Marquitos – wskazówka transferowa dla polskich klubów spoza czołówki

Autor wpisu: 26 stycznia 2016 17:23

Co z nim może być nie tak? Miał jakąś kontuzję? Piękne, jak na pierwszą ligę CV, wiek dla piłkarza dojrzałego idealny, poprzedni sezon spędzony w dość silnej lidze. Ale przecież skoro trafił do Miedzi, zaczęły się poszukiwania haczyka. Nie znaleziono do dziś. Zawodnik, o którym mowa to oczywiście Marquitos. Od niedawna nowy piłkarz Górnika Łęczna.

Pierwszy krok w Polsce – Legnica
Kiedy kibice i dziennikarze przeszukiwali kolejne hiszpańskie strony o tematyce sportowej, by znaleźć wady w jego życiorysie, on spokojnie dołączył do drużyny Ryszarda Tarasiewicza i rozpoczął przygotowania do debiutu.
– Miałem kilka ofert z Azji i Hiszpanii. Chciałem jednak zmienić kraj, a przy tym nie wyjeżdżać z Europy. Polska okazała się idealnym wyborem. I liga jest bardzo fizyczna, trzeba ciężko pracować na boisku. Biorę się do pracy – stwierdził 28-letni piłkarz. Jak powiedział, tak zrobił. Do klubu przyszedł 9 września, a zadebiutował 10 dni później. To nie był jednak normalny debiut przeciętnego grajka. Marquitos robił furorę. Kręcił rywalami jak chciał. Kolejne wygrane pojedynki, dryblingi, niezła technika, szybkość. To zrobiło różnicę. 63 minuty na placu gry wystarczyły mu do zapisania się w świadomości szalejących fanów, którzy znaleźli nowego idola i kolegów z drużyny. Piękny mecz okrasił golem i asystą. W Legnicy ogłoszono go ojcem spektakularnego zwycięstwa nad Kluczborkiem (4:1) i nowym liderem zespołu. Później nie było już tak dobrze, ale przy rundzie jesiennej pomocnik mógł zapisać sobie plus. Nie był gnuśnym i zmęczonym karierą 28-latkiem, a raczej gotowym do walki i ciężkich treningów zawodnikiem, który przyjechał do Polski, żeby coś konkretnego osiągnąć. Sztab szkoleniowy cenił sobie fakt, że na boisku okazał się walczakiem, co raczej nie jest spotykane w przypadku ofensywnych pomocników czy skrzydłowych z Półwyspu Iberyjskiego. On taki nie jest. Wielką wirtuozerią boiskową się nie wyróżnia, ale nawet w Hiszpanii potrafiono go docenić, o czym świadczy jego bogate CV. Warto do niego zajrzeć.

Mecze z Barceloną i Realem
Półfinalista Ligi Mistrzów, strzelec goli w meczach swojej drużyny z Barceloną i Realem. Marquitos, a właściwie Marcos García Barreno – filigranowy gracz może przypisywać sobie właśnie takie zasługi. Większość kariery spędził w Villareal, gdzie nie był czołowym zawodnikiem, ale raczej solidnym rezerwowym. Półfinał LM obserwował z pozycji rezerwowego, ale w La Liga zdarzało mu się grać przeciw najlepszym.
W sezonie 2006/07 miał patent na spotkania z gigantami. Błyszczał w meczach z Barceloną i Realem, a udane występy przypieczętowywał trafieniami. W tamtych rozgrywkach w 29 meczach zdobył 3 gole. Później było raczej gorzej. Ostatecznie swoją przygodę z najwyższą klasą rozgrywkową w Hiszpanii zakończył na 67 spotkaniach. Większy rozdział w jego karierze to Segunda Division. Tu spędził kawał życia piłkarskiego. Kluby zmieniał jednak bardzo często, bo jego dyspozycja była niezła, ale nigdy nie przekraczał przeciętnego poziomu. Zaliczył Real Valladolid, Villareal B, Xerez, Ponferradinę, Sabadellę.
Co rok, to nowy klub i ten sam scenariusz – przyzwoita forma, liczba występów oscylująca w granicach 25, kilka bramek na koncie. I tak w kółko, aż wreszcie… ten stan znudził się samemu zainteresowanemu, który zapragnął czegoś nowego. Wyboru wielkiego nie miał. Do La Ligi transfer niemożliwy, niższa liga naturalnie nie wchodzi w grę, wyjazd do Azji niekoniecznie, więc padło na ofertę Miedzi. Transfer wyglądał obiecująco. Niezły piłkarz z silnej Segunda Division, do tego z przeszłością, której nie powstydziłby się żaden piłkarz przechodzący do czołowych klubów ekstraklasy. Nie było żadnych wątpliwości. Decyzja władz broniła się sama. Do Polski przyleciał wreszcie zawodnik, który nie błąkał się po ligach regionalnych w Hiszpanii, tylko potrafił utrzymywać się na powierzchni w drugiej lidze. Ba, nie utrzymywać się tylko być wysoko ponad powierzchnią.

Język nie jest barierą
– Nie potrafię mówić po angielsku. Znam tylko hiszpański, uczę się podstaw polskiego, ale nie mam większych problemów z komunikacją – opowiadał 28-latek. Cóż, to chyba jedyny problem, jaki towarzyszył mu w I lidze. Poza tym radził sobie co najmniej dobrze. Koledzy z zespołu w szatni przyjęli go ciepło i dodawali mu otuchy. Zobaczyli w nim wyróżniającego się piłkarza i jednego z liderów. W Miedzi w rundzie jesiennej minionego roku nie brakowało silnych osobowości. W linii pomocy prym wiedli doświadczeni, byli reprezentanci Polski Wojciech Łobodziński i Łukasz Garguła. To przez nich przechodziło większość akcji. Musieli dotknąć futbolówki.
Układ ten trochę zmieniło przyjście Marquitosa. Niski pomocnik zazwyczaj występował na pozycji numer „10” , choć zdarzały mu się mecze, kiedy biegał po lewej flance boiska. Dużo lepszy efekt przynosiła pierwsza linia. Wtedy jego potencjał i technika były wykorzystywane. Często zaskakiwał błyskotliwym zagraniem lub niekonwencjonalnym sposobem rozegrania danej akcji. Ale częściej można było go zobaczyć na skrzydle, gdzie rzadziej grał piłką, ale bardziej pomagał w defensywie. Ostra gra przynosiła oczekiwane skutki, bo boczny obrońca miał więcej oddechu i mógł pomagać w konstruowaniu akcji ofensywnych.
Jeśli coś można mu zarzucić, to brak skuteczności. Nie jest napastnikiem, ale dość łatwo dochodzi do sytuacji. Patrząc na ich liczbę, powinien mieć więcej goli, a skończyło się na trzech. Ogólna opinia była jednak taka, że powinien przejść do ekstraklasy, gdzie mógłby pokazać pełnię swojego potencjału. Czekać długo nie musiał.

Zapracował na transfer. Błyśnie w ekstraklasie?
Wystarczyło pół roku gry hiszpańskiego zawodnika na polskich boiskach i na stole władz Miedzi Legnica pojawiły się oferty z elity. Konkretne dwie. Z Górników. W Zabrzu i Łęcznej poszukiwano dobrze wyszkolonego technicznie piłkarza, który jest uniwersalny i może grać na kilku pozycjach w drugiej linii. Na Górnym Śląsku postawiono jednak na inny wariant i ściągnięto Szymona Matuszka z Dolcanu.
Miedź osiągnęła za to porozumienie z Łęczną i oficjalnie ogłoszono transfer – główne wzmocnienie drużyny z ulicy Jana Pawła II w zimowym oknie transferowym. Na razie wszyscy są z niego zadowoleni. Robi dokładnie to samo, co w Legnicy – ciężko pracuje i liczy, że jego starania zostaną docenione. Tu będzie trudniej, bo zanim błyśnie w ekstraklasie, będzie musiał wywalczyć sobie miejsce w składzie. A konkurentów ma silnych. Wydaje się jednak, że umiejętności ma takie, że jego jedynym argumentem nie będzie „tylko” powoływanie się na gole z Barceloną i Realem sprzed prawie dziesięciu lat…

  • Gontarz11

    Wyważone tezy. Bez huraoptymizmu. I dobrze.
    To nie jest fantastyczny gracza jak Ricardinho. Przeciętniak w Hiszpanii, dobry w I lidze, niezły jak na warunki Ekstraklasy. Do Zabrza wpasowałby się lepiej, ale w Łęcznej też będą mieli z niego pożytek.

    • Chyba tak – w sumie dziwne, że Zabrze tak szybko odpuściło, tym bardziej, że bardziej potrzebuje realnego wzmocnienia.

  • DolFutbol

    Szkoda, że opuścił Legnicę, z pewnością był to zawodnik, który robił różnicę na dolnośląskich boiskach

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli