Marcin KACZMAREK: W Ekstraklasie szykuje nam się wejście smoka

Autor wpisu: 14 lipca 2016 08:23

Grał w Ekstraklasie jako zawodnik, teraz wraca do niej jako szkoleniowiec. Przed trenerskim debiutem w najwyższej klasie rozgrywkowej, piątkowym meczem przeciwko Lechii Gdańsk, czyli klubowi, w którym się wychował – porozmawialiśmy z Marcinem Kaczmarkiem, szkoleniowcem beniaminka z Płocka.

FUTBOLFEJS.PL: Powiedział pan niedawno w wywiadzie: „Awanse są najważniejsze, ale nie zapominam o sezonach, w których moje drużyny jako beniaminkowie się utrzymywały”.  Utrzymanie Wisły to pana cel na debiutancki sezon w Ekstraklasie?
MARCIN KACZMAREK: Podstawowym celem dla każdego beniaminka jest to, by jak najdłużej grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dla nas ten rok również będzie szalenie istotny. Ale to wszystko będzie się krystalizować po drodze, sezon jest bardzo długi. Na pewno będziemy chcieli zaznaczyć swoją obecność w tej lidze, godnie się zaprezentować.

Czasu na przygotowanie do sezonu nie było za mało?
Było mało, zarówno patrząc przez pryzmat sportowy, jak i organizacyjny. Te przygotowania wciąż trwają na stadionie. Nie jest to sytuacja komfortowa, ale innego wyjścia nie było. Mieliśmy dobry obóz w Grodzisku Wielkopolskim, dołączyło do nas kilku zawodników, każdy na innym etapie przygotowań. Niektórzy grali regularnie na poziomie ekstraklasy, inni, jak Dominik Furman, dość długo nie grali w ogóle. Mamy jeszcze zawodników, których zakontraktowaliśmy, ale nie są zgłoszeni do rozgrywek.  Czas nie jest z gumy. Wyzwanie jest więc spore, ale patrzę na to optymistycznie. Zachowaliśmy trzon drużyny, która wywalczył awans i myślę, że to też będzie naszym atutem.

Ten sezon będzie największym wyzwanie w pana karierze trenerskiej?
Przeszłość miło się wspomina, ale liczy się to, co przed nami. Każde moje dotychczasowe wyzwanie było inne i miało swoją wagę. Nie byłoby wyzwania w postaci sezonu w Ekstraklasie, gdyby nie awans i tak dalej. Na pewno każdy chce grać w najwyższej lidze, ale ja bardziej patrzę na to przez pryzmat klubu, który przez 10 lat bił się o powrót do Ekstraklasy, cztery ostatnie lata pod moją wodzą. Żeby Wisła mogła się teraz rozwijać, musi w tej Ekstraklasie grać dłużej niż rok.

Co pan pomyślał, gdy zobaczył ligowy kalendarz: na dzień dobry mecz z Lechią Gdańsk, klubem, który jest bliski pana sercu?
Nie jest tajemnicą, że jestem wychowankiem Lechii, że związany byłem z tym klubem przez większość piłkarskiego życia. Mam do niego spory sentyment, los płata czasem takie figle. Dla mnie w tym momencie istotne nie jest to, że to jest Lechia, myślę o tym, jaki to jest zespół. A zagramy z drużyną, która wyraźnie aspiruje do mistrzostwa Polski i pod tym kątem będę przygotowywał swój zespół. Terminarz nas nie rozpieszcza, bo kolejny mecz gramy na wyjeździe z wicemistrzem Polski Piastem Gliwice, później z mistrzem Legią. Można powiedzieć, że mamy wejście smoka.

To wy możecie mieć wejście smoka, jeśli odbierzecie punkty tym drużynom.
Bardzo bym chciał. Podchodzimy do rywali z pokorą, ale też wiarą, że możemy coś w tych meczach ugrać i z odpowiednim planem.

Czuje pan stres przed debiutem w Ekstraklasie?
Stres u ludzi wystawionych na opinię publiczną – sportowców, trenerów, aktorów, nawet dziennikarzy – zawsze jest. Ale musi to być stres motywujący, a nie paraliżujący. Jeśli stres cię paraliżuje, to znaczy, że się do czegoś nie nadajesz. U mnie ten pozytywny stres zawsze był, gdy byłem piłkarzem i odkąd jestem trenerem.

Wizja drużyny, którą pan miał na ten sezon po zakończeniu poprzedniego, bardzo się różni od tego, co ma pan do dyspozycji w tej chwili?
Nie, bo zdawałem sobie sprawę, jak mało mamy czasu, widziałem, że nie będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Wiadomo też, że ogranicza nas też budżet, bo nie możemy sobie pozwolić na jakieś ekstrawagancję. Wiadomo, że zawodników ofensywnych szukają wszyscy, a zdobywają ich ci, którzy maja najwięcej pieniędzy. Na tak krótki okres i możliwości to i tak wszystko poszło w miarę sprawnie. Udało się zakontraktować dwóch piłkarzy o określonej marce. Myślę tu o Furmanie i Sylwestrzaku, poza tym mamy Bozicia, który też jest ograny w naszej lidze na dobrym poziomie. Te fundamenty zostały zbudowane. Wiadomo, że zawsze chciałoby się więcej, ale nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Ogólnie mogę być zadowolony z tego, co się dzieje w drużynie i w klubie. Mamy nowych sponsorów, ale wiadomo też, że przeskok z pierwszej ligi do Ekstraklasy jest ogromny na każdym polu. Podejrzewam, że prace na naszym stadionie będą trwały do godziny 16. w piątek, dopóki nie przyjedzie obserwator przed meczem z Lechią.

Wspomniał pan o Furmanie. To nazwisko rzuca się w oczy wśród zakupów Wisły. Nie ukrywajmy, jest to sporym zaskoczeniem, że zawodnik z takim CV wybrał beniaminka Ekstraklasy.
Dominik wie, że ostatnio sporo stracił sportowo. Wyjechał na Zachód, co było jego marzeniem, ale tam nie wszystko potoczyło się tak, jakby sobie wymarzył. My przekonaliśmy go tym, że czasem lepiej zrobić krok w tył, żeby potem zrobić dwa w przód. Dominik myśli pozytywnie, więc to jego myślenie w dużym stopniu wpływa na nasz zespół. Zdajemy sobie sprawę, że oczekiwania wobec niego będą duże, ale my wiemy, w jakim momencie do nas trafił. Pół roku bez gry w piłkę to jest bardzo dużo, więc będzie potrzebował czasu i ten czas będzie pracował na jego korzyść. Już wygląda to całkiem przyzwoicie.

Trudno było zatrzymać piłkarzy, których pan chciał zatrzymać? Podobno kilka klubów interesowało się Arkadiuszem Recą.
Nie było z tym większych problemów. Była jedna konkretna propozycja z Cracovii, ale Arek stwierdził, że nie chce jeszcze zmieniać otoczenia. My uszanowaliśmy tę decyzję, chociaż oferta była atrakcyjna. Co do innych piłkarzy, wiele propozycji nie było, pojawiały się jakieś zapytania odnośnie Mikołaja Lebedyńskiego, ale on też bardzo chciał zostać.

A trudno było Wiśle zatrzymać trenera Kaczmarka?
Zimą miałem ofertę z Lechii, ale postawiłem sprawę jasno: zostaję w Wiśle. Mam jeszcze roczną umowę z klubem i teraz też nie rozpatrywałem żadnych innych propozycji, nie było w ogóle tematu mojego odejścia.

„Chcesz się oduczyć grać w piłkę, idź do Płocka” – takie powiedzenie krążyło kiedyś wśród piłkarzy. Ma pan poczucie, że skutecznie walczy z tym stereotypem?
Tak, od czterech lat. To, co było wcześniej, jest już nieaktualne. Udało się odbudować kilku piłkarzy, którzy trafili do Ekstraklasy: Krzysiek Janus, Jacek Góralski, Filip Burkhardt czy Fabian Hiszpański. Kilku wróciło na właściwe tory, jak Mikołaj Lebedyński, który był zapomnianym piłkarzem. Mam nadzieję, że to myślenie o Wiśle się zmienia, czego przykładem jest to, że do Wisły chcieli przyjść Furman i Sylwestrzak.

Jakby pan przekonał kibiców, nie tylko tych z Płocka, że Wisłę warto oglądać?
To, co możemy zaoferować, to głód Ekstraklasy. Większość moich piłkarzy w najwyższej lidze nie grało, albo miało w niej epizody, nieliczni – głównie ci nowi – mają tych meczów więcej. To, co powinno nas charakteryzować, to duża chęć wygrywania. Będziemy zostawiać na każdym boisku mnóstwo zdrowia, ale też będziemy mieli pomysł na grę. Wiem, że nie zawsze będzie to wychodziło tak, jak sobie życzymy, ale będziemy gryźć trawę, żeby udowodnić, że nie trafiliśmy do Ekstraklasy przez przypadek.

Grał pan w ekstraklasie jako piłkarz, wraca jako trener. Jaką ma pan receptę na sukces, czyli w przypadku Wisły utrzymanie?
Przedstawiłem swoim zawodnikom trzy hasła, dzięki którym w tej lidze możemy zaistnieć: odpowiedzialność, organizacja gry i zaangażowania. Te trzy elementy muszą być spełnione, żebyśmy mogli realizować plan nakreślony przed każdym meczem. Jeśli to sobie przyswoimy, w Ekstraklasie powinniśmy sobie poradzić.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lechia Gdańsk | Wisła Płock

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli