Magiera i Żewłakow zwolnieni. Legia robi porządki po kacu, jaki trzyma ją przez całe lato

Autor wpisu: 13 września 2017 10:48

Kilka tygodni temu Dariusz Mioduski zapewniał wszystkich, że Jacek Magiera – niezależnie od wszystkiego – może spać spokojnie, bo prezes Legii nie bierze pod uwagę scenariusza, według którego miałby zwolnić trenera. Wystarczyło jednak kilka kolejnych porażek – w tym spektakularne zawalenie europejskich pucharów, by zmienił zdanie. Magiera nie jest już trenerem Legii. Klub zrezygnował również z usług dyrektora sportowego Michała Żewłakowa.

– To trener na lata – mówił o Magierze Mioduski. Wyszło jednak, że nie na lata tylko do… końca lata.
Nie zmienia to faktu, że w głównej mierze to właśnie Magiera i Żewłakow odpowiadają za to, co dzieje się w tym sezonie z mistrzami Polski. I trudno, naprawdę cholernie trudno znaleźć argumenty, by któregoś z nich bronić. Magiera jeszcze pół roku temu przy Łazienkowskiej był „bogiem”. Chwalono go na każdym kroku, a on chyba tylko wrodzonej skromności zawdzięcza to, że się tymi wszystkimi pochwałami nie udławił. No, ale wtedy Legia grała taką piłkę, że – jakby to powiedział Wojciech Łazarek – „jajca same składały się do oklasków”. Były kapitalne boje w Lidze Mistrzów z Realem, znakomity i przede wszystkim wygrany mecz ze Sportingiem, który dał przepustkę do fazy pucharowej Ligi Europy, była skuteczna pogoń w ekstraklasie. I wszystko to w stylu, który naprawdę cieszył. I piłkarzy, i kibiców.
Niestety, od początku tego roku wszystko zaczęło się sypać. Pomału, ale jednak. Mistrzostwo na chwilę jednak przesłoniło ten krajobraz. Ci, którzy mówili, że wiosną Legia w niczym nie przypomina tej z jesieni i tylko jakimś cudem obroniła tytuł, byli zagłuszani. Przekonywano, że latem do zespołu dołączy kolejnych kilku wartościowych piłkarzy, a Magiera będzie miał czas wkomponować ich do zespołu i od początku tego sezonu drużyna znów będzie zachwycać.
Jak się to skończyło, wszyscy doskonale wiemy.

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Magiera nie poradził się z letnimi przygotowaniami. Ile w tym jego winy, a ile tych, którzy w klubie odpowiadali za transfery (czyli przede wszystkim Żewłakowa), to inna sprawa. Efekt jednak jest taki, że grę w europejskich pucharach w tym sezonie Legia skończyła, zanim ci najwięksi ją rozpoczęli. Nie ma ani Ligi Mistrzów, ani Ligi Europy – co było celem minimum. Jest za to cholerny kac po tym, że mistrzowie Polski zostali wyeliminowani przez mistrzów Kazachstanu i mistrzów Mołdawii, oraz pokaźna dziura budżetowa.

Magiera zostawia po sobie może nie spaloną ziemię, ale wrażenie, że mimo wszystko ta robota go przerosła. Szkoda, bo wydawało się, że przyspieszony kurs, jaki przeszedł w ubiegłym sezonie, tylko wyłącznie może pomóc mu się zahartować. Okazało się jednak, że niekoniecznie.
Żewłakow z kolei zostawia po sobie listę piłkarskich „nieudaczników” – przynajmniej tak to na dziś wygląda, których w ostatnim czasie do Legii ściągnął. Żaden z nich nie potrafił zastąpić Nikolicia, Prijovicia, czy Vadisa – piłkarzy, którzy decydowali o tym, że Legia w pewnym momencie była o dwie długości przed całą resztą w polskiej ekstraklasie, a i w Europie radziła sobie tak, że nie wstyd było ją oglądać.

Tak więc bronić Magiery i Żewłakowa nie ma za co. Zresztą już po ostatniej porażce we Wrocławiu ze Śląskiem parasol ochronny zwinęli nawet najzagorzalsi zwolennicy tego pierwszego, co było poważnym sygnałem tego, że wkrótce może przy Łazienkowskiej dojść do przesilenia. No i doszło. Można się tylko zastanawiać, czemu zarząd klubu podjął tę decyzję akurat teraz. Czy nie lepiej było to zrobić tuż po odpadnięciu z el. Ligi Europy? Jeśli obaj mieli zapłacić za blamaż w pucharach, to wtedy. A jeśli nie, to – przynajmniej Magiera – powinien pracować do końca rundy. Teraz czas na zmianę szkoleniowca jest najgorszy z możliwych. Tak przynajmniej podpowiada rozsądek, ale cóż – ostatnio w Legii nie wszystko dzieje się w oparciu o rozsądek.

Oprócz Magiery i Żewłakowa robotę w Legii stracili też Tomasz Łuczywek – asystent trenera, oraz Sebastian Krzepota – trener przygotowania fizycznego. Ten ostatni – jak widać – również nie poradził sobie z robotą, bo o przygotowaniu motorycznym legionistów do tego sezonu można powiedzieć wszystko poza tym, że jest takie, jakie być powinno.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli