Lista grzechów Jozaka jest długa, kwestia jak o nich rozmawiać

Autor wpisu: 16 kwietnia 2018 14:09

Kadencja Romeo Jozaka w Legii była potężnym rozczarowaniem. Chorwat dużo i ładnie mówił. Był wizjonerem. Ale jednym z tych, którzy mają kłopot z wprowadzaniem swoich wizji w życie. Gdy przyszło się zmierzyć z prozą codzienności, z realnymi problemami, z ludźmi, ich słabościami i ambicjami, trener sobie nie poradził. Cała drużyna – może poza Arkadiuszem Malarzem, ale bramkarz to jednak inna kategoria – grała poniżej własnych możliwości. Jozak dostał mnóstwo zaufania od prezesa klubu, ale jednak kompletnie go zawiódł. Dariusz Mioduski wiedział, że rewolucja jaką robi w Legii będzie trudna i droga. Okazała się jeszcze trudniejsza i jeszcze bardziej kosztowna.

Mioduski nie wygląda na człowieka, który się podda i zejdzie z obranej drogi. Choć od soboty musi być przygotowany na to, że ten sezon będzie jednak porażką. Bolesną tym bardziej, że w drużynę zainwestowano – jak na polskie warunki – gigantyczne środki. Właściciel klubu musi jeszcze raz przysiąść nad koncepcją. Zrewidować nie tyle cele – bo te się nie zmieniają – ale środki, jakimi chce te cele osiągnąć. Powinien przyjrzeć się ludziom, jakich ma do dyspozycji, poprawić jakość własnej organizacji, wzmocnić ją liderami, którzy będą ciągnęli najważniejsze dla klubu obszary.
Do tej pory sam wszystko bierze na klatę. Chętnie zobaczyłbym frontmanów nr 2 i nr 3 i 4, z którymi dzieli się odpowiedzialnością w klubie, z którymi może zderzyć swoje idee, ale w których ma też partnerów do dyskusji. Odważnych, kreatywnych, mających swoje zdanie. Tacy, co to nie potakują, a pociągną Legię w górę. Bo klub piłkarski ze stuletnią tradycją to nie jest zwykła firma, tu się bez przerwy ma do czynienia z ekstremalnymi emocjami tysięcy ludzi.
Kwestią jest jak tym potencjałem zarządzać, jak z kibicami rozmawiać, jakiego do tej komunikacji używać języka, z jakich korzystać platform.
Jako, że napisałem o tym felieton do Sportowych Faktów/Wirtualnej Polski, wklejam obszerne jego fragmenty poniżej:

Bardzo podobał mi się ten fragment niedzielnej konferencji, gdy prezes Legii nie używał korpo-języka. Nie mówił o planach długofalowych, celach do osiągnięcia czy rozwoju drużyny. To był ten moment gdy trochę ulało mu się rozczarowanie i rozgoryczenie, gdy polityczna poprawność musiała ustąpić emocjom.
– A tak na końcu, to prawdziwe ryzyko ponoszę tylko ja – powiedział Mioduski, ewidentnie podkreślając, że ryzykuje własnymi pieniędzmi. Podobało mi się, nie będę tego ukrywał.
Bo z kibicami – a przecież to do nich był skierowany przekaz z konferencji – trzeba rozmawiać szczerze. Klasyczny PR można wyrzucić do kosza. Rozwój mediów społecznościowych, w szczególności Twittera, zmienił sposób dyskusji także w świecie futbolu. Dialog jest bardziej brutalny, ale jednocześnie jest konkretny i bezpośredni. Mioduski tego nie powiedział wprost, ale kto potrafi słuchać i ma trochę wyobraźni, mógł to odczytać tak: „Odpieprzcie się! Mnie też boli to, co się dzieje z Legią w tym sezonie, ale mnie boli bardziej, bo boli dwa razy. Raz: boli mnie serce, dwa: boli mnie portfel”.
Taką narrację „kupuję” od razu, to do mnie trafia. Potrafię sobie wówczas wyobrazić jak bym się czuł gdybym w Jozaka i np. Eduardo zaangażował nie tylko swoje emocje, ale także pieniądze.
Facet, który wkłada swoją własną, prywatną kasę (nie np. koncernu państwowego, miasta czy sponsora) zasługuje na szacunek. Nawet jeśli popełni błędy. On szuka rozwiązań na własny rachunek, pomyłki są bolesne. Pewnie gdyby Mioduski był prezesem w Turcji czy w Grecji, byłby bardziej bezpośredni. Mogłoby się pojawić hasło, że nie musi się w ogóle tłumaczyć, bo ryzyko jest wyłącznie jego. A dziś sztuka dialogu z kibicami bardzo się zmieniła. Stare podręczniki PR można bez żalu wyrzucić na śmietnik.
Okrągłe zdanka, czy para-wykłady z teorii futbolu, którymi częstował nas Romeo Jozak, były strawne jedynie na początku, gdy się przedstawiał. Wtedy Chorwat mówił, mówił i mówił. Miało – powiedzmy to szczerze – walor świeżości. To była atrakcyjna i spójna wizja przyszłości takiego klubu jak Legia, który musi stawiać na młodzież, który musi grać o najwyższe cele, ale jednocześnie musi „produkować” zawodników i sprzedawać ich za dobre pieniądze za granicę. Tak, jak robią to właśnie Chorwaci z Dinama Zagrzeb. Model biznesowy był więc dobry, pomysł na klub odważny, a wykonawca był zaimportowany właśnie stamtąd. Miało to – na etapie konceptu – ręce i nogi. A jednak Jozak okazał się jedynie teoretykiem. Czas weryfikował go nieubłaganie. Był momentami jak – przepraszam doktora Jozaka za porównanie – akwizytor. Im gorzej mu szło z wynikami, tym bardziej atrakcyjną wizję przyszłości roztaczał, kusił niesamowitymi zyskami, które klub zaraz osiągnie. Ceny za Sebastiana Szymańskiego czy Jarosława Niezgodę szły coraz bardziej w górę, w miliony euro. I jeszcze te „grube” porównania, które pojawiały się przy nazwisku Szymańskiego: Luka Modrić, Iniesta… Żeby tylko nie spytać czemu Szymański gra tak mało, albo czemu jest tak mało efektywny.
Transfery Jozaka – na dzisiaj – też z nóg nie zwalają. Brawa za Williama Remy’ego. Ale już Eduardo, który miał być przecież nowym Ljuboją, to potężne rozczarowanie.
Co ciekawe, tacy piłkarze jak Marko Vesović, Domagoj Antolić czy Chris Philipps wyglądali najlepiej na samym początku, gdy tylko trafili do klubu. Im dłużej pracował nad nimi Jozak i jego sztab, tym było z nimi gorzej…
Brak doświadczenia Chorwata wyszedł także w sprawie „afery” z Michałem Kucharczykiem. Tu Jozak rozczarował potężnie. Zawiódł jako menedżer zespołu ludzi, jako szef swojego działu w fabryce. Mały konflikt eskalował do gigantycznego, a na koniec poszedł do przełożonego by ukarać krnąbrnego pracownika. W ten sposób sam uczynił kryzys w szatni Legii sprawą publiczną. Co gorsza, w klubie nie spotkał nikogo, kto by mu powiedział: „Romeo Jozaku, psie Sabo. Nie idźcie tą drogą!”. Wyrzucenie do rezerw „Kuchego”, po czym – po przegranej z Arką i remisie z Górnikiem w PP – szybkie przywrócenie go do zespołu, raczej autorytetu Chorwata nie wzmocniło. Ale tu zabrakło kogoś, kto by w klubie poszedł pod prąd i przekonał prezesa: „Nie wyrzucajmy Kucharczyka do rezerw. Kibice mogą żartować z jego techniki, ale cenią go za walkę i psie przywiązanie do Legii. To będzie źle odebrane i niezrozumiane”. I tak było, szczególnie, że sprawie nadano klasyfikację najwyższej tajności i nikt nie wiedział za co Kucharczyk dostał tę karę. Nie było w całej organizacji człowieka, który stanął by przed prezesem lub do niego zadzwonił i powiedział, nie bacząc na zasady obowiązujące w korporacjach: – Nie róbmy tego, to głupota.
A może był ktoś taki, tylko prezes nie był jeszcze wówczas gotowy słuchać. Czar Jozaka jeszcze działał. Prezes będzie silny swoim zespołem, jeśli będzie miał odważnych ludzi. A tę siłę wyznaczą ci, którzy nie wezmą na siebie roli potakiwaczy. Zderzenie myśli może być twórcze.

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa

  • ursynów

    Można się rozwodzić na temat,,błędów i wypaczeń tow. Romeo Jozaka”. Jako chrześcijanin nie będę znęcał się nad gościem(to żart bo wielokrotnie mu na tych łamach dokuczałem i znęcałem). Kiedyś jedna z bardzo znanych postaci polskiej piłki, powiedziała,że dla polskiej piłki zrobiła kupę i kupę ma jeszcze do zrobienia.Przenosząc to na grunt dokonań Jozaka, on dla Legii kupę zrobił, smród czuć do dzisiejszego dnia.Mój ulubiony gawędziarz Janek Tomaszewski pewnie tak scharakteryzowałby grę Legii za czasów Romeo,,To była boska drużyna, boska taktyka, bo jeden Bóg wiedział o co w niej chodzi”.Tak to widzę, Panie Redaktorze.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli