznym. Sam jednak nie był do końca zadowolony: – Przytrafiły mi się głupie straty, to nie ma prawa się zdarzyć.

FUTBOLFEJS.PL: Jak się grało znów w barwach Legii Warszawa?
MATEUSZ SZWOCH: Pierwszy sparing po dłuższej przerwie to jest bardziej taki mocniejszy trening niż mecz. Ale trening ze świadomością, że jest naprzeciwko rywal, którego trzeba szanować. No i szczególnie w takiej sytuacji jak moja trzeba dać z siebie  sto procent. I tak dzisiaj było. Strzeliliśmy trzy gole, to pozytywne, a najważniejsza jest i tak analiza trenera i to, co on nam powie.

Jak się pan widzi w Legii po powrocie?
Jeszcze nie wiem. Dopiero się okaże. Drużyna jest trochę inna niż ta, gdy z niej odchodziłem, więc trzeba na nowo się w niej odnaleźć. Na tyle udanie, by pokazać się trenerowi. Na końcu to przecież on podejmie decyzję, czy widzi mnie w tym zespole, czy nie.

Poprzedni sezon w Arce był bardzo szalony można powiedzieć, ale i bardzo udany.
Tak – tak śmiało mogę powiedzieć. To był mój pierwszy sezon w ekstraklasie, gdy byłem pierwszoplanową postacią zespołu. Przecież grałem niemal w każdym meczu, więc chyba mogę tak postawić sprawę. Jestem naprawdę zadowolony z tego, co osiągnęliśmy jako zespół i z tego, co zrobiłem indywidualnie.

Jacek Magiera o miejscu Chukwu, rehabilitacji Radovicia i powrocie Vadisa: Ta sytuacja nie może trwać wiecznie – TUTAJ

No właśnie – wiadomo, że najbardziej pamiętną rzeczą będzie zdobycie Pucharu Polski, ale z pańskiego punktu widzenia co było najistotniejsze w tej gdyńskiej przygodzie?
Doświadczenie złapane w ekstraklasie! Proszę mi wierzyć, wskoczenie do ekstraklasy to nie jest takie „hop siup”, jak czasami się ludziom wydaje. Przypadkowi ludzie na tym poziomie po prostu nie grają. Trzeba mieć w miarę klasowe umiejętności, trzeba się bardzo dużo napracować, by móc rozegrać w ekstraklasie pełen sezon. Dla mnie to było ogromne doświadczenie, a chciałbym, by każdy następny sezon był dla mnie jeszcze lepszy, jeśli chodzi o liczby i sukcesy.

7 lipca Superpuchar. „Grozi”, że trzeba będzie grać – wiadomo – przeciwko… Arce.
No, z kolei w barwach Arki grałem przeciwko Legii w lidze. To są normalne sytuacje, gdy tak jak w moim przypadku jest się gdzieś wypożyczanym. Nie jestem pierwszym, nie jestem ostatnim, którego taka sytuacja spotyka. Zawsze trzeba się w takiej sytuacji zachowywać normalnie, podchodzić jak do każdego innego meczu. Zgoda, może ten element sentymentu gdzieś tam, w środku, jest mocniejszy. W barwach Arki mecze z Legią były dla mnie mentalnie trochę inne. Pewnie tak by były i gdybym zagrał w barwach Legii przeciwko Arce.

A propos Arki – co wam się posypało w lidze. W Pucharze Polski potrafiliście być do końca konsekwentni, w lidze był długi okres, gdy rozpadliście się zupełnie. Kwiecień, maj – cała seria meczów bez wygranej, drżenie o utrzymanie do końca.
Oj, bardzo ciężko na to odpowiedzieć. Pewnie, gdyby ktoś znał ten złoty środek, lekarstwo na taką sytuację, to w niej byśmy się po prostu… nie znaleźli. A faktycznie – przyszedł moment, gdy coś nam się posypało w grze i ciężko było to z powrotem poskładać. Staraliśmy się na każdy mecz ligowy wychodzić z takim nastawieniem mentalnym jak na finał Pucharu Polski, a niewiele nam to dawało. W każdym meczu z tej nieszczęsnej serii nadchodził moment, gdy coś tam układało się niefartownie dla nas. Nawet jak prowadziliśmy. A już jak traciliśmy jedną, drugą bramkę, to cały zespół się sypał. To nie było fajne, ale dobrze że koniec był szczęśliwy. No i że mieliśmy farta w finale – bo trzeba to przyznać. Choć nie można z drugiej strony sobie odbierać. Zagraliśmy po prostu dobry, konsekwentny mecz i wygraliśmy na końcu zasłużenie.

Teraz jest szansa, by przebijać się znów do kadry Legii. Który moment będzie decydujący o tym, czy ta misja zakończy się powodzeniem?
Takim momentem może być już ten obóz, na którym jesteśmy – w Warce. Przecież może się tak zdarzyć, że to po nim dostanę informację, że jednak czeka mnie kolejne wypożyczenie. A równie dobrze – że mogę zostać i dalej walczyć o swoje. Dlatego w mojej sytuacji nie mogę myśleć o tym, że taki moment kiedyś tam nadejdzie – przyjdzie trener Magiera i po wie mi, co i jak. W mojej sytuacji muszę wykorzystać każdy trening, by postawić na swoim, by mieć dalszą szansę. Choć przecież, gdy trener na końcu zdecyduje, że póki co nie widzi mnie czy innego z chłopaków, świat się nie zawali. Oczywiste jest, że każdy z nas chciałby grać jak najwyżej. Z Legią o mistrza, o Ligę Mistrzów! Tyle, że każdy z nas wie też, że w Legii 50 miejsc nie ma, więc trzeba się liczyć z sytuacją, gdy trzeba iść do innego klubu i dalej ciężko pracować na to, by do Legii dorosnąć.

Akurat chyba sparing z Wisła Płock to na duży plus. W dość zgodnej opinii obserwatorów, jeśli ktoś zwrócił na siebie uwagę to Konrad Michalak i Mateusz Szwoch. Energia, dynamika – miło się na to patrzyło.
Może… trochę łatwiej nam się grało, bo walczymy o skład o wiele mocniej niż nasi partnerzy z tej połowy, w której zagraliśmy. Bo wiadomo, że oni w większości już mają swoją ugruntowaną pozycję i po prostu pracują, by jak najlepiej przygotować się do sezonu. A od nas musi bić większa energia, bo dopiero walczymy o to, by do nich dołączyć. I ta energia jest w naszym przypadku podstawą, bo gdyby nie ona, to w ogóle nie byłoby o czym rozmawiać. Ale muszę powiedzieć, że ja akurat z mojej gdy nie jestem aż tak do końca zadowolony. Miałem kilka niepotrzebnych strat, a ja chcę być zawodnikiem, który potrafi utrzymać piłkę, który potrafi ją na spokojnie rozegrać. I takie straty nie mogą się przytrafiać. Ale to dopiero pierwszy sparing, mam nadzieję, że jeszcze będzie czas, by się poprawić.

W Warce rozmawiał Marcin Kalita

Inne artykuły o: Arka Gdynia | Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli