Łukasz Moneta: Walczyliśmy z przekonaniem, że jeden za drugiego… zapieprza

Autor wpisu: 28 lutego 2017 11:06

Piłkarze Ruchu Chorzów pokazują nie lada charakter po przerwie zimowej i udowadniają, że zbyt wcześnie zostali przez nich skreśleni w kontekście walki o utrzymanie. Po zwycięstwie w Warszawie trzy punkty zarobione także na Śląsku Wrocław (2:0) dały znaczącą poprawę sytuacji chorzowian.

Nasze rodzime rozgrywki mają to do siebie, że wystarczy w nich zagrać kilka dobrych meczów, aby sytuacja w tabeli uległa diametralnej zmianie. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby sytuację Wisły Kraków, która w pierwszych ośmiu kolejkach tego sezonu przegrywała siedem razy, by na koniec roku być o włos od zajęcia miejsca w strefie grupy mistrzowskiej.

– Nie obawialiśmy się spotkania ze Śląskiem Wrocław, spokojnie do niego podchodziliśmy. Po wygranej z Legią (3:1) był moment radości, ale wiedzieliśmy, że de facto trudniejszy mecz będzie teraz. W euforii można było pomyśleć, że jak wygraliśmy z mistrzem Polski, każdy mecz teraz łatwo nam przyjdzie. A tak nie jest, bo ta liga jest ciężka i każdy w niej walczy. Wyszliśmy na mecz ze Śląskiem z przekonaniem, że jeden za drugiego… zapieprza i robimy punkty – powiedział Łukasz Moneta po wygranym w poniedziałek bardzo ważnym meczu chorzowian.

22-letniemu pomocnikowi od kiedy z Legii Warszawa trafił do Ruchu Chorzów nie dane było jeszcze cieszyć się z – wydawałoby się niespecjalnie wyjątkowej jak na ligę serii – dwóch zwycięstw z rzędu. Teraz apetyt na kolejne zwycięstwa jest jeszcze większy.
– Nawet u siebie nie wygrywaliśmy wielu spotkań, tym bardziej cieszymy się z tego zwycięstwa. Ale w następnym meczu oczywiście znów będziemy walczyć o pełną pulę. Morale wzrastają – zapowiada Moneta przed wyjazdowym meczem z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Czyli meczem, w którym spotkają się „legijni dręczyciele”. To przecież właśnie to Legii postawiły się oba zespoły w ostatnich dwóch kolejkach, a mistrzowie Polski w meczach z Ruchem i Bruk-Betem zdobyli tylko jeden punkt.

Znane powiedzenie mówi, że „zwycięzców się nie sądzi”, ale faktem jest, że w meczu ze Śląskiem swoje na korzyść chorzowian dołożył sędzia. Nie uznał gola Kamila Bilińskiego – boczny arbiter wskazał po długim wahaniu pozycję spaloną w bardzo wątpliwej sytuacji (zwłaszcza, gdy przypomnieć, że sędziowie mają preferować grę ofensywną i wątpliwości przy spalonych rozstrzygać na rzecz atakujących).
A potem arbiter główny nie zauważył, że Jarosław Niezgoda był faulowany przez Adama Kokoszkę przed polem karnym i zamiast wolnego podyktował rzut karny. – Z perspektywy boiska ciężko było to zauważyć. Praca sędziów jest tak specyficzna, że czasami ich błędy muszą być wkalkulowane w wydarzenia boiskowe. Czasami zdarzają się na naszą korzyść, czasami na niekorzyść – ocenił Moneta.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Ruch Chorzów

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli