Maciej DĄBROWSKI: Reprezentacja byłaby zwieńczeniem szalonej pracy. Ale cieszę się z tego, co mam

Autor wpisu: 22 czerwca 2017 08:58

Maciej Dąbrowski ma za sobą szalony rok. Rok wzlotów, upadków i wzlotu najwyższego. Był moment, gdy zdawało się, że Legia to za wysokie progi, a na koniec zdobył miano najlepszego obrońcy Lotto Ekstraklasy i wiele wniósł do tytułu mistrza dla Legii. Dziś, u progu przygotowań do nowego sezonu, jego pozycja w Legii jest diametralnie inna niż wtedy, gdy jesienią ubiegłego roku do niej przychodził.

FUTBOLFEJS.PL: Jak wakacje minęły?
MACIEJ DĄBROWSKI: W domu z rodziną. Urodził nam się niedawno synek. Akurat tuż przed moim przyjazdem na zgrupowanie w Warce pierwszy raz wyszliśmy rodzinnie na spacer, więc to były bardzo miłe i bardzo domowe wakacje.

Ten okres przygotowawczy będzie zupełnie inny niż rok temu. Wtedy w krótkim czasie wiele się zdarzyło.
Oczywiście. Teraz jestem już rok czasu z drużyną, poznałem chłopaków, rozumiemy się bardzo dobrze. Atmosfera w drużynie jest naprawdę świetna, a mamy nadzieję, że będzie jeszcze lepsza, bo przecież zawsze coś tam do poprawy się znajdzie. Poza tym, wiadomo jak to jest w zespole piłkarskim – atmosfera tym lepsza im lepsze są wyniki. Po tym, czego doświadczyliśmy w poprzednim sezonie, będziemy chcieli wejść na jeszcze wyższy poziom. Dla mnie akurat było to pierwsze mistrzostwo Polski, dla wielu chłopaków drugie z rzędu.

Rok temu – błyskawiczne przygotowania z Zagłębiem Lubin do europejskich pucharów, teraz stabilizacja w Legii, mocna pozycja na stoperze mistrzów Polski. Jak zmienił się Maciej Dąbrowski?
Trudno mi odpowiedzieć, bo ja mam takie przekonanie, by za wiele nie patrzeć w przeszłość. Wolę patrzeć w przyszłość. Albo inaczej – patrzę na to, co robię teraz, ale z wyzwaniem na przyszłość. Czyli co mogę u siebie jeszcze poprawić. Niby mam 30 lat, ale proszę mi wierzyć, że i w tym wieku można wciąż myśleć o poprawianiu siebie, pójściu do przodu i o tym, by pracować nad sobą w taki sposób, aby dać więcej drużynie.

Pan nawet w tym okresie kryzysu ujmował tym, że nie wątpił w powrót do dobrej formy i wysokiej dyspozycji. Biła z tego pewność siebie rozumiana jako bardzo pozytywna cecha.
Dlatego, że ja nigdy nie wątpiłem w swoje umiejętności. Wiedziałem na co mnie stać, wiedziałem, że stać mnie na dobrą grę w Legii. Na to, by coś dobrego wnieść do tego zespołu. W tym okresie, o którym pan wspomina – gdy siedziałem na ławce, mało grałem – miałem olbrzymie wsparcie od moich bliskich: żony, rodziców, także menedżera. Oni bardzo we mnie wierzyli i to także pozwalało mi samemu uwierzyć. Pytaniem raczej nie było, czy ja się odbuduję, tylko bardziej, czy jeszcze dostanę szansę. To było wtedy najważniejsze. Ale porozmawialiśmy sobie z trenerem szczerze, zapamiętałem to jako fajną, rzeczową rozmowę. Koleżeńską wręcz, tak to można ująć – ale czasami właśnie dla piłkarza takie podejście jest najbardziej pomocne. Gdy trener powiedział, że da mi szansę i abym po prostu walczył o swoje, to już wiedziałem, że jeśli chodzi o moje możliwości i zaangażowanie, tę szansę wykorzystam.

No i ta szansa została wykorzystana perfekcyjnie. Żelazny punkt obrony Legii, tytuł mistrzowski, tytuł najlepszego obrońcy ekstraklasy – fajne to wszystko. A potem… były powołania do kadry i brak na liście Adama Nawałki.
Szczerze – nie zastanawiałem się nad tym za bardzo, nie roztrząsałem. Choć nie powiem, że hasło „reprezentacja” nie działa. To marzenie każdego piłkarza. Każdy z nas chciałby grać jak najlepiej, każdy chciałby się rozwijać, a ukoronowaniem gdzieś tam na końcu tej drogi rozwoju jest kadra narodowa. Dla mnie też. Szczególnie teraz gdybym dostał powołanie, byłoby to zwieńczenie tej ciężkiej, momentami wręcz szalonej pracy, jaką wykonałem przez miniony rok. Nie tylko pracy. Zdobyłem mistrza, zdobyłem miano najlepszego obrońcy, urodziło mi się dziecko i… jeszcze powołanie. Wszystkie szczyty zdobyte. Ale cóż, taki jest sport, takie jest życie – nie zawsze jest wszystko naraz. Jednak cieszę się z tego, co mam, co osiągnąłem. A może jak dalej będę tak ciężko pracował, jak przez miniony rok, to i na powołanie także przyjdzie jeszcze czas? To także motywujące.

Nie ma co ukrywać, że presja na was jest coraz większa. Teraz wiemy, że Legia może awansować do Ligi Mistrzów, może w niej fajnie grać.
Presja w Legii jest cały czas…

… ale nie powie pan, że poprzeczkę sami sobie zawiesiliście wyżej – co akurat nas, obserwatorów, kibiców cieszy.
My, piłkarze, chcemy się rozwijać i klub też się chce rozwijać – to oczywiste. Są sprowadzani coraz bardziej klasowi zawodnicy – jak Vadis, jak Thibault, Miro. To także powoduje, że cele muszą być coraz wyższe. A zwieńczeniem jest zawsze gra w Lidze Mistrzów. Na poziomie klubowym to marzenie każdego zawodnika, bo oznacza najwyższą klasę piłkarską. Dla każdego z nas to potem kapitalne wspomnienia – móc powiedzieć swojemu dziecku po latach: „A twój tata grał w Champions League” to coś absolutnie niepowtarzalnego.

Gorący okres transferowy. Za chwilę okienko otworzy się na dobre. Zostanie pan w Legii?
(ze śmiechem) No tak, okres „polowania” dziennikarzy, którzy wiedzą więcej!

O nie, w tym pytaniu nie ma nic podchwytliwego. Po prostu pytam „u źródła”.
(wciąż szeroki uśmiech) A, chyba że tak. To uspokajam – mam jeszcze dwa lata kontraktu i nigdzie się z Legii nie wybieram.

Rozmawiał w Warce Marcin Kalita

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli