Marcin KACZMAREK: Nikt nie powie, że Wisła Płock utrzymała się w ekstraklasie przez przypadek

Autor wpisu: 19 maja 2017 08:17

Wisła Płock już kilka dni temu wygraną z Arką zapewniła sobie ligowy byt. Beniaminek prowadzony przez Marcina Kaczmarka był jedną z najsolidniej i najładniej grających drużyn z grona tych skazywanych na walkę o ligowy byt. – Cieszę się, że w pięć lat udało się z drużyną awansować z trzeciego poziomu rozgrywek na ten najwyższy i stać się drużyną środka tabeli ekstraklasy. Zespół był tworzony trochę na wariackich papierach, ale dochodzą do nas sygnały, że tę Wisłę ogląda się całkiem przyjemnie – mówi szkoleniowiec Nafciarzy.

FUTBOLFEJS.PL: Po wygranej z Arką jesteście już pewni utrzymania. Po ostatnim gwizdku we wtorkowym meczu długo obliczaliście, czy już aby na pewno możecie być spokojni?
MARCIN KACZMAREK: Nie. Już przed meczem, tak na logikę, wiedzieliśmy, że wygrana da nam utrzymanie, bo przecież teraz mierzą się ze sobą Arka i Śląsk. Osiem punktów przewagi nad jedną i drugą drużyną oznacza, że jedna z nich już nas nie wyprzedzi. A na dole tabeli jest jeszcze Ruch. Nie bawiliśmy się w wyższą matematykę, wiedzieliśmy, że wygrana z Arką gwarantuje nam utrzymanie.

Po poprzednim meczu z Arką, zremisowanym 1:1, część zawodników cieszyła się z awansu do grupy mistrzowskiej.
Akurat ja od razu wiedziałem, że nie awansujemy, miałem na bieżąco informację. Po ostatnim gwizdku ktoś z kibiców puścił nieprawdziwą informację i zrobiło się zamieszanie.

Wracam do tamtego wydarzenia, bo domyślam się, że pewnie miał pan trudne zadanie – podnieść piłkarzy na duchu przed spotkaniami w grupie spadkowej, a nie mistrzowskiej. Pamiętamy, jak skończyło rok temu Podbeskidzie, które przez chwilę niby był w ósemce, potem jednak w grupie spadkowej i ostatecznie spadło do 1. ligi.
Rozmowy o Podbeskidziu pojawiały się między nami siłą rzeczy. Mieliśmy to na uwadze, że od początku musimy być bardzo skoncentrowani. Ten moment był bardzo istotny. Trzeba było szybko przewartościować cele, zmienić myślenie. Od razu powiedzieliśmy sobie: teraz gramy o 9. miejsce. Nie chcieliśmy używać hasła: gramy o utrzymanie. Udało się to wpoić drużynie. Do tej pory udaje się ten nowy cel realizować, nie przegraliśmy jeszcze żadnego spotkania w grupie spadkowej.

Domyślam się, że kluczowym momentem była wygrana z Górnikiem Łęczna 3:2 w drugim spotkaniu rundy finałowej?
Oczywiście. Wiemy, jak w ostatnim czasie Łęczna gra u siebie – wygrała 3:0 z Cracovią, pokonała Wisłę. My potrafiliśmy się podnieść w tym spotkaniu. Zwycięstwo dało nam pewność, że idziemy w dobrym kierunku. Ostatni mecz z Arką to potwierdził.

W Łęcznej kardiolog potrzebny od zaraz. Smuda długo nie pozbiera się po meczu z Wisłą Płock

Z perspektywy prawie całego sezonu uważa pan, że Wisła miał potencjał na pierwszą ósemkę?
Naszym nadrzędnym celem na ten sezon było to, by w przyszłym sezonie nadal być zespołem ekstraklasowym. W trakcie gry pojawiła się szansa na grupę mistrzowską. Tę szansę sami sobie wywalczyliśmy, nikt nie dał nam jej za darmo. Awans byłby dużym sukcesem. Nie udało się, ale nie przez remis w meczu z Arką, tylko wcześniejsze słabsze momenty. Grając na przykład jeden z najlepszych meczów w sezonie z Wisłą Kraków, prowadziliśmy 2:1, ale w końcówce roztrwoniliśmy ten wynik w sposób trampkarski. Ogólnie wydaje mi się, że nasz potencjał jest taki, jaki prezentujemy przez cały sezon. Runda wiosenna jest zdecydowanie na plus, bo przegraliśmy tylko trzy mecze z czternastu rozegranych – z Lechem, Wisłą w Krakowie i Koroną. Jest więc progres, to cieszy.

W sobotę gracie z Zagłębiem – drużyną, której obecność w tej dolnej ósemce jest jednym z większych zaskoczeń in minus.
To tylko świadczy o tym, że przy tym systemie rozgrywek wpadnięcie w delikatny dołek może oznaczać to, co się stało z Zagłębiem. Wszyscy wiedzą, jaki potencjał ma ta drużyna i jak gra, gdy jest w formie. Pokazała to choćby w poprzednim spotkaniu ze Śląskiem, kiedy jej wygrana nie podlegała dyskusji.

Merebaszwili (nie)zawodny, Furmana nie było, Arak przystawił stempel

Wisła po tym sezonie zostanie zapamiętana jako drużyna, która miała momenty genialne, ale też takie, w których przyprawiała kibiców o zawał. Mam tu na myśli niektórych piłkarzy, na przykład Merebaszwilego.
Te wahania dotyczą głównie poczynań ofensywnych. Ja się cieszę, że stwarzamy dużo sytuacji, potrafimy wykreować okazje. Pamiętajmy, że zawodnicy, o których myślimy, dużo tej drużynie dali. Będzie się pamiętało, że Merebaszwili nie strzelił do pustej bramki albo Reca nie podał do Wlazło w meczu z Arką, ale ci zawodnicy byli ważną częścią zespołu i wnieśli więcej dobrego niż złego. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ta drużyna była tworzona trochę na wariackich papierach. Dołączali do nas różni piłkarze w różnym okresie, wiadomo też, że nie mamy jakiegoś ogromnego budżetu. Mimo wszystko graliśmy solidnie i pozostawiamy po sobie dużo pozytywnych emocji wśród naszych kibiców, ale nie tylko. Dochodzą do nas sygnały, że tę Wisłę ogląda się całkiem przyjemnie. Myślę, ze nikt nie powie, że utrzymaliśmy się w ekstraklasie przez przypadek.

Pan może sobie wpisać w CV kolejnego piłkarza, którego wyklepał, polakierował i ten jeździ prawie jak nowy. Myślę o Jose Kante.
To zawsze jest olbrzymia satysfakcja. Ludzie pukali się w czoło i pytali „po co ty bierzesz takiego zawodnika, który przez rok nie strzelał goli?”. Ale my widzieliśmy w nim potencjał, tylko trzeba go było odpowiednio nakierować, żeby błysnął w tej lidze. Jose chciał, ciężko pracować i na pewno się spłacił. Był i jest ważną postacią w naszej drużynie, strzelił już 10 goli a może mieć ich jeszcze więcej.

Jednym z zaskoczeń jest też Piotr Wlazło, który zwłaszcza wiosną stał się kluczową postacią zespołu.
Tego zawodnika znam bardzo dobrze, o jego potencjale zawsze wypowiadałem się w samych superlatywach. Chodzi tylko o to, żeby ten potencjał móc wykorzystać w miarę regularnie i cyklicznie. W tym sezonie wyglądało to różnie w różnych momentach, ale myślę, że Piotrek jest bliżej stabilizacji wysokiej formy i staje się coraz ważniejszą postacią tego zespołu. W końcówce strzelił sporo ważnych bramek i o to chodzi, bo dla niego to jest najwyższa pora, by stać się wyróżniającą się postacią w ekstraklasie, a nie tylko zawodnikiem aspirującym do tego miana.

W Płocku ktoś puszcza bąki o zmianie trenera. A fuj…

Jest coś takiego, z czego cieszy się pan najbardziej po tym kończącym się sezonie?
Cały czas mam radość z tego, że mogę się realizować jako trener na poziomie ekstraklasy. Jestem tutaj pierwszy rok i jest to ogromna satysfakcja – jeździć na te piękne stadiony w Polsce, rywalizować z najlepszymi. To jest nagroda za pracę w niższych ligach. Cieszę się, że w pięć lat udało się z drużyną awansować z trzeciego poziomu rozgrywek na ten najwyższy i stać się drużyną środka tabeli ekstraklasy. Uważam, że to jest duże osiągnięcie, które wynagradza mi wszystko, co w tym zawodzie jest trudne do zniesienia, czyli rozłąkę z rodziną, życie na dwa domy. Te drobne sukcesy są rekompensatą.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Wisła Płock

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli