Malarz: – Nie mam miękkiej dupy, ale mam uczucia. Rozszarpane teraz

Autor wpisu: 9 września 2018 18:08

Jak sam przyznaje, nie ma miękkiej dupy, co nie znaczy, że łatwo znosi porażki. Nie jest mu też łatwo pogodzić się z tym, co go spotkało w ostatnim czasie. A miniony rok nie był dla niego łaskawy. Arkadiusz Malarz udzielił poruszającego wywiadu Sportowym Faktom. Poniżej fragmenty.

Malarz, dość niespodziewanie, nie grał w ostatnim meczu Legii z Cracovią. Jego miejsce zajął Cierzniak, a w mediach coraz głośniej mówi się o tym, że dotychczasowy kapitan mistrzów Polski nie najlepiej dogaduje się z Ricardo Sa Pinto. Czy to oznacza, że 38-latek będzie musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, czy to tylko sygnał ze strony portugalskiego trenera, że żaden z piłkarzy Legii nie powinien czuć się zbyt pewnie i mieć przeświadczenie, że jego pozycja jest niezagrożona, dowiemy się wkrótce.
Dla Malarza, mimo że wywalczył on trzeci raz z rzędu mistrzostwo Polski, był to wyjątkowo ciężki rok. I pod względem sportowym, i przede wszystkim osobistym, bo w krótkim czasie stracił trzy najbliższe osoby.
W wywiadzie z Michałem Kołodziejczykiem ze Sportowych Faktów / WP.PL bramkarz Legii opowiedział o swoich przeżyciach i próbował tłumaczyć to, co dzieje się z drużyną od początku sezonu.
Nietrudno się domyślić, jakie uczucie towarzyszy piłkarzom Legii od samego startu rozgrywek.
– Wstyd. Taka jest prawda. Każdy z nas się wstydzi, cały czas to przeżywamy. To nie tak, że dzisiaj przegrywamy, jutro okazujemy skruchę, a jak już wszyscy zobaczą, że jest nam przykro, od razu jest fajnie. Tak się nie da, mamy świadomość, że zawaliliśmy. Nikt nie będzie oszukiwał, mydlił oczu, udawał, że nic się nie stało – powiedział Malarz. – Cały czas musimy odbudowywać zaufanie, ale po takim miesiącu nie jest łatwo. Kiedy graliśmy z Zagłębiem Sosnowiec w lidze, musieliśmy po prostu wygrać, przepchnąć piłkę za linię paznokciem. Teraz nie jest ważna gra, liczą się tylko punkty, bo trzeba się odbić, żeby głowa się zresetowała. Psychicznie jesteśmy zabici. […] Po zwycięstwie z Zagłębiem nawet się nie cieszyliśmy. Trener wszedł do szatni, popatrzył na nas i zapytał, co się stało, dlaczego nie ma w nas radości po pokonaniu przeciwnika. Ale w drużynie nikt nie był zadowolony, w każdym piłkarzu siedzi Luksemburg. Wszyscy nas krytykują i mają do tego prawo, okazaliśmy się nie być równorzędnym partnerem dla – z całym szacunkiem do przeciwników – jakiegoś Dudelange. Nie potrafiliśmy grać, chcieliśmy, ale nic nie wychodziło. Oni byli od nas na każdym kroku szybsi, my w każdej akcji spóźnieni. I to nie były tylko dwa takie mecze w naszym wykonaniu, tak graliśmy od początku rozgrywek. Z czegoś się to wzięło.
Z czego?
– Nie wiem. Może ze złego przygotowania, może te ciągłe zmiany trenerów też mają na nas wpływ. Jestem bramkarzem, patrzę na wszystko z tyłu. […] Może ustawienie bez sensu zmienialiśmy. Z trójką obrońców słabo to wyglądało, w obronie było jak na strzelnicy, uderzali na moją bramkę wszyscy, nie dając wytchnienia. […] A może myśleliśmy, że jesteśmy tacy dobrzy, że skoro mimo jedenastu porażek w poprzednim sezonie udało nam się wywalczyć dublet, to teraz wszyscy się przed nami położą. Otóż nie kładzie się nikt. Arka zabrała Superpuchar, Spartak Trnava Ligę Mistrzów, Dudelange – Ligę Europy, w ekstraklasie też słabo. Co chwilę dzwonią dzwony.
Po odpadnięciu z Dudelange musiał się zmierzyć ze sporą falą krytyki.
– A ja jeszcze po pierwszym meczu prosiłem, żeby kibice zapamiętali moje słowa, że w rewanżu odrobimy straty i przejdziemy do kolejnej rundy. Byłem o tym przekonany. Nie jestem człowiekiem, który się asekuruje i powie: „Kurczę, będzie ciężko, musimy wszystko zobaczyć i przeanalizować”. Co tu oglądać i co analizować? Musieliśmy wygrać i tyle, bo byliśmy drużyną lepszą. Trzeba było to tylko pokazać na boisku. Kiedy odpadliśmy, nieprzyjemności spotkały także moich bliskich. Żona pokazywała mi wiadomości, jakie wysyłali do niej ludzie. Że Arek ich oszukał, że nie dotrzymał słowa, niech odda pieniądze, jakieś sto złotych, bo ktoś kupon obstawił u bukmachera. Zastanawiałem się, czy następnym razem powiedzieć po prostu, że damy z siebie wszystko. Jeżeli komuś poprawi to humor, mogę przeprosić za to, że nie dotrzymałem słowa. Chciałem bardzo, nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć tego, co się stało.

W ostatnim roku Malarz stracił najbliższe osoby. Najpierw po długiej chorobie umarła teściowa, zaraz potem – zupełnie niespodziewanie – mama, a niedawno ojciec.
– Straciłem dwie mamy w niecały miesiąc. Trudno się podnieść po takich ciosach. Tak rozmawialiśmy o tym w Luksemburgu przed chwilą, ale czasami traci się bramki i awanse, a czasami coś ważniejszego. Obronimy mistrzostwo, kibice będą pamiętać Dudelange długo, ale zawsze można się jakoś zrehabilitować. A życia bliskich nikt nie odda. Luksemburg przytrafił się wtedy, kiedy odszedł tata. To on prowadzał mnie na treningi, zawsze we mnie wierzył. Ale uczył taż bycia normalnym człowiekiem. Normalny to ktoś kto potrafi odróżnić dobro od zła. Ktoś, kto wie, że są ważniejsze rzeczy niż gonitwa za pieniędzmi. Ktoś, kto szanuje innego człowieka. Tak staramy się z żoną wychowywać naszych synów. Żeby właśnie szanowali siebie nawzajem, kolegów, rodziców. Muszą wiedzieć, że w życiu nie liczą się tylko kasa i władza. Bez rodziny – Darii i dzieciaków, nie poradziłbym sobie z tym, co mnie ostatnio spotkało. Gdybym był sam, to już bym nie wstał. Tata bez mamy też tylko siedem miesięcy wytrzymał. Nie ukrywał, że tęskni. […] Czasami myślę, że może bym i chciał przejść nad tym wszystkim na lekko, że byłoby mi łatwiej. Jak patrzę na innych, którzy opowiadają… w szatni, że byli u rodziców, to proszę mi wierzyć, to nie jest zazdrość, ale jest mi strasznie przykro, że ja tak nie mogę już powiedzieć. Tak, mam 38 lat, nie mam miękkiej dupy, ale mam uczucia. Rozszarpane teraz. Wychodzę z szatni, idę do fizjoterapeuty, żeby nie słuchać. Bo ja strasznie cierpię. Nie podejmuję tematu, uciekam. Pewnie będzie tak jeszcze przez długi czas, może to zaakceptuję, pogodzę się, ale na razie sobie tego nie wyobrażam.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli