Maciej Makuszewski: Nie wracam z podkulonym ogonem

Autor wpisu: 8 lipca 2016 09:19

Maciej Makuszewski zagrał w czwartek pierwszy mecz w barwach Lecha Poznań. Od razu bardzo udany. Nie tylko dlatego, że strzelił bramkę i miał asystę w meczu o Superpuchar. Także z tego powodu, że wyjątkowo rzadko się zdarza, żeby przyjezdni wywozili z Łazienkowskiej tak wysokie zwycięstwo jak 4:1.

FUTBOLFEJS.PL: Stara piłkarska prawda mówi, że piłkarz łapie lepszą formę, jak się ożeni. Ty ślub wziąłeś w czerwcu i proszę: od razu zwyżka dyspozycji.
MACIEJ MAKUSZEWSKI:
Właśnie takiego esemsesa dostałem od Sebka Mili, też się śmiał, że małżeństwo mi służy.

Ale bądź szczery… Nawet jeśli mieliście świadomość, że Legia jest personalnie osłabiona, że grała beznadziejne sparingi, to nie mogliście się spodziewać, że na Łazienkowskiej strzelicie cztery gole.
No oczywiście, że nie. Legia to zawsze Legia, ma swoją markę. A jednak nam się udało tu wygrać i to tak wysoko. Bardzo nas cieszy ten pozytywny impuls przed startem ligi. Fajne było to, że przyjechaliśmy z założeniem, żeby tu wygrać i rzeczywiście wygraliśmy. Byliśmy dziś niewiarygodnie skuteczni.

Wygraliście 4:1, bramkarz Legii przy pierwszym golu sporo ci pomógł. Łatwo wam przyszło to zwycięstwo.
Nie zgodzę się z tym, że łatwo. Mecz był wyrównany, a dwie ostatnie bramki były efektem tego, że Legia poszła już na całość i zaczęła ryzykować. Nadziała się na nasze kontry, a Darek Formella świetnie je wykorzystał. Znajomi i rodzina życzyli mi, żebym się przywitał w debiucie w Lechu bramką, no to się przywitałem. A dla mnie to o tyle ważne, że dawno nie wygrałem oficjalnego meczu. Dobrze sobie przypomnieć to uczucie (śmiech).

Czyli to Lech w tym sezonie będzie w ekstraklasie rozdawał karty?
Bardzo bym chciał, ale zejdźmy na ziemię. Nie możemy popadać w euforię już po jednym meczu, nawet jeśli ten mecz wyjątkowo nam się udał. To dopiero nasze pierwsze spotkanie o stawkę w tym sezonie. Nie wiemy, w jakim zestawieniu personalnym będziemy grali, nie wiemy jeszcze, jakim ustawieniem. Jest jeszcze trochę czasu do startu ligi. Przyda się on nam czterem nowym w drużynie – oprócz mnie mam namyśli Radka Majewskiego, Lasse Nielsena i powracającego do Lecha Darka Formellę. Jest jeszcze chwila, żeby zgrać się z się z zespołem, a przecież już dziś każdy z nas miał konkretny wpływ na wynik.

Jak oceniasz możliwości obecnego Lecha?
To grupa ludzi, którzy umieją pograć w piłkę. Jestem optymistą, bo widzę potencjał w tej ekipie. Oby tylko kontuzje nas omijały. Chcielibyśmy grać ładny dla oka, efektowny futbol, taki który się kibicom podoba. No, ale oczywiście przede wszystkim musimy być efektywni. Takie 4:1 z Legią na Łazienkowskiej na pewno nas podbuduje, bo pokazuje, że warto ciężko pracować na treningach.

Strzeliłeś bramkę z rzutu wolnego, wykonujesz też rzuty rożne – rozumiem, że będziesz w Lechu egzekutorem stałych fragmentów gry.
Sporo nad tym elementem pracowałem. Rozmawiałem o tym z trenerem Urbanem, mówiłem że chciałbym to robić. Oczywiście tak długo, jak będzie to przynosiło efekty drużynie. Jeszcze w Portugalii sporo pracowałem nad rzutami wolnymi, ale także nad jakością dośrodkowań. Myślę, że poprawiłem ten element gry.

Gdy zimą przechodziłeś do Vitorii Setubal to tam też początek miałeś dobry, później było już trochę słabiej…
Dlatego nie ma się co podniecać tym wysokim zwycięstwem z Legią w Superpucharze, bo najważniejsza jest liga i chcemy dobrze wystartować.

Przygoda w Portugalii nie za bardzo ci się udała…
Nie wracam z podkulonym ogonem. Przychodzę do ekstraklasy z ligi portugalskiej, ale trafiłem do Lecha, czyli klubu który jest organizacyjnie piętro wyżej od mojego poprzedniego miejsca pracy. Poza tym, bądźmy szczerzy, w Vitorii mogłem powalczyć co najwyżej o miejsca 7.-10. w lidze. Takie są realia klubu, takie możliwości. Przyszedłem do Lecha, bo tu się walczy o mistrzostwo, o europejskie puchary. To jest dla mnie wyzwanie.

Nie szkoda ci zostawiać ligę portugalską w momencie, gdy Portugalia gra w finale EURO 2016, a rewelacją turnieju jest Renato Sanches, który jeszcze przed chwilą grał w Benfice Lizbona.
To chłopak, który już przed turniejem zwracał na siebie uwagę. Przecież Bayern kupił go już przed mistrzostwami i nie był to transfer przypadkowy. W lidze portugalskiej też się pokazywał z dobrej strony. Tyle tylko, że w Portugalii liga jest specyficzna. Z takimi ekipami jak Benfica moja Vitoria Setubal nie jest w stanie nawiązać rywalizacji. Jesteś na boisku, starasz się, biegasz, ale to oni grają w piłkę, ty ją tylko oglądasz. Taka jest rzeczywistość. Na Sportingu przegraliśmy 0:5 i przekonałem się, co to znaczy gonić przez 90 minut i być całkowicie bezradnym.

Czy wyjazd do ligi portugalskiej był w twoim przypadku błędem?
Nie. Można by tak powiedzieć, gdybym w ogóle tam nie grał. Ale grałem, zdobywałem doświadczenie, poznawałem inny styl gry. Była opcja, bym został na kolejny sezon w Vitorii, bo zmienia się trener, będzie przebudowany zespół, ale czułem, że to nie to. Że i tak będzie ciężko powalczyć z najlepszymi w lidze, a ja mam jeszcze swoje ambicje.

A była w ogóle taka opcja, żebyś wrócił do Lechii Gdańsk?
Nie było tego tematu. Ale jak przyszła propozycja z Lecha, który jest podrażniony po poprzednim sezonie, który chce walczyć o mistrzostwo, to się nie wahałem. Czuję, że tu się coś rodzi fajnego i chcę być częścią tego nowego projektu. Mam poczucie, że zmieniłem klub na lepszy. Zresztą mam też dowód. Już jest pierwsze trofeum i wygrałem pierwszy mecz od pół roku. Widzę, że w klubie wszyscy odkreślili już poprzedni sezon grubą krechą, wiedzę entuzjazm w szatni Lecha i znów mam radość z gry w piłkę.

Rozmawiał Dariusz Tuzimek

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Lech Poznań | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli